wtorek, 15 grudnia 2015

Polacy - Naród samobójców bez woli i ducha?

Jestem przygnębiony...
Mieszkam w kraju samobójców, wśród ludzi obcych sobie. Żyję w Narodzie podzielonym od dawna na „dwie” części, gdzie każda ze stron krzyczy, że to ona jest prawdziwym Narodem. Każdy myślący wie, że to wydumany i sztuczny w istocie podział. Nie będę się silić na intelektualne brednie, analizy i osądy, od kiedy taki stan rzeczy ma miejsce i jaka jest istota i geneza tego niby rozwarstwienia. Polskojęzyczne przedszkole polityczne, jakie nam zafundowano, zżera nas od środka. Pasożytuje jak na padlinie. Skłóca od lat w ordynarny sposób, a my jak dzieci we mgle po omacku błądzimy, nie wiedząc, gdzie i dokąd zmierzać. Kto robi nas w konia, kto mówi prawdę, a kto kłamie?
Bez komentarza...
Z zażenowaniem obserwuję, jak mój kraj pogrąża się w chaosie anarchii, w osamotnienie, zakłamanie i zaściankowość. Świat wokoło dynamicznie się zmienia, realia geopolityczne oraz stosunki międzynarodowe również. A my kisimy się we własnym sosie, zamiast reagować, aby zadbać o własną przyszłość i bezpieczeństwo. (Przykładem problemy z islamskimi migrantami, ale to tylko czubek góry lodowej).
Jak grzyby po deszczu powstały jakieś grupy obrońców krzyża i publicznie ośmieszają dumę i godność starego słowiańskiego Narodu. Celebruje się skatoliczone do bólu miesięcznice smoleńskie, a następnie obrzydły babsztyl [krzywonosy] nawołuje do organizowania kolejnych miesięcznic, tym razem tzw. obrońców demokracji! Bo tamci mają, więc my także będziemy mieć swoje. Buractwo niebywałe.
Były wąsaty prezydent, zawistny o sukcesy swojego byłego pupila, nawołuje do zmiany władzy, której nikt na świecie nie kwestionuje, bo jak tego nie uczynimy, to pozostanie nam wojna domowa. Przecież to niebezpieczny kretyn. Zaś obecny pojechał na Ukrainę, ażeby znowu przemilczeć, jak sądzę, mordy i gwałty dokonane na moich rodakach przez tamtejszych siepaczy spod znaku UPA i OUN. Zapewne interes nazioli ukraińskich i szemrane interesy oligarchów są ważniejsze, aniżeli dobro własnych obywateli. Pożyczka w wysokości 4 mld złotych z kieszeni polskiego podatnika, to kompletny idiotyzm! Po co jechać do kraju, który jest politycznym i ekonomicznym trupem? Jaki interes ma w tym Polska, by się znowu tam kompromitować? Dopiec Rosjanom? Dla Rosjan takie gierki to dziecinada. Mam nieodparte wrażenie, że „elyta” polityków znad Wisły, posiada mocniejsze ukraińskie aniżeli polskie korzenie. Wszak na słynny Majdan całe pielgrzymki zmierzały. Oczywiście zwyzywacie mnie od debili.


Szanuję, a nawet lubię Ukraińców, bo należą do słowiańskiej rodziny i za kozacką fantazję, ale nie mogę zamykać oczu na ich dawniejsze zbrodnie i dzisiejszą głupotę – dają się naiwnie wodzić za nos globalnym cwaniakom jeszcze bardziej niż Polacy. Nic dobrego dla nich i dla nas z tego nie wyniknie. I znów kolejny Sienkiewicz napisze: „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”.
Zaledwie kilka dni temu obserwowałem dwa żałosne pochody tzw. obrońców demokracji – tego gorszego sortu Polaków, przeciwko tym, co niby dyktaturę chcą wprowadzać. Bo zamach stanu, bo skok na Trybunał Konstytucyjny ze złamaniem zapisów tejże Konstytucji. Cóż za obłuda! Wcześniej ci krzykacze jakoś jap nie darli, jak ta, jakże słuszna wtedy władza, nie respektowała postanowień tejże wątpliwej reputacji instytucji. A fakt, że swojaków na jej lukratywne stołki powoływała, był jak najbardziej w porządku. Ciekawym bardzo, co z Radą Polityki Pieniężnej? Tam pewnie sami apolityczni zasiadają? Przypomnę, że na sześcioletnią kadencję po trzech nierobów powołują: Prezydent, Sejm i Senat.

A co z zielonymi katedrami polskiej przyrody? Obywatelski projekt „Oddajcie Parki Narodowe Narodowi” przełożony Sejmowi i podpisany przez tysiące Polaków został po chamsku, ale demokratycznie przez parlament wyrzucony do kosza! I to przez tych, co teraz protestują w imieniu zagrożonej demokracji. Tak zaprzepaszczono okazję do powołania nowych rezerwatów przyrody i parków narodowych. Swoją drogą chciałbym przynależeć do tego gorszego sortu Polaków z byłym bangsterem Swetru idącym na czele tegoż pochodu. Gościu, przynajmniej wie, jak kasę pomnażać, niestety nie dla Polski. Z pewnością los ubogich ludzi leży mu kamieniem na sercu…

Przeciwnicy tego marszu na drugi dzień wyprowadzili swój własny pochód, mieniąc się li tylko słusznymi, prawdziwymi Polakami, gdzie w sercach mają żołnierza wyklętego i pierwszą świętą ojczyznę – Watykan… Na transparentach oczywiście solidarni z tymi dobrymi. Tak się robi ściemę na wzór niezłomnego patrioty, zawłaszczając wszystko, co biało-czerwone w najlepszym tego słowa znaczeniu. A celebrowanie pustynnej Chanuki w budynku parlamentu i w pałacu prezydenckim jakoś tym narodowym wyzwolicielom nie przeszkadza. Co więcej, Żydzi już okrzyknęli ją polskim świętem. Niezłe poplątanie z pomieszaniem, prawda? A ja po swojemu twierdzę, że zamierzone. My rodzimowiercy dobrze wiemy, jakim odorem stamtąd jedzie.

Jestem Polakiem, wrednym Lachem, dumnym Pszokiem. Poczytuję to sobie za zaszczyt! Lecz najistotniejsze jest dla mnie, że przynależę do zadrugi słowiańskiego plemienia. Że etos wartości przedchrześcijańskich „zabobonów” we mnie nie zaginął. Uodporniłem się na rwący rynsztok niepolskich mediów, ogłupiających Polaków aż do ości z wypłukanych toksynami ryb w Wiśle. Przykro stwierdzić, ale w wielu przypadkach skutecznie.
Dlatego jestem przygnębiony. Ten smutek towarzyszy mi każdego dnia. Również podówczas, kiedy uzmysławiam sobie, że jako Poganin, polski Słowianin staję się mniejszością we własnym kraju, w bliskim kręgu kulturowym słowiańskiego dziedzictwa. Wiecie czemu? Ponieważ jako Słowianie zamieniamy się powoli w murzyńskie rozczłonkowane plemiona. Skłócone tępym i ślepym nacjonalizmem ideologii państw narodowych. Państwo narodowe to w moim mniemaniu nic złego, pod warunkiem jednakże, że nie nawołuje do totalnej nienawiści wobec sąsiada. Rozumiem, że można się różnić, nie zgadzać, walczyć o swoje zdanie. Samemu preferuję obicie pyska, kiedy trzeba, ale na potężnego Peruna – usiądźmy potem przy stole i wypijmy miodem na zgodę! To już nie czasy, gdyśmy się na wiecach plemiennych ostro pięściami okładali, a bywało, że czymś cięższym.
Dookoła jest tyle współczesnych zagrożeń, a nas Słowian się wzajemnie na siebie szczuje. Przecież wielu z was to dostrzega, wierzę, że zauważyliście, jak nami od wieków się manipuluje. Niemiaszki są tego dobrym przykładem. Dziś synonimem nowoczesnego obywatela, nie Polaka!, jest opinia prostytuujących się nagich celebrytek z ekranów telewizji i złodziei na galach przyznawanych sobie statuetek. Obrzydzenie bierze na samą myśl. Zastępcze tematy z pederastami, ksenofobiami i rasizmem to już chleb dziś powszedni. A tuż obok w biały dzień obce korporacje i bankowi lichwiarze wyprowadzają z „polskiego” systemu ekonomicznego i skarbu państwa miliardy złotych! Gdzie są ci protestujący obrońcy demokracji i pisowscy narodowi odnowiciele? Myślę, że w czarnej dupie własnej chciwości i egoizmu.
Dziś Polacy to Naród samobójców. Rozproszona masa ludzkiej energii bez wodza, bez pomyślunku na przyszłość. Zapatrzona ku własnej korzyści, gdzie prywata i karczemna popijawa kolesi. Oddający ostatnie skrawki wspólnoty z siebie samych. Przypominamy kundla, którego ktoś prowadzi krótko na smyczy z dalekiego Waszyngtonu i zagrabionego nam Słowianom Berlina. Kiedyś szanowani, dyktujący swoje warunki każdemu z najeźdźców. Jeśli pokonani, wtenczas nawet wróg oddawał nam szacunek za waleczność i nieustępliwość. Gdzie zagubiliśmy swoje należne mu miejsce w świecie? Teraz byle jaki lewak szwabski o nazwisku Schulz poucza jego obywateli, jak mają żyć i komu kark schylać! Powstańcie pogańscy wojowie, bo nie zdzierżę…
Polski ruch rodzimowierczy to karykatura tego, co mogłoby wielkiego powstać. Jest kalką państwa, w którym żyję. Rozdrobniony, wewnętrznie niespójny i w dodatku politycznie zmarginalizowany. Czasem mam wrażenie, że umyślnie rozbity. Cóż z tego, że jest kilka związków wyznaniowych, stowarzyszeń i wolnych grup nawiązujących do spuścizny naszych pogańskich przodków, skoro to wszystko działa na zasadzie: rozpalimy ognisko, wypijemy z rogów miód i wykrzyczymy trzy razy Sława!, i rozejdziemy się po domach. Jak grupa jest ogarnięta i zwarta, to zapraszają jeszcze jakichś artystów na koncert. Toż to żałosne. Wiem, generalizuję, ale jestem przecież przygnębiony. Wydawanie płomiennych tomików poezji słowiańskiej przez „Żywię” Gacparską lub książek przez żercę Rafała Merskiego to niewiele.
Pisząc o zadrudze rodzimowierczej w Polsce, mam na myśli stan jej ducha, siły jej współplemieńców. Czy jest li tylko zbiorowiskiem kilku tysięcy osób zabawiających się odtwórstwem pogańskim i jego historycznymi kostiumami? A może silną i świadomą swoich celów grupą marzącą o silnym kraju i mądrych jej mieszkańcach? Moim subiektywnym zdaniem, to nieudolna próba ratunku tego, co jeszcze chcielibyśmy uratować. Lecz bez większej siły przebicia, po prostu większość katolskiego ciemnogrodu zaczapkuje rodzimowierców koloratkami. Również i mnie.
Mieszkać pośród samobójców to niezłe wyzwanie, hardkor umysłowy, który męczy i wymusza na myślącym, by się jakoś przed nimi bronić. Osamotnienie potęguje te okropne odczucia wyalienowania. Sprawia, że budzi się w człowieku gniew i jednocześnie zniechęcenie. Poganin nie może się poddać, winien walczyć o to, w co wierzy. Fakt, że ma chwile zwątpienia, to coś naturalnego. Szczególnie w tych warunkach, w jakich przyszło mu egzystować. Muszą mu wystarczyć słowa Stachniuka, niezłomność Szukalskiego, urok miejsc kultu na Ślęży, w Radzikowie, dostojeństwo dębów, moc i piękno ojczystej przyrody. Inaczej podzieli los pariasa w ojczystym kraju.
Pragnę silnej i mądrej władzy. Polak, którego trzyma się krótko za pysk jest kimś, komu nie w głowie utopie i absurdy demokracji obecnego jej rozkładu. Staje się on przedstawicielem Narodu, który przypomina nierdzewną kuloodporną stal. Ci, co teraz nim pogardzają nie są w stanie mu dorównać, karleją i głośno wówczas skomlą o przyjaźni. Ale do tego potrzeba odwagi i wizjonerstwa.

3 komentarze:

  1. Brawo,dobry tekst sama prawda, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Jestem po wrażeniem zwłaszcza gdy sama widzę wokół krajobrazy, które grają w duszy zupełnie inną pieśń, niż ta którą słychać z mediów.
    "Mieszkać pośród samobójców to niezłe wyzwanie, hardkor umysłowy, który męczy i wymusza na myślącym, by się jakoś przed nimi bronić."
    Ja tez jestem przygnębiona tym co wokół, ale widocznie w tym uśpionym świecie huragany i bitwy trwają dłużej niż drzewiej bywało...

    OdpowiedzUsuń
  3. Co wy wszyscy tacy przygnębieni? A może na tle tego dziadostwa jest dla nas rodzimowierców i słowianolubów okazja pokazać coś pozytywnego, a nie jojczyć jako baby bezjajeczne?
    (Wypieki mam na myśli ;)
    Za pasem przesilenie, jest okazja na odwieczne gody i uczczenie odrodzenia słońca. Mnie to cieszy, a nie przygnębia.

    OdpowiedzUsuń