wtorek, 1 listopada 2016

Moje Dziady...

Katolicy obchodzą dziś Święto Wszystkich Świętych. Podobno są zbawieni, podobno uczynili tyle dobra i przekazali bliźnim tyle miłości, że są już w domu Ojca. Promieniują jasnością, dobrostanem, świadectwem swoich uczynków. Trudno mi się do tego odnieść, bo mi są oni zupełnie obcy.  Jestem Rodzimowiercą, poganinem, kimś, komu bliżej do słowiańskiego korzenia i tradycji przodków ze Świętych Gajów, kącin i leśnych uroczysk.

W moim domu, w oczekiwaniu na Dziadów...
To, co mam najlepszego...
Cóż, niech katolicy mają tych swoich Wszystkich Świętych. Nie bronię, ciekawe ilu z nich, jest tolerancyjnych w stosunku do mnie, do moich przyjaciół co kultywują przedchrześcijańskie zwyczaje i obrządki? Dziś pozostawię w oknie zapalony płomień świecy. Niech jaśnieje przy nim lico mojego Boga... Na stole zaś zostawię strawę dla zgłodniałych i zabłąkanych, dla pustych dusz o których już zatarła się pamięć. Przygotowany chleb, masło, jajka, gotowaną kaszę, jakąś słodycz i coś mocnego na wypitkę. To dla nich, dla Dziadów! Mam doskonałą nalewkę z borówek, dostałem w prezencie, [dziękuję Mokoszo...] Przodkowie będą kontent.


W samotności, kiedy się wyczekuje znaków od Dziadów.
Wiem, że odnajdą drogę do mojego domostwa. Po prostu wiem. Rozpalony ognik ciepła da im znak, że tutaj mogą się ogrzać, najeść i ugasić pragnienie. Że są mile ''widziani''. Z bliska i z dalekich stron. Moi  Dziadowie, moi najbliżsi znowu będą ze mną. Bardzo tego pragnę. Mylą się ci, którzy sądzą, że Dziady zaczęły się wczoraj, albo dziś. Tak na poważnie to one już trwają od kilkunastu nocy i dni. Znad prastarych żalników, smętarzysk i kurhanów unoszą się leciuchne woale oparów. Na rozstajach dróg, pośród pól, lasów i łąk wędrują dusze dziadowskie. Siedzą w grupach lub samotnie na omszałych głazach i nad brzegami wód. Wszystek, od skryto zamordowanych wojów i hardych obrońców plemiennych wieców. Utopione dziewki i samobójczynie. Dusze dzieci i pomyleńcy, co poznali prawdziwe szczęście i znój upokorzeń. Niektóre z nich wciąż zalegają w zbutwiałych narubach i wyczekują, kiedy zamienią się w demona, albo w wątpierza. Oni są wszędzie, tylko My oślepliśmy. Są niewidzialni, niekiedy zdradzeni i co gorsza wyśmiewani... W moim kraju już amerykanizują wszystko, co się tylko da. Byleby skomercjalizować, ogłupić :(
Przybywajcie Dziadowie, posilcie swoje skołatane i zimne dusze! Chrońcie nas, i naszych najbliższych. Moje progi są dla was życzliwe i otwarte. Nie pukajcie w okiennice, nie trzaskajcie ze złości -wielu z nas pamięta o Was! Wasze cienie są naszym wyrzutem i jednocześnie wyrazem radości, bo przyszliście, bo zasiądziecie wspólnie do naszych stołów.

To moje Dziady... Moje intymne, pogańskie od serca, dla tych, co w pamięci. Welesie, Żmiju, teraz ja rządzę.

Z dedykacją dla Braci Słowian.

2 komentarze:

  1. Welesie, Żmiju, teraz ja rządzę. To zabrzmiało groźnie.
    Moje Dziady były podobne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie celebrowałem, po prostu pamiętałem o Dziadach. No co? Bogom też trzeba pogrozić :)

    OdpowiedzUsuń