środa, 5 marca 2014

Kryzys na Ukrainie, ale bez medialnej histerii

Nie rozumiemy tego, co się dzieje na Ukrainie, bo oceniamy te procesy błędnie, powierzchownie, stereotypowo ze swojej wąskiej i bardzo specyficznej polskiej perspektywy.
Polska współczesna jest chyba najbardziej monolitycznym państwem z dużych krajów w Europie. Zróżnicowana i podzielona wewnętrznie, nierzadko z tendencjami separatystycznymi jest m.in. Hiszpania, Belgia, W. Brytania, Niemcy, a nawet do niedawna, kochający się na pozór Czesi i Słowacy. Integracja językowa, religijna, etniczna Polski na tym tle jest zdumiewająca.
Granice kraju pokrywają się granicami etnicznymi i językowymi niemalże w 100%. Praktycznie nie ma żadnych większych skupisk Polaków lub innych narodowości żyjących wskroś naszych granic. „Zawdzięczamy” to głównie Stalinowi i zachodnim Aliantom, którzy właśnie w taki, a nie inny sposób ustalili w Jałcie i Poczdamie powojenny ład europejski. Nie wszystkie kraje miały tyle szczęścia, Bałkany do dzisiaj nie mogą się pozbierać po krwawej korekcie granic w latach 90-tych. Ukraina, której granice ustalono na papierze, wykrawając terytoria przedwojennej Polski, Rumunii, Węgier i Rosji dziś przeżywa swoją korektę powojennych i późniejszych arbitralnych decyzji terytorialnych. Wtedy nikt się nie pytał mieszkańców tych zróżnicowanych (kulturowo, historycznie, etnicznie, religijnie i językowo) obszarów o zdanie z przyczyn oczywistych, rządził wszakże żelazną ręką Stalin, potem Chruszczow. Dziś niby na Ukrainie zwyciężyła demokracja, ale nadal nikt z nowych władz nawet nie zamierza pytać się o opinie (choćby w referendum) bezpośrednio zainteresowanych. Każda władza wie lepiej od obywateli, gdzie chcą mieszkać, z kim graniczyć i jakie mają preferencje językowe, kulturowe i etniczne.
Mniej więcej od tygodnia jestem wręcz porażony jednomyślnością tych, z których ust ani na chwilę nie znika magiczne słowo „integralność terytorialna”, reprodukowane tysiące razy w napastliwej krytyce politycznych i militarnych posunięć Rosji wobec Krymu, a nawet nie Rosji samej, lecz arcyłotra Putina vel Hitlera. Dziś nie wypada nazywać jego poczynań inaczej niż przez porównania i analogie z Hitlerem, czasem Stalinem. Ciągle słyszę i czytam: Anschluss, Monachium, zajęcie Sudetów, umieranie za Krym niczym za Gdańsk, 17 września 1939 itp.
Żenujący, na poziomie agitki prowincjonalnego politruka z lat 50-tych w PRL, artykuł Adama Michnika pt. Hańba Rosji jest sztandarowym przykładem tej jednomyślności „wiedzących lepiej” od samych Ukraińców co się dzieje z ich krajem.
Dla tych „wiedzących lepiej” gwałcenie „świętej” dziś integralności terytorialnej nie miało żadnego znaczenia gdy odrywano Kosowo od Serbii.

Nie miało znaczenia, gdy Polska politycznie wspierała interwencje wojskowe USA i NATO w Serbii, Iraku, Afganistanie, Libii, gwałcące nie tylko suwerenność tych krajów, ale i zabijające tysiące ludzi. Do dzisiaj na Krymie w wyniku Anschlussu Putina nie zginął nikt, ale nie przeszkadza to dyżurnym, gotowym za kasę poprzeć dowolną wygodną politycznie tezę, analitykom mass-mediów, wieszczyć III wojnę światową i ruskie hordy u granic najświętszej III RP, chciwe polskich dziewic do pohańbienia i łupków z gazem :)
Szczerze mówiąc, nie chce mi się rozwijać tego tematu, bo każdy, kto ma oczy i odrobinę oleju w głowie sam widzi, na jaką skalę „moralność Kalego” zdominowała oceny sytuacji politycznej na Ukrainie i wokół Krymu. Dodam tylko, że kraj, który najgłośniej wrzeszczy w obronie „ukraińskiego” Krymu, który historycznie i etnicznie rzecz biorąc, nigdy ukraiński nie był, utrzymuje setki baz wojskowych na całym globie, ma na swym koncie najwięcej zagranicznych interwencji wojskowych (często krwawych i pod byle pretekstem), a spory kawał swojego terytorium oderwał siłą od Meksyku, znacznie później niż Rosja zdobyła Krym. Drugi krzykliwy kraj trzyma prawem kaduka militarną łapę na Gibraltarze i Falklandach, nie widząc nic w tym niestosownego, a naruszania „integralności terytorialnej” to już wcale.
My też nie tacy święci, w 1918 Polacy wszczęli rebelię we Lwowie na terenie ówczesnej Ukraińskiej Republiki. Rok później Piłsudski wjechał zbrojnie do litewskiego Wilna, później się wycofał, ale podstępem wysłał rok później Żeligowskiego, żeby zajął Wilno i Litwę środkową na rzecz Polski. Mniej więcej w tym samym czasie polskie wojsko zajęło czeski Śląsk, a w 1938 Zaolzie. Oczywiście wszystko w imię dobra mieszkających na tych terenach Polaków.
Kończąc ten przydługi wstęp, przechodzę do meritum, którym jest podanie linków do tekstów, którymi uznałem za stosowne podzielić się z Czytelnikami naszego bloga, ponieważ są ciekawe i nie tak jednostronne, jak główny nurt medialnej propagandy.
Wywiad z pierwszym ambasadorem Polski w Kijowie
“Majdany” i “anty-Majdany" czyli fatalne skutki uprawiania polityki na ulicy
Panie Tusk, panie Kaczyński: Zamiast banderowców, należało popierać Janukowycza
Nie pchajmy paluchów między ukraińsko-rosyjskie drzwi
Kilka uwag na temat sytuacji politycznej na Ukrainie
Ukraińska hipokryzja mediów
Rosyjski niedźwiedź znowu straszy
Krym i Kosowo: na czym polega różnica?

13 komentarzy:

  1. bardzo dziwny artykuł...
    ograniczę się tylko do stwierdzenia, że nie prezentuje on moich poglądów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy dziwny? Bo niezgodny z "jedynie słuszną linią partii"?
      A linki Waćpan chociaż przeczytał? Czy nie, bo nie?

      Usuń
    2. wszystko, co chciałem wyrazić, zawarłem w poprzednim poście.
      milego wieczoru ;)

      Usuń
    3. Czuję się powalony mocą argumentów, dziwnych, ale za to bardzo merytorycznych :)
      A tymczasem (jak podaje G. Wyborcza) na Morze Czarne zmierza lotniskowiec "George Bush" wraz z 17 okrętami eskorty i 3 okrętami podwodnymi. Na pewno w celu zapewnienia bezpieczeństwa amerykańskim paraolimpijczykom w Soczi :)

      Usuń
  2. Jestem ciekawy opinii naszych czytelników. Jak znam życie zapewne pojawią się w nich komentarze wszelakich ekspertów i mądralińskich. Oni także mają prawo do swoich opinii Gorzej, kiedy zamiast szukać wspólnego mianownika skłócą się jeszcze bardziej i nic z tego nie wyniknie. A szkoda.
    Co do Ukrainy...- umyśliwam sobie, iż popadliśmy w totalną podnietę tuskowo-unijną z wujem Samem na czele. Popierałem Majdan, lecz nie " prawy sektor" i nie banderowców. Przecież, nie tylko oni tam byli! Uważam, że korupcja, złodziejstwo, brak perspektyw wymusiło na ludziach taką a nie inną reakcję. Czy z prawnego punktu widzenia jest to zamach stanu ? Owszem, w moim rozumieniu jest, ale kolejny rok z władzą, która strzela oczyma snajperów - to dla mnie za długo. Ludzie mieli do tego prawo. Polityka zawsze jest w takich sytuacjach, ten kto myśli inaczej moim rozumieniu jest obłąkańcem. Tk stało się z majdanem i z pielgrzymkami " naszych ojców narodu". To po prostu żenada...
    Co do Krymu..., cóż, demon historii powraca. Krym należy do Ukrainy, czy to się komuś podoba, czy też nie. Jeśli każdy sąsiad domagałby się tego, co Rosja, pół Europy powinna zmienić granice. Rozumiem Rosjan, a przynajmniej się staram. Mają swoje argumenty. Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale chciałbym aby w końcu bracia Słowianie nie pozwalali tak na siebie się napuszczać. Miejmy swój rozum.. Bo dziś tzw. polski rząd totalnie ocipiał, i teraz przypomina mi sługusa zachodnich korporacji....
    Jestem ciekawy opinii naszych czytelników. Jak widzicie- nawet wśród nas- Słowianolubów jest różnica zdań- lecz łączy nas jedno: wspólna spuścizna słowiańska, którą ktoś próbuje nam zniszczyć i zamazać w imię jakichś tam norm międzynarodowych, którymi w rzeczy samej są ci, którzy i tak w innych częściach świata czynią to samo, o co oskarżają Rosjan.
    Z Rosjanami mam swój osobisty problem, z Ukraińcami również- może na tym polega, aby je pokonywać Życzę wam tego w imieniu Redakcji Słowianolubii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomijając oczywistą, wręcz chamską, grę o wpływy i kasę, między globalnymi potęgami, mam wrażenie, że cała ta heca z Ukrainą, Euromajdanem, Krymem itp. to kolejny podły cios w jedność Słowian.
    Mam wrażenie, że komuś bardzo na tym zależy, żebyśmy wiecznie żarli się między sobą. Gdy tylko trochę się ogarnęliśmy po chaosie lat 90-tych, rozpadzie Czechosłowacji, Jugosławii, monetarnej terapii szokowej w Polsce, Rosji (i innych krajach) po innych tzw. reformach, zaczęła powstawać na razie nikła i słaba świadomość tego, że coś nas łączy, poprawa wzajemnych relacji gospodarczych, społecznych, odrodzenie zainteresowania rodzimą kulturą praktycznie we wszystkich krajach słowiańszczyny, to sru, znowu konflikt i nawoływanie do wojny domowej. Nic Wam tu nie śmierdzi? A może pachnie powszechną szczęśliwością kochającej się europejskiej rodziny, troskliwie chronionej, zapowiadaną już dzisiaj na Ukrainie, (wymierzoną w nikogo ;) tarczą antyrakietową wuja Sama?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla podgrzania atmosfery dyskusji, fragment pism Dmowskiego, „Kwestia ukraińska”:
    „Ukraina stanęłaby od pierwszej chwili wobec wiel­kich zagadnień wielkiego państwa. Przede wszystkim stosunek do Rosji. Rosjanie musieliby być najniedołężniejszym w świecie narodem, żeby łatwo pogodzić się z utratą olbrzymiego obszaru, na którym znajdują się ich najurodzajniejsze ziemie, ich węgiel i żelazo, który stanowi o ich posiadaniu nafty i o ich dostępie do Mo­rza Czarnego. Następnie eksploatacja tego węgla i żela­za z wszystkimi jej konsekwencjami w ustroju i w życiu gospodarczym kraju. Wielkie zagadnienie przedstawia pobrzeże czarnomorskie, etnicznie nie będące ukraińskim, stosunek do ziem dońskich, do nieukraińskiego Krymu, a nawet do Kaukazu. Naród rosyjski, ze swymi tradycjami historycznymi, z wybitnymi instynktami państwowymi, stopniowo do uporania się z tymi zagadnie­niami dochodził i na swój sposób je rozwiązywał. Nowy naród ukraiński musiałby od razu znaleźć swoje sposoby sprostania tym wszystkim zadaniom i niezawodnie do­wiedziałby się, że jest to nad jego siły.
    Co prawda, znaleźliby się tacy, którzy by się tym zajęli, ale tu właśnie występuje tragedia.
    Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona na niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata, którym dziś bardzo ciasno jest we włas­nych krajach, kapitalistów i poszukiwaczy kapitału, organizatorów przemysłu, techników i kupców, speku­lantów i intrygantów, rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji: Niemcom, Francuzom, Belgom, Włochom, Anglikom i Amerykanom pośpieszyliby z pomocą miejscowi lub pobliscy Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, wreszcie najliczniejsi i naj­ważniejsi ze wszystkich Żydzi. Zebrałaby się tu cała swoista Liga Narodów…
    Te wszystkie żywioły przy udziale sprytniejszych, bardziej biegłych w interesach Ukraińców, wytworzyłyby przewodnią warstwę, elitę kraju. Byłaby to wszakże szczególna elita, bo chyba żaden kraj nie mógłby poszczycić się tak bogatą kolekcją międzynarodowych kanalii.
    Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; lu­dzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własne­go państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny.
    Ten, kto przypuszcza, że przy położeniu geograficznym Ukrainy i jej obszarze, przy stanie, w jakim znajduje się żywioł ukraiński, przy jego zasobach ducho­wych i materialnych, wreszcie przy tej roli, jaką posiada kwestia ukraińska w dzisiejszym położeniu gospodarczym i politycznym świata, mogłoby być inaczej – nie ma za grosz wyobraźni.
    Kwestia ukraińska ma rozmaitych orędowników, za­równo na samej Ukrainie, jak poza jej granicami. Między ostatnimi zwłaszcza jest wielu takich, którzy dobrze wiedzą, do czego idą. Są wszakże i tacy, którzy rozwią­zanie tej kwestii przez oderwanie Ukrainy od Rosji przedstawiają sobie bardzo sielankowo. Ci naiwni najlepiej by zrobili, trzymając ręce od niej z daleka.”

    Jak w tym dowcipie o bacy – prorok jakiś czy cóś? :)
    Więcej Dmowskiego na portalu geopolityka.net

    OdpowiedzUsuń
  5. http://polish.ruvr.ru/tag_7582566/ Polecam dla tych których zmęczyło wieszanie psów na Rosji.

    Moim zdaniem na świecie powinna być równowaga sił. Na chwilę obecną takowej nie ma. Rosja ma szansę zachować resztki własnych wpływów w starciu z imperialnym zachodem i nie stać się trzecioligowym krajem. Nikt nie jest święty, niemniej jednak powstrzymanie marszu modelu demokracji zza oceanu może stać się udziałem Rosji właśnie. Drugą przesłanką jaka mnie kieruje w stronę Rosji i to najważniejszą jest różnorodność kulturowa i postępująca globalizacja. Nie chciałbym żeby regiony etnicznie, kulturowo i językowo powiązane z Rosją nagle stały się częścią paktu NATO i UE. Kozacy i Tatarzy w Parlamencie Europejskim? Język angielki językiem urzędowym Krymu? Zachód chce rozprawić się ze światem rosyjskojęzycznym rozczłonkowując jego spójność. Jest to dziwna tendencja destrukcyjna praktykowana od lat na Bliskim Wschodzie.
    Widziałem gdzieś artykuł zatytułowany: "Historia wyrwała się ze smyczy."
    Jak wiadomo historię piszą zwycięzcy i to dlatego prezydenci USA nie zostali skazali przez trybunałem w Hadze za zbrodnie przeciwko ludzkości. Wyrwanie się historii ze smyczy spowodowało histerię w świecie zachodu a w pewnym momencie nawet panikę. Nikt nie lubi gdy ktoś próbuje wyrwać się jemu berło z rąk. Mam nadzieję że powstanie nowa siła zdolna przeciwstawić się USA i UE. Mam też nadzieję że dojdzie do poszanowania potrzeb i interesów strony przeciwnej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz pierwszy od 30 lat zachodowi nie udało się wpuścić Słowian w maliny i uzyskać za free lotniskowca o nazwie Krym, a wy biadolicie. Poczytajcie sobie analizę sytuacji kogoś, kto wie o co idzie gra.
    I z takim podejściem radzę zmienić nazwę ze Słowianolubia, na "Słowianobzdety w służbie międzynarodowego kapitału", bo wasza tchórzliwa, proamerykańska postawa z dumą z bycia Słowianinem nie ma nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszej redakcji prezentowane są różne poglądy na kwestię Krymu.
      Proponuję więc uważniej czytać nasze posty, nim się coś napisze.
      A bojownikom internetu wszelkiej maści trzeba przypomnieć, że to niehonorowo krytykować cokolwiek ukrywając się pod płaszczykiem anonimowości ;))

      Usuń
  7. A ten trzeci krzykliwy kraj już dwukrotnie wysłał wojsko do jednej ze swojej prowincji, a właściwie NARODU, posiadającego własny język, historię, prawo, kulturę i wartości, z aspiracją do niepodległego istnienia, by powstrzymac ich wszelką nadzieję na suwerennośc już w zalążku.

    W 1964 roku wojsko pałowalo demonstrujących przeciwko wizycie Królowej Elżbiety w Quebec'u.
    Ta pamiętna niedziela nosi nazwę „Samedi de la matraque”, czyli „ Niedziela długich pał, lub nawet spałowanych”.
    https://www.youtube.com/watch?v=GYS13RRVXAc

    Kryzys Październikowy „October Crisis” miał miejsce w 1970 roku, a po nim War Measure Act, czyli stan wojenny:
    https://www.youtube.com/watch?v=EXRE_7HzLEQ

    A czy dzisiaj demokratyczny federalny rząd Kanady postąpiłby inaczej?
    Oto jak zostali potraktowani demonstrujacy przeciwko wizycie Księcia Karola w Quebec'u w 2010 roku.
    https://www.youtube.com/watch?v=Q1cuGdqxZW0

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze dodam, że wybrałam tylko trzy filmiki, ale oczywiście materiału jest dużo więcej, a to daje do myślenia.

    Zadaję więc i sobie i zainteresowanym tym tematem czytelnikom następujące pytania:

    1. Czy demokracja zabezpieczona długimi pałami to ciągle demokracja?
    2. Czy Quebec ma jakąkolwiek szansę na suwerennośc?
    3. Czy Kanada ma prawo moralne do dawania lekcji z demokracji innym krajom i narodom?

    OdpowiedzUsuń