czwartek, 12 grudnia 2013

Skąd wzięli się Słowianie w dzisiejszych Włoszech we wczesnym średniowieczu ?


Problem obecności Słowian na obszarze Półwyspu Apenińskiego od dawna przyciągał uwagę badaczy. Chodziło jednak przede wszystkim o ludność sło­wiańską, która znalazła się tam głównie w XIV - XVI w. w rezultacie ucieczki z Bałkanów podbijanych lub podbitych przez Turków osmańskich. Losy tych Słowian i przebieg proces u ich italizacji lub raczej romanizacji były przedmiotem szeregu studiów prowadzonych przez licznych uczonych, w tym także sło­wiańskich. Znaczne zwłaszcza zasługi na tym polu mają językoznawcy, którzy zajmowali się zasobem słowiańskich nazw miejscowych występujących na obszarze całego Półwyspu Apenińskiego. Mniej natomiast zainteresowania budziło wcześniejsze osadnictwo słowiańskie we Włoszech.

Nie zwrócił na nie większej uwagi Lubor Niederle ani nikt z kontynuatorów jego prac. Nie pro­wadzono dotąd w ogóle systematycznych badań nad stanem i geografią tego osadnictwa. Dotyczy to szczególnie okresu wczesnego średniowiecza. Dane na ten temat są w historiografii przeważnie wynikiem sporadycznie, przy różnych okazjach wykorzystywanych wzmianek źródłowych. Istnieje też zaledwie kilka specjalnych prac poświęconych temu zagadnieniu, które powstały stosunkowo niedawno, w ciągu kilku ostatnich lat. Są one jednak tylko przyczynkami do problematyki obecności Słowian we wczesnośredniowiecznych Włoszech. Głów­na ich wartość polega na tym, że wprowadzają one do tzw. obrotu naukowego nowe, nie znane poprzednio przekazy, przede wszystkim pochodzące z mate­riału dokumentowego. Wspomniane przyczynki pozwalają też wnosić o mo­żliwości wydatnego wzbogacenia faktografii w rezultacie planowej kwerendy we włoskich publikacjach źródłowych, a przede wszystkim w bardzo bogatych archiwach i bibliotekach Włoch. Jak dotąd bowiem, obraz najdawniejszego osadnictwa słowiańskiego na tym terenie jest bardzo fragmentaryczny. Wsku­tek takiego stanu rzeczy trudno jest obecnie oczekiwać wszechstronnego i wyczerpującego opracowania tego tematu. Wydaje się natomiast, że bardzo celowym byłoby podsumowanie informacji o pochodzeniu Słowian włoskich, której to kwestii poświęcano stosunkowo najmniej uwagi. Takie też jest zadanie niniejszego artykułu.
Obecność Słowian w dzisiejszych Włoszech we wczesnym średniowieczu przede wszystkim trzeba wiązać z ich ekspansją rabunkową, a potem osadniczą. O ile jesteśmy w stanie stwierdzić to na podstawie istniejących źródeł, prze­biegała ona prawdopodobnie w identyczny sposób, jak na Półwyspie Bałkańskim. Jej początki są jednak nieco późniejsze. Odbywała się ona z dwóch kierunków. Być może ze względu na jego lądowy charakter, bardziej masowo wykorzysty­wany był przez Słowian szlak północny, od strony Istrii i Friuli, czyli dzisiejszej Słowenii weneckiej. Za pierwsze wzmianki o napadach Słowian tą drogą uznajemy informacje zawarte w korespondencji papieża Grzegorza Wielkiego z Kallinikiem, egzarchą Rawenny i Maksymem biskupem Salony w końcu VI w. Według zgodnego poglądu historiografii, przeciw tym najazdom wy­mierzony był tzw. limes longobardzki, zorganizowany w drugiej połowie VI w. wzdłuż linii biegnącej w uproszczeniu od górnego biegu rzeki Tagliamento do dzisiejszej Zatoki Triesteńskiej, którego ośrodkiem było Cividale. Powstrzymał on skutecznie osadnictwo słowiańskie na ponad sto lat. Dopiero w początku VIII w. nastąpiło przerwanie tego limesu przez Słowian. Mianowicie w 704 r. doszło w nieznanych okolicznościach do konfliktu longobardzko-słowiańskiego, a friulski książę Ferdulf poniósł, w nie określonym przez źródła miejscu, druz­gocącą porażkę. W kilkanaście lat później, w 720 r. nowe starcie ze Słowianami pod Udine zakończyło się podobnym rezultatem. Konsekwencją tych klęsk longobardzkich stało się stopniowe - trwające do X w. - zasiedlenie przez Słowian całej równiny friulskiej. Śladem tego osadnictwa są liczne nazwy miejscowe, wykopaliska archeologiczne i relikty etnograficzne. Przypuszcza­my też, że stało się ono bazą dla dalszej infiltracji osadniczej Słowian na obszar Półwyspu Apenińskiego, zwłaszcza w drugiej połowie X w., w związku z kolo­nizacją ziem północnowłoskich, wyniszczonych i wyludnionych przez najazdy węgierskie. Jest to tym prawdopodobniejsze, że w tym samym okresie obserwuje się znaczny napływ nowych osadników słowiańskich na równinę friulską, spowodowany działalnością kolonizacyjną patriarchów akwilejskich.

Drugi szlak słowiańskiej ekspansji rabunkowej i osadniczej do Włoch sta­nowił Adriatyk. Początki jego wykorzystania przez Słowian datuje, jak sądzi­my, odnotowana w Liber Pontificalis misja opata Marcina podjęta z inicjatywy papieża Jana IV (640 - 642) w celu wykupienia od Słowian uprowadzonych w charakterze łupu relikwii świętych - które zostały następnie zgromadzone w ufundowanej przez tego papieża świątyni Św. Jana Laterańskiego w Rzymie - oraz jeńców włoskich. Możliwa jest atrybucja plemienna owych Słowian. Wynika ona z tego, że informację tę, odnosząc ją jednak bałamutnie do drugiej połowy IX w., powtórzył Konstantyn Porfirogeneta w De administrando imperio, łącząc ją z Chorwatami, nawróconymi, według niego, wówczas na wiarę chrześcijańską. Również z Chorwatami wiąże wiadomość o opacie Marcinie, zaczerpniętą z Liber Pontificalis w XIII w, Tomasz Archidiakon. Dodatkową przesłanką może w tej kwestii być to, że pirackie najazdy Chorwatów i Narentan trwały również później, obok ekspansji osadniczej. Dobitnie świadczy o tym np. zawarty w 840 r. dla obrony przed nimi traktat między cesarzem Lotarem a Wenecją i szeregiem innych miast włoskich. Nie jesteśmy nato­miast w stanie precyzyjnie stwierdzić, kiedy i gdzie prowadzona z Adriatyku ekspansja rabunkowa przekształciła się w ekspansję osadniczą.
Według Pawła Diakona, w 662 r. Słowianie z wielkiej liczby statków wy­lądowali kolo Siponto w longobardzkim księstwie Benewentu na południu Półwyspu Apenińskiego. Pierwsze starcie z nimi zakończyło się dla Longo­bardów klęską i śmiercią ich wodza, benewentańskiego księcia Aio (661 - 662). Jak wynika z kontekstu relacji wymienionego kronikarza o tym wydarzeniu, książę ten zlekceważył sobie siły słowiańskie. Jego brat i następca Radulf, w celu zyskania czasu do zebrania nowych sił, rozpoczął rokowania z na­pastnikami w ich własnym języku. Następnie ich pobił, a pozostałych przy życiu zmusił do ucieczki. Swobodne posługiwanie się przez Radulfa językiem słowiańskim, jeśli się zważy, ile czasu upłynęło od zawojowania przez Longo­bardów Benewentu, jest niemożliwe do wyjaśnienia w inny sposób niż stałymi kontaktami z ludnością słowiańskiego pochodzenia. Pozwala to nam wnosić, że pokonani przez niego Słowianie nie byli pierwszymi na tym terenie. Ponieważ nic też nie wiadomo, aby niedobitki ich uszły przy użyciu tych samych statków, na których przybyli, zbiegowie spod Siponto musieli znaleźć pomoc i oparcie na miejscu. W tym aspekcie trudno zgodzić się z opinią wypowiadaną w literaturze, że była to pierwsza, nieudana próba inwazji słowiańskiej na południowe Włochy, tym bardziej że w ogóle o jakiejkolwiek inwazji Słowian na Półwysep Apeniński w źródłach nic ma wiadomości. Prze­kaz Pawła Diakona stanowi natomiast dla nas wskazówkę, że początek osad­nictwa słowiańskiego na tym Półwyspie miał miejsce w południowych Wło­szech w czasach poprzedzających bezpośrednio opisane wydarzenia. O możli­wości przerzucania w tym rejonie nawet znacznych grup ludzi przez Adriatyk dowodnie świadczy np. późniejszy udział Słowian w oblężeniu Bari lub okupacja Siponto przez księcia Zahumlja Michała Wyszewica.

Następnym pod względem ważności źródłem pochodzenia Słowian we wczesnośredniowiecznych Włoszech był według wszelkiego prawdopodobień­stwa handel niewolnikami. Na ten temat dotąd wiadomo w ogóle niewiele. W historiografii za nie podlegający dyskusji uznany jest fakt, że przez Pół­wysep Apeniński wiódł tranzytowy szlak handlu niewolnikami słowiańskimi przeznaczonymi dla muzułmańskiej Hiszpanii. Z kolei arabski pisarz z X w. Ibn Hauqal stwierdza, że w Longobardii południowowłoskiej i Kalabrii było mnóstwo niewolnych Słowian. Badacze przyjmują też istnienie w takich miastach, jak Wenecja, Genua, Piza i Amalfi regularnych targów niewolnikami słowiańskimi pochodzącymi w pierwszym rzędzie z Półwyspu Bałkańskiego. Do pewnego stopnia potwierdzają tę informację, rozszerzając ją jeszcze o tery­torium położone na północ od Dunaju, losy kilku uczniów Metodego, sprzeda­nych w niewolę na Morawach, a wykupionych z niej w Wenecji.[1] Nie wnikając w tym miejscu w przyczyny i mechanizm pojawienia się na terenie Włoch określenia etnicznego Sclavus ‘Słowianin’ w prawnym znaczeniu niewolnika, musimy stwierdzić, że ten zwłaszcza fakt dowodzi znacznego w jakimś okresie nasycenia tego obszaru niewolnymi Słowianami. Terminus ante quem tego okresu przypadałby - wobec pierwszego znanego obecnie zapisu określenia sclavus=niewolnik tuż po 1200 r. - co najmniej na kilkadziesiąt lat wcześniej, potrzebne na oderwanie się wymienionego sensu społeczno-prawnego od etnicz­nego. Za pewną wskazówkę w tej mierze uznajemy to, że np. na Sycylii w dru­giej połowie IX w. utworzona została przez Arabów z niewolników słowiańskich liczna i bardzo zdyscyplinowana armia, która z wielu sukcesami uczestniczyła w walkach arabsko-bizantyńskich na tym terenie.
Stosunkowo najwięcej danych źródłowych dotyczy udziału słowiańskich kontyngentów wojskowych pochodzących spoza Półwyspu Apenińskiego w woj­nach toczących się tu niemal nieustannie we wczesnym średniowieczu. Można ze znacznym prawdopodobieństwem domyślać się, że pewna część tych wo­jowników słowiańskich z różnych powodów, takich chociażby, jak: niewola, ciężkie rany lub dezercja, wskutek niewypłacenia żołdu, pozostała we Wło­szech na stale.
Tak więc już od Prokopa z Cezarei wiadomo, że w działających przeciwko Gotom we Włoszech armiach bizantyńskich znajdowały się duże, nawet kilku­tysięczne oddziały słowiańskie rekrutowane wśród Antów i Sklawenów sie­dzących wtedy jeszcze na północ od Dunaju. Następnie cytowany poprzednio Paweł Diakon donosi o wysłaniu do północnych Włoch przez awarskiego chagana słowiańskich posiłków. Z ich pomocą władca Longobardów zdobył Kremonę, a być może też inne miasta włoskie. Z kolei w latach 869 - 871 Słowianie nadadriatyccy pod dowództwem własnych książąt uczestniczyli w likwidacji arabskiego emiratu w Bari. Konstantyn Porfirogeneta w De administrando imperio wylicza oddziały Trawunian, Konawlan, Serbów, Zahumljan i Dubrowniczan. Natomiast znany list Ludwika Niemca skierowany do cesarza Bazy­lego I w 871 r. zawiera tylko określenie ,,Sclaveni nostri”, co mogłoby się odnosić przede wszystkim do Chorwatów, którzy w tym czasie podlegali jeszcze zwierzchnictwu frankijskiemu. Rozbieżność ta od dawna szeroko i różnorodnie komentowana w literaturze, dla naszych wywodów nie ma zna­czenia, tym bardziej że poprawna wykładnia obydwu przekazów pozwala przyjąć obecność pod Bari także Chorwatów, a nawet Narentan. Ważny natomiast jest fakt, że posiłki te zgodnie z relacjami weneckiego kronikarza Jana Diakona i Chronicon Salernitanum pozostały pod Bari do końca oblężenia, do upadku tego miasta, co nastąpiło 2 II 871 r. Wkrótce potem, w związku z walką o dziedzictwo między synami Ludwika Niemca, w armii Karlomana zmierzającej na punkt zborny pod Pawią w 877 r. znajdowały się oddziały „diversorumque Sclavorum”. W Słowianach tych można widzieć tylko wy­wodzących się z dawnej dzielnicy Karlomana, którą posiadał jeszcze za życia ojca, a w której skład wchodziły Panonia i Karantania.[2]
Na początku X w. mamy do czynienia z kilkoma wyprawami arabskimi z Afryki, na czele których stali muzułmanie słowiańskiego pochodzenia. Być może uczestniczyli w nich również szeregowi wojownicy słowiańscy rekrutu­jący się z tak licznych w krajach muzułmańskich niewolników słowiańskich. Informacje o tym przynosi opisująca przede wszystkim wypadki na Sycylii oraz w południowych Włoszech tzw. Kronika arabsko-sycylijska z Cambridge, zredagowana w X w. Według niej w 922 r. Masud as-Saqlabi opanował jeden z ważnych punktów strategicznych na Sycylii, zamek Santa Agata koło Reggio. Inny Słowianin, Sabir lub Sarib as-Saqlabi w latach 927 - 930 trzy­krotnie napadał południowe Włochy. Zdobył Tarent i Tiriolo oraz wziął ogrom­ny okup od mieszkańców Salerno i Neapolu. W literaturze jego hipotetycznej słowiańskiej drużynie przypisuje się udział w założeniu w Palermo dzielnicy zwanej Harat as-Saqaliba, o której istnieniu tam wiadomo od Ibn Hauqala.[3]
Mniej więcej w tym samym czasie miała miejsce okupacja Siponto przez księcia Zahumlja Michała Wyszewica. Istnieje kilka prób wyjaśnienia jej oko­liczności. Miałyby to więc być: atak na posiadłości bizantyńskie w południowych Włoszech, dokonany z powodu sojuszu Michała z bułgarskim władcą Symeonem (886 - 927), udzielenie pomocy Bizancjum przeciw najazdom arabskim lub Longobardów z Benewentu albo wreszcie ucieczka Michała Wyszewica i jeszcze innych żupanów słowiańskich przed najazdem Bułgarów. Ta różnorodność interpretacji m.in. wynika z niemal powszechnego, a pozbawionego uzasadnienia umieszczania tej akcji w 926 r. Tymczasem o wyprawie Michała Wysze­wica wspominają trzy źródła, z których każde zawiera inną chronologię. Tylko Annales Barenses podają, że zajęcie Siponto miało miejsce mense Iulio die S. Felicitatis secunda feria indictione XV ; pozostałe ograniczają się wyłącznie do daty: Annales Beneventani - 928 r., Lupus Protospatharius mense Julii - 926 r. Piętnasta indykcja według używanej w XI w., kiedy wy­mienione źródła powstały, w południowych Włoszech bizantyńskiej rachuby indykcji przypada na okres od 1 IX 926 do 31 VIII 927 r.; po uzgodnieniu pozostałych szczegółów okazuje się, że chodzi o dzień 10 VII 927 r., który jednak w tym roku był nie poniedziałkiem (secunda feria) lecz wtorkiem (tertia feria). Bez względu zatem na bardzo sporny w historiografii układ stosunków między Michałem Wyszewicem, Symeonem bułgarskim i Bizancjum w latach 924 - 927, okupacja Siponto nastąpiła w kilka miesięcy po śmierci cara Bułgarów (27 V 927). Nie może zatem ulegać wątpliwości, że została ona dokonana przez Zahumljan w porozumieniu z Bizancjum, a jej powodem było zapewne bezpośrednie zagrożenie Siponto, choćby ze strony Sabira. O tym, że akcja ta wiązała się z obroną bizantyńskiego stanu posiadania, wyraźnie świadczy także nadanie Michałowi przez cesarza Romana Lakapena godności antypata (prokonsula) i patrycjusza, o czym wiemy od Konstantyna Porfirogenety. Na podstawie takich faktów, jak udział w zdobywaniu Bari lub okupacja Siponto można w ogóle wnosić o poważnej roli Słowian nadadriatyckich z Półwyspu Bałkańskiego, jako sprzymierzeńców Bizancjum w walkach toczonych przez nie w południowych Włoszech z różnymi przeciwnikami. Zdaniem A. Guillou dowodzi tego ponadto wzmiankowana pod 981 r. przez wspomnianego już Lupusa Protospathariusa bitwa stoczona przez cesarza Ottona II z armią słowiańską. Miała ona liczyć aż 40 tysięcy ludzi, co trzeba niewątpliwie uznać za liczbę przesadzoną dziesięciokrotnie. Lupus określa tych ludzi mianem Paganów, tj. Narentan, a ich wodza nazywa Bulchassino, tj. Vulkašynem. Można go uznać za jednego z nieznanych książąt narentańskich X w. Ale przed zajęciem Tarentu, a więc przed wiosną 982 r., kiedy cesarz Otton II walczył w Kalabrii i Apulii z Bizantyńczykami, pokonani przez niego Słowianie nie mogli być bizantyńskimi sprzymierzeńcami.[4]
Od X w. w podobnym charakterze najemników i sprzymierzeńców, zwła­szcza w południowych Włoszech, pojawiają się przedstawiciele innych ludów słowiańskich. Pierwszą wiadomość o Rusach podaje Konstantyn Porfirogeneta, stwierdzając obecność siedmiu statków z ruską załogą liczącą około 415 ludzi we flocie wysłanej z Konstantynopola pod dowództwem patrycjusza Kosmasa w 934 r. przeciw longobardzkiemu Benewentowi. O oddziałach ruskich w bizantyńskiej służbie słychać potem w 1018 r. równocześnie na Sycylii, gdzie działają przeciwko Arabom oraz w Apulii, gdzie odnieśli poważne zwy­cięstwo nad Normanami francuskimi, sojusznikami cesarza Henryka II w walce z Bizancjum. W dwa lata później posiłkowy korpus ruski uczestniczył w ofen­sywie podjętej przez ówczesnego katepana Italii Bazylego Boioannesa, być może także z pochodzenia Słowianina, w celu odzyskania przez Bizancjum Rzymu. W latach 1034 - 1041 oddziały ruskie ponownie biły się na Sycylii oraz przez wiele lat wspierały armię bizantyńską w jej bezskutecznym oporze przeciw postępującemu podbojowi południowych Włoch przez Normanów. Z tego zwłaszcza okresu pochodzą dane o ważnych dla Bizancjum niepowo­dzeniach oddziałów ruskich, takich jak w 1041 r. klęska pod Malfi lub w 1008 r. kapitulacja garnizonu w Otranto. Warto tu też może przypomnieć, że śladem na gruncie ruskim tego jak widać niemałego wysiłku militarnego, była transla­cja relikwii św. Mikołaja z Myry nie uznawanego w Bizancjum, a czczonego szczególnie w Bari, z południowych Włoch na Ruś i szerokie rozpowszech­nienie się tam jego kultu. Z kolei znane są też dwie informacje z lat 1041 - 1068 o bułgarskich kontyngentach wojskowych na froncie południowowłoskim. Były to zapewne wojska pochodzące z bizantyńskiej prowincji Bułgaria, zorganizowanej przez cesarza Bazylego II Bułgarobójcę po 1018 r. Stąd opinia niektórych badaczy, że mieliby to być zbiegowie z Macedonii, która była główną częścią terytorium tej prowincji, po upadku antybizantyńskiego po­wstania Piotra Deljana (Odeljana) jest nieprawdopodobna.

Równie spora­dyczne są dane o oddziałach Polaków i Czechów we Włoszech. Na podstawie układu stosunków politycznych, zwłaszcza tych ostatnich z cesarstwem i Niem­cami, można by mniemać, że wypraw takich poświadczonych źródłowo było mnóstwo, podczas kiedy rzeczywistość jest odwrotna. Tak więc z całą pewnością możemy tylko przyjąć, że w działaniach wojennych cesarza Ottona III we Włoszech brał udział 300-osobowy oddział pancernych uzyskany od Bolesława Chrobrego po zjeździe gnieźnieńskim w 1000 r. Podobnie musiało być po ugodzie w Krzyszkowie w 1157 r., na mocy której posiłki od Bolesława Kędzie­rzawego na wojnę włoską otrzymał cesarz Fryderyk I Barbarossa. Według anonimowego poety z dworu tego cesarza, który być może w latach sześćdzie­siątych XII w. osobiście obserwował owych Polaków, mieli oni być szorstcy w sposobie bycia, mieli groźny wygląd oraz - z punktu widzenia człowieka o wyrafinowanej, dworskiej kulturze - surowe i dzikie obyczaje; byli też zawsze gotowi do boju.[5] Spośród czeskich wypraw do Włoch na pewno naj­bardziej znamienny był kilkakrotny udział króla Władysława II (1140 - 1174) w wojnach włoskich cesarza Fryderyka I Barbarossy, a także księcia Konrada III Ottona, który zmarł 9 IX 1191 r. pod Neapolem w czasie koronacyjnej ekspedycji cesarza Henryka VI Hohenstaufa. Jeśli chodzi o Słowian zachod­nich znajdujących się pod zwierzchnictwem niemieckim, to sądzimy, że z ich obecnością we Włoszech można łączyć przekaz Thietmara o rycerzu Henryku-Żelencie, który nie zdradził tożsamości Ottona II po wyratowaniu go z morza przez bizantyński okręt wojenny w pobliżu Crotone, gdzie cesarz ten 13 VII 982 r. poniósł miażdżącą klęskę w bitwie z Arabami południowowłoskimi. Innym śladem tej obecności jest zapisana przez Adama Bremeńskiego i Helmolda informacja o pomocy udzielonej przez obodrzyckiego księcia Mściwoja saskiemu księciu Bernardowi I na tę samą wyprawę, co zakończyło się jakoby wyginięciem całego, liczącego tysiąc wojów oddziału słowiańskiego. Poza powyżej obszernie przedstawionymi źródłami infiltracji słowiańskiej do Włoch, niewielką rolę mogły odgrywać jeszcze oficjalne poselstwa władców słowiańskich do przebywającego tam często cesarza lub do kurii rzymskiej. Przede wszystkim dla bałkańskich Słowian dobitnym świadectwem takich kontaktów w IX w. są zapisy Ewangeliarza z Cividale. Po chrystianizacji z krajów słowiańskich podległych papiestwu przybywali “ad limina Apostolorum” regularnie przed­stawiciele hierarchii kościelnej, choć na temat ten dysponujemy do najwcześ­niejszego okresu nas tu interesującego, wyłącznie danymi fragmentaryczny­mi. Podejmowano również do Włoch podróże w celach dewocyjno-naukowych, o czym można wnosić na podstawie żywotów św. Wojciecha, a także informacji o pobycie nieznanego syna Bolesława Chrobrego (Bezpryma?) w eremie Pereum koło Rawenny, kierowanym przez św. Romualda lub o pielgrzymkach ruskich i bułgarskich, wspomnianych w Powieści dorocznej oraz u bułgarskich pisarzy, Prezbitera Koźmy i anonimowego autora Cudu św. Jerzego z Bułgarem. Zapewne nie zawsze kończyły się one szczęśliwym powrotem do ojczyzny. Pewne znaczenie musiały mieć niewątpliwie kontakty handlowe z miastami włoskimi. W odniesieniu do Słowiańszczyzny bałkańskiej rozwinęły się one szczególnie w XII w. Nie sposób pominąć wreszcie dobrze potwierdzonego od XI, lecz szczególnie silnego w XII i XIII w. przenikania do Włoch z Bał­kanów przede wszystkim bułgarskich neomanichejczyków, paulikian i bogomiłów. Główny ich ośrodek znajdował się na terenie Lombardii, w Concorezzo koło Mediolanu.

Z tą ostatnią kwestią w literaturze zazwyczaj łączyły się bardzo liczne, w porównaniu z innymi występującymi na terenie Włoch, nazwy osobowe i miejscowe wywodzące się od etnikonu Bułgar. Najstarsza z nich sięga schył­ku IX w.[6] Tymczasem już Prokop z Cezarei stwierdza obecność w armii bi­zantyńskiej tureckich Protobulgarów w czasie wojen gockich pierwszej połowy VI w.[7] Następnie u Pawła Diakona znajduje się przekaz o przybyciu około 569 r. do Włoch razem z Longobardami jakiejś nieokreślonej liczebnie grupy tego samego ludu, która wcześniej dostała się pod zwierzchnictwo longobardzkie.[8] To samo źródło donosi ponadto o pokojowym wkroczeniu tamże w 663 r. kolejnej grupy protobułgarskiej z księciem Alzeco na czele i oddaniu się jej pod opiekę longobardzkiego króla Grimoalda, który osadził ją na terytorium swego państwa. Według świadectwa Pawła Diakona, potomkowie tych ludzi jeszcze za jego życia, tj. w drugiej połowie VIII w., posługiwali się między sobą własnym językiem. Istnieje zatem możliwość, że przynajmniej pewna część wspomnianych nazw nie ma żadnego związku ze słowiańskimi Bułgarami lub nosicielami ideologii neomanichejskiej.

Dr Wincenty Swoboda
„Slavia Antiqua” t. XXVI
Poznań, 1979 r.



materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych




[1]Żywot Nauma, ed. J. Ivanov, Bułgarski siarini, Sofija 1931 (reed. 1970), s. 306; według autora tego żywota uczniowie ci zostali sprzedani kupcom żydowskim, co od­powiada rzeczywistości, ponieważ głównie oni zajmowali się we wczesnośredniowiecznej Europie handlem niewolnikami.
[2] Annales Fuldenses s. a. 877, Scriptores rerum Germanicarum, Hannoverae 1891 - O dzielnicy Karlomana por. Y. Novotnj, Ćeske dejiny, t. 1, cz. 1, Pralia 1912, s. 363 — po­nieważ należała do niej także Bawaria, mogłoby tu ewentualnie chodzić jeszcze o tam­tejszych Słowian.
[3] Cronica siculo-saracena di Cambridge, ed. G. Cozza-Luzi, Palermo 1890, s. 42, - o wyprawach tych donoszą też różne, późne źródła arabskie zostawione przez A. A. Vasilieva, Vizantija i araby, t. 2, St. Peterburg 1902, s. 220, 258 - 260, 303. Por. też K. liickhoff, Seekrieg und Seepolitik zwischen Islam und Abendland, Berlin 1966, s. 306 - 308.
[4] Lupus Protospatharius, pod r. 981 s. 55. Por. A. Guillou, Migration, s. 15 - 10. Musimy przypomnieć tu nie znaną nam w momencie pisania artykułu informację Żytrotą św. Probusa, biskupa Rawenny (Acta Sanctorum Novembris IV, Bruxełłcs 1925, s. 478) o wspólnym zniszczeniu przez Arabów i Słowian około r. 927 słynnego kościoła San Apollinare in Classis — por. F. Dvornik, Quelquen donnees sur les Slares, Byzantino- slavica, 1 (1929) s. 47. Według Lupusa, Otton II w 981 r. również walczył z Saracenami i Paganami, ale bez znajomości powyższego przekazu żywotopisarskicgo interpretacja A. Guillou przekonywała. Obecnie bardziej prawdopodobne jest doraźne współdziałanie arabsko-słowiańskie.
[5] Epistola ad Wilibaldum abbatum, ed. P. Jaffe, Bibliotheca rerum, Germanicarum, t. 1, Berlin 1864, s. 601 - 620. Por. też Ountlieri Cisterciensi monachi Ligurinus, ed. J. P. Mignę ,.Patrologia Latina, t. 212, 1855, col. 329 - 406. Wedle A. F. Grabskiego, Polska w opiniach obcych X - XIII w., Warszawa 1964, s. 213 - charakterystyka Polaków zapożyczona jest od innego ówczesnego autora Raliewina. Naszym zdaniem dotyczy to inwektyw odnoszących się do Polaków w poemacie. Natomiast wymienione przez nas cechy mógł autor znać z autopsji.
[6] Kugeniusz Vidgarius (Bulgarius), gramatyk miejscowej szkoły katedralnej w Ne­apolu, autor kilku utworów polemizujących z atakami na papieża Formosusa (891 - 896) — por. Wattenbach-Levison, Deatschlands Geschichtsquellen im Mittelalter, Heft 4, Weimar 1963, s. 446.
[7] Procop, Helium Gothicum, ed. J. Haury, s. 130, 332; występują oni tu pod nazwą Hunów — por. Gy. Moravcsik, Byzantinoturcica, t. 2, Berlin 1958, s. 243.
[8] Pauli Diaconi Historia, s. 86 - 87 - w przekazie tym jest wyraźna wzmianka o związku między nazwami miejscowymi istniejącymi za życia Pawła Diakona a tymi osadnikami — por. też B. Primov, Balgarsko narodno ime v Zapadna Evropa, Izvestija na instituta za istorija, 6 (1956) s. 372.

3 komentarze:

  1. Hej, jak się pod Was podpiąć na fb? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzetelny, wyczerpujący artykuł. Dzięki za propagowanie akademickiej wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękujemy, to jest właśnie naszym celem.

    OdpowiedzUsuń