niedziela, 29 grudnia 2013

Słowiańska myśl techniczna?

Do ponownego zastanowienia nad tytułowym zagadnieniem, które co jakiś czas nachodzi mnie od lat, skłoniła mnie niedawna śmierć Michaiła Kałasznikowa i związane z nią internetowe dyskusje na temat tego czy rzeczywiście był konstruktorem słynnego karabinka AK-47, a może tylko zręcznym plagiatorem pomysłów Hugo Schmeissera albo nawet podstawionym przez ówczesne władze ZSRR słusznym ideologicznie samoukiem-figurantem, którego sukces miał zaświadczać o wyższości ludu pracującego nad burżuazyjnymi wykształciuchami.
Czy w ogóle techniczne wynalazki, koncepty, rozwiązania mogą być wiązane z określonym etnosem?
W końcu ludzka pomysłowość, talent, wyobraźnia są wspólnym dziedzictwem ludzkości od zarania dziejów i spory o to, kto (w sensie, z jakiego plemienia) odkrył koło, łuk czy kołowrotek i krosna tkackie wydają się z tej perspektywy cokolwiek śmieszne. Chociaż dzisiaj, w dobie nieustannych sporów o pierwszeństwo autorstwa, napędzanych pogonią za zyskiem i absurdalnie rozdętą instytucją tzw. prawa autorskiego, które te zyski ma gwarantować (rzadko rzeczywistym twórcom lub pomysłodawcom) już nie wydaje się to takie oczywiste.
W Polsce pokutuje przekonanie, że jako przaśni i siermiężni Słowianie niewiele, poza może łapciami z brzozowego łyka i kiszeniem kapusty, wymyśliliśmy. Wszelkie zaś wynalazki z reguły przychodzą do nas z wyższego kulturowo Zachodu, a my co najwyżej, niczym jakieś ociężale umysłowo dzieci, możemy je z opóźnieniem adoptować na nasze potrzeby, zresztą z reguły kiepsko i nieudolnie w stosunku do oryginału.

To oczywiście stereotyp i jak każdy stereotyp dość odległy od rzeczywistości, ale niestety zaskakująco mocno utrwalony. Osobiście uważam wiązanie osiągnięć technicznych z pochodzeniem (etnicznym, narodowym, rasowym) za mocno naciągane i przeważnie błędne w zestawieniu z rzetelną wiedzą nt. historii rozwoju danego wynalazku lub jego idei, ale nie można ignorować faktu, że w powszechnej świadomości takie powiązania funkcjonują. Stąd mamy nieomal zabobonne przeświadczenie na temat wyższości niemieckiej techniki, niebywałego talentu niemieckich inżynierów, niezawodności i precyzji wykonania ich maszyn, samochodów, broni itp. I podobnie, najlepsze zegarki robią Szwajcarzy, a najlepsze samochody i samoloty Amerykanie. Od niedawna (historycznie rzecz biorąc) z piedestału utalentowanych technicznie narodów spychają innych Japończycy, których wyroby, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, postrzegano w Europie jako straszną tandetę, podobnie jak do niedawna w Polsce wyroby Made in China.
A gdzie w tym wszystkim jest Kałasznikow i Słowianie?
Są na swoim miejscu, czyli właściwym dla danego czasu i okoliczności geograficzno-kulturowych. Z historii wiemy, że dawnymi czasy – o czym niejednokrotnie pisał na naszym blogu Odo – Słowianie nie ustępowali zaawansowaniem cywilizacyjno-technicznym ościennym nacjom. Nasza kultura materialna była oczywiście trochę odmienna od zachodniej, ale inaczej być nie mogło, bo mieliśmy inną historię i żyliśmy w innych warunkach geograficzno-klimatycznych. Np. nie było u nas łagodnego klimatu (nie trzeba marnować czasu i energii na ogrzewanie) i ciepłego Morza Śródziemnego, które łączyło różne ludy i pozwalało na łatwy przepływ idei i wynalazków między nimi. Ale już na Bałtyku nie odbiegaliśmy od innych, nie tylko jeśli chodzi o sztukę szkutniczą. W późniejszych wiekach było podobnie – byliśmy nadal nieco odmienni, ale w swoim rodzaju nie gorsi od innych.
Jeśli uznać, że najlepszym sprawdzianem wyższości jednej techniki nad drugą jest wojna, to front wschodni II wojny światowej potwierdził, że Słowianie nie są gorsi w rzemiośle wojennym od innych, zwłaszcza Niemców – hołubionych przez niektórych, a co najważniejsze potrafią się bardzo szybko uczyć i znakomicie udoskonalać nowinki podpatrzone u wrogów.
Jednymi z najlepszych przykładów na potwierdzenie tej tezy są: taktyka przełamania frontu armii radzieckiej, która jest udoskonalonym Blitzkriegiem oraz konstrukcja czołgu T-34M (którego Niemcy mimo wielkich chęci, nie byli w stanie skopiować), a zaraz po wojnie radziecka bomba atomowa i właśnie karabinek AK-47 Kałasznikowa.

Jeżeli jest coś swoiście słowiańskiego w tych rozwiązaniach technicznych, to właśnie ich pewna siermiężność, całkowicie zamierzona zresztą przez ich twórców. Owa pogardzana siermiężność doskonale sprawdza się w warunkach wojennych gdzie skuteczność, prostota i niezawodność, nawet w najgorszych warunkach, jest ważniejsza niż estetyczny wygląd, precyzja i doskonałość wykonania. Dawniej było podobnie, ziemne grody, drewniane chaty, dwory i chramy były lepsze „u nas” niż murowane, wykładane marmurem miasta „u nich”. A, że niewiele po nich zostało, bo były z drewna, a nie z cegły lub kamienia? Trudno, ale nadal mamy swoje lasy, w zachodniej Europie znacznie mniej ich zostało i w gorszej biologicznie kondycji, to sobie zbudujemy, wyrzeźbimy nowe. Ważne, żeby lasów nie zabrakło, one są dziś ważniejsze niż przemijające osiągnięcia techniki, na które w XIX w. Anglicy wycięli całkowicie swoje lasy.
I kto – w tej historycznej perspektywie – był mądrzejszy, „zacofani” Słowianie czy ówczesna awangarda postępu technicznego – Brytyjczycy?
Przykłady można mnożyć, może jeszcze do tematu przy jakiejś okazji wrócimy, ale nie o to chodzi, żeby popadać w słowiańskie samouwielbienie, nakręcać się Teslą, Łukasiewiczem lub innymi w światowym rankingu wynalazczości.
Znacznie ważniejsze jest to, aby docenić swoją rodzimą oryginalność bez wiecznego porównywania się z innymi, zwłaszcza przereklamowanym Zachodem lub pogardzanym Wschodem. Historycznie rzecz biorąc, wszyscy się od siebie wzajemnie uczymy, nieustannie wymieniamy wynalazkami i konceptami we wszystkich dziedzinach życia. Warto pamiętać, że My – Słowianie być może jesteśmy w lepszej sytuacji niż inne ludy, bo z racji naszej historii i położenia możemy swobodniej czerpać z dorobku Wschodu i Zachodu. To nasz atut, rzadko w Polsce doceniany, nie marnujmy tej szansy i nauczmy się cieszyć, a nawet szczycić swoją kulturową odmiennością – naprawdę nie wyskoczyliśmy sroce spod ogona :)

PS
Uzupełnienie  zainspirowane komentarzami.
Dlaczego znana amerykańska firma Cold Steel wciąż produkuje podróbę rosyjskiej saperki Specnazu, a nie nowoczesną składaną saperkę Bundeshwery?

20 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy blog lubię go czyatć :) zapraszam http://nysa-na-przestrzeni-wiekow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zajrzałem, widzę, że się dopiero rozkręcacie. Życzę powodzenia - Nysa to moje rodzinne miasto - jest o czym pisać, bo to piękny i szacowny gród :)

      Usuń
    2. Na zdrowy, chłopski rozum: Kto skonstruował najlepszy (i najpopularniejszy) karabinek szturmowy świata - młody podoficer wojsk pancernych, czy konstruktor, który w 1916 roku zbudował pierwszy w świecie pistolet maszynowy (do walk w okopach wroga)? Bez pisania o narodowości... A wracając do meritum - popatrzcież na SG-44, przecież to taki nieco bardziej toporny (i większy) "kałach" (nie na naboje tzw. pośrednie 7,62 a na naboje pośrednie o kalibrze 9 mm). Konstrukcja gazowego przeładowywania - identyczna co do joty; cały schemat konstrukcyjny także (umiejscowienie identycznego w kształcie magazynka, lufa (a na niej taka sama muszka). Inny mechanizm spustowy i kąt ustawienia kolby do łoża (całości broni). W SG-44 jest w linii łoża - jako proste przedłużenie, a w AK-47 pod kątem, co powoduje, że SG-44 przy strzelaniu ogniem ciągłym jest celniejszy, gdyż siła odrzutu nie podbija lufy w górę; AK-47 jest za to mniejszy; poręczniejszy i "zgrabniejszy" (bardziej ergonomiczny - szczególnie dla ludzi o niewielkiej posturze). W późniejszych wersjach 'kałacha" zastosowano zakończenie lufy "ścięte" a nie prostopadłe do długości, co powodowało, że gazy wylotowe same spychały lufę w dół, ułatwiając utrzymanie jej na celu przy strzelaniu ogniem ciągłym. Kolbę w linii lufy zastosowano za to w AKGN - wersji dostosowanej do odpalania granatów nasadkowych. Nieprawdą jest też, że Niemcy "nie potrafili" skopiować T-34. Mieli znacznie przewyższające technicznie (i to we wszystkich osiągach) ten czołg "Pantery". Pod Studziankami wyposażono je nawet w noktowizory aktywne (wówczas absolutną nowinkę techniczną). Ale Niemcy przyjęli walkę w dzień i... przegrali. W nocy (przypuszczalnie) sytuacja byłaby odwrotna. Siła T-34 leżała w jego prostocie konstrukcyjnej a przede wszystkim w ilości tych czołgów "w linii" - na froncie. A propos celowników termowizyjnych - wojska Układu Warszawskiego używały do początków lat siedemdziesiątych identycznych (w zasadzie tych samych) celowników "na podczerwień" do broni strzeleckiej co Niemcy pod koniec II wojny. Technologia to ważny łup wojenny... Podsumowując - po co się dowartościowywać kłamstwem, jeżeli mamy za sobą tyle przemawiającego na naszą korzyść - w kulturze, sztuce, obyczajach, charakterze?

      Usuń
    3. Zdrowym chłopskim rozumem nie kierowałbym się za bardzo, bo do niedawna podpowiadał np. że ścięcie kołtuna grozi śmiercią :)
      A wracając to meritum, pisząc swój tekst byłem pewien, że za chwilę pojawi się komentarz w typowym stylu jak powyższy. Autorowi nawet nie chciało się kliknąć linka, który podałem, w którym fachowiec rozwiewa wątpliwości na temat pochodzenia AK-47. A nawet jeśli AK-47 nie jest konstrukcją oryginalną, to inspiracje wyszły skądinąd. Karabinkowi Schmeissera wiele brakuje do doskonałości, więc powielanie go nie miało większego sensu. Na dodatek AK-47 był jednym z kilkunastu podobnych karabinków, które Rosjanie opracowali zaraz po wojnie, wygrał o włos z innymi i wszedł do masowej produkcji, właśnie z powodu lepszej niezawodności przy porównywalnych innych cechach.
      Amerykanie mają swojego samouka-wynalazcę Edisona, autora setek wynalazków – nikt tego nie kwestionuje. Nie rozumiem, dlaczego samouk-Kałasznikow nie mógłby wymyślić lepszego niż Niemiec karabinka na nabój pośredni, inspirując się istniejącymi konstrukcjami? Bo Rusek?
      O kopiowaniu T-34 pisał we wspomnieniach sam Guderian, dostępne są też fotografie jednego z prototypów „Pantery”, wręcz klona T-34. Niemcy nie potrafili nawet skonstruować analogicznego do rosyjskiego silnika Diesla do napędu swoich czołgów. Napędzanie kilkudziesięciotonowych kolosów benzynowymi silnikami, które paliły jak smok, a same paliły się jeszcze lepiej, zakrawa na konstrukcyjny żart – ale to był fakt.
      „Tygrys” i „Pantera” nad czołgami Aliantów dominowały głównie optyką, niezłą armatą i przede wszystkim wyszkoleniem załóg, ale kosztowały krocie i dlatego było ich żałośnie mało. Wojna to coś więcej niż popisy inżynierów i eleganckie mundury projektu Hugo Bossa. Liczy się całokształt.
      A że Niemcy w czasie wojny mieli w swoim arsenale różne ówcześnie nowoczesne technologie, temu nikt nie przeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że na niewiele się zdały w obliczu technologii prostych, sprawdzonych, niezawodnych, tanich i łatwych w produkcji np. takich jak przaśna kufajka i czapka z nausznikami.
      Może to właśnie jest słowiański klucz do sukcesu?

      Usuń
    4. Odpowiadam: Na co Niemcom wtedy były silniki NA ROPĘ, którą póki mogli - ściągali z rumuńskiego Ploesti i z Borysławia, ale której nigdy nie mieli za dużo i przede wszystkim nie mieli WŁASNEJ. Bitwa o Stalingrad to była bitwa o ROPĘ! Jakby ją wygrali - przebogate zasoby Baku byłyby ich i wtedy trakcja dieslowska byłoby ze wszech miar uzasadniona. Niemcy PRODUKOWALI BENZYNĘ SYNTETYCZNĄ z WŁASNEGO węgla, którym dysponowali praktycznie do końca wojny. I to właśnie rafinerie tej Kunstbenzin były bombardowane przez alianckie lotnictwo (Czechowice-Dziedzice, Kędzierzyn-Koźle...) - aby załamać ich produkcję paliw. Dlatego ich czołgi jeździły na benzynę. To nie był ŻADEN BŁĄD, tylko efekt przyjętej strategii. Co do "lepszości" i linków, do fachowców. Czy ten fachowiec podał, że jugosłowiańskie oddziały desantowe bardzo długo po wojnie używały nie "kałachów" a Sg-44 (bo uważano tam, że są wytrzymalsze)? Poza tym - nie dlatego, że Rusek, tylko dlatego, że młodzik, pancerniak (a nie rusznikarz). Jeśliby twoja wersja była uzasadniona, to po co Ruscy wywieźli Hugo Schmeissera? Pracował u nich trzy lata. Myślisz, że na tokarce, czy przy łopacie? Właśnie tak sądząc - chcąc nie chcąc - masz ich za głupców. Co do ilości czołgów niemieckich - było ich wyprodukowanych koło stu tysięcy (ale i tak okazało się to o wiele za mało na mało...) . A na kpinę zakrawa fakt, że ktoś może uważać iż inżynierowie tej klasy, co konstruktorzy V-2, samolotów odrzutowych Arado (bo nie tylko Me-262 miał napęd odrzutowy), rakietowca Komet, który dolatywał do zgrupowania bombowców operujących z wysokości dziesięciu kilometrów nad ziemią w pięć minut od startu, nie potrafili skopiować T-34. Przecież współpraca naukowo -techniczna (i wszelka inna...) Niemców z Sowietami to praktycznie całe dwudziestolecie międzywojenne (ze szczególną intensyfikacją po dojściu Hitlera do władzy) aż do 1941 roku. Mało czasu na wzajemne "podglądanie"?

      Usuń
    5. P.S. Całą Europę podbili na SOWIECKIM paliwie. Taka to była współpraca...

      Usuń
    6. Wobec takiej "miażdżącej" argumentacji pozostaje nam tylko zanucić "Deutschland, Deutschland über alles" i powiesić sobie portret Führera na ścianie i wznosić do niego modły, że nie wymordował nas wszystkich, a przecież mógł z tak zaawansowaną techniką. A, że przy okazji wierzył w teorię wydrążonej Ziemi i inne dziwactwa, które całkiem na serio badała "Ahnenerbe" to już drobiazg ;)

      Usuń
    7. I jeszcze jedno - a propos Hansa Guderiana... A co miał pisać, że pod Kurskiem dostał w d..., bo gorzej zaplanował bitwę? Do końca, nawet pewnie i podświadomie, wybielał się, że miał mniej czołgów, a te, co miał, to nie było to... Jemu ostatniemu bym w tych sprawach wierzył, bo starał się zdjąć z siebie odium klęski. Wierzyłbym nie tyle opiniom, co faktom... A faktem jest, że zarówno fuehrer jak i generalissimus bardzo się starali, żeby wojenka trwała jak najdłużej i żeby jej nie wygrać... za wcześnie (albo i wcale...) . Rewolucyjna teza? Patrz na fakty. Niemcy dotarli pod nieufortyfikowaną Moskwę i mieli ją wziąć "z marszu" (wydrukowali już nawet zaproszenia na defiladę zwycięstwa), ale właśnie wtedy z Berlina przyszedł rozkaz; stać i czekać! A na jak długo Stalin wstrzymał ofensywę na linii Wisły? Fakty? Tak jest! Więc i wysiłek zbrojeniowo - technologiczny stron konfliktu w świetle tych faktów wydaje się inny niż na pierwszy rzut oka...

      Usuń
    8. Silniki na ropę w pojazdach wojskowych są po to aby mniej spalały paliwa, nawet kiepskiej jakości, oraz żeby łatwo nie płonęły po trafieniu. Dlatego wszystkie współczesne pojazdy wojskowe mają silniki diesla.
      Poza tym syntetyczne oraz z biomasy paliwo diesla jest prostsze i tańsze w produkcji niż syntetyczna benzyna, którą w czasie wojny wielkim nakładem energii produkowano do kiepsko zaprojektowanych silników niemieckiej armii. Długo by jeszcze można pisać o idiotyzmach technicznych III Rzeszy np. absurdalne działo "Gustaw" (Dora), czołg "Maus", betonowe lokomotywy Goeringa. Do tego absurdalny, rozproszony o nakładających się kompetencjach, system dowodzenia niemieckiej armii, który i tak ostatecznie paraliżował kapral Hitler.
      Na tym tle rosyjskie silniki na ropę i dobrze przemyślana STAWKA (naczelne dowództwo) są całkiem rozsądną słowiańską alternatywą, która ostatecznie okazała się lepsza.

      Usuń
    9. Zamiast szydzić, Wiedmirze, przeanalizuj fakty. Faktem jest, że zwycięstwo Niemiec byłoby końcem naszego narodu, a może i wręcz wszystkich Słowian. Po co ironia? Sprawiedliwość - czyli oddanie tego, co słuszne, bez owijania i przytyków wymaga żeby to zrobić. Natomiast co do powodów działań - tu można dociekać, wieść spory, snuć domysły - bo i tak archiwów przed nami nie odkryją. Ponieważ co nieco poznałem Niemców z tego "wojennego" - wychowanego od małego w III Rzeszy pokolenia, tym bardziej się cieszę, że Hitler wojnę przegrał. Tylko że myśmy jej nie wygrali... Gdyby tak było, to nie byłoby w Polsce tak jak jest... Wracając do naszej myśli technicznej: przy takich nakładach, jakie nawet za Gierka przypadały na naukę, to i tak zrobiliśmy więcej niż ktokolwiek inny - własnego pomysłu statki - kontenerowce typu Ro-Ro, rakiety taktyczne, czy komputery, obecnie znane jako osobiste (których produkcje - jednych i drugich wstrzymano na wyraźny ROZKAZ Moskwy), całe sadownictwo prof. Pieniążka, i WIELE WIELE innych wspaniałych a ZAPRZEPASZCZONYCH projektów, badań, wytworów pracy Polaków.

      Usuń
    10. Panowie (panie?)!
      Umniejszając wysiłek wojenny Niemiec w II wojnie światowej, przypisując im głupotę tak naprawdę deprecjonujecie wszystkich tych, co z nimi walczyli (czyli NAS też...). Czy to tak trudno pojąć?! Jeśli Niemcy tak głupio prowadzili wojnę, to czemu CAŁY ŚWIAT (no prawie...) potrzebował aż PIĘCIU lat żeby z nimi wygrać. Z takimi megalomanami, głupcami, może i tchórzami (vide Obergefreiter Kugel z "Czterech pancernych")? Jeśli tacy oni byli, to wystarczyłoby kilka "Rudych 102" z załogami (oczywiście nie zapominając o mądrym i dzielnym Szariku), żeby w kilka dni zatknąć sztandary zwycięstwa w Berlinie.Nie? Jeśli szanujemy pamięć naszych dziadków, to nie piszmy o tych, z którymi ci takim nakładem krwi, potu i łez aż pięć lat się zmagali, jako o bezmyślnych, źle zorganizowanych patałachach, bo na kogo wtedy wychodzą nasi przodkowie...

      Usuń
    11. Niczego nie umniejszam, napisałem wyraźnie:"Niemcy w czasie wojny mieli w swoim arsenale różne ówcześnie nowoczesne technologie, temu nikt nie przeczy".
      Nie zmienia to faktu, że w czasie wojny Niemcy popełnili mnóstwo głupot, ale na szczęście dla Hitlera jego przeciwnicy popełnili ich równie wiele, dlatego m.in. wojna tak długo trwała. Ostatecznie wygrali ci, którzy szybciej się na błędach, zwłaszcza cudzych, uczyli. Polecam pouczającą lekturę.
      A do kwestii "wyższości" techniki niemieckiej wrócę wieczorem, bo widzę, że temat poruszył czytelników :)

      Usuń
  2. Panowie i nad czym tu deliberujemy ? Prostota, niezawodność są najważniejsze... I niemiaszki i my Słowianie mieliśmy kilka niezłych rzeczy, którymi się nawzajem raziliśmy i to boleśnie. Dla mnie taką genialną myślą techniczną i to rdzennie polską był legendarny Karabin przeciwpancerny wz. 35 znany jako Ur. Podczas II Wojny Światowej Niemcy byli w szoku, gdy nasze karabiny przebijały ich niezniszczalne aryjskie czołgi i to z odległości 100 metrów ! Zapewne miały swoje wady, ale sprawdziły się one w boju doskonale. Dziś jest unikatem w polskich muzeach- a wielka szkoda. Poza tym jako Polak dumny jestem z naszej poczciwej też rdzennie polskiej myśli technicznej - Syreny ! I o ukochanym Junaku także nie można zapominać, a o SOKOLE- dziele sztuki już nie wspomnę :)
    Jaki z tego morał ? Ano taki, że nie byliśmy gorsi, a w wielu kwestiach nawet lepsi od tzw. wspaniałego Zachodu. I na mój chłopsko-mieszczański rozum zdaje mi się, że jako Słowianie znad Wisły nie mamy się czego wstydzić.

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę... Widzę, że jegomość zniemczały jaki albo oddany fan Wielkiej Rzeszy...Mógłbym nawet zrozumieć, może nawet z niektórymi tezami z oporem się zgodzić, ale żeby robić nas Słowian upośledzonymi na umyśle, to już przeginanie gumowej pałki znad Łaby:(
    Czyżbym się mylił? Ślepy zachwyt nad tym, co niemieckie - nie znaju po chłopskim rozumie... Łapiny opadają. Życzę wszechogarniającego zniemczania się byle nie nad Wisła. Bo akurat ta rzeka Helmutów nie znosi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławko, czy ty wiesz, co piszesz? Podaj choć jeden cytat, gdzie źle, negatywnie napisałem o Słowianach. Po co te swary głupie? Nie ślepy zachwyt a docenienie - w tym przede wszystkim tych, co takiego przeciwnika dali radę pokonać.

      Usuń
  4. Zatem przepraszam Cię anonimie. Rad jestem, że dostrzegasz, kto pokonał Aryjskich Przedstawicieli Wyższej Rasy. Zadziwia mnie jednak Twoje tak wielkie docenianie ich tzw.
    wyższości techniki inżynierskiej i zbrojeniowej. Nie zamierzam negować wielu z ich udoskonaleń i nowinek technologicznych. Lecz także bym ich nie przeceniał. Szaleństwo jakie im przyświecało było istnym amokiem-który mógł nabrać realnych kształtów. Znam, wielu osobiście, którzy zapominają o tym i w dobie poprawności politycznej odrestaurowują stare niemieckie cmentarze-podczas gdy polskie i radzieckie nekropolie wojenne do dziś nie mają należytej oprawy. Zmarłym należy się szacunek , ale trzeba znać umiar i wiedzieć skąd się pochodzi i kto zaczął wojnę... Stąd moja niechęć do samozachwytów nad niemieckością.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na temat genetyki (w tym aryjskości), archeologii genetycznej, Słowianach, wiele napisano na: http://bialczynski.wordpress.com/
    To, co piszesz o aryjskości świadczy, że rozumiesz ją (bez urazy) tak jak pisała na ten temat propaganda Goebbelsa. Ale współczesna genetyka obala te teutońskie bzdury kompletnie. Tak jak i rozumienie słowa "Germanin". Żeby cie zainteresować dodam, że również źródła historyczne (w tym mapy...) np. jeden z rzymskich historiografów skonstatował, iż "Germanie mówią po słowiańsku". Ciekawe, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko ładnie pięknie, ale 90% tego, czym Białczyński zasmieca internet to bzdury wyssane z palca. zatem by utrzymać jakis poziom, proponuje nie cytowac owego pana, bo to jak strzelic sobie w stopę.

      Usuń
  6. Ja w genetykę się wolę nie bawić. Jak mawia mój kolega- wszyscy jesteśmy po trosze kundlami... A to wojny, podboje, zabory, łupy wojenne to i gwałty na kobietach nie były niczym nowym. Rodziny ponoć się nie wybiera. Ważne, aby mieć świadomość, kim się jest z wyboru i z korzenia plemiennego. Co do mądralińskich rozważań na temat genetyki- nikomu nie zaufam. Pseudonaukowców klonuje się dziś na potęgę i temu, co więcej zapłaci- napisze wszystko włącznie z tym, że pochodzi od kozła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo spodobał mi się temat bloga gdyz porusza bardzo istotną kwestię ,z której wielu Polaków nie zdaje sobie w ogóle sprawy.Otóz Niemcy byli i są niekwestionowanymi mistrzami propagandy i autoreklamy,zaś Polacy maja przez nich juz od czasów zaborów wdrukowane w umysł poczucie z jednej strony niższości a z drugiej czołobitnego uwielbienia i podziwu dla wszystkiego co niemieckie.Jeśli rozmowa schodzi na temat niemieckiej techniki to każdy polski "ekspert" ma zawsze na podorędziu tekst w stylu: Niemcy wymyslili wszystko ,reszta kopiuje od nich.Jest to taka bzdura ,że wypada nad nią tylko załamać ręce.Bardzo niewielu ludzi jest w takie sytuacji w stanie rozsądnie podejść do sprawy i pokazać jak to również Niemcy dochodzili do swoich rozwiązań kopiując i ściągając od innych.Genialny pan Hugo Schmeisser równiez nie działał w próżni ale opierał sie na wcześniejszych rozwiązaniach rosyjskich (a był taki carski konstruktor Fiodorow),francuskich,amerykańskich a nawet japońskich.Wspomniano tu "wspaniałych niemieckich konstruktorów lotniczych".Gdzież sa oni dzisiaj?Każde konsorcjum europejskie konstruujące europejskie samoloty myśliwskie i mysliwsko-szturmowe jak Tornado czy Eurofighter Typhoon doprowadzało sprawę do końca głównie dzięki wiedzy i doswiadczeniu Brytyjczyków.We wszystkich tych samolotach montowało sie i montuje silniki brytyjskie Rolls-Royce'a lub amerykańskie Pratt&Whitney lub General Electric.General Electric i Rolls-Royce niezależnie od siebie wynalazły zresztą silnik dwuprzepływowy.Francuzi mają swoje Mirage i silniki Turbomeca.Co maja Niemcy?Ich silniki odrzutowe montowane podczas II wojny światowej w samolotach ME-262,POWSTAŁY w oparciu o opracowania francuskie a zwłaszcza brytyjskie (Frank Whittle)i były w zasadzie nieudaną i awaryjną konstrukcją pospiesznie wprowadzoną na wyposażenie.Oczywiście propaganda niemiecka wini za ten stan rzeczy braki odpowiednich materiałów na łopatki turbin itp bla bla bla.WEżmy takie u-booty prymitywne przecież konstrukcje wywodzące się jeszcze z I wojny światowej.W ogólnym odczuciu jawią się jak nieomalże cuda niemieckiej techniki wojennej.Gdzie jest mowa o jakimś wynalazku tam Polak jak wytresowany piesek już poszukuje Niemca,który mógł byc jego wynalazcą i jak juz go znajdzie to nie zada sobie trudu aby poszukać kto był przed Niemcem.A wiecie skąd się pojawił na wyrobach napis "Made in..".Otóż parlament angielski w XIX w uchwalił prawo handlowe nakazujące umieszczanie napisu"Made in Germany"na wyrobach importowanych z Niemiec.Wiecie dlaczego?Otóż dla odróżnienia oryginalnych wyrobów brytyjskich od zalewu kiepskiej jakości tandety z Niemiec.Tak Niemcy produkowali wówczas marnej jakości tandetę.Nawet jeden z niemieckich korespondentów na jednej z ówczesnych wystaw światowych relacjonował z wyrzutem,że niemieckie towary wyrózniaja się in minus kiepską jakościa i wykonaniem.Niemcy tworzyli zręby przemysłu ucząc się od Brytyjczyków.(Ilość brytyjskich wynalazków z róznych dziedzin jest tak duża,że wielu z nas nie zdaje sobie nawet sprawy z tego) przedsiębiorcy jeździli do Anglii i kupowali bądź kopiowalli maszyny tak jak obecnie (a przynajmniej do niedawna) Chińczycy jeżdżący po świecie i skupujący całe linie przemysłowe.Wystarczyło obejrzeć jeden z ostatnich odcinków niemieckiego programu Galileo gdzie w filmie przedstawiającym życie w dawnych Niemczech i obecnych wspomina się o "bogatym przemysłowcu,który przywiózł właśnie z Anglii najnowszą maszynę włókienniczą".Oczywiście nie zamierzam wcale Niemców zastępować Brytyjczykami czy Amerykanami,chcę tylko nadać sprawom własciwe proporcje.Jeśli mówimy,że ten czy tamten coś sam ,całkowicie sam wynalazł to często mijamy się z prawdą bo zazwyczaj wspomagał się pracami innych,którzy byli przed nim.Doceniając niemieckie osiągniecia,których oczywiście jest mnóstwo nie dajmy sobie zaszczepić poczucia niższości.
    ps.A na przykład najbardziej uniwersalny i pomocny człowiekowi pojazd powietrzny czyli helikopter to któż wynalazł jak nie Słowianin,Rosjanin Igor Sikorski.

    OdpowiedzUsuń