czwartek, 23 stycznia 2014

Słowiańskie kulty płodnościowe


Kulty płodnościowe w zachodniej Słowiańszczyźnie


Tak istotną dziedzinę życia, jaką jest życie seksualne, od najdawniejszych czasów ludzie starali się poddać kontroli i wykorzystać przy użyciu środków magicznych. Zarazem elementy seksualne były integralną częścią pierwotnej sfery religijnej. Po zaprowadzeniu chrześcijaństwa wszystkie te zjawiska zostały rzecz jasna po tępione i opatrzone wspólną etykietką superstitiones - przesądy, zabobony. (…) Pewien pierwiastek sacrum był pierwotnie obecny właściwie w każdym stosunku seksualnym. 
Brakuje niepodważalnych dowodów istnienia w północnej Słowiańszczyźnie kultów wiążących się bezpośrednio z elementami seksualnymi, może to jednak wynikać z ogólnie niskiego stanu naszej wiedzy o religii pogańskich Słowian. Nie ulega jednak wątpliwości, że takie kulty o charakterze płodnościowym i chtonicznym, wynikającym z trzeciej funkcji Dumezilowskiej triady indoeuropejskiej, funkcjonowały także na ziemiach polskich. Niektórzy uczeni, na przykład Henryk Łowmiański, wiązali z kultami pogańskimi, a konkretnie ze świętem rusaliów, wspomniany wyżej przekaz Powieści lat minionych na temat Wiatyczów, Radymiczów i Siewierzan, którzy „schodzili się na igrzyska, na pląsy i na wszelkie pieśni biesowskie i tu porywali żony sobie”. Rusalia były słowiańskim obrzędem ku czci bóstw lub demonów urodzaju. Nazwa wywodzi się od rzymskiego święta ludowego ku czci zmarłych - rosaliów (dies rosae). Dawniej badacze uważali, że Słowianie przejęli je bezpośrednio z tradycji antycznej. Potem zarzucono ten pogląd, twierdząc, że na Bałkanach skojarzono pojęcie rosalia „z analogicznym świętem słowiańskim”. Określenie to stosowano zresztą, (…) do różnych świąt, o różnorodnym charakterze i odbywających się w różnych terminach.

Jedynym pewnym, potwierdzonym przez źródła etnograficzne rytuałem słowiańskim o jednoznacznie seksualnym charakterze, był wiosenny obrzęd, związany z płodnością. W jego trakcie mężczyzna i kobieta odbywali lub symulowali akt płciowy na przeznaczonym pod uprawę polu.[1] Możliwe są tutaj dwie interpretacje. Na poziomie uświadomionym był to rytuał magiczny (płodność spółkującej pary miała udzielić się ziemi).[2] Pierwotnym, zapomnianym znaczeniem obrzędu mogło być składanie w ten sposób ofiary bóstwom płodności. Rytualny stosunek seksualny jako forma składania ofiary bóstwom, nie tylko płodności, występuje w wielu kulturach świata. Amerykańska badaczka Eve Levin uważa rytuał wiosennej kopulacji na ziemi za relikt archaicznego kultu Matki Ziemi. Uczona traktuje w ten sposób również inne zbliżone obrzędy: symulowanie przez mężczyzn stosunku seksualnego z samą Ziemią oraz taczanie się nagich ludzi po polu podczas siewu. Z kolei obchody nocy świętojańskiej są przez nią łączone z kultem bóstwa Lado. Elementy seksualne pojawiać się miały także w rytuałach związanych z kultem boga błyskawicy Peruna, bogini gospodarstwa domowego Mokoszy oraz pomniejszych bóstw płodności.[3] Levin podkreśla, że wbrew opiniom kościelnych i cerkiewnych komentatorów kultowe stosunki seksualne nie miały w sobie nic z dzikiej orgii. Obrzędy z ich udziałem były starannie uporządkowane i kierowane przez kapłanów. „Kiedy aktywność seksualna uzyskiwała sens kosmiczny, indywidualne preferencje i przyjemności traciły znaczenie. Rytualny seks miał niewiele wspólnego ze swobodą seksualną”.

W myśl hipotezy Ludwika Stommy charakter ceremonii religijnej mogły mieć także pokładziny w trakcie ceremonii ślubnej.[4] Być może jakieś obrzędy płodnościowe o charakterze seksualnym miały miejsce na przełomie maja i czerwca (Zielone Świątki). Źródła etnograficzne potwierdzają popularny zwyczaj stawiani a w tym okresie huśtawek, na których chłopcy huśtali młode dziewczęta. Huśtawka ma, zdaniem niektórych etnologów, silną symbolikę seksualną.[5] O odbywaniu się w tym okresie roku obrzędów, zawierających wyraźne motywy seksualne, może świadczyć przekaz Jan Długosza. Po omówieniu rzekomych polskich bóstw pogańskich napisał on: „Na ich cześć ustanawiane były i urządzane igrzyska w pewnych porach roku [...]. Odprawiano zaś je przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia, klaskania i uczynki przy równoczesnym przywoływaniu wspomnianych bogów i bogiń z zachowaniem rytuału. Obrządek tych igrzysk, raczej jego niektóre szczątki [istnieją] u Polaków aż do naszych czasów, mimo że wyznają oni chrześcijaństwo od 500 lat, powtarzane są co roku na Zielone Świątki i przypominają dawne zabobony pogańskie corocznym igrzyskiem, zwanym po polsku «Stado», co tłumaczy się po łacinie grex, kiedy to stada narodu zbierają się na nie i podzieliwszy się na gromady, czyli stadka, w podnieceniu i rozjątrzeniu umysłu odprawiają igrzyska, skłonni do rozpusty, gnuśności i pijatyki."

Nieco później, ale w tym samym okresie obrzędowym, czczono noc świętojańską, w czasie której także szereg obrzędów miał charakter mniej lub bardziej seksualny. Wzmianka z czternastowiecznych poznańskich statutów diecezjalnych o odbywających się w wigilię św. Jana Chrzciciela oraz św. Piotra i Pawła „nocnych tańcach [...] z licznymi przypadkami rozpusty, cudzołóstw i bezeceństw”,[6] a także źródła etnograficzne wskazują na to, że w trakcie tej nocy panowała większa niż normalnie swoboda obyczajowa. Szereg wierzeń, związanych z występującym w całej Europie zwyczajem palenia ognisk świętojańskich, wskazuje jednoznacznie na jego związek z magią lub kultami płodności owymi. W Rosji uważano, że kto nie przyszedł przyglądać się w tę noc ognisku, nie miał nigdy wyjść za mąż lub się ożenić. Jeżeli para podczas skoku przez ognisko nie puściła swych rąk, znaczyło to, że zostaną małżeństwem. Podobnie było w innych rejonach Europy. W Niemczech panował powszechny zwyczaj, że chłopak rzucał przez ognisko swojej dziewczynie krążek z wypisanym jej imieniem. W Bretonii dziewczyna, która widziała dziewięć ognisk w jedną noc, miała w tym samym roku wyjść za mąż. W Fellinschen odnotowano zwyczaj tańczenia przez bezpłodne kobiety wokół ruiny, w której paliły ognisko.


Kulty falliczne na ziemiach polskich


Phallusy z Wolina, Opola i Tumu.
Pośredni związek z omawianą tematyką ma obecność na ziemiach polskich kultów fallicznych. Przejawem takiego kultu był, jak się wydaje, obiekt odkryty na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu. Jego centralnym elementem był słup drewniany o wysokości okoła jednego metra i grubości około piętnastu centymetrów, obrobiony tak, że przypominał fallusa w stanie erekcji. Otaczało go kilka wbitych odśrodkowo w ziemię kołków i kamieni. Obok wbito w ziemię dwa inne słupy drewniane z odrostami dwóch gałęzi, przypominającymi uszy lub rogi skierowane w dół. Być może służyły one do przywiązywania zwierząt ofiarnych, zabijanych znalezioną obok maczugą. Prawdopodobnie w skład obiektu wchodziły jeszcze inne elementy, ale zniszczono je podczas budowy jednego z budynków uniwersyteckich.[7] Znalezisko to jest o tyle ciekawe, że odkrywcy datują je na przełom X i XI wieku, a więc już na czasy po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Świadczyć ono może o trwałości pogańskich kultów płodnościowych, które przetrwały początki chrystianizacji nawet w tak znaczącym ośrodku jak Wrocław. Wobec przyjętej datacji obiektu sensowny wydaje się domysł autorów odkrycia, że jego powstanie należy wiązać z okresem tak zwanej reakcji pogańskiej. Możliwa jest jednak i inna interpretacja. W myśl teorii niemieckiego badacza Wolfganga Wichlera wyobrażenia i gesty falliczne nie musiały mieć związku z kultem płodności. Wręcz przeciwnie, ich pierwotnym znaczeniem są funkcje obrony - początkowo przed innymi osobnikami tego samego gatunku, potem także (lub przede wszystkim) przed istotami nadprzyrodzonymi. Wywodzą sie one jeszcze od zachowań zwierzęcych. Znany jest szereg posągów fallicznych, szczególnie w Anglii i Skandynawii, które stawiano przed kościołem lub w jego wnętrzu, na przykład mający sto trzydzieści centymetrów wysokości granitowy fallus, znajdujący się od XII wieku w przedsionku kościoła w Tommersby w Danii. 
Podobny, odstraszający złe duchy charakter mógł mieć i obiekt wrocławski. Jeszcze późniejsze, bo datowane na XIII wiek, są drewniane posążki falliczne, znalezione w studni w grodzisku w Tumie pod Łęczycą, a także w Opolu. Zdaniem Włodzimierza Szafrańskiego były to talizmany, które zanurzone w wodzie wzmacniały jej płodną moc, obdarzając pijących ją ludzi, zwierzęta i rośliny siłą rozrodczą.[8] I w tym wypadku jednak co najmniej w równym stopniu prawdopodobny jest ich apotropaiczny charakter. Nie wiadomo też, czy miały one bezpośredni związek z wodą. Do studni mogły zostać wrzucone przez właściciela na przykład dla ukrycia ich przed dociekliwymi przedstawicielami Kościoła.


Magia miłosna i zabiegi antykoncepcyjne


Nie mamy danych na temat pierwotnej magii miłosnej plemion polskich. W późniejszym średniowieczu upowszechniały się oprócz rodzimych także obce, czasem bardziej „uczone” praktyki magiczne. Ich popularyzacji służyło rozpowszechnienie się umiejętności czytania, a następnie druku. W ślad za tym pojawiło się w Polsce sporo różnej literatury poradnikowej, głównie bazującej na wzorcach zachodnich. W dziele tego typu, autorstwa Stefana Falimierza, znalazła się na przykład taka porada: „Iaycza Liſie ſą barzo gorącze y wilgotne pomagaią na kurcż y na paraliż y żiły ſkurczone odmiękcżaią. A zwłaſzcża z winem kto ie piie, zapalaiągo ku nabożeńſtwu do młodey paniey”. Znamiennym faktem jest, że w wielu zachowanych w Bibliotece Jagiellońskiej średniowiecznych rękopisach o treści magicznej właśnie fragmenty o magii miłosnej zostały starannie zamazane czarną farbą. Nie wiadomo jednak, w jakim okresie tego dokonano.

Czasem środki magiczne prowadziły do skutków odwrotnych od zamierzonych. Próba wzbudzenia "lubości" u męża niejakiej Agnieszki z Szamotuł przy zastosowaniu cykuty podanej w jedzeniu skończyła się oskarżeniem jej przez małżonka o próbę otrucia. Pewna Katarzyna, sądzona za morderstwo, tłumaczyła się natomiast, że miksturą ze spalonych pozostałości po porodzie chciała wyleczyć męża z impotencji.
Z magią płodnościową (jako jej przeciwieństwo) łączyły się w średniowieczu zabiegi antykoncepcyjne. Na ich temat posiadamy przynajmniej jedno wiążące się z ziemiami polskimi, choć bardzo niepewne źródło. Jest nim tak zwany Katalog magii Rudolfa, fragment dzieła Summa de confessionis discretione niejakiego brata Rudolfa. W starszej literaturze wyrażano pogląd, że Rudolf był pochodzącym z Europy Zachodniej mnichem z klasztoru cysterskiego w Rudzie na Śląsku. Obecnie teza ta jest jednak w coraz większym stopniu kwestionowana. Przypuszcza się nawet, że autor nie miał nic wspólnego z zakonem cystersów, a rękopis Summy trafił do Rud drogą zakupu. Opisane w nim zabiegi magiczne wywodzą się, jak się wydaje, z wierzeń germańskich lub ogólno indoeuropejskich. Nie wyklucza to jednak hipotezy, że niektóre zwyczaje przejmowali żyjący na tych terenach Polacy, którzy mogli się dowiedzieć o nich na przykład od wypytującego ich szczegółowo spowiednika. Poza tym niektóre elementy wierzeń wy stępują także w zwyczajach Słowian. Opisane w Katalogu środki antykoncepcyjne miały charakter czysto magiczny. Jeden z nich polegał na przykład na podłożeniu pod siebie, siadając lub leżąc kilku palców. Kobieta miała nie zachodzić w ciążę tyle lat, ile palców podłożyła.[9] Zabieg ten nosi cechy symbolicznego zamknięcia. W innym przypadku zabieg nosił z kolei cechy symbolicznego przeniesienia: „Coś, co nazywają swoim kwiatem, rzucają na drzewo czarnego bzu, mówiąc: ty noś za mnie, [tak, jak] ja kwitnę za ciebie”. Autor opatrzył zresztą tę informację nieco ironicznym stwierdzeniem: „Drzewo jednak nie kwitnie mniej, a ona w bólu rodzi dzieci”. Inne zabiegi antykoncepcyjne również były związane z owym „swoim kwiatem”, czyli zapewne krwią menstruacyjną. Kobiety miały ją przerzucać za siebie lub dawać do zjedzenia psu, świni albo rybie. W pierwszym wypadku mamy do czynienia ponownie z symbolicznym zamknięciem.[10] W drugim prawdopodobnie chodziło o przeniesienie płodności na zwierzęta, uznawane tradycyjnie za jej symbole (pies, świnia) lub na związaną z nią wodę.

Jednym z lęków, które zapewne towarzyszyły wielu średniowiecznym mężczyznom, była obawa przed spowodowaną czarami impotencją. Mizoginistyczna kultura tamtych czasów podsycała te lęki, a przerzucenie na kobietę odpowiedzialności za własną niemoc było dla wielu ówczesnych mężczyzn doskonałym sposobem na poprawę zachwianego poczucia swej wartości. Z ksiąg sądów konsystorskich znamy kilka oskarżeń tego typu. W przypadku Małgorzaty i Grzegorza z Dziedzic oskarżenie o zaczarowanie pojawiło się niejako wtórnie, jako odpowiedź męża na zarzuty żony. W roku 1450 niejaki Ambroży z Gniezna oskarżył swoją żonę Annę, iż w noc poślubną w łóżku „spowodowała u niego taką chorobę, że mógł umrzeć” (procuravit ei infirmitatem tantam, quod poterat mori), jego ciało „padało się”, a następnie kobieta podawała mu truciznę.


A.Krawiec
Seksualność w średniowiecznej Polsce
Poznań 2000





materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych




[1] K. Moszyński Kultura ludowa Słowian, cz. II, s. 517. Autor lokalizuje ten zwyczaj na Rusi i w ,,innych krajach".
[2] Według K. Moszyńskiego zabieg miał na celu magiczne zapłodnienie ziemi tamże, s. 517; E. Levin, Sex and Society, s. 41, uważa magię sympatetyczną za podstawowy cel słowiańskich rytuałów seksualnych.
[3] Tamże, s. 39, 40, Niestety autorka nie podaje podstawy źródłowej swoich poglądów.
[4] L. Stomma, Rytuał pokładzin w Polsce. Analiza strukturalna, s. 51.
[5] A. Zadrożyńska, Powtarzać czas początku, t. I, s. 126.
[6] J. Sawicki, Najdawniejsze statuty synodalne poznańskie z rękopisu, BOZ 63, s. 203.
[7] K, Jaworski, J, Kazimierczyk, A. Limisiewicz, Relikty przystani rzecznej, wału obronnego, magazynu żywności, nawożenia i miejsca kultu fallicznego oraz różnych czynności gospodarczych na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu
w świetle odkryć wykopaliskowych w 1987 roku, s.102, 103.
[8] W. Szafrański, Pradzieje religii w Polsce, s, 373, 413.
[9] Cum sedcnt uel iacent, quandoque ponunt sub se aliquos digitos credentes se tot annos liberas a conceptu, quod digitos sub se ponunt, E. Karwot, Katalog magii Rudolfa. Śląskie źródło etnograficzne z XIII wieku, s.26, 27.
Podobny zabieg znany był jako swego rodzaju ,,środek planowania rodziny'' w Bułgarii, tam jednak kobieta podczas ślubu siadała na tylu palcach, ile chciała mieć dzieci.
[10] Por. K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, s. 285.

2 komentarze: