niedziela, 21 marca 2021

Ukraiński Erich von Däniken od siedmiu boleści

Nasz bohater w oczach fejsbukowiczów ;)
Sądziłem, że po zamierzchłych kompromitacjach bajkopisarza Ericha von Dänikena nie da się już tak łatwo robić ludziom wody z mózgu, ponieważ dziś znacznie łatwiej zweryfikować fakty w kilka kliknięć za pomocą Internetu. Myliłem się, czego przykładem niejaki Franc Zalewski, który z łatwością żeruje na ignorancji i lenistwie widzów, którym nie chce się zweryfikować jego pseudorewelacji.
Od kilku lat w polskiej bańce internetowej ten zawodowy turbosłowiański ściemniacz, podający się za niezależnego naukowca (niezależnego chyba od rozumu?), robi niezwykłą karierę. Regularnie jeździ na rozmaite polskie zloty i konwenty para-psycho-ufo z referatami, w których przedstawia swoje rzekome odkrycia, rzekomo rewolucjonizujące wiedzę naukową, zwłaszcza archeologię i tzw. paleoastronautykę. Zwykle nie mówi niczego oryginalnego, praktycznie wszystko co głosi, to oczywiste popłuczyny po Dänikenie i jemu podobnych. Dla wzmocnienia efektu „WOW” swoich filmikowych „rewelacji” powołuje się na cudze badania i odkrycia absurdalnie przez siebie zniekształcone i wypaczone.