niedziela, 8 grudnia 2013

Wspomnienie po słowiańskich Dziadach na Raduni

Niebawem Szczodre Gody, a we mnie wciąż tlą się światła świec... Cienie, które kładą się po pniach starych dąbrów nadal są blisko mnie. Czuję ich chłód i tę przygnębiającą tęsknotę za minionym czasem. Jakby chciały żyć moimi oczyma.

Wiem, że tamten żmijowy świat mroku jest poza mną. Więc nie mam się czego obawiać. W moim oknie paliła się świeca, zaś na stole czekała strawa z kaszy, chleba i jaj. Dobry miód w szklanicach oraz intencja, ażeby im dopomóc. Nocą ktoś mnie zbudził, ale niewiele pamiętam, bo to była zaledwie chwila. Uznałem, że mi  po prostu podziękowali. Tak przeżyłem nasze słowiańskie Dziady w domu.
Wcześniej wybrałem się z przyjaciółmi na jedną z trzech gór ślężańskich - na Radunię. Uczestnictwo w odprawianych tam Dziadach zawsze jest niezwykłe i magiczne. Wyzwala się ono z jakichś trzewi tamtejszej natury gór i lasów. Prześlizguje po skalistych zboczach bezimiennych strumieni. We mglistych powłokach pamięci porywistych wiatrów, które słyszały mowę ówczesnych guślarzy i prostego ludu. Stąd moc i energia jaką się tam odczuwa.

W mieszanym kalendarzu solarno-lunarnym Słowian Zachodnich święta Dziadów przypadały dwa razy do roku. Pierwsze tzw. Dziady Wiosenne przypadało na dzień 2 maja i poświęcone było górnemu światu niebiańskiemu czyli Swarożycowi. Drugie z nich zwane Jesiennymi Dziadami wyłaniało się między 31 października a 2 listopada. Patronował mu Bóg Weles, podziemny władca zaświatów..Ważne było, aby święta wypadały trzeciego dnia po nowiu. Wierzono przecież w moc rosnącego księżyca, który wtenczas też nas nie zawiódł.
Kiedy przybyliśmy na miejsce, pełna tarcza księżyca już nam towarzyszyła. Jaśniała plamami srebrzystości opadającymi pomiędzy gołe konary drzew. Ostrzegała przed zdradliwymi korzeniami zadziorów i garbów na ścieżkach. Przed upadkiem w noc złych duchów. Trudno ogarnąć słowami emocje jakie kłębią się w człowieczej pamięci zmierzającemu ku ciepłu rozpalonego ogniska. Wszędzie unosi się ten wzniosły mir zadumy. Kamienie zaklęte w kruczy płaszcz nocy w zarysach ostrych i płaskich kształtów leżą na wznak. Oto droga na uroczysko! Depczemy ją ściszeni rozmowami o tych, co już odeszli.


Jesteśmy na miejscu uroczystości. Wkoło las - wierny przyjaciel. Wieczór jest ciepły, niektórzy z nas idą odziani w lekkie koszule. Jakaś głęboka więź rysuje się na twarzach zebranych. Dary dla przodków wypakowujemy na czystym lnianym obrusie. Tuż obok świętego ogniska, którego z należnym mu szacunkiem będzie oczyszczać blask jego ciepła. Ofiara musi zadowolić cienie zziębniętych wędrowców ze świata umarłych. Nakarmić nienasycenie ich wygłodniałych powłok, skąd opar nocy bierze swój początek.
Bramy Nawii rozwarły się szeroko. Skrzypią od bolesnych uderzeń wiatrów, jakby biczowane przez żywioły Matki Natury. Ona pamięta... Welesowy władca stoi w oddali zatartego konturu czasu. Zwija się dziewiczą dobrocią i jednocześnie bezdennym złem. Jest jednym i drugim. Całością uczynków swoich podopiecznych. Podlegają mu wszystkie demony ludzkich lęków. Jest strażnikiem dusz. Sumieniem tego, co skrytobójczo zapomniano.




Rozpoczyna się obrzęd Dziadów. Płonie ogień, znak dla umarłych, aby mogli do nas dojść. Mroki górskiej przyrody zwodniczo mylą im drogę do celu. Żywi wyczekują w napięciu, ale bez strachu. Tworzą krąg wokół gorejącej prośby o przybycie zagubionych dusz. Kobiety i mężczyźni. Żercy-guślarze w odświętnych szatach zwołują bezkształcie niewidzialnej tęsknicy. Narasta powaga chwili. Jeden z ofiarników kroczy wokół kręgu i rozsypuje ziarna ziół dla obłaskawienia Bogów. Słyszą jego mowę, kroki, mocny oddech - po czym wraca do środka. Tam wznosi razem z pozostałymi guślarzami do góry ręce i woła tymi słowami:
- Swarożycu, Boże nasz i przodków naszych, przybywaj! Przyjdźcie i inni Bogowie nasi! Bywaj Trygławie i Świętowidzie!
Pogańska ceremonia nabiera rumieńców. Nad ogniskiem trzaskają szczapy drew. Swąd dymu gryzie po oczach. Żercy stoją w magicznym hołdzie ku potomym przodkom. Nagle odzywa się inwokacja:
'' Naprzód wy z lekkimi duchy,
Coście śród tego padołu
Ciemnoty i zawieruchy,
Nędzy, płaczu i mozołu
Zabłysnęli i spłonęli
Jako garstka dla kądzieli.
Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy{...}
Mówcie, komu czego braknie,
Kto z was pragnie,
Kto z was łaknie{...}''.Następnie korzenny zapach pitnego miodu, jako ofiara wylewa się z kościanych rogów w otchłań ognia. Syczy miłym pomrukiem.  Ofiarnicy chyłkiem kosztują pozostałą zawartość złocistego napoju. Po czymże rytuał dalej trwa i echem nosi się w ciemny las. Żercy wołają z uniesionymi rękoma w górę :
- Chwała ojcom naszym! Chwała przodkom naszym! Chwała Dziadom! Zgromadzeni w kręgu odpowiadają trzykrotnym: Sława! Sława! Sława!
Po dłuższej chwili milczenia guślarze proszą pozostałych uczestników obrzędu o odwrócenie się tyłem do ogniska, wciąż tworząc krąg. Sami zaś zakładają na twarze maski, symbol ochrony przed złymi duchami przodków. Jednocześnie ostrzegają tych w kręgu, ażeby nie odwracali się do świętego ogniska. Symbolem owej prośby jest przepowiednia, która mówi, że jeśli ktoś to uczyni opanuje go duch zmarłego... Ten moment obrządku jest szczególny. Każdy z nas pozostaje wówczas ze swoimi myślami, wspomnieniami i wzruszeniem.  Sam fakt, że patrzymy gdzieś w ponurą noc uzmysławia, że jesteśmy tutaj jakby na moment. Żercy natomiast rozmawiają z duchami przybłąkanymi na to miejsce...


Wracamy z długiej podróży, kiedy nasze lica opromienia na nowo blask ogniska. Składane są ofiary przodkom. Dziadowski świat zmarłego zaciera się ze światem żywych. Czuje się tę niecodzienną magię. Bliskość z tymi z odległego stamtąd...
Prowadzący ceremonię otaczają stos ogniska i na głos inwokują ''Pieśń Bojana'' Ryszarda Berwińskiego. Należy ona do moich ulubionych, więc w cichości czynię to samo. Na tym obrzęd się kończy. Ofiarnicy proszą duchy zmarłych o opuszczenie miejsca świętego obcowania, a pozostałe osoby zapraszają na ucztę i wieczerzę. Na pamiątkę dusz, które muszą wrócić do bram Nawii.
Wieczerzę uwiecznił swoją artystyczną otoczką zespół Perunwit. Jego koncert był rodzajem hipnotyzującej metafizyki ocierającą się o medytację! Jej głębia zniewalała po ostatki mojej wrażliwości. Wielka szkoda, że twórczość muzyczna zespołu jest jak na razie sporadyczna. Istnieje jednak szansa na częstszy jej odbiór pośród szerszej publiczności. Naprawdę byłoby to coś bezcennego dla rodzimej muzyki ...


Warto tutaj nadmienić, iż nasi słowiańscy przodkowie nie czcili zmarłych! Wywoływano jedynie ich dusze. Celem było uzyskanie przychylności i opieki zmarłego/zmarłych zapraszając go na dziadowską ucztę. Tam właśnie chciano go nakarmić jajkami, chlebem i słodkimi wypiekami. Czasem owocami. W tej wieczerzy uczestniczyli żywi zmarłego lub jego krewni. Zachowało się wiele etnograficznych przekazów obrazujących ideę dziadowskiego święta. Dziś można zaryzykować, że są one jedynymi zachowanymi strzępkami łączności nas samych z tamtym zniszczonym światem. I to pomimo ich chrześcijańskiego przeinaczenia i zakłamania...
Ślęża w jesiennej tonacji barw.
Koncepcja Nieba i Piekła zawsze była obca naszym praprzodkom. Jest to typowy wymysł katolickiej eksterminacji naszego ludu przez ówczesny kler. Nie podlega to dyskusji!
Powyższa relacja Święta Dziadów na Raduni jest moim subiektywnym przekazem. Jego siłą jest żywotność i odrzucenie jakiegokolwiek dogmatyzowania słowiańskich świąt - w tym Dziadów. W innych regionach Polski może on wyglądać troszkę inaczej; ważny natomiast jest jego wspólny mianownik - pamięć i chęć kultywowania naszych rodzimych tradycji.
Miałem możliwość uczestnictwa w tym święcie dzięki uprzejmości Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego. Pragnę zatem podziękować owemu Związkowi za ten przywilej. Niechaj Bogowie dadzą wam siłę i wytrwałość w swojej działalności. Uważam, że jest nad wyraz pożyteczna. Mamy nadzieję, że nasz blog słowianofilski choć w jakiejś mierze pomoże w propagowaniu naszej rodzimej kultury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz