czwartek, 2 stycznia 2014

Geniusz germańskiej myśli technicznej czy zwykła rusofobia?

Pisałem poprzedni wpis-felieton raczej na lekko, bez specjalnie głębokich intencji, przemyśleń, a już na pewno bez zamiaru wywoływania fundamentalnego sporu kto lepszy – Nasi czy Oni? Po prostu, zainspirowany dyletanckimi komentarzami domorosłych specjalistów od broni strzeleckiej pod doniesieniami o śmierci Michaiła Kałasznikowa, na temat tego czy był twórcą karabinka AK-47. Komentarzami nierzadko wręcz niesmacznymi, w których nie bardzo chodziło o kwestie techniczne, lecz typową dla części Polaków bezrozumną chęć dokopania „Ruskim”, choćby pretekstem był pogrzeb ogromnie szanowanego w Rosji i na świecie człowieka. O przejawach i skutkach tej rusofobii mówił niedawno w radiu Daniel Olbrychski.
Nie spodziewałem się, że nawet na Słowianolubii pojawią się komentarze podające w wątpliwość sprawę autorstwa AK-47, dawno już przedyskutowaną i wyjaśnioną. Czuję się wobec tego trochę wywołany do tablicy.
Historia broni strzeleckiej nie jest specjalnie tajemnicza, nie ma w niej za bardzo miejsca na teorie spiskowe, bo dotyczy stosunkowo prostych konstrukcji, które bardzo łatwo ze sobą porównać. Z porównania wynika, że AK-47 jest lepszy od MP-43 konstrukcji Hugo Schmeissera, gdyby było inaczej, to na świecie ludzie strzelaliby do siebie w najróżniejszych konfliktach z dziesiątków milionów „schmeisserów”, a nie „kałasznikowów”. Tym bardziej że praw autorskich ex-nazisty Schmeissera raczej nikt by nie bronił.
Zarówno zachodni Alianci, jak i Rosjanie po wojnie wywieźli do siebie wielu niemieckich inżynierów pracujących nad wszelaką bronią, ale nie wynika z tego w sposób prosty, że po 1945 roku wszyscy na świecie produkowali broń wymyśloną przez niemieckich „geniuszy”. Z wielu powodów tak się nie stało, omówię zaledwie kilka.
Po pierwsze, germańska myśl techniczna nie była najlepsza na świecie ani wtedy, ani przedtem. Np. po co niemieccy dowódcy tak często i ochoczo jeździli na rosyjskie poligony podpatrywać nowoczesną broń pancerną i wojska powietrzno-desantowe, które u nich były w powijakach? A potem pisali skrupulatne raporty dla przełożonych.
Panzerkampfwagen II

T-34 model 1940
Owszem wojna dała ogromny impuls wynalazkom wojennym po każdej ze stron konfliktu, chodziło o motywacje i gigantyczne nakłady, o których próżno marzyć w czasach pokoju. Niemcy zaczęli wojnę wcześniej i mieli więcej czasu, czerpali z zasobów ludzkich i materiałowych zagarniętych terytoriów. Samo wchłonięcie czeskiego potencjału przemysłowego i wojskowego ogromnie wzmocniło ich potencjał bojowy w przededniu wojny. Później przejęli polski przemysł wojskowy, a w końcu francuski, który pracował na ich rzecz praktycznie do końca wojny. Oczywiście często razem z dokumentacją techniczną, kadrą inżynierską i pracownikami średniego szczebla, do tego dodajmy darmową siłę roboczą milionów okrutnie zniewolonych obywateli podbitych państw. Zbyt często o tym wszystkim zapominamy, zapatrzeni w pozowane zdjęcia roześmianych „Übermens'chów” z propagandowych kronik wojennych. W pierwszej fazie wojny niemiecka armia w dużej mierze „jechała” na zarekwirowanych pojazdach, w tym czeskich czołgach (np. Lehky Tank vz. 38 czyli PzKpfw 38), strzelała ze zdobycznej broni i amunicji.
Po przejęciu Czechosłowacji przez Niemcy, kontynuowano produkcję LT wz. 38, był on dużo lepszym pojazdem niż standardowe wtedy niemieckie czołgi lekkie PzKpfw I i PzKpfw II. (za: Wikipedią)
Później też zdarzały się całe bataliony czołgów T-34 w niemieckich barwach. Podobnie z artylerią, bronią strzelecką, a nawet odzieżą. Do tego miliony zarekwirowanych koni i zdobyczna trakcja kolejowa, które wbrew „zmechanizowanym” pozorom, były główną siłą napędową niemieckiego zaopatrzenia. Zaiste, bardzo to nowoczesne technologie ;)
Początek wojny.
Pod Moskwą, tą już prawie zdobytą :)
Druga kwestia, dlaczego zniewoleni niemieccy inżynierowie mieliby potulnie współpracować ze znienawidzonym wrogiem? Owoców talentu nie da się wymusić – nawet torturami, a zwłaszcza nimi. Gdyby Rosjanie mieli takie wielkie pożytki z pracy Schmeissera, to nie odesłaliby go do domu mniej więcej w tym samym czasie, co pozostałych jeńców niemieckich. Łatwiej byłoby go chyba zabić niż narażać się na ryzyko, że wypapla, kto był prawdziwym konstruktorem „kałasza”?
Trzecia kwestia, po bliższym przyjrzeniu się, niemiecka broń, nawet ta „wunderwaffe”, nie była aż taka „wunder”. Przeczytajcie sami: Wunderwaffe - „cudowna” broń III Rzeszy. Część 1
Najbardziej rozbawił mnie celownik noktowizyjny (ktoś się nim zachwycał w komentarzach), który:
„Składał się z reflektora o średnicy 30 cm i lunety obserwacyjnej. Wariant ten nazwano Sperber – Krogulec. Bardzo często zestaw wzbogacano o jeden niezbędny w warunkach polowych element – granat ręczny przywiązany do statywu, służący do wysadzenia celownika w razie opuszczenia pojazdu. FG 1250 był urządzeniem pod wieloma względami korzystnym, ale i niosącym ze sobą nowe problemy, większe niż ubytek trzech nabojów, których miejsce zajmował akumulator. Kiedy zestaw nie był potrzebny, przewożono go w specjalnej skrzyni na pancerzu tylnym. [...]
Dowódca musiał być cały czas wychylony z wieży, ponadto celownikiem nocnym nie dysponował ani celowniczy, odpowiedzialny za naprowadzenie armaty na cel, ani kierowca, którego zadaniem było prowadzenie maszyny przez przeszkody.”
Jednym słowem - grat i to zbędny, a nie realna pomoc w boju :)
Dalej też nie lepiej: Wunderwaffe - „cudowna” broń III Rzeszy. Część 2, tu najbardziej rozbawił mnie myśliwiec odrzutowy Me 262V-1, który latał (sic!) wspomagany dodatkowym silnikiem tłokowym ze śmigłem oraz bomby holowane za samolotem (pomysł samego Führera). Zaiste niepojęty jest germański geniusz :)
A na deser link do artykułu na temat „cudu” ekonomicznego III Rzeszy, który zachwycił ówczesną Europę (niektórych zachwyca do dziś) i sfinansował „wunder” zbrojenia. Polacy w tym samym czasie oddawali obrączki ślubne na kupno broni, a dzieci robiły zbiórki w szkołach.

PS
A tak już zupełnie prywatnie sądzę, że gdyby nie polskie i wokółpolskie przedwojenne absurdy polityczne, to Hitler połamałby sobie zęby na linii Wisły, a po naszej klęsce wrześniowej, gdyby nie błędne kalkulacje polityczne i militarne Stalina, absurdalne czystki w armii i terror ideologiczny, wojska Hitlera nie wyszłyby poza linię Dniepru.
Na więcej nie pozwalały III Rzeszy uwarunkowania strategiczne i techniczne. To, że Niemcom udało się o wiele więcej, zawdzięczają bynajmniej nie swojemu geniuszowi militarnemu lub przewadze cywilizacyjno-technologicznej nad innymi ludami, lecz kunktatorstwu, a czasem wręcz zdradzie własnych narodów przez ówczesne tzw. elity polityczne Europy i świata.

3 komentarze:

  1. Widzisz, wiele z tego co napisałeś to prawda - to o wojskach powietrzno-desantowych, w których Sowieci mieli 2mln przeszkolonych żołnierzy, o czołgach "Tatra" w niemieckiej armii (lepszych wówczas niż czołgi konstruowane przez Ferdynanda Porsche) i samolotach "Avia" w lotnictwie, a także o "owsianej trakcji", od której propaganda Goebbelsa trzymała się na dystans "nie dostrzegając" jej (oprócz kawalerii SS) też. Ale co do celowników noktowizyjnych na broni STRZELECKIEJ - takie same (z akumulatorem w torbie przekładanej przez ramię) były w użyciu państw Układu Warszawskiego jeszcze na początku lat siedemdziesiątych. Co do wojny obronnej - września 1939 - "sojusznicy" się nami zasłonili, twierdząc szyderczo, że będą się bronić do ostatniego Polaka... Przełożono naszą już rozpoczętą mobilizację. Czemu, jak myślisz? A nie zapominaj i o sowieckim "nożu w plecy" (kiedy chodziłem do szkoły za to sformułowanie można było mieć nieliche kłopoty, więc nie jest to u mnie chwyt "pisuarowski"). To na terenach zabużańskich miała się odbyć koncentracja wojsk polskich i rozwinięcie kontruderzenia jeżeli "sojusznicy" raczyliby w końcu ruszyć cztery litery. Ale nie ruszyli... Gdzie tu rusofobia? Przecież TAKIE SĄ FAKTY. Jeżeli chcesz napisać o czołgach, to czemu nie wpadł ci w oko KW-1, którego pancerza podczas ataku Niemieć w 1941 roku NIE PRZEBIJAŁY żadne ówczesne szwabskie armaty? A wracając do tematu myśli technicznej w III Rzeszy. Świat jeszcze długo po wojnie posługiwał się jeszcze niemiecką bronią... Nawet dużo słabszymi niż SG-44 (karabinek SZTURMOWY - tych było mało) pistoletami maszynowymi MP-43 czy nawet MP-38. NRD-owska milicja (od 1948.) roku też miała na wyposażeniu właśnie SG-44. Czemu więc to AK-47 jest najpopularniejszą bronią strzelecką świata? Niezawodny - fakt, dość celny - fakt, o prostej konstrukcji - fakt, no i w pełni kompatybilny (obojętnie gdzie robiony...) nie tylko między poszczególnymi egzemplarzami jednej produkcji (wszelkie części mechaniczne) ale i pochodzącymi z różnych krajów (np. chińskie suwadło, polska pokrywa zamka, jugosłowiańska lufa i hinduski magazynek). Ale to nie są główne powody jego popularności w świecie. Głównym powodem była POLITYKA ZSRS. Mówi ci coś Angola, Wietnam? A wcześniej Kuba, dozbrojenie Chin, Indii, wyposażanie w tę broń wszystkich ruchów "narodowo - wyzwoleńczych" (kojarzysz tę propagandową zbitkę słowną?) na świecie. Wracając znów do hitlerowskiej machiny wojennej. Wroga nie można nie doceniać... To się zawsze mści. No i umniejszanie jego możliwości obraża tych, którzy z nim wygrali. Jeśli chcesz coś genialnego z naszego podwórka (z tamtych czasów) polecam zobaczyć myśliwiec eskortowy "Jastrząb", poszukać planów bombowca "Józef Piłsudski" zdolnego zanieść bomby za Ural (po to powstały) i wrócić, obejrzeć pistolety maszynowe "Błyskawica","Bechowiec" i "Chorszmanów" robione w warunkach konspiracji praktycznie "z niczego". Rusznica KbUr - wspaniała - celna, bezwzględnie skuteczna (strzelająca podkalibrowymi pociskami), tylko... nieobecna prawie w tragicznym wrześniu. Znaczy była, ale w magazynach... Kto za tym stał i komu to posłużyło (że strawestuję najczęściej powtarzane zdanie w "Dzienniku Telewizyjnym" w sierpniu 1980. roku)? A polskie przedwojenne prace nad silnikiem odrzutowym (bardzo obiecujące...), telewizją (KOLOROWĄ), genialne stopy do panewek BEZSMAROWYCH i wiele wiele innych, niezwykłych na tak biedny kraj, który dopiero się konsolidował po rozbiorach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko mówiąc, wspierasz kolejnymi przykładami tezę Wiedmira, że Słowianie nie są głupsi w kwestiach technicznych od Niemców. Właśnie o to chodziło autorowi wpisów, a przynajmniej ja to tak zrozumiałem.

      Usuń