środa, 4 grudnia 2013

Pismo Słowian, czyli jak pisali niepiśmienni chłopi cz. II


W poprzednim odcinku naszego cyklu „Pismo Słowian” omówione zostały ludowe metody zapisu liczb oraz wyobrażenia spotykane na słowiańskich kalendarzach. Był on w swym zamierzeniu próbą rzucenia światła na sposób dokonywania tego w znacznie bardziej zamierzchłej przeszłości – w epoce pogańskiej. Drugi odcinek naszego cyklu jest poświęcony tematowi niemniej doniosłemu w życiu każdej społeczności: znakom własnościowym, następnie gmerkom, co prowadzi nas już powoli w kierunku szlacheckich herbów…
Zapraszamy do lektury!

"Pojęcie indywidualnej własności wszczyna się i kształtuje już na najniższych poziomach kultury. Obiektami tej własności bywają m. in. - i przede wszystkim - różne przedmioty codziennego użytku w rodzaju broni, części odzieży itp. Normalny bieg życia powoduje, iż nieraz przedmioty takie, należące do różnych właścicieli, ulec mogą i faktycznie ulegają pewnemu zmieszaniu, jak to bywa, powiedzmy, ze strzałami pod­czas wspólnych łowów. Kiedy indziej znów w wypadkach, gdy znaj­duje zastosowanie jus primi occupantis w stosunku do napotkanej zdobyczy, zdobywca, czyli właściciel napotkanego nie zawsze jest w możności wziąć niezwłocznie ów obiekt w fizyczne posiadanie i nieraz bywa zmuszony pozostawić go przez pewien czas bez swej opieki, czasem bardzo nawet daleko od miejsca swego pobytu. Wszelkie podobne okoliczności zrodziły już w prawieku konieczność jakiegoś rozwiązania, zabezpieczającego prawa właściciela. Jak wykazują dane etnografii porównawczej, rozwiązanie to zapewne nie dało długo na siebie czekać. Nawet bowiem u najniżej stojących ludów egzotycz­nych widzimy w użyciu tzw. znaki własnościowe czyli, mówiąc po staropolsku i po słowiańsku, znamiona, wycinane lub wydra­pywane albo inaczej wykonywane na powierzchni wielu rozmaitych przedmiotów. Aby się ograniczyć do jednego tylko przykładu, spójrzmy na najdalsze krańce ekumeny ludzkiej, na południowo-wschodni skra­wek Australii. Każdy tubylec tamtejszy oznacza (wzgl. oznaczał nie­dawno) odrębnymi znamionami, złożonymi z linii falistych, zygza­ków itp., wszelką broń i narzędzia będące wytworem jego rąk i na­leżące do niego. Podobnie napotykane w lasach drzewa ze świepiotem (tj. z dzikimi pszczołami) były przezeń znaczone własnym znakiem.
Szczególnie obfite zastosowanie znalazły znamiona m. in. u ludów pasterskich i w ogóle u tych, co hodują duże ilości domowych zwie­rząt. W ostatecznym rezultacie rozwoju znaki własnościowe czyli mówiąc inaczej gmerki albo tamgi stały się bardzo pospolitym dobrem ogólnym całej chyba czy prawie całej ludzkości, choć dziś już - na przykład w wielu krajach Europy - zupełnie wyszły z użycia (…).

W Europie znamiona występują do ostatnich czasów, lub też występowały niedawno, na ogromnych obszarach. Szczególnie dobrze znamy je z krajów germańskich i z Szwajcarii, gdzie nawet czaszki ludzkie (składane w kostnicy) znamionowano gmerkami. Dla etno­grafów polskich ważne jest zwłaszcza obfite ich używanie w Niem­czech północno-wschodnich[1]. W samej Polsce znamiona przytrafiają się czy przytrafiały do niedawna na Pomorzu u tamtejszych ryba­ków, którzy ich używali pod niemiecką nazwą merków lub polską poznaków do znaczenia sieci oraz innych narzędzi, czółen, wioseł i w ogóle różnych ruchomości, dalej - na Mazowszu u Kurpiów jako ciosny czy klejma bartne, w południowym Lubelskiem na daw­nych barciach w lasach Zamojszczyzny... Z Mało- i Białorusi wia­domości są skąpe. Wiemy jednakowoż, że tu i owdzie w tych krajach stosowano gmerki w bartnictwie oraz przy znaczeniu zwierząt do­mowych; tak więc na przykład Huculi wypalali je krowom na ro­gach (podobnie jak to czynią Szwajcarzy), a co się u nich nazy­wało piętnowaniem (p’e t n u v à t y); w po­wiecie czerkaskim na Ukrainie zapisano wyraz kłejnò vel kłèjno w rozumieniu ‘gmerki na domowych zwierzętach’, ale bliższych wiadomości nie podano. Czę­ściej spotykamy się ze znamionami u Wę­grów i znów rzadziej - na Bałkanach.
W Bułgarii stosuje się je, o ile wiem, do zwierząt domowych i przy tym (nie licząc wycinań usznych) w dwu różnych technikach: wypala się rozpalonym żela­zem (taki znak zwie się żig albo z tu­recka d a m g a, który to termin ma jednak znaczenie ogólniejsze), bądź też wymalowuje dziegciem.

Prawdziwym królestwem znamion by­ła niezbyt jeszcze dawno Wielkoruś północna. Zwano je tam, zwłaszcza gdy były wypalane, piętnami (patnó), poza tym zaś - i na ogół czę­ściej - znamionami (znama), „rąbieżami” (rubeż), klejmami (klejmó) albo też po prostu znakami (metka). Znamiona wielkoruskie, podo­bnie jak znane mi bułgarskie oraz polskie i północno-wschodnio-niemieckie etc., cechuje na ogół przewaga prostolinijności, tzn. składają się na nie głównie kreski proste. Natomiast poniekąd u wschodnich Finów, ale zwłaszcza u ludów tureckich oraz kaukaskich i u Węgrów można zauważyć, jak to po części podniósł już Efimenko, większą roz­maitość kształtów oraz bardziej wymyślne zarysy i przy tym częstsze niż u Słowian linie gięte: łękowate, okrągławe itp. W pewnej mierze pozostawać to może w związku z faktem, że u Słowian podstawo­wym materiałem, z którego wykonywano większość przedmiotów „merkowanych”, było drewno i że u nich znamionowano też pnie graniczne, drzewa bartne, drzewa ścięte na domowy użytek, siągi drew, nawet żerdzie etc., podczas gdy u ludów tureckich i, zdaje się kaukaskich cechuje się przede wszystkim zwierzęta. Otóż do zna­mionowania drewna bywa używany zwykły nóż czy topór itp., tzn. narzędzia predestynowane do wytwarzania kres przede wszystkim prostych; natomiast do piętnowania zwierząt stosuje się zazwyczaj specjalne kute z żelaza pieczęcie, którym kowal może nadawać do­wolne kształty.
Równie obficie jak u północnych Wielkorusów są łub były uży­wane znamiona u zachodnich Finów, Lapończyków, Karelów, Zyrian, Wotiaków, Czeremisów, Mordwinów i Ostiaków. Samojedzi mieli nawet osobne merki dla swych bóstw (którymi znamio­nowali reny poświęcone owym bogom), a każdy z nich nosił zawsze ze sobą, niczym sygnet, swoje własne znamię, wycięte na kawałku drzewa, i po tych znakach m. i. rozpoznawano ciała zmarłych sa­motników, zbłąkanych na bezkresnej tundrze. Wielkie jest bogactwo tamg u ludów tureckich i mongolskich, jako to u Czuwaszów, Baszkirów, Kirgizów, mieszkańców gór Ałtaju, Kałmuków, Kundrowskich Tatarów, Karaczejewców... Można je też widywać u rdzen­nych tubylców Kaukazu, na przykład u Kabardyńców, Czerkiesów, Guryjców  itd.
Wracając do Słowiańszczyzny i w szczególności do północ­nej Wielkorusi zaznaczmy, że jeszcze w r. 1857 Efimenko mógł o niej napisać: „każdy ruski wieśniak i każdy tubylec; o ile jest samodziel­nym gospodarzem, posiada swoje własne znamię”. Znamiona te no­siły osobne nazwy, jak np. „krzyż“, „srocza łapa“, „wronia łapa” itp.; ale najczęściej, gdy było spytać chłopa o jego klejmo, określał je na modłę opisową, tzn. w ten na przykład sposób: dva rubežà pŕa­lmych, trètje kosò („dwie kreski proste, trzecia - skośna”) albo d v a rubežà svèrchu na-rozno, a v nizù sošliś k śebè („dwie kreski u góry rozsunięte, a w dole schodzące się ku sobie”). Zupełnie podobne opisy znamion stanowią regułę w dawnych dokumentach ruskich sprzed paru- czy kilkuset lat. Jak można stwierdzić na ich podstawie, istniała jednak poza tym na Rusi bardzo obfita nomenklatura dla pewnych podstawowych motywów znamien­nych oraz dla niektórych znamion naśladujących kształty przedmio­tów codziennego użytku. Na wschodniej, powiedzmy, rubieży Biało- i Małorusi w bartnych ostępach puszcz, porastających brzegi Desny i jej dopływów w okolicy Brańska prosta kreska (pozioma, pionowa czy skośna) zwała się těnь[2] (6 przyp. l. p. tnomъ, 1 przyp. l. mn. tny; dosłow. ‘cięcie’ wzgl. ‘nacięcie’), albo rubežъ (dosłow. ‘cięcie powstałe przez rąbnięcie’), bądź wreszcie perevora (‘żerdź dosłow, ‘przegroda’; cf. młrus. voryna ‘żerdź w płocie’, vorjè ‘płot’); jeśli zaś była wycięta z boku, dodatkowo do głównego obrazu znamienia - pritesъ.; o ile znów była dłuższa i pozioma - p o j a s ъ (‘p a s’).
Kreskę złamaną pod ostrym kątem zwano (niezależnie od jej poło­żenia) k u c e r ъ (‘kędzior’), socha (‘rosocha’) albo v i ł y (‘widły’), w niektórych zaś wypadkach ležejka (cf. wkrus. leżeja ‘leziwo bartnicze’; znak zwany leżejką[3] kojarzy się bowiem chyba raczej z kabłąkiem łeziwa, niż z całym tym przyrządem); przydatkową kreskę dołączoną do zasad­niczej, choćby była większa od tej ostatniej, określano jako otkosokъ lub też - zależnie od kształtu - krjukъ (‘hak’). Krzyż po­dobny do znaku mnożenia (X) lub do litery X była to granь; krót­kie widły trójzębne albo rysunek mniej lub więcej zbliżony do li­tery E - kurьja łapa; trójkąt zwrócony w górę czy w dół wierz­chołkiem - boroda (‘broda’); romb - korobьja (‘króbka, puzdro’); kabłąk - duga (‘kabłąk, duha’); kółko małe - kobica[4]; większe - koleso (‘koło’) itd. W ten sposób znamię wyobrażone np. na fig. 401 22 jest opisane w jednym z dawnych inwentarzy jako tri soch i vverchъ rogami, podъ nimi kurьja łapka („trzy rosochy rogami do góry, pod nimi kurza łapka”); znamię jak na fig. 401 29 dvě dugi stojačije vъ ispodi perevora („dwa kabłąki stojące, w dole żerdź”); znamię jak na fig. 401 44 - tri tny, promežъ tnovъ soška, na pravě krjukъ, podъ krjukomъ těnь, pod tnomъ kucerъ na pravě („trzy cięcia, pomiędzy cię­ciami widły; w prawo [sc. od dolnego, tzn. 3., cięcia] hak, pod ha­kiem cięcie, pod cięciem kędzior w prawo“) itd. Niektóre bardziej po­mysłowe formy znaków miały swoje własne charakterystyczne imiona. Tak fig. 401 18 ma wyobrażać „świerk”, fig. 401 24 „łuk stojący a 38 też łuk, ale leżący „do ziemi rogami”, zaś 48 „łuk o jednym rogu, ze strzałą”; fig. 40 1 26 (bez dolnej kreski) to - „strzemię”, natomiast fig. 401 21 (bez 2 kresek dolnych) oraz 35 (bez dwu górnych) to - „motowidła”, a znów fig. 401 3 (bez poziomej kreski wewnątrz rombu) nosi nazwę „chomąto”.[5]
Powyższe klejma, jak i ich odpowiedniki w Polsce, stanowiły częstokroć znaki określonych ostępów bartniczych, nie zaś poszczególnych bartników.

Oczywiście, jak już po części wiemy, gmerki służyły Sło­wianom nie tylko w zastosowaniu do drzew bartnych. Według Efimenki na Wielkorusi północnej znaczyło nimi chłopstwo „wszystkie sprzęty gospodarskie”: stołowe łyżki, kubki cynowe, siekiery, sierpy, łopaty, widły, duhy, beczki, worki (ze zbożem), a również sieci, łódki, wiosła, bosaki itp. Niekiedy dziewczęta wyszy­wały znamiona na rękawicach i chustkach. Piętnowano też nimi domowe zwierzęta: renom wystrzygano je na boku, koniom wyrzynano na kopytach, krowom (wypędzanym na lato na pustynne wyspy) - na rogach. Niegdyś przywiązywano też koniom do szyi małą deszczółkę z wyciętym na nim klejmem. Nie obywają się bez znamion drzewa i żerdzie wyrąbywane po lasach na domowy użytek włościan.. „Merkuje się też nimi przedmioty lub całe stosy zebranych przed­miotów wyrzuconych przez morze i przywłaszczonych przez znalazcę. Nawet jeśli kto zimą wyśledzi legowisko śpiącego niedźwiedzia, tedy i wówczas ucieka się do „mietki”, którą zacina na najbliższym świerku; uczyniwszy to, odchodzi spokojny i pewny, że nikt już poza nim nie odważy się zapolować na podpatrzoną zdobycz, o ile nie kupi sobie wpierw prawa od niego.
Gdy chłopi północno-wielkoruscy rozstawiali słopce i sidła w dzie­wiczych bezdrożach czy wertepach puszcz, wtedy obierali sobie na przestrzeni dziesiątków km tzw. tropy (dosłow. ‘ślady’) tzn. chody poprzez knieje, ścinając wzdłuż nich gałęzie po jednej stronie drzew,, zaciosując na pniach co pewien czas gładkie ciosny (tos, tus teś, zàteś) i co kilka tych ciosn wyrębując na drzewie swe znamię. Takie to „dzikie” ścieżynki pomogły I. Lepechinovi w orientowaniu się śród puszcz w dorzeczu Łobwy podczas jego podróży w r. 1771. A przetrwały one do ostatnich czasów, stanowiąc niezaprzeczalną własność użytkową tego, kto je przygotował lub też kto nabył do nich prawo na drodze kupna. Według świadectwa I. Kostołovskiego z r. 1902 w powiecie rybińskim na północnej Wielkorusi klej ma umieszczano m. i. również na konach (kon) tj. kamieniach lub wiel­kich pniach granicznych. Miało to miejsce przy wyznaczaniu rubieży sianożęci położonych śród leśnych pustkowi. Skądinąd z Wielkorusi poświadczają nam źródła znakowanie niw za pomocą bruzd wyoranych sochą.
Gmerków używano też dawniej pospolicie zamiast pieczęci w za­stępstwie podpisów, o ile dany wieśniak nie był piśmienny; a to samo można było widzieć u ludów niesłowiańskich na wschodzie i zachodzie. Przechodziły te znaki dziedziczne z ojca na synów, tworząc w razie potrzeby odmiany, czy to przez dodanie jakiejś nowej cząstki,., czy też przez opuszczenie której z dawnych, albo - rzadziej - przez inne jakoweś wyróżnienie. Starą ich nazwą słowiańską był wyraz z n a m ę urobiony od z n a t i ‘znać, wiedzieć’, oprócz tego mieli Sło­wianie (północni) jeszcze drugi termin *pętьno, który, o ile wnosić wolno z szeregu różnych wskazówek, oznaczał pierwotnie gmerk wypalony, a także położony w miejsce pieczęci czy podpisu. Etymologii tego wyrazu dotychczas nie rozwiązano. Nie wykluczone, że należy tłumaczyć jako ‘ślad’ (cf. płn.-wkrus. patnat vel dopatnat łošad ‘iść śladami zaginionego konia’, otpatnat koʼna ‘znaleźć konia idąc jego śladami’); w takim razie domysł Brucknera - że piętno od pięty poszło - mógłby być słuszny. Ale pewne to nie jest[6]. Właściwym zresztą prastarym ogólnosłowiańskim terminem dla piętna w rozumieniu wypalonego gmerku jest słowo pečatь ‘pieczęć, co otworzono od *p e k t i ‘piec’ i co dosłownie określa ‘znak wypieczony, wypalony, dokładnie pokrywając się z wyrazem bułgarskim żig zob. wyżej). - Dodajmy w tym związku, że wypalanie piętna na zwierzętach czy na zwierzęcych rogach etc. panuje przede wszystkim bodaj u ludów pasterskich: mongolskich, tureckich, semickich (Ara­bowie), chamickich i sudańskich na Saharze (Tibbu wzgl, Teda). W Europie widzimy je u ludu zwłaszcza na Kaukazie, w różnych stronach Rosji, we wschodnich Karpatach, na Węgrzech, w Szwajcarii..., ale też np. nad dolną Wisłą (w okolicy Gdańska) i gdzie indziej. Stosuje się je głównie, choć oczywiście (co już widać z poprzedniej wzmianki o rogach) nie wyłącznie do koni, których to zwierząt zresztą, jak wiemy, włościanie dawniej na znacznych obszarach Słowiańszczyzny wcale nie hodowali (trzymały je jednak w dużych ilościach i piętno­wały klasy wyższe).
W nowszych czasach wiele uwagi poświęca się u nas gmerkom ze strony heraldyków i historyków trudniących się badaniami nad genezą herbów. Ale zainteresowania podobne datują od wcale dawna. M. in. już w r. 1861 P. Ivanov bardzo trafnie ujął sedno rzeczy, pisząc co następuje: „Na pierwszym planie powstaje tu sporne zagadnienie, na jakiej drodze wytworzyły się nasze herby i pieczęcie. Zwolennicy Zachodu twierdzą stanowczo, że zapożyczono je stamtąd. Ale czyżby tylko zachodnie pierwiastki miały mieć wpływ na ich wytworzenie się u nas?... Nie należy sądzić, że nasze pieczęcie i herby powstały wyłącznie na jednej drodze: zapożyczenia się od narodów obcych posiadamy wskazówki ich rodzimego pochodzenia. Tak w sądowych dokumentach dawnej Rusi dość często trafiają się różne znak zastępujące podpisy ludzi niepiśmiennych. Znaki te stawiano takż na skórach zwierząt składanych jako danina, stawiano je w ostępach bartniczych; należały zaś one bądź do całych grup społecznych, bądź też do oddzielnych osób... Myślę, że badanie nad nimi rzuci nowe światło na naszą sfragistykę i heraldykę”. Przewidywania Ivanova spełniły się w całej rozciągłości, bowiem dziś nie wątpi się już chyba na ogół śród historyków czy heraldyków, by jednym ze źródeł herbów wschodnio- oraz - w mniejszym stopniu - zachodnio--słowiańskich nie mogły być dawne, prastare znamiona i piętna czy pieczęcie Słowian (w pierwotnym znaczeniu przedostatniego słowa). 

Osobną grupę gmerków stanowią wycinania uszne zwierząt w rodzaju przedstawionych na fig. 402. V. Dečev świadczy od­nośnie do południowej Buł­garii, że 8 zasadniczych cięć tu wyobrażonych wystarcza, by kombinując je rozmaicie ze sobą to na lewym, to na prawym, to znów na obu uszach, wytworzyć ok. 100 rozmaitych jenów[7] tzn. peł­nych znamion, wyróżniają­cych dane zwierzę od pozo­stałych. Podobne informacje podają także inne źródła. Wycinania uszne, stosowa­ne głównie do owiec, ale (np. na Wielkorusi etc.) także do krów, koni itp., znam do­tychczas, gdy chodzi o Sło­wian z Wielkorusi (gdzie są zupełnie pospolite i noszą nazwę vyskoŕ, ùskoŕeń, uskorńàk), z Huculszczyzny, z Karpat zachodnich w Polsce, z Serbii i Bułgarii. Stosują je także Nowogrecy, Węgrzy, Szwajcarzy, Niemcy, Fryzowie, Islandczycy..., a z drugiej strony Finowie, Lapończycy, Zyrianie etc., Kirgizi oraż różne inne ludy Starego Świata w Azji i Afryce, a także mieszkańcy Oceanii (np. Samoańczycy) i niektórzy tubylcy Ameryki.

Niejako podgrupę w obrębie tylko co opisanej grupy tworzą wycinania wykonywane na błonach pływającego ptac­twa (kury merkuje się przez rozmaite przycinanie ogonów). Ten rodzaj znamionowania mniej zwracał na siebie uwagę etnografów i podróżników, w związku z czym zasiąg jego znamy bardzo nie­dokładnie. W każdym razie źródła podają go stąd lub zowąd odnośnie do Wielkorusów i Małorusinów, do Polesia (Pińszczyzny) oraz do Czech. Nie obcy on jest także Niemcom etc. i co najmniej nie­którym krajom egzotycznym (np. mieszkańcom Madagaskaru). Ty­pową informacją dotyczącą Słowiańszczyzny są następujące dane z pińskiego Polesia: „Oryginalnie a pierwotnie się tu przedstawia hodowla kaczek. Wylęgłym z jaj kaczętom nacina gospodarz w od­powiedni sposób płetwy - każdy gospodarz ma swój umówiony znak - i puszcza je na swobodę, dalszą troskę o ich wychowanie zostawiwszy Opatrzności. Jesienią cała wieś spędza kaczki w jedno miejsce, skąd każdy rozpoznaje i zabiera swoje.”
Tu można by zaznaczyć, że także gdy chodzi o wycinania uszne, przedsiębierze się je zazwyczaj wtedy, gdy zwierzę jest jeszcze zu­pełnie młode. W Bułgarii południowej zabiegi z tym związane odby­wają się nawet zbiorowo w pewne określone święta wiosenne i mie­wają uroczysty charakter.
Jak twierdzi N. Charuzin odnośnie np. do Lapończyków, wyci­nania uszne nie są pod względem prawnym równoznaczne z znamio­nami właściwymi. Ostatnie pełnią funkcję znaków rodowych (wzgl. też rodzinnych), natomiast pierwsze są raczej indywidualne i w jednej rodzinie każda z osób może je mieć inne. U Słowian stosunki po­dobne, o ile istniały, uległy zdaje się zatarciu, a przynajmniej ja nie znam znikąd materiału dostatecznie szczegółowego w tym względzie, ani też takiego, który by dotyczył równocześnie znamion właściwych oraz wycinań usznych i pozwalał sobie wyrobić jakiś sąd w zakresie poruszonej kwestii.
Na podstawie wszystkiego, o czym wyżej, nie należy sądzie, że wszędzie w głuchych okolicach (północnej) Słowiańszczyzny powin­ny by się dać wykryć mniej albo więcej obfite ślady merków co naj­mniej dla połowy ubiegłego stulecia, a już na pewno dla jego po­czątków. Tak wcale nie jest. Na rzeczyckim Polesiu na przykład znamiona bartne, o ile w ogóle były tam kiedykolwiek stosowane, musiały już dawno wyjść u ludu z użycia i wieśniacy wcale ich nie pamiętają.

Kończąc ustęp o znakach własnościowych chciałbym jeszcze napomknąć o dwu wypadkach szczególnych, a mianowicie o zasto­sowaniu ich podczas rzucania losów oraz o piętnowaniu nimi wy­robów garncarskich itp. przez wytwórców. Tak więc, powiedzmy, zniemczeni Słowianie, zamieszkujący wyspę Rugię, używają losów „zamerkowanych“ znamionami uczestników losowania. Nie umiem w tej chwili powiedzieć w sposób pewny, czy identyczny zwyczaj jest uprawiany w obrębie Słowiańszczyzny dzisiejszej; spośród do­stępnych mi danych prawie zupełnie (ale jednak nie zupełnie) jasne jest w tej mierze tylko świadectwo V. Bogdanova, dotyczące b. gu­berni twerskiej. Niedawne istnienie wspomnianej praktyki na Wielko­rusi byłoby w każdym razie całkiem naturalne wobec częstych i do­niosłych dla włościan losowań, odbywanych w tym kraju przy okre­sowo powtarzanych podziałach gruntów ornych, sianożęci etc., sta­nowiących wspólną własność wsi. Wiemy zresztą, że w niektórych stronach Wielkorusi, gdzie klejma już zatracono, ale losowanie przetrwało, czynią sobie chłopi znaki dowolne (jaki kto chce) na zrębach (wkrus. žèrebej), tzn. na drewienkach służą­cych jako losy. Ta ostatnia praktyka jest może pierwotna (a w każ­dym razie na pewno od nacinania owych żrebnych drewienek poszła prasłowiańska nazwa losu: *žerbъ., *žerbьjь>; cf. ideur. *gerbh-, *gerəbh- w st.-prus. gīrbin ‘liczba’, gr. γραφω ‘piszę’ [właściwie: ‘robię rysy’], nmc. kerben ‘robić nacięcia, krajać’, Kerbstock ‘kij z karbami’).
Co do znaków na wyrobach glinianych itp., które by to znaki wskazywały na wytwórcę, a nie na właściciela, to specjalnych poszu­kiwań w tym zakresie nie prowadziłem. Ograniczę się więc tylko do przypomnienia, że podobne znaki „fabryczne” czy raczej „rękodziel­nicze” zdają się być stosunkowo wcale rozpowszechnione u różnych ludów, wywodząc się zapewne w prostej linii od własnościowych gmerków wytwórców. Słowianie znać je musieli od dawna, podobnie zresztą jak np. Litwini, Germanie etc., tu bowiem, powiedzmy, zdają się m. in. należeć charakterystyczne i nieraz wcale pomysłowe gmerki na dnach dawnych kopalnych (toczonych na kole) naczyń glinianych, znajdowanych na Rusi, w Polsce, w Czechach itd., a poza tym także na Litwie, w krajach germańskich i innych. Gmerki te porównał i zestawił z własnościowymi znamionami już A. Kotlarevskij przed przeszło siedmdziesięciu laty (r. 1867). Dziś najciekawiej przedsta­wiają się analogiczne szczegóły u zamieszkałych śród Słowian wielkoruskich i niewątpliwie ogromnie od nich zależnych pod względem kultury Zyrian. U tego mianowicie ludu naczynia gliniane, zwłaszcza wielkie garnki do warzenia obrzędowego piwa, znamionuje się gmerkiem, wyrytym w surowej jeszcze glinie, na odległości 1 do 5 cm od górnej krawędzi. Nie jest to jednakowoż, jak się zdaje, znak „ręko­dzielniczy”, lecz zwykłe znamię własnościowe. Czasem znamiona takie, zarysowane rzędem, jedno obok drugiego, two­rzą cały jakby szlak dookolny, sytuowany poniżej krawędzi, dając w ten sposób oryginalny ornament. Mamy więc tu przed sobą ciekawe przeobrażenie się elementu o funkcji czysto społecznej w ele­ment zdobniczy."


Prof. Kazimierz Moszyński
„Kultura ludowa Słowian”
Warszawa 1967


materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych




[1] Znaki z wyspy Rugii omówiono w Zft d. Vereins f. Volkskunde t. 22, r. 1912, s. 349 są. (189 rys.); znaki z wyspy Hiddensee w pobliżu Rugii w „Globusie", t. 78, r. 1900, s. 385 (73 rys.); znaki pochodzące m. i. ze zniemczonych wsi słowiańskich między dolną Wisłą a Nogatem w „Schriften der Naturforschenden Gesell. in Danzig, N. F. t. 6, r. 1884, s. 181 i tabl. przy str. 300 (67 rys.).
[2] Litera ě  jest tu tylko osobliwością graficzną; genetycznie powinno być e  ( ≤ ь ).
[3] Ob. fig. 401 30 u samej góry oraz fig. 401 42 po obu bokach (górny zygzak nazwano tu „sochą").
[4] Wyraz urobiony od rdzenia kob-, oznaczającego ‘wypukłość, krzywiznę okrągłość; od apofonicznej postaci tegoż pierwiastka (čьb-) poszły nazwy dla (ucha u naczyń, a następnie dla) naczyń „uszatych”: dzbana (*čьbanъ) i cebra (*čbъrъ).
[5] Wszystek materiał powyższy zaczerpnąłem z krótkiego, ale bardzo cennego przyczynku P. Ivanova: O znakach, zamenjavśich podpisi v drevnej Rossii, Izvěstija Imp. Archeolog. Obšč. t. 2, r. 1861, s. 102—11.
[6] Słowianie wschodni posługują się i trzecim apelatywem dla znamieni: klejmo,znanym też zresztą części wschodnich Polaków. Również i wyraz klejmonie został dotychczas wyświetlony w sposób dostateczny. Możliwe, że jest to termin pochodzenia obcego (cf. np. st. nord. kleima ‘namazać, namaszczać’) i że pierwotnie stosowali go Słowianie do gmerków znaczonych smarem (dziegciem), które to znaki dziś jeszcze są u nich w użyciu w zastosowaniu do zwierząt (ob.wyżej).
[7] Jest to wyraz pochodzenia tureckiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz