czwartek, 19 grudnia 2013

Gromowładny ściera się ze Smokiem


Motyw walki Gromowładnego z chtonicznym Bogiem występuje powszechnie w mitologiach Eurazji. W mitologii słowiańskiej jest jednym z jej przewodnich motywów, stanowi niejako szkielet, na którym wspierają się pozostałe koncepcje mitologiczne oraz mity. Jego treścią jest pojedynek Boga pioruna z Bogiem zaświatów, która to walka jest odpowiedzialna za trwanie świata – stały tryumf odradzającego się życia.

Wszyscy z pewnością pamiętamy mit o powstaniu Ziemi, kiedy kłótnia, ale i współdziałanie obu Bogów prowadzi do jej powstania. Następnie w konsekwencji swego podstępu, jeden z braci zostaje strącony w otchłań piorunem przez adwersarza, który wstępuje w niebiosa. W literaturze ludów słowiańskich refleksem owego kosmogenicznego pojedynku są liczne opowieści o walce herosa ze smokiem, będzie więc to zanotowana w Polsce w XIII wieku opowieść o walce Kraka ze Smokiem Wawelskim, na Bałkanach mówią o nim liczne pieśni o walce z Królewicza Marko ze smokiem Arapem, na wschodniej zaś Słowiańszczyźnie podają ją pieśń ludowe zwane bylinami lub właściwiej starinami. 
O genezie bylin, pochodzeniu i dacie powstania traktował już artykuł zamieszczony wcześniej na naszej stronie, tu więc tylko tytułem przypomnienia wskażemy, że choć najstarsze zapisy owych pieśni pochodzą z początku XVI wieku, to jednak wspominają o nich wcześniejsze przekazy. W dodatku bogactwo wątków mitologicznych znanych z innych mitologii jak celtyckiej czy germańskiej, pokrewieństwo semantyczne z pieśniami ludowymi innych obszarów Słowiańszczyzny, a nawet posługiwanie się tymi samymi segmentami tekstu, jak również daleka jedność archetypów i poruszanych wątków przemawia za ich znacznie wcześniejszą, niż XVI wiek, datą powstania. 
Jedną z bylin nawiązujących do motywu walki Gromowładcy z Panem Podziemia jest pieśń „Dobrynia i Żmij”, należąca do cyklu kijowskiego. I choć pierwowzorem dla jej głównego bohatera jest znany z kart historii żyjący na przełomie X i XI wieku Dobrynia - wuj i opiekun Włodzimierza Wielkiego, to jednak jego postać została wykorzystana przez anonimowego autora tylko do ponownego opowiedzenia znanej już historii. Mamy prawo tak sądzić, gdyż zabieg ten był niezwykle częsty w literaturze średniowiecza, a nawet i dziś można go zaobserwować wśród niepiśmiennych ludów mieszkających na wszystkich krańcach ziemi. I choć osobną kwestią jest stopień, na ile fantazja autora pozwoliła mu na wzbogacenie swej opowieści, to jednak sama osnowa mitu pozostała niezmieniona i przekazuje przedchrześcijański ogląd świata.   


         DOBRYNIA I ŻMIJ

Porodziła Dobrynię prawa matka,
Odchowała go do wieku męskiego.
Począł młody Dobryńko Mikitowicz
Na koniku w szczerym polu harcować,
Począł małe żmijczęta1 tratować.
Jak powracał owo z pola szczerego,
Zeskakiwał wraz on z konia dzielnego
I wstępował w swój pałac białościenny,
Do świetliczki swej stołowej zachodził,
Do tej swojej mateńki, do rodzonej.
Tak Dobryni rzeknie matka rodzona:
„Ej, uciecho moja, dziecię ulubione,
Młodziusieńki Dobryńko Mikityczu!
Na koniku dzielnym w polu harcujesz
I żmijczęta malusieńkie tratujesz.
Nie wyjeżdżajże, Dobryńko młodziusieńki,
W tę dalekość daleką, w szczere pole,
Ku tym sławnym onym górom saracejskim,
Ku tym jamom, ku onym żmijowym,
Nie depcz tam, nie tratuj małych żmijątek,
Nie wchodź w jamy, Dobryńko, te żmijowe,
Nie uwalniaj stamtąd jeńców tych ruskich.
Nie wyjeżdżajże, Dobryńko malusieńki,
Nad tę sławną, nad mateczkę Puczaj-rzekę,
Nie chodź kąpać się ty w onej Puczaj-rzece,
Bo ta Puczaj-rzeka przesierdzista,
W Puczaj-rzece dwa nurniki przebystre,
Pierwszy nurcik w Puczaj-rzece bystrzem ciecze,
Drugi nurcik bystry – żywym ogniem siecze”.
Młodziusieńki Dobryńko Mikitowicz
Swej mateńki, swej rodzonej, nie posłuchał się,
A wychodził ze świetliczki swej stołowej.
Szedł w prześwietne swe komnaty białościenne,
Przyodziewał się w odzienie przystrojone,
W te giezłeczka-koszuleczki jedwabniutkie,
Wszyściuteńkie odział suknie nowiutkie,
Nowiuteńkie wszystkie suknie, przystrojone;
Wtenczas wyszedł on z komnaty białościennej
Na swój świetny dziedziniec szeroki,
A zachodził on w stajenkę pobielaną,
Konia swego brał bohaterskiego,
Brał dzielnego konika, osiodływał,
A konika owego dosiadywał.
A brał jeszcze tę buławę swą stalową
Nie ku bitce, ku wielkiemu krwi przelaniu,
Ale brał ją ku uciesze junackiej.
Tak to ruszył Dobryńko w szczere pole
Na koniku dzielnym, bohatyrskim,
Tak to jeździł dzionek cały do wieczora
Po tym sławnym po podolu, szczerym polu.
Wzięła chętka Dobryńkę młodziuśkiego,
By pojechać tak w dalekość, w szczere pole,
Ku tym sławnym, ku górom saracejskim,
Ku tym onym jamom, ku żmijowym.
Puścił konia tedy w kłus bohaterskiego
I podolem – szczerym polem pojechał.
Dzień za dzionkiem płynie jak ta mżawka mżąca,
Tydzień za tygodniem jak rzeka ciekąca,
To on dzionek jedzie z krasnym słoneczkiem
To on nocką jedzie z jasnym miesiączkiem,
Aż przyjechał do tych gór do saraceńskich.
Począł jeździć po podolu –szczerym polu,
Jeździł dzionek tak od rana do wieczora,
Moc niezmierną żmijąteczek potratował.
Naraz poczuł Dobryńko młodziusieńki:
Jego dzielny konik bohatyrski
Począł konik na nogi przypadywać.
Precz odjechał Dobryńko młodziusieńki
Od tych onych sławnych gór saraceńskich,
Od tych onych zaś jam od żmijowych.
A pojechał Dobrynia w sławny Kijów-gród.
Dzień za dzionkiem płynie jak ta mżawka mżąca,
Tydzień za tygodniem jak rzeka ciekąca,
To on dzionek jedzie z krasnym słoneczkiem
To on nocką jedzie z jasnym miesiączkiem,
Az zajechał na podole – szczere pole.
Wzięła chętka Dobryńkę młodziuśkiego,
By pojechać ku tej sławnej Puczaj-rzece
A popatrzeć na tę sławną na rzekę.
Tedy ruszył on podolem –szczerym polem,
Aż zajechał nad tę sławną Puczaj-rzekę,
Konia tu bohaterskiego osadził,
Zsiadł Dobrynia z dzielnego konika
I popatrzył na tę sławną Puczaj-rzekę.
Wzięła chętka Dobryńkę młodziuśkiego
W Puczaj-rzece sławnej tak pokąpać się.
Tedy zewlókł wszystką odzież do nagości
I szedł kąpać się w tej sławnej Puczaj-rzece.
W onym czasie, w onej porze nad rzeką
Być trafiło się hożym dzieweczkom;
Białe szatki cienkie piorą, wyklepują
I tak mówią Dobryńce młodziuśkiemu:
„Śmiały zuchu, dorodny junaku!
W tej to sławnej naszej Puczaj-rzece
Nago dzielni junacy nie kąpią się,
A kąpają się w giezłeczkach cieniusieńkich”.
Mówił im Dobryńko młodziusieńki:
„Ej, dzieweczki wy moje, gołąbeczki,
Ejże, praczki moje, zmywaczki,
Nic wy tam, gołąbeczki, nie wiecie,
Samych siebie, gołąbeczki, patrzajcie”!
Tedy schodził on w tę Puczaj-rzekę,
Przeszedł pierwszą Dobrynia bystrzynę,
Przeszedł drugą DObrynia bystrzynę,
Przeszedł rzekę wszerz od brzeżka do brzeżka;
Wzięła chętka Dobryńkę młodziuśkiego
W Puczaj-rzece się pokąpać, ponurkować.
Oną porą, w onym czasie nad rzekę,
Z dalekości dalekiej, od pola,
Od tej owo zachodniej ode strony –
To nie deszcz tak dżdżu, to nie grzmot tak grzmi,
To nie grzmot tak grzmi, szum szumi wielki;
Nadleciało na Dobryńkę młodziuśkiego
Złe żmiisko, lute Horynisko,
A o trzech żmiisko ono głowach,
O dwunastu żmiisko ogonach:
Nadleciało nad Dobryńkę młodziuśkiego,
A mówiło żmiisko takie słowa:
„Ninie to Dobryńko w moich rękach,
W moich rękach on a w mojej mocy!
Co bądź zechcę sobie to z nim zrobię:
Wedle woli Dobryńkę młodziuśkiego –
Zechcę – to Dobryńkę zamknę w lochu,
Zechcę – to Dobryńkę spalę w ogniu,
Zechcę – to Dobryńkę schłonę w brzuchu”.
Nic a nic w Dobryńce młodziusieńkim
Nie zadrżało jego serce bohatyrskie;
Był zwyczajny pływania w bystrych rzekach,
Pomknął nurtem ku brzeżkowi dalszemu,
Potem nazad ku brzeżkowi bliższemu,
Wspomniał wtenczas mateńkę swą rodzoną:
„Zakazała mnie mateńka rodzona
W tę dalekość jeździć, w szczere pole,
Ku tym onym górom saracejskim,
Ku tym onym jamom ku żmijowym,
Zakazała jeździć tu nad Puczaj-rzekę,
Zakazała mnie kąpania w Puczaj-rzece.
Czyż nie stąd przyszła na mnie ta niedola?”
Pomknął jeszcze od brzeżka do brzeżka
I wychodził Dobrynia na brzeg stromy.
Wnet żmiisko-Horynisko przeklęte
Jęło sypać iskrami na Dobrynię,
Jęło ogniem żywe ciało przypiekać.
Jak na biedę Dobryńce młodziuśkiemu
Pod rączeńki białe nic nie nawinęło się,
Nie ma nic, czym by odpór dał żmiisku.
Tu poglądnął Dobryńko młodziusieńki,
Wskroś po brzeżku poglądnął po stromym,
Ale nic na brzeżku stromym nie trafiło się,
Nie ma nic, co by ujął w białe rączki,
Nie ma nic, czym by odpór dał żmiisku,
A tu skry nań ono sypie niezgaszone,
A tu ogniem żywe ciało mu przypieka.
Naraz widzi Dobryńko malusieńki,
Na tym brzegu widzi na stromym,
Oto kołpak2 leży z ziemi greczyńskiej;
Chwytał tedy ów kołpak w białe rączki
I z rozpaczy-zaciekłości onej wielkiej
Bił na odlew to żmiisko-Horynisko.
Upadł żmij na zielona murawę,
Na zieloną padł murawę w burzan-trawę;
Młodziusieńki Dobryńko Mikitowicz
Nad pojęcie był śmiały i zwinny,
Skoczył w mig na białe piersi żmiisku,
Chce mu owe białe piersi rozpłatać,
Chce mu głowy jego bujne pozrąbywać.
Tu żmiisko-Horynisko pocznie błagać:
„Aj, młodziuśki Dobryńko Mikityczu!
Nie zabijaj mnie, Żmija lutego,
Daj po świecie Bożym jeszcze pofruwać.
Wypiszemy ugodę wzajemną,
Tę wzajemna ugodę obopólną:
Po wiek wieków w szczerym polu nam nie zjeżdżać się
Bojów-bitek między sobą nam nie wszczynać,
Bojów-bitek, krwi przelania wielkiego”.
Wtenczas młody Dobryńko Mikitowicz
Prędziusieńko z białej piersi zeskakiwał,
Wypisali ugodę wzajemną,
Te wzajemna ugodę obopólną:
Po wiek wieków w szczerym polu nam nie zjeżdżać się,
Bitek-bojów, krwi przelania nam nie wszczynać.
Tu to młody Dobryńko Mikitowicz
Prędziusieńko biegł do konia dzielnego,
Przyodziewał zaś odzienie przystrojne,
Te giezłeczka-koszuleczki jedwabniutkie,
Wszyściusieńkie wdziewał suknie swoje strojne.
Prędziusieńko dosiadł konia dzielnego
I wyjechał Dobrynia w szczere pole,
By popatrzeć na żmiisko-Horynisko,
Kędy żmij nad szczerym polem pofrunie.
A leciało żmiisko przez ten Kijów-gród,
A ku ziemi czarnej przypadało tam
I uniosło od księcia Włodzimierza,
Siostrzeniczkę uniosło ulubioną,
Przenadobną Zapawę Putiatównę.
Wprędce stanął Dobrynia w Kijów-grodzie,
Jechał prosto na dziedziniec swój szeroki,
Zsiadał owo z konika dzielnego,
A podbiegał doń pacholik ulubiony,
Zaraz konia odeń wziął bohaterskiego,
Wiódł go prosto do stajenki pobielanej,
Począł konia dzielnego rozsiodływać,
Począł konia pacholik karmić, poić,
Karmić, poić począł, opatrywać.
A młodziuśki Dobryńko Mikitowicz
Poszedł swymi pokojami wysokimi,
Zaszedł owo do świetliczki swej stołowej,
Do rodzonej zaszedł, do mateńki,
Ale niczym Dobryńko nie przechwalał się.
Tu to młody Dobryńko Mikitowicz
Na biesiady do księcia począł chadzać;
Oto chodził Dobryńko dzień jeden,
Chodził zasię Dobrynia dzień drugi,
Chodził zasię Dobrynia trzeci dzień,
A Włodzimierz, kniaź stołecznokijowski
Po świetliczce się swojej przechadza,
Tym porządkiem husudar powiada:
„Ej, wy moi kniaziowie-bojarowie,
Mężni ruscy śmiali wy bohatyrowie,
A i jeszcze guślarze-wieszczkowie!
Sąli u nas, w tym naszym Kijów-grodzie,
Sąli tacy, co pojada w szczere pole,
Ku tym sławnym górom saracejskim,
Ku tym sławnym jamom ku żmijowym,
Co to wejdą w te jamy żmijowe,
Co dostaną siostrzeniczkę moją lubą,
Przenadobną Zapawkę Putiatównę?”
Takich śmiałków w Kijowie nie stało,
Nie ma takich, co pojadą w szczere pole,
Ku tym sławnym ku górom saracejskim,
Ku tym onym ku jamom ku żmijowym.
Tu Włodzimierz, kniaź stołecznokijowski,
Po świetliczce się swojej przechadza,
Tym porządkiem hosudar powiada:
„Ej, wy moi kniaziowie-bojarowie,
Mężni ruscy śmiali wy bohatyrowie!
Oto jestem powinien z mej dziedziny
W kraj niewierny niemałe daniny,
Półtrzynasta już roku nie płacone”.
Tedy podszedł ku Michajle Potykowi,
Rzekł Michajle zaś słowa takowe:
„Jedź, Michajło Potyku Iwanyczu,
W tę daleką jedź ziemię politowską,
Aż do króla jedź ichniego, Czubadeja,
Zawieź winne daniny za dwanaście lat,
Za dwanaście lat powinne i pół roku”.
Tedy podszedł kniaź ku Ilji Muromcowi,
Rzekł Włodzimierz-kniaź słowa takowe:
„Ej, Kozacze stary, Iljo Muromcze!
Zaraz jedźże mi w oną ziemię szwedzką,
A do króla jedź onego szwedzkiego,
Zawieź winne daniny za dwanaście lat,
Za dwanaście lat powinne i pół roku”.
Tu Aloszka Grygorowicz po świetliczce jął chadzać,
Jął książęciu tym porządkiem powiadać:
„Włodzimierzu, wielki książę kijowski!
Włóż no, książę, ową służbę wielką,
Wielką służbę oną nie maleńką,
Na młodego Dobryńkę Mikitycza,
Niech pojedzie w tę dalekość, w szczere pole,
Ku tym sławnym górom saracejskim,
Niechaj zejdzie w te jamy w te żmijowe,
Niech odnajdzie siostrzeniczkę twoją lubą,
Przenadobną Zapawę Putiatównę,
Niech przywiezie Zapawę do Kijowa,
Na twój, książę, dziedziniec szeroki,
Niech przywiezie ją w komnaty białościenne,
A niech odda ją tobie do rąk białych”.
Tu Włodzimierz, kniaź stołecznokijowski,
Szedł-podchodził ku Dobryńce młodemu,
Mówił książę doń słowa takowe:
„Młodziusieńki Dobryńko Mikityczu!
Wkładam na cię oną służbę wielką,
Wielką służbę oną, nie maleńką:
Żebyś jechał w dalekość, w szczere pole,
Ku tym sławnym górom saracejskim,
Żebyś zszedł w te jamy w te żmijowe,
Byś odnalazł siostrzeniczkę moją lubą,
Przenadobną Zapawę Putiatównę,
Byś ją przywiózł do Kijowa stołecznego,
Byś mi przywiózł ją w komnaty białościenne,
A i oddał mnie Zapawę do rąk białych”.
Młodziusieńki Dobryńko Mikitowicz,
Tak jak siedział za stołem, zafrasował się,
Zafrasował, zasumował się,
Wyszedł tedy zza stołów dębowych,
Szedł-wychodził zza ławeczek dookolnych,
Szedł przez oną komnatę białościenną
I z komnaty białościennej wychodził;
Niewesoły idzie z uczty biesiadnej.
Do pałacu swego wszedł białościennego,
Wszedł do onej świetliczki stołowej,
Do rodzonej do tej swojej do mateńki.
Tak Dobryni rzecze matka rodzona:
„Ej, uciecho moja, dziecię ulubione,
Młodziusieńki Dobryńko Mikityczu!
Czemuś smutny przyszedł z uczty biesiadnej?
Czy ci miejsce naznaczyli poślednie?
Czy cię czara na uczcie ominęli?
Czy cię wyśmiał jaki dureń-pijanica?”
Rzekł Dobrynia mateńce rodzonej:
„Matko moja, rodzona matuleńko!
Miejsce brałem na uczcie poczesne,
A i czarą mnie na uczcie nie minęli,
Ani wyśmiał mnie dureń-pijanica,
Ale książę Włodzimierz kijowski
Włożył na mnie oną służbę wielką,
Wielką włożył służbę, nie maleńką:
Kazał jechać mnie w dalekość, w szczere pole,
Ku tym sławnym ku górom saracejskim,
Kazał znijść w one jamy żmijowe
I odnaleźć siostrzeniczkę kazał lubą,
Przenadobną Zapawkę Putiatównę.
Jeszcze przywieźć ją kazał do Kijowa
Na książęcy dziedziniec szeroki,
Wieść ją kazał w komnaty białościenne,
A i oddać ją księciu do rąk białych”.
Tak odrzecze mu rodzona mateńka:
„Młodziusieńki Dobryńko Mikityczu!
Jedz i pij, a kładź się, odpoczywaj,
Zawszeć rano od wieczora roztropniejsze”.
Tedy młody Dobryńko Mikitowicz
Jadeł podjadł Dobryńko cukrowych,
A napojów napił się miodowych
I legł spać Dobrynia, odpoczywać.
Skoro świt wcześniutko-wcześniuteńko,
Z pierwszym brzaskiem tej zorzy porannej,
Z pierwszym wschodem krasnego słoneczka
Obudzała Dobrynię cna mateczka:
„Zbudź się, wstawajże, Dobryńko młodziusieńki!
A wypełniaj, co masz rozkazane,
Odsłuż księciu oną służbę wielką”.
Tedy młody Dobryńko Mikitowicz
Prędziusieńko z mocnego ze snu zrywał się,
Czyściusieńko Dobryńko umywał się,
A odziewał się w szatki przystrojne
I wychodził z komnaty białościennej
Na ten świetny na dziedziniec swój szeroki,
A zachodził w tę stajenkę pobielaną
I konika swego brał bohaterskiego,
Osiodływał go Dobrynia, kulbaczył,
Siadał potem na konika dzielnego
I odjeżdżał z dziedzińca szerokiego.
Zapłakała wtenczas jego mateńka,
Gorzkie łzy zaczęła ronić nieszczęśliwa,
Białe liczko wielkim smutkiem zasmuciła,
A mówiła słowa takowe:
„Nie na szczęście Dobryńkę porodziłam!
Jak on znijdzie w te jamy w te żmijowe,
A zaś wnijdzie do żmij onych lutych,
Białe ciało jego żmije rozszarpią
I krew żywą z Dobryni wypiją”.
A młodziuśki Dobryńko Mikitowicz
Jechał owo podolem – szczerym polem,
Dzień za dzionkiem płynie, jak ta mżawka mżąca,
Tydzień za tygodniem jak rzeka ciekąca;
To on dzionkiem jechał z krasnym słoneczkiem,
To on nocką jechał z jasnym miesiączkiem,
Aż przyjechał do tych gór do saracejskich.
Począł jeździć po podolu – szczerym polu,
Począł małe żmijątka tratować.
Jeździł dzionek tak od ranka do wieczora,
Moc niezmierną żmijątek potratował.
Aż tu poczuł Dobryńko młodziusieńki,
Że ten dzielny pod nim konik bohatyrski
Począł konik na nogi przypadywać.
Wtenczas młody Dobryńko Mikitowicz
Brał jedwabną ona pletnię w białe ręce
I konika swego bił bohatyrskiego;
Pierwszy raz uderzył konia między uszy,
Drugi raz uderzył konia między nogi,
Między nogi uderzył, między zadnie,
Bez litości bił konia, nie ustawał,
Z wszystkiej mocy swojej bił bohatyrskiej,
Ciężkie razy koniowi zadawał.
Dzielny konik zaś jego bohatyrski
Szczerym polem jął koń podskakiwać,
Całą wiorstę w jeden skok przelatywać,
Po kolana jął się w ziemi zarywać,
Nóżki z ziemi począł konik dobywać,
Na pół wozu naraz ziemi odwalał,
O trzy staje precz kamuszki odrzucał,
Hasał koń po szczerym polu a pląsał,
Z nóżek konik żmijczątka otrząsał,
Wszystkie małe żmijczątka potratował.
Jak podjechał do jam do żmijowych
Konia swego Dobrynia osadzał,
Zeskakiwał na matkę-ziemię czarną
A uzbrajał się Dobryńko młodziusieńki
W swoje dzielne przemożne oręże:
Najpierw brał on szabelkę swoją ostrą,
O pierś kopię wspierał mirzułmańską,
A pod lewą, popod zapazuszkę
Kładł Dobrynia maczugę stalową,
A pas zatknął zaś kostur wędrowniczy
I tak szedł ku tym jamom ku żmijowym.
A te jamy wszyściusieńkie te żmijowe
Zaworami zawarte miedzianymi,
Podporami zaś podparte żelaznymi,
Nijak wejść do tych jam do żmijowych.
Tedy młody Dobryńko Mikitowicz
Te podpory żelazne poodrzucał,
Te zawory miedziane poodsuwał,
Wchodził on do tych jam do żmijowych.
Spojrzał zasię po tych jamach po żmijowych,
A tu oto w onych jamach żmijowych
Moc niezmierna jeńców-brańców siedzi.
Siedzą brańcy wszyściuteńcy ruscy:
Siedzą tam kniaziowie-bojarowie,
Siedzą ruscy mężni ci bohatyrowie.
Wzięła chętka Dobryńkę młodziuśkiego,
Wzięła chętka Dobrynię jeńców zliczyć.
Szedł jamami-pieczarami żmijowymi,
Zliczył jeńców wszystkich – wielką mnogość,
Wreszcie doszedł do żmiiska-Horyniska;
A u tego żmiiska-Horyniska
Siedzi oto Zapawka Putiatówna.
Rzekł Dobrynia jej słowa takowe:
„Ejże, ty Zapawko Putiatówno!
Prędziuteńko wstańże, skocz na równe nóżki,
Wychodź prędko z tych jam ze żmijowych,
Pojedziemy do Kijowa stołecznego.
To przez ciebie wszystko jeżdżę, wędruję
Po daleku tym, polami szczerymi,
I po jamach onych błądzę, po żmijowych”.
Na to rzecze mu żmiisko-Horynisko:
„Młodziuteńki Dobryńko Mikityczu!
Nie dam tobie Zapawki Putiatówny
Tak bez boju, bez bitki, krwi przelania,
Między nami wszak ugoda napisana
U tej onej sławnej Puczaj-rzeki:
Po wiek wieków w szczerym polu nam nie zjeżdżać się,
Bojów, bitek nam nie wszczynać, krwi przelania,
Nawzajemnie krwi przelania wielkiego,
A tyś zjechał ku górom saracejskim,
Malusieńkie żeś żmijątka wytracił.
Ruskich brańców stąd jeszcze wypuszczasz
I chcesz odjąć mi Zapawkę Putiatównę”.
Na to rzecze Dobryńko młodziusieńki:
„Ej, ty żmiju, żmiisko ty przeklęte!
Jak leciałeś to precz znad Puczaj-rzeki,
Po cóż to przez Kijów-gród przelatywałeś?
Czemuż to do ziemi czarnej przypadałeś?
Czemu to porwałeś nam Zapawkę?”
Brał Zapawkę junak, brał za białe rączki,
Za pierścienie ją brał za pozłociste,
Z onych pieczar ją żmijowych wyprowadzał.
Rzekł Dobrynia jeszcze słowa takowe:
„Ejże, jeńcy, wszyscy brańcy wy ruscy!
A wychodźcież z tych pieczar ze żmijowych,
A wracajcież wy sobie w swoje strony,
W swoje strony wracajcie, w swoje domy!”
Jak ruszyli wszyscy brańcy ruscy
Z tych to onych pieczar ze żmijowych,
Rozgwar podniósł się wokoło i szum wielki.
A młodziuśki Dobryńko Mikitowicz
Szedł Dobrynia do konia dzielnego,
A Zapawę na konika posadzał,
Sadzał zasię ku głowie plecami,
Sam Dobryńko siadł ku głowie licami
I pojechał Dobrynia do Kijowa.
Kiedy stanął na dziedzińcu książęcym,
Zsiadł Dobrynia z konika dzielnego,
Sadził z konia Zapawę Putiatównę,
Wiódł Zapawę w komnaty białościenne
I przed księcia z nią szedł przed Włodzimierza,
Oddał księciu Zapawę do rąk białych.
Odtąd dziejom tym sławę śpiewają.3

1 Żmijczęta – dzieci żmija, czyli smoka.
2 Kołpak – tu: hełm, szyszak.
3 Przekład oparty na tekście wydania: Ustnoje poeticzeskoje tworczestwo russkogo naroda. Chrestomatia (wypisy). Ułożyli S.I. Wasilonok, W.M. Sidielnikow. Moskwa 1954, s. 103.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz