piątek, 28 marca 2014

Zadońszczyzna


Jak już o tym była mowa w poprzednich artykułach poświęconych Słowu o wyprawie Igora, kwestia jego autentyczności od początku absorbowała naukę. Ważnym początkowo argumentem przeciwko jego wiarygodności, był zawarty w nim szereg wątków literackich, które nie pojawiały się gdzie indziej w literaturze. Dlatego też dawniejsi krytycy Słowa wprost wywodzili z tego faktu wniosek, że skoro pojawiają się one tylko w opowieści o Igorze znaczy, że są płodem osiemnasto- bądź dziewiętnastowiecznego mistyfikatora. Skoro bowiem owe wątki nie nadarzają się nigdzie indziej, znaczy – nie istniały. Natomiast fałszerzowi chodziło wyłącznie o to, by ustroić co fantastyczniejszymi elementami swoje opowiadanie, tak aby było atrakcyjniejsze dla naiwnego czytelnika. 

Ale historia lubi się naigrawać nawet z najszacowniejszych badaczy! Otóż pewnego dnia roku 1852 w ręce rosyjskiego historyka Wukoła Undolskiego (1816-1864) wpadł rękopis z XVII wieku, którego zawartość okazała się sensacją! Zawierał on średniowieczny ruski poemat o bitwie na Kulikowym Polu. Starcie to miało miejsce 8 września 1380 r. między wojskami ruskimi a tatarską Złotą Ordą. Autorem Zadońszczyzny, bo taki tytuł nosi owo dzieło, był mnich Sofoniusz z Riazania żyjący na przełomie XIV i XV wieku. Badacze oniemieli, ale prawdziwe zaskoczenie dopiero miało nastąpić!

Kiedy bowiem porównano tekst Zadońszczyzny z Słowem o wyprawie Igora, stwierdzono tak uderzające podobieństwo motywów pomiędzy obydwoma poematami, że wydawało się, że kwestia autentyczności pieśni o Igorze jest już definitywnie przesądzona. 
Niestety po latach badań ów entuzjazm opadł. Może to i dobrze, bo nic tak nie psuje nauki jak zbytnia euforia czy gorycz. Zatem, choć Zadońszczyzna jest silnym argumentem w sporze o prawdziwość eposu o Igorze, to jednak, jak się dziś przyjmuje, pozwala nam na razie tylko na stwierdzenie, że owe wątki i motywy nie zostały wyssane z palca przez oszusta, jak to wcześniej uważano. 
Podobnie poetyka, sposoby wersyfikacji zawarte w obu pieśniach są tak dalece zbieżne, że uprawniają nas do stwierdzenia, że wschodni Słowianie posiadali na tym polu swoją własną tradycję, o której Słowo o wyprawie Igora mówi, że była dziełem wieszczego Bojana. 
Ponadto Zadońszczyzna udowadnia tezę o istnieniu drugiego w stosunku do kościelnego nurtu literatury ruskiej – bohaterskiego. Nurtu, którego przetrwałymi do naszych czasów okruchami jest właśnie nasza opowieść o bitwie z Tatarami oraz najprawdopodobniej poemat o Igorze. 
Wreszcie, na ostatek, odkrycie Zadońszczyzny pozwala mieć nadzieję, że nie wszystko jeszcze w tej mierze zostało wydobyte na światło dzienne. Zanim więc nastąpią kolejne odkrycia, przejrzyjmy z uwagą ów piękny poemat….



Zadońszczyzna 

czyli 

Słowo 

Sofoniusza z Riazania


Zgromadźmy się, bracia i przyjaciele, synowie ruscy, złóżmy słowo do słowa i oddajmy chwałę Ziemi Ruskiej, rzućmy smutek na krainę wschodnią w dziedzinie Sema, głośmy zwycięstwo nad pohanym Mamajem, pochwałę zaś wielkiemu księciu Dymitrowi Iwanowiczowi i bratu jego księciu Włodzimierzowi Andriejewiczowi, i rzeknijmy w te słowa: „Lepiej przecież dla nas, bracia, zacząć innymi słowy układać dzisiejszą opowieść pochwalną o wy­prawie księcia Dymitra Iwanowicza i brata jego księcia Włodzi­mierza Andriejewicza, prawnuka wielkiego księcia świętego Wło­dzimierza - zacząć [nam tedy trzeba] opowiadać zgodnie z prawdą i zdarzeniami”.
Przeniknijmy więc myślą nad ziemiami i wspomnijmy czasy pierwszych lat i pochwalmy wieszczego Bojana, biegłego w swej sztuce gęślarza w Kijowie. Ów Bojan kładł swe zręczne palce na żywe struny i śpiewał pieśni pochwalne dla książąt ruskich: pierw­szą pieśń dla wielkiego księcia kijowskiego Igora Rurykowicza, drugą dla wielkiego księcia Włodzimierza Światosławowicza kijow­skiego, trzecią — dla wielkiego księcia Jarosława Włodzimierzowicza.
Przeto i ja oddam chwałę w pieśniach i na gęślach i w bujnych słowach temu oto wielkiemu księciu Dymitrowi Iwanowiczowi i bratu jego księciu Włodzimierzowi Andriejewiczowi, prawnukowi tamtych książąt, jako że przejawili męstwo i staranie o Ziemię Ruską i wiarę chrześcijańską.
[….]

Rżą konie w Moskwie, dźwięczy sława ruska” po wszystkiej Ruskiej Ziemi. Trąbią trąby w Kołomnie, biją bębny w Sierpuchowie, stoją proporce nad brzegiem Donu wielkiego. Słychać dzwon wiecowy w Nowogrodzie Wielkim, stoją mężowie nowogrodzcy u Świętej Sofii i powiadają: „Już nam, bracia, nie uda się zdążyć z pomocą wielkiemu księciu Dymitrowi Iwanowiczowi”.
Wtedy niby orły zleciały się. z całej krainy północnej. To nie orły zleciały się, zjechali się wszyscy książęta ruscy do wielkiego księcia Dymitra Iwanowicza i brata jego księcia Włodzimierza
[…]

Andriejewicza mówiąc im tak: „Panie, książę wielki, już bezbożni Tatarzy nacierają na pola nasze, odbierają nam nasze dziedziny: stanęli między Bonem a Dnieprem na rzece Mieczy. A my, władco, wyruszmy za bystrą rzekę Don, i tak zasłużymy na podziw kra­jów, opowiadanie starych a pamięć młodych, wojów naszych wypróbujemy a w rzece Donie krew wylejemy za Ziemię Ruską i za wiarę chrześcijańską”.
I rzecze im wielki książę Dymitr Iwanowicz: „Bracia i książęta ruscy, wyszliśmy z gniazda wielkiego księcia Włodzimierza kijow­skiego. Nie zostaliśmy zrodzeni na pastwę ani sokołowi, ani krzeczotowi, ani czarnemu krukowi, ani też bezbożnemu Mamajowi”.
[…]

Oto już powiały silne wiatry od morza ku ujściu Donu i Dniepru, przypędziły wielkie chmury na Ziemię Ruską, wypełzają z nich krwawe zorze, trzepoczą się w nich sine błyskawice. Oj, będzie tu stukot i grom wielki na rzeczce Niepriadwie, między Donem a Dnieprem, zaścielę trup ludzki Pole Kulikowe, poleje się krew na rzeczce Niepriadwie!
Oto już zaskrzypiały wozy między Donem a Dnieprem, idą wrogowie na Ziemię Ruską. I przybiegły szare wilki od ujścia Donu i Dniepru i stanąwszy wyją na rzece na Mieczy, chcą wystą­pić przeciwko Ziemi Ruskiej. Nie, nie szare to wilki: to przyszli bezbożni Tatarzy, aby niosąc wojnę zagarnąć wszystką Ziemię Ruską. Wtedy gęsi zagęgały na rzeczce na Mieczy, łabędzie zaczęły bić skrzydłami. To nie gęsi zagęgały, nie łabędzie zatrzepotały skrzydłami: to bezbożny Mamaj przyszedł na Ziemię Ruską i wo­jowników swoich przywiódł.
[…]

Co szumi, co grzmi rano przed świtaniem? Książę Włodzimierz Andriejewicz pułki ustawia, szykuje i wiedzie ku Donowi Wielkiemu. I powiada do brata swego: „Książę Dymitrze, nie ustępuj przed Tatarzynem. Oto już pohańcy na pola następują, odbierają naszą ojcowiznę”.
A wielki książę Dymitr Iwanowicz mu odpowie: „Bracie książę Włodzimierzu Andriejewiczu, sami jesteśmy dla siebie dwoma braćmi, ustanowiliśmy wojewodów, drużyna nasza jest doświadczona, pod sobą mamy rącze konie, na sobie zaś zbroje złocone, a szyszaki nasze czerkaskie, tarcze moskiewskie, sulice niemieckie, kopie italskie, miecze bułatowe; drogi są znane, przewozy zaś przygotowane, a [przy tym wojownicy] gorąco pragną głowy swe złożyć za wiarę chrześcijańską. Rozwiewają się chorągwie szukając dla się zaszczytu i sławy”.
A owe sokoły, krzeczoty i jastrzębie biełozierskie szybko za Don przeleciały i uderzyły na liczne stada gęsi i łabędzi. To prze­prawiali się synowie ruscy i natarli na silny oddział tatarski: ude­rzyli stalowymi kopiami o zbroje tatarskie, zadźwięczały miecze bułatowe o hełmy wraże na Polu Kulikowym, nad rzeczką Niepriadwą.
[…]

Wówczas groźne chmury zebrały się w jednym miejscu: błyskało z nich często i rozlegały się potężne grzmoty. To starli się synowie ruscy z bezbożnymi Tatarami za swoją krzywdę: na nich to bły­szczą zbroje złocone, a książęta uderzają mieczami ruskimi o hełmy wrogów.
To nie tury porykują na Polu Kulikowym, pokonane nad Donem wielkim, to zakrzyknęli usieczeni przez bezbożnych Tatarów ksią­żęta ruscy i wojewodowie wielkiego księcia i książęta biełozierscy: Fiodor Siemionowicz, Timofiej Wołujewicz, Siemion Michajłowicz, Mikuła Wasiljewicz, Andriej Sierkizowicz, Michajło Iwanowicz i wielu innych z drużyny. A inni leżą pobici na brzegu, nad Donem.
Mnicha Pierieswieta, bojarzyna briańskiego, przywiedziono na miejsce sądu [Bożego]. I rzekł mnich Pierieswiet do wielkiego księ­cia Dymitra Iwanowicza: „Lepiej by nam było dać się zarąbać, niż popaść w niewolę u pohańców”. Pierieswiet harcuje na rączym koniu, błyska złoconym rynsztunkiem. I powiada: „Dobrze by było, bracie, teraz staremu odmłodnieć, młodemu zdobyć sławę, a lu­dziom dzielnym ramion popróbować”.
I przemówił brat jego, mnich Osłabia: „Bracie Pierieswiecie, na ciele twoim dostrzegam już rany; twoja głowa zleci na kowyl-trawę, a syn mój Jaków legnie na zielonym kowylu na Polu Ku­likowym za wiarę chrześcijańską i za krzywdę wielkiego księcia Dymitra Iwanowicza”.
W owych czasach po ziemi riazańskiej nad Donem nie słychać oraczy ani pasterzy, jeno kruki często kraczą, a kukułki kukają i [zwołując się na żer] z powodu trupów ludzkich. Strach i żałość ogarniały patrzącego, bo trawa krwią była zlana, a smutek kłonił drzewa do ziemi.
Rozpoczęły były ptaki żałosne pienia, zapłakały księżne, żony bojarów i wojewodów nad zabitymi. Żona Mikuły zaś, Maria płakała rano na wale grodu Moskwy mówiąc: „Donie, Donie, bystra rzeko, przebiłaś się przez kamienne góry i płyniesz do krainy po­łowieckiej: przynieś do mnie kołysząc [na swych falach] mego pana Mikułę Wasiljewicza”. Timofieja Wołujewicza żona Fieodosija tak zawodziła wołając: „Oto już opuściło mię moje wesele w sławnym grodzie Moskwie, nie masz już bowiem mojego pana Timofieja Wołujewicza wśród żywych”. A żona Andrieja Maria oraz żona Michajła tak samo płakały: „Oto już dla nas obu słońce pociemniało w starym grodzie Moskwie”.
Doszły do nas od bystrego Donu wieści płomienne zwiastujące wielkie nieszczęście. Zsiąść przyszło ruskim junakom z rączych koni w miejscu sądu na Polu Kulikowym. Już Dziw krzyczy pod szablami tatarskimi: nie unikną ran ruscy bohaterowie!
A tu łuszczaki rozpoczęły żałosne pienia w Kołomnie na wale w niedzielę, w dzień świętych Joachima i Anny. Me ptaki to jed­nak rozpoczęły żałobne pienia: zapłakały wszystkie niewiasty tam­tejsze, wołając w te słowa: „Moskwo, Moskwo, bystra rzeko, po cóż zaniosłaś [na swych falach] naszych mężów do ziemi połowieckiej?” I dodawały: „Czy potrafisz, panie, książę wielki, Dniepr zagrodzić wiosłami, Don wyczerpać szyszakami, a Mieczę zatamować trupami tatarskimi? Zamknij, wielki książę wrota na rzece Oce, aby potem pohańcy do nas nie jeździli, i nas we łzach nie pogrążali [wodząc] przed swych władców. Mężów zaś naszych boje już utrudziły”.

Po początkowej porażce wojsko ruskie znów rusza do boju; książę Włodzimierz zwraca się do brata z prośbą o pomoc wskazując na duże straty po stronie ruskiej, ten zaś zagrzewa do nowego wysiłku swoich bojarów i wojewodów.

Mówi wielki książę Dymitr Iwanowicz: „Panie Boże mój, Tobie zaufałem, abym nie był nigdy zawstydzony i aby nie drwili ze mnie moi wrogowie”. A pomodliwszy się do Boga i Przenajświętszej Bogarodzicy oraz wszystkich świętych gorzko zapłakał i otarł łzy.
I wtedy jakoby sokoły odleciały za bystry Don. Nie sokoły to poleciały za bystry Don: wielki książę Dymitr Iwanowicz z pułkami za Don pospiesza z całą swą siłą. I rzekł: „Bracie książę Włodzi­mierzu! Tutaj nam przyjdzie wychylić kielich miodu w krąg na uczcie podawany, następujemy, bracie, ze swymi dzielnymi pułkami na wojsko pohańców”.
Potem występuje wielki książę w pole. Uderzają miecze buła­towe o hełmy mongolskie, pohańcy osłonili rękoma swe głowy, a następnie w pośpiechu odstąpili do tyłu. Szeregi wołają: „Od­stępują od wielkiego księcia Dymitra Iwanowicza pohańcy, ucie­kają”. Przegrodzili synowie ruscy pola szerokie krzykiem, oświecili złoconymi szyszakami. Stanął już tur w obronie.
Wówczas wielki książę Dymitr Iwanowicz i brat jego Włodzi­mierz Andriejewicz zawrócili nazad pułki pohańców i zaczęli siec je z biegłością, wpędzając w popłoch. Ich dowódcy pospadali z koni. Trupy tatarskie zasłały pole, a rzeki ściekły krwią. Tutaj przyszło się pohańcom szybko rozdzielić i w rozsypce biec nieprzetartymi szlakami w stronę wybrzeża morskiego, a zgrzytając zębami i raniąc swe lica mówili: „Już nam, bracia, nie sądzone wrócić do swej ziemi, zobaczyć własne dzieci, pieścić swych żon: pieścić bę­dziemy zimną ziemię, całować - zieloną murawę, i na Ruś już orężnie nie wyruszymy ani daniny z książąt ruskich nie zbierzemy”.

I już zajęczała ziemia tatarska, spadły na nią nieszczęścia i cierpienia. Opuściła ich władców chełpliwość i chęć wypraw na Ziemię Ruską, poniknęło ich wesele. Już synowie ruscy rozgrabili tatarskie drogie materie, uzbrojenie i konie, woły i wielbłądy, wino i cukier: drogie tkaniny, jedwabie i stroje wiozą dla swoich żon. .Już żony ruskie ucieszyły się tatarskim złotem. Już też rozeszło się po Ziemi Ruskiej wesele i światłość, a sława ruska wzrosła na zawstydzenie pohańców [...]. Już pohańcy broń swą porzucali i skłonili swe głowy pod miecze ruskie. Ich trąby nie trąbią a głosy ich utraciły swą siłę [...] [1]


[1] Zadońszczyzna, XIV/XV w., tłum. R.Łużny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz