piątek, 4 lipca 2014

Kobiety słowiańskie u progu wieków średnich


Na pierwszych kartach historii pisanej ludów słowiańskich pojawia się postać kobiety wyposażona w cechy sprawiedliwej władczyni. Uczony krakowski mistrz Wincenty w szerokim fresku legendarnych początków Polaków, którym otworzył swoją kronikę napisaną w ostatnich latach XII lub na początku XIII w., umieścił na poczesnym miejscu księżniczkę krakowską Wandę. 

Mądra ta władczyni niechętna była małżeństwu; jej majestat nadludzki rozproszył nieprzyjacielskie wojska księcia niemieckiego, który przebił się mieczem w ofierze za pomyślne jej dalsze rządy, po czym sama siebie też bogom złożyła w ofierze. Podobną tradycję o trzech siostrach „które natura obdarzyła taką mądrością, jaka zwykła jest mężczyznom” sto lat wcześniej zapisał kronikarz czeski Kosmas, który każe jednej z nich, Libuszy, zażądać jednak małżonka, gdy jeden z wielmożów odmówił jej jako kobiecie umiejętności prowadzenia spraw publicznych: ona i mąż jej Przemysł nadali wspólnie prawa, według których mieli odtąd rządzić się Czesi. Erudyci nowożytni obalili od dawna historyczność tych postaci. Zwrócili uwagę z jednej strony na to, że w oczach kronikarzy XII wieku w obu tych krajach sprawowanie władzy przez kobiety wydawało się możliwe, choć i mistrz Wincenty wyraźnie nie pochwalał rządów kobiety, ani Wandy, ani Semiramidy nad książętami, i jakby wbrew swemu przekonaniu opisał zalety polskiej mitycznej władczyni. Z drugiej strony podniesiono, że w obu podaniach mogą błąkać się echa jakiejś starszej tradycji o uprzywilejowanej pozycji kobiet. 
Dorzućmy, że nie uszła ona też uwadze pisarzy obcych z wczesnego średniowiecza, którzy dawną nadczarnomorską lokalizację Amazonek porzucili na rzecz umieszczania ich w Europie wschodnio-północnej. Czy istotnie Paweł Diakon z końca VIII w. lub król Alfred Wielki z IX w. dysponowali jakimiś wiarygodnymi wiadomościami o zachowanych elementach matriarchatu wśród ludów słowiańskich i bałtyjskich tej epoki? Należy w to powątpiewać, przede wszystkim dlatego, że wszystko co wiemy o społeczeństwach tej części Europy z archeologii i źródeł pisanych mówi wyraźnie o patriarchalnym ustroju ich plemienia, rodu i rodziny. W tym ustroju pozycja kobiety była niekiedy dość wysoka, ale przemiany społeczne różnicowały ją tak dalece, że obok matron otoczonych szacunkiem i dysponujących wpływem na członków rodu były żony podporządkowane władzy mężczyzny, a także niewolnice. Do pisarzy interesujących się ludami słowiańskimi docierały informacje z pozoru sprzeczne, w istocie rzeczy nawzajem uzupełniające się, które rozpatrywane razem dają obraz bogaty w szczegóły, lecz złożony. Pochodzi on z okresu wielkich zmian, przekształcających archaiczny byt Słowian w nowe, średniowieczne społeczeństwa podzielone na klasy i warstwy.
Podziw tych pisarzy dla Amazonek słowiańskich, o których podróżnik z Tortosy, Ibrahim-ibn-Jakub, słyszał w 965 r. na dworze Ottona I, a które stały się jednym z motywów literackich na zachodzie i wschodzie arabskim w XI i XlI w., miał być może swe źródło w dwojakim nieporozumieniu. Po pierwsze, dochodzące ze wschodu europejskiego wieści o poważnej pozycji żon i wdów władców plemiennych rozciągano na cale plemiona i wszystkie kobiety. Po wtóre zaszła zapewne osobliwa literacka i erudycyjna pomyłka, której źródło tkwiło w nazwie jednego z krajów i ludów Słowian zachodnich między Wisłą i Narwią. Prastara nazwa Mazowsza znana później w zlatynizowanej formie Masovia mogła była posłużyć do uczonego etymologizowania i zostać zrównana z ileż lepiej znanymi w literaturze pięknej Amazonkami i Amazonią.

Ale jaka była rzeczywistość? Mieniła się wielu barwami i niech nas nic zaskoczy, że niektóre z nich były bliskie czerni. Wśród pogańskich Słowian na Pomorzu Zachodnim w początku XII w. miał istnieć zwyczaj duszenia nowo narodzonej córki, jeśli było w rodzinie córek więcej, a to dlatego, aby łatwiej było utrzymać pozostałe. Podzielamy tu przerażenie misjonarza; przeraża nas także, gdy czytamy o usuwaniu zbędnych dzieci w starożytności i wśród ludów pierwotnych. Trudne warunki materialne niektórych rodzin i przejściowe kryzysy głodowe całych plemion mogły skłaniać i Słowian do tej praktyki. Skądinąd jednak wiemy, że córki mogły być przyczyną bogactwa ich ojców. Wspomniany podróżnik arabski pozostawił nam opis zwyczajów w księstwie Mieszka I. Czytamy tam o jego licznej drużynie utrzymywanej przez władcę a złożonej z pancernych rycerzy: „A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko (Mieszko) każe mu wypłacać żołd od godziny, w której się urodzi, czy będzie płci męskiej czy żeńskiej. A gdy dziecko dorośnie, to jeżeli jest mężczyzną, żeni go i wypłaca za niego dar ślubny ojcu dziewczyny. Jeżeli zaś jest kobietą, wydaje ją za mąż i płaci dar ślubny jej ojcu. A dar ślubny u Słowian jest znaczny, w czym zwyczaj ich podobny do zwyczaju Berberów. Jeżeli mężowi urodzą się dwie lub trzy córki, to stają się one powodem bogactwa, a jeżeli urodzi się dwu chłopców, to staje się to powodem jego ubóstwa”.

Słowianie w starożytności i we wczesnym średniowieczu istotnie zdobywali sobie żony przez kupno. Relikty etnograficzne pouczają, że zapłatę za dziewczynę pobierał jej ojciec lub jej najstarszy krewny. Jako odszkodowanie za wydanie za mąż kobiety stanowiącej ważną siłę w gospodarstwie wielkiej rodziny patriarchalnej, jako wynagrodzenie za cesję praw do dziewczyny na rzecz innej grupy rodzinnej, płacono okup nazywany wianem. Zwyczaj był powszechny i kościoły, zarówno łaciński jak prawosławny, mu się nic przeciwstawiały. Wysokość okupu ustalały obie rodziny bez panny młodej, podczas gdy pana młodego reprezentował jego swat. Pertraktacje te zwano zmówinami; doprowadzały one do zrękowin, po czym następowały zdawiny panny młodej mężowi w formie małżeństwa. W obrzędzie przewodniczył pełnomocnik obu rodzin, dziewosłąb (ten, co prowadzi ślub dziewczyny). Folklor słowiański zachował do niedawna, wspólne wielu krajom, sporo śladów dawnych form tak, że można pokusić się o odtworzenie ogólnosłowiańskiego przebiegu uroczystości.
W domu rodziców dziewczyny pieczono okrągłe kołacze przy obrzędowych śpiewach jej druhen. Młodych sadzano na kożuchu z kudłami na wierzchu, przypisywano mu bowiem moc płodności. Rodzice oświadczali wysokość posagu; po uczcie z miodem pitnym i piwem, po tańcach z klaskaniem, rozplatano warkocze panny młodej. Następowało obcięcie włosów przez jej brata, który je wrzucał do ognia lub w wodę. Po pożegnaniu się z rodzicami i ogniskiem domowym, wyruszano w pochodzie do domu pana młodego. Dla celów apotropaicznych, czyli dla zapobieżenia nieszczęściom hałasowano i rzucano na twarz dziewczyny zasłonę. Młoda para obchodziła, trzymając się za ręce, ognisko; młodą oblewano wodą dla odpędzenia zła, co zwalczał synod włodzimierski w r. 1274. Obsypywano ziarnem, aby dać jej siłę płodności. Po wspólnej uczcie odbywały się pokładziny na niemłóconym snopie. Moment ten jako spełnienie małżeństwa dawał mężowi władzę nad żoną; wśród Słowian wschodnich i południowych następował już po zrękowinach. Wiadomo z tekstów źródłowych, z przekazu Latopisu Ławrintiewskiego, że na Rusi pogańskiej  „nie chodził zięć po żonę, ale przywożono ją do niego wieczorem, a nazajutrz płacił za nią tym, którzy nią władali.”
Budowa silnych i wielkich państw słowiańskich, wprowadzenie przez nie chrześcijaństwa w tok życia religijnego i w ogóle społecznego rozpoczęły zmiany, które powoli w przeciągu paru wieków zmieniły obyczaje małżeńskie. Jedna z redakcji sprawozdania z podróży Ibrahima-ibn-Jakuba dodaje, że ożenek w kraju Mieszka I może nastąpić jedynie za wolą księcia. Dotyczyło to na pewno grupy wojowników pozostających na jego utrzymaniu. Ale są ślady w tekstach o parę wieków później, że kobiety chłopskie płaciły opłatę małżeńską książętom polskim, zapewne za zezwolenie na zawarcie małżeństwa. Charakterystyczna dla IX-XI w., dobrze uformowana nowa organizacja polityczna ingerowała więc głęboko w życic prywatne rodzin i rodów.

Wczesne średniowiecze słowiańskie znało też inne sposoby zawierania małżeństw niż umowa o kupno żony. Kronikarz ruski w początku XII w. gorszył się porywaniem dziewcząt „zwierzęcym obyczajem” wśród niektórych plemion ruskich, co odnosił zresztą do odległej przeszłości pisząc pod 859 rokiem; „Radymicze, Wiatycze i Siewierzanie jeden mieli zwyczaj: mieszkali w lasach, jako zwierzęta, nie znali ślubu, lecz zabawy między wsiami. Schodzili się na igrzyska, na tańce i wszystkie zabawy. I tu porywali sobie żony, z którą kto się umówił.”
Ustawa Rościsława księcia smoleńskiego w r. 1150 przewidywała grzywny za porywanie kobiet. W Czechach zbiór kazań z Opatowic z XII w. wzywał, aby „porwanie wszystkimi sposobami zakazywać”.
Badacze folkloru słowiańskiego doszukują się śladów porywania w niektórych motywach obrzędu weselnego doby  nowożytnej, np. w najeździe drużyny weselnej pana młodego na dom teściów, w ukrywaniu panny młodej przez jej orszak, w bronieniu wejścia do jej domu, a wśród Słowian południowych w gonitwach ślubnych.
Porywanie odbywało się zapewne dość często za zgodą dziewczyny, natomiast bez zgody rodu. Wśród chłopów rosyjskich była znana przysięga drużbów i pana młodego: ,,stać ma przyjaciel za przyjaciela, brat za brata, za jedną kroplę krwi”. Porwanie dziewczyny mogło bowiem ściągnąć zemstę urażonego rodu. Obrazę tę zaczęto wcześnie regulować odpowiednią zapłatą. W cytowanych słowach najstarszej kroniki ruskiej widać, że owo porywanie było bardziej rytuałem niż aktem przemocy, skoro porwana umawiała się z porywającym. Podobną cechę raczej obrzędową nosi inna wzmianka, mianowicie o Drewlanach, którzy „dziewice porywali u wody”, a wiemy, że woda miała znaczenie magiczne we wszelkich zaślubinach. Metropolita ruski Jan w XII w. piętnował śluby prostych ludzi, którzy nie w kościele, lecz sami zawierają małżeństwa przez pokropienie siebie wodą.

Dochodzimy tym samym do sprawy nieformalnego, to znaczy ani kościelnego, ani w ramach obrzędu rodzinnego zawartego małżeństwa. Nie musiały być takie przypadki rzadkie ani nie uważano ich we wcześniejszej epoce za konkubinat. W Polsce jeszcze pod koniec XII w. kobieta mogła przyjść do mężczyzny i z nim zamieszkać bez liczenia się z wolą rodziny, a związek ten był uważany tu za pełnoprawne małżeństwo, jak na to wskazuje jeden z dekretów papieskich odnoszących się do Polski.

Ta trzecia forma zawierania małżeństwa - po kupnie żony lub jej porwaniu - prowadzi do dyskutowanego w nauce problemu swobody dziewcząt słowiańskich. W tekstach Al-Bekriego i Al-Gardizi występuje wyraźnie sprawa wolnego wyboru partnera przez dziewczynę, co wydaje się najistotniejsze i rzuca światło na jej swoistą walkę o równouprawnienie we wspólnotach rodowych i plemiennych wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny, a w każdym razie mówi o możliwości wolnego związku z jej inicjatywy. W folklorze słowiańskim są ślady dawnej tradycji rozporządzania sobą przez dziewczynę przed ślubem, a jednocześnie surowe zakazy stosunków pozamałżeńskich po ślubie. O zakazach tych mówi także jedna z redakcji Ibrahima-ibn--Jakuba: ,,A ci Słowianie odznaczają się wielka zazdrością o swe kobiety w przeciwieństwie do wszystkich ludów tureckich”. W X wieku św. Wojciech jeszcze jako biskup praski ściągnął na siebie oburzenie ludu występując „przeciw prawu boskiemu i ludzkiemu” w obronie cudzołożnicy szlachetnego rodu. Surowe kary za to przestępstwo charakteryzują ustawodawstwo wielu krajów słowiańskich w średniowieczu.

Dysponujemy wiadomościami o tym, jaką pozycję zajmowała kobieta zamężna w tym czasie. Że Słowianie praktykowali w swej masie w zasadzie monogamię, nie budzi to wątpliwości. Istnieje wprawdzie garść świadectw z doby pogańskiej o wielożeństwie możnych, ale i w tej grupie społecznej nie było to zasadą. Tam, gdzie chrześcijańscy misjonarze widzieli wiele żon u boku jednego pana słowiańskiego, mogło w istocie rzeczy występować zjawisko żony i kilku nałożnic. W każdym razie od chwili, gdy napływa do nas więcej informacji, tzn. od X i XI w., zarówno postępy chrześcijaństwa jak odziedziczona po przodkach tradycja umacniają monogamię i stanowisko mężatki. (Szerzej o poligamii u Słowian mówi dr. Adam Krawiec - Odo.)W rodzinach przodujących ma ona poważny głos w sprawach publicznych i prywatnych. Archeologia poświadcza przepych biżuterii kobiecej w warstwie panów, którzy jak na wyspie Rugii na pocz. XII w. ,,złoto i srebro jakie przypadkiem czy z zabierania ludzi do niewoli lub skądinąd nabędą, obracają na ozdoby dla swoich żon lub też do skarbca boga swego”.

Równouprawnienie towarzyskie kobiet polskich wyrażało się w ich udziale w ucztach wyprawianych przez monarchę, jak o rym szeroko opowiada Gall Anonim dla czasów Bolesława Chrobrego. Godność kobiety zamężnej była więc wysoka, choć nie odpowiadała jej równość praw, zwłaszcza majątkowych. Niektóre ślady folklorystyczne na Rusi sugerują, że władza męża nad żoną nosiła cechy władzy patriarchalnej. Podkreślał tę władzę obrzęd rozzuwania męża przez żonę poświadczony już dla X wieku najstarszą kroniką ruska. Córka księcia na Połocku Rognieda nie chciała wyjść za Włodzimierza księcia na Kijowie, aby nie „zdejmować butów synowi niewolnicy”, Włodzimierz rodził się bowiem ze związku księcia Światosława z klucznicą jego matki. Wśród chłopów ruskich istniał przywilej męża karania żony; w okolicach Kostromy ojciec panny młodej uderzał ją z lekka biczem trzykrotnie po plecach i oddawał go panu młodemu, który czynił to samo.

Rozwiązanie małżeństwa mogło nastąpić za życia małżonków z woli męża lub za obopólną zgodą, nie wydaje się jednak, aby żona mogła była męża sama opuścić. Ustawa kościelna wielkiego księcia kijowskiego Jarosława zakazywała mężom oddalać żony ociemniałe łub schorowane, co było widocznie praktyką przed przyjęciem chrześcijaństwa.

Godzi się też przypomnieć, że w dobie pogańskiej zdarzało się zabijanie wdów po śmierci męża i na ich pogrzebie. Sprawa to znana wśród wszystkich ludów indoeuropejskich. Dowiadujemy się np. od pisarza bizantyńskiego z VI w. o Słowianach nad Dunajem, że ,,żyją cnotliwie, także ich niewiasty ponad wszelką ludzką miarę, tak że wiele z nich śmierć męża za własny koniec uważa i dobrowolnie same się duszą nie uważając wdowieństwa za życie”. Moglibyśmy złożyć to na karb dydaktycznej przesady czy generalizacji odosobnionych wypadków ze strony przedstawiciela wyrafinowanej cywilizacji miejskiej, gdyby nie to, że podobnego argumentu wychowawczego użył i św. Bonifacy pisząc o Wendach-Słowianach zachodnich do króla anglosaskiego w VIII w.: ,,z taką gorliwością przestrzegają wzajemnej miłości małżonków, że kobieta gdy jej mąż umrze, nie chce żyć dłużej. I z uznaniem spotyka się wśród nich taka niewiasta, która własnoręcznie sobie śmierć zadaje i na jednym stosie spłonie ze swoim mężem”. Podobnie w pocz. XI w. pisze Thietmar z Merseburga o zwyczajach polskich za Mieszka I przed jego chrztem w 966 r.; żony miano tu po śmierci męża ścinać i palić na stosie.
Pisarz arabski X w. Al-Masudi stwierdza, że obyczaje Serbów „są w tym podobne do obyczajów Hindusów”, ale ogranicza wyraźnie strefę społeczną spalania dobytku zmarłego do królów i władców. Przerażająca swoją precyzyjną szczegółowością relacja z podróży Ibn-Fadlana, posła kalifa abasydzkiego al-Muktadira, do króla Bułgarów nad Wołgą w 922 r. nic nam nie oszczędza z przebiegu pogrzebu znakomitego Rusa.
Ten realistyczny reportaż pokazuje nawarstwienie wielu wierzeń i przekonań. Chodziło w tym obrzędzie nie tylko o dodanie zmarłemu niewolnicy, która by służyła w życiu przyszłym, ale ożenienie zmarłego, znane wśród wielu ludów. Zwyczaj ten wypływa z przekonania, że małżeństwo czyni człowieka pełnowartościowym członkiem, społeczeństwa tu na ziemi i tam w życiu pozagrobowym, które jest niczym innym jak kopią i odbiciem życia ziemskiego. Pogrzeb ludzi bezżennych staje się ich weselem; przekonanie to wśród Słowian było powszechne jeszcze w dobie nowożytnej. Uroczystości opisane przez Ibn-Fadlana zawierają fragmenty odpowiadające weselu, jak zgodę niewolnicy na śmierć i jej zadowolenie z losu, wprawdzie podtrzymywane przez stan zamroczenia napojem wyskokowym, jak trzykrotne podniesienie niewolnicy przypominające przenoszenie panny młodej przez próg, jak pokładziny niewolnicy przy łożu zmarłego.
W kurhanie Czarna Mogiła pod Czernihowem znaleziono resztki stosu ciałopalnego z X w. Po lewej ręce mężczyzny leżały kości konia w uprzęży, koło głowy strzały z grotami, kości drugiego konia leżały u stóp kobiety, po jej prawej ręce wiadro, a powyżej głów obojga kości barana i jakiegoś ptaka. Czyż potrzebne jest wymowniejsze świadectwo prawdomówności arabskiego podróżnika? (Współcześnie przeważa jednak opinia, iż był to opis zwyczajów wikińskich, nie słowiańskich - Odo.)

Prawdomówność ta obejmuje także i określenie sytuacji społecznej nieszczęsnej ofiary tych wierzeń. Jeśli wdowom po przywódcach słowiańskich w VI-VIII w. wmawiano, że należy do obowiązków wierności samobójstwo i pójście na stos, to w X w. zwyczaj ten wydaje się ograniczać do niewolniczych nałożnic. Żony, także wielmożów, już u schyłku doby pogańskiej miały niemało autorytetu, obejmowały po śmierci męża zarząd domu i trzymały go silną ręką, jak owa wdowa-poganka sprzeciwiająca się nowej religii na Pomorzu Zachodnim „bogata i szlachetna, mająca liczną czeladź, matrona znacznej powagi i ostro rządząca domem swoim”. O czasach Bolesława Chrobrego opowiada żywot Mojżesza Węgrzyna spisany w Klasztorze Pieczerskim w Kijowie w pocz. XIII w. ze starszej tradycji; bohaterowi sądzony był los Józefa, a jego Putyfarą była pewna niewiasta z grona wielmożów polskich, która go dostała do swego domu jako jeńca wojennego uprowadzonego z ziemi ruskiej. Słudzy jej ganili pobożnego Mojżesza za opór stawiany chęciom pani takimi słowy: „Wszakże jesteś młody i masz do czynienia z wdową, która z  mężem, swoim żyła jedno tylko lato... i bogactwa ma większe aniżeli wszyscy i władzę wielką pomiędzy Polakami”.

Podobnie samodzielną pozycję miały kobiety dostojnego rodu i na Rusi. Nie podzielimy oczywiście zdania, że były to ślady matriarchatu. Wydaje się, że przemiany niesione przez budowę silnych wielkich państw wydźwigały w górę rodziny możnych w całości, wraz z kobietami. W sprzyjających okolicznościach ich zdolności rządzenia, energia i śmiałość w niczym nie ustępowały ich mężom i synom. Księżna wdowa Ludmiła rządziła Czechami jako regentka i opiekunka nieletnich wnuków po śmierci księcia Wratysława; została w 921 r. uduszona z rozkazu synowej Drahomiry, która sięgnęła po władzę. Najstarsza kronika ruska nie ma dość słów zachwytu nad rządami księżny Olgi, która w 945 r. objęła, po śmierci męża rządy w państwie kijowskim, prowadziła ekspansję zewnętrzną, organizowała eksploatację kraju, jeździła do Konstantynopola i śmiało sobie poczynała z wrogami. U progu przyjaźni polsko-węgierskiej stoi postać innej niezwykłej kobiety. Adelajdy żony Gejzy węgierskiego, a siostry Mieszka I polskiego, która jeździła konno, w gniewie zabiła człowieka, piła jak mężczyzna, miała być biegła w Piśmie Świętym, a dzięki urodzie nosiła miano Białej Knegini.
  

prof. Aleksander Gieysztor 
"Mówią Wieki" I/1968

materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych

2 komentarze:

  1. Dzięki wielkie. Właśnie przymierzam się do zrękowin ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktem jest że po wprowadzeniu chrześcijaństwa kultura ludowa, za sprawą wpływu kościoła i ideologii zawartej w Biblii, uległa pewnej modyfikacji, mianowicie zaczał dominować w rodzinie i społeczeństwie ustrój patriarchalny. Badając pozycję kobiety w słowiańskim etnosie, należy wyraźnie od siebie oddzielić te dwa światy: przed i po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Obyczaj ludowy polegający na pokazaniu członkom rodziny zakrwawionego prześcieradła, w celu udowodnienia cnotliwości panny młodej, pojawił się po przyjęciu nowej religii i nie ma nic wspólnego z tzw. pogańską moralnością. To samo się tyczy traktowania batem kobiety, to oczywisty wpływ judo-chrześcijańskiej kultury. Zauważyć należy iż kościół katolicki nie miał aż takiego wpływu na normalność pospólstwa jak kościół prawosławny. Świadczy o tym fakt iż w Polsce i np. Czechach kobiety cieszyły się dużo większą swobodą niż na Rusi. Nie rozpatrywał był ustroju pogańskich Słowian jako : patriarchalnego czy matriarchalnego, to nie ten kierunek. Porównując celtycki model społeczny ( w którym to kobiety dominowały) z germańskim ( przewaga mężczyzn) sądzę iż Słowianie są dokładnie pośrodku, stąd zapewne tyle sprzecznych informacji.

    OdpowiedzUsuń