środa, 7 maja 2014

Dlaczego religia judeo-chrześcijańska nie poważa przyrody?

W 1967 roku amerykański badacz historii średniowiecza Lynn Townsend White opublikował artykuł pt. Historyczne korzenie naszego kryzysu ekologicznego, w którym postawił śmiałą ówcześnie tezę, że za problemy ekologiczne cywilizacji europejskiej odpowiada chrześcijańska wizja świata, która jest dziedzictwem mitologii judaizmu.
White twierdzi, że chrześcijaństwo, zwłaszcza w swej zachodniej wersji (katolicyzm i protestantyzm), zaczęło głosić atropocentryzm, którego świat nie widział. Odrzuciło całkowicie starożytną koncepcję kosmosu bez początku i stworzyciela, cykliczną koncepcję czasu, pogańskie animistyczne wierzenia, które przypisywały każdemu elementowi natury ducha opiekuńczego (genius loci). Zastąpiła je narracją o abstrakcyjnym, pozaświatowym wszechwładnym bogu – stworzycielu, który całą naturę podporządkował sobie i łaskawie podzielił się swoją dominacją ze swoim ziemskim wasalem – człowiekiem, któremu cały świat natury został podporządkowany, a który mimo, że ulepiony z gliny (ziemi) nie ma z nią związku, jako stworzony na obraz boga.
Duchy zwierząt, lasów, pól, gór i strumieni zostały wypędzone, zastąpiono je kapliczkami świętych, którzy przecież żyją w niebie, a nie w naturalnych obiektach jak wierzyli starożytni – także Słowianie, nasi przodkowie. Dlatego każda ingerencja w naturalny ład wymagała przebłagania ducha opiekuńczego, złożenia ofiary, a przede wszystkim zastanowienia czy spodziewane pożytki są warte naruszenia spokoju bóstwa.
Chrześcijaństwo rewerencję dla natury zastąpiło uwielbieniem dla Pisma, czyli abstrakcji. Natura straciła wartość, a dla pokoleń średniowiecznych naukowców straciła także znaczenie jako byt sam w sobie i stała się symbolicznym kryptogramem myśli bożych do rozszyfrowania, ewentualnie bladym odbiciem tego co w niebiesiech. Grosseteste, Bacon, Newton, Leibnitz, a nawet Galileusz czuli się bardziej teologami niż badaczami żywej, pulsującej natury.
Współczesna nauka mimo, że wyzwoliła się z hipotezy boga, jak z triumfem obwieścił Napoleonowi Pierre Laplace, zdaniem White'a, nadal ufundowana jest na matrycy chrześcijańskich wartości, które traktują świat raczej jak skład materiałów budowlanych do technologicznego prztworzenia niż cudowny, żywy, homeostatyczny organizm – Gaję, Matkę Ziemię.
Oczywiście fałszywe rozpoznanie i opisanie świata, czyli chrześcijańska metafizyka transcendentna wobec przyrody musiała doprowadzić do kryzysu ekologicznego.
I nie jest to jakaś zła wola albo wypadek przy pracy, ale nieuchronny skutek dominacji chrześcijańskiej postawy wobec natury. Dominacji często nieuświadomionej, ale praktykowanej nawet przez ateistycznych technokratów.
Po tej publikacji na White'a posypały się kościelne gromy, krytykowano go zajadle, ale w ciszy watykańskich gabinetów problem został dostrzeżony i kościół bardzo szybko postanowił zdyskontować rosnącą popularność społecznych ruchów ekologicznych. Odgrzebał w tym celu nieco zapomnianego świętego – Franciszka z Asyżu. Swego czasu heretyk, który ledwo uniknął stosu nagle stał się patronem ekologii. To nic, że był dziwakiem, a jego poglądy są niejasne i nie wiadomo do końca o co mu chodziło. Dla pewności kościelni doktrynerzy odrzucili jego koncepcję duszy zwierząt i ślady wierzeń w reinkarnację. Odkurzony, ocenzurowany i odmalowany na zielono św. Franciszek stał się frontmenem kościoła i daje ideologiczny odpór neopogańskim ciągotkom obrońców środowiska. Ale w praktyce wszystko zostało po staremu, zwierzęta dla katolików nadal są niczym, proboszczowie wycinają prastare drzewa, żeby lepiej było widać nowy kościół, a człowiek ma nadal wypełniać boże przesłanie: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». Rdz 1, 28
Niektórzy twierdzą, że poganie wcale nie byli lepsi, eksploatowali przyrodę na wszelkie sposoby, a odwoływanie się do przedchrześcijańskich wierzeń w ochronie przyrody to ślepy zaułek. Czy aby na pewno?
Weźmy na przykład Słowian, czy są w czymś lepsi od zachodnich chrześcijan? Przecież także wycinali lasy, uprawiali pola, polowali, hodowali zwierzęta na rzeź. Jednym słowem słabo szanowali przyrodę, jeśli w ogóle. Ale czy na pewno? Moim zdaniem w naszym podejściu do przyrody można dostrzec subtelne różnice.
Jeśli przyjrzymy się bliżej krajom słowiańskim, to mimo tej całej wielowiekowej eksploatacji zostało nam jednak więcej przyrody w zbliżonej do naturalnej formie, mamy sporo ładnych lasów, naturalnych rzek, różnych uroczych zakątków. Krytycy powiedzą, że zawdzięczamy to swojemu technologicznemu zacofaniu, ciemnocie, cywilizacyjnej niższości, wrodzonemu lenistwu itp.
No dobrze, ale może tacy właśnie jesteśmy, bo mamy gdzieś zachodnią tzw. cywilizację i wolimy zbierać grzyby niż budować fabryki? Na zachodzie mało kto zbiera grzyby.
Tak np. widzi naszą specyfikę i uznaje tę przaśną siermiężność za wartość samą w sobie znany pisarz Andrzej Stasiuk.
Czy ścieżki wszystkich ludów muszą prowadzić do chrześcijańskiego Boga drogą niszczącego przyrodę i stosunki międzyludzkie postępu biznesowo-technicznego?
Dlaczego gdy zachodni świat budował z kamienia my budowaliśmy z drewna? Może dlatego, że my przed nimi odkryliśmy recykling?
Dlaczego u nas żyją i mają się dobrze tysiące bocianów, a w takiej Holandii to egzotyczny obrazek?
Może dlatego, że są u nas świętym ptakiem, który przylatuje z Nawi przynosząc dusze nowonarodzonym dzieciom?
Można długo mnożyć takie spekulacje, bo to spekulacje, a nie żadne dowody, faktem jest, że mimo naszych paskudnych wad, śmiecenia i zanieczyszczania środowiska i tak ma się ono lepiej niż dalej na zachód.
Jedno jest pewne, że judeo-chrześcijaństwo nie sprzyja szacunkowi dla przyrody, a żeby jakoś wywieść z Pisma i uzasadnić ten szacunek (wymuszony przez kryzys ekologiczny – inaczej nie wypada) musi dokonywać istnych teologicznych łamańców intelektualnych, a efekt i tak jest mizerny.
Kolebka judeo-chrześcijaństwa
 


Dlaczego ta blisko-wschodnia religia jest taka, a nie inna, może dlatego, że ma pustynne korzenie, a Słowianie leśno-bagienno-polne i żeby katolicyzm był dla nas strawny, musimy go przyoblekać w bliższe naturze szaty? Bo czymże są np. Zielone Świątki” i setki innych towarzyszących katolicyzmowi w Polsce pogańskich artefaktów odnoszących się do kultu natury?
 
Kolebka rodzimej wiary
 


6 komentarzy:

  1. Hm... Mimo zamiłowania zamiłowania do technologii, czasami martwi mnie widok miast pozbawionych zieleni. Generalnie nie ciągnie mnie do religii ale żałuję, że słowiańskie wierzenia zostały tak umiejętnie zamazane przez religię najeźdźców. Może kiedyś ludzie znajdą złoty środek...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Królestwo moje nie jest z tego świata" - powiedział Jezus. Jakże zatem jego wyznawcy mogą szanować ten świat? To dla nich przystanek na drodze do zbawienia, ale jak się u nas traktuje przystanki czy dworce sami wiecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, wiemy, oplute, zaśmiecone, pomazane sprayem, zniszczone, dookoła tony petów. :(

      Usuń
    2. "Królestwo moje nie jest z tego świata" bo jest ze świata boskiego. Gdybyśmy właściwie pojmowali przesłanie Chrystusa, włącznie z kolejnym przesłaniem "Co jednemu z nich uczyniliście uczyniliście mnie", a na deser szanuj bliźniego swego jak siebie samego to znaczy, że żylibyśmy w absolutnej harmonii z samym sobą, ze swoim boskim pierwiastkiem. A to oznacza tylko jedno: harmonia z naturą i całym kosmosem. Niestety, rządzący koścołem zniekształcili nauki Chrystusa, jego najgłębsze przesłanie, dokonując w rzeczywistości ich profanacji. Vehuan

      Usuń
  3. No dobrze, ale zauważcie że Chińczycy np rozbrykali się z opanowaniem środowiska naturalnego
    znacznie wcześniej niż my a przecież nie było u nich chrześcijaństwa. Tworzyli wielkie monokultury pól ryżowych i wybijali na potęgę wszystkie zwierzęta które można było zjeść. I taki olewczy stosunek do przyrody panuje chyba u nich do tej pory, a przecież podłoże kulturowe na pewno nie jest chrześcijańskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że zauważyliśmy, ale nie jesteśmy w stanie dokonać oceny źródeł negatywnego wpływu na środowisko tak odległej nam kultury jak Chińska. Nawet nie znamy Chińskiego, choć Odo się uczy :)
      I jeszcze, o jaki okres chodzi? White odwoływał się do europejskiego średniowiecza i tam szukał przyczyn. Co do Chin, stawiałbym na konfucjanizm, który przeważył taoistyczne i buddyjskie elementy w kulturze chińskiej. A dziś, wiadomo, wygrało w Chinach bezkrytyczne naśladowanie Zachodu :(

      Usuń