czwartek, 14 listopada 2013

Koń Swantewita



Ponad Arkoną trzask i zawierucha,
I wichry jak wilki wyją.
Jęk przekleństw, łopot, mieczów zgrzyt z nich bucha,
Krew czuć w powietrzu - lecz czyją?



Brzegiem odmętów, śnieżną wzdętych pianą,
Po kredach tętnią kopyta -
To gdzieś w ślad burzy pomknął w dal nieznaną
Wyroczny koń Swantewita.

Znad urwisk trwożny patrzy lud w Zaodrze,
Ku Łabie, w przestrzeń pobladłą -
To stamtąd klątwy grzmią i dźwięczy szczodrze
Cios w cios jak obuch w kowadło.

- Hej! hej! - Wieść głucha dołem pełznąc syczy:
- Tak chce obyczaj prastary:
Znów tam Bodrycze w czarnych borów dziczy
Z Niemcy się wzięli za bary!

Minął dzień - drugi - aż gdy na dzień trzeci
Brzask się z Bałtyku wynurza,
Grzmi tętent: Z wichrem w mgle tumanów leci
Czy koń ten biały? czy burza?

Wbiegł w stajnię, chrapy wzdął i pręży szyję,
Bokami robi zziajany,
Ustać nie może, dół kopytem ryje,
Mży z niego pot, lecą piany.

Rozpryskał owies, rozmiótł święte siano,
Aż gdzieś pod belki w pułapie,
I wiadro kopnął, w którym pić mu dano,
Po czym łeb zwiesił i chrapie.

A kapłany wreszcie wierzgnął!... Jęk rozpaczy
Obleciał rzeszę struchlałą:
- Jeść nie chce - spocząć ani pić nie raczy -
Cóż będzie? co się to stało? -

Z zachodu goniec pędzi. - Gończe krwawy,
Jakąż wieść niesiesz ponurą?
- Ratuj, kto wierzy w bogi dobrej sławy!
Żelazne Niemce znów górą!

Z pola Lutyki pierzchli, nędzne tchórze!
Sam, walcząc przy świętym godle,
Z konia się Niklot zwalił w krwi kałużę -
Syn własny zdradził go podle! -

To rzekł i trupem padł. Wtem drugi pędzi:
- Duńczyk!, w morskiej zamieci,
Od bursztynowych dążą tu krawędzi! -
To gdy on mówił, wpadł trzeci:

W pomoc Duńczykom czerń Pomorców sroga,
Od Wschodu czai się zdradnie -
Czuj duch! - Natenczas, do stóp swego Boga
Lud cały plackiem przypadnie:

- O Swantewicie! o ty nasz wielbiony,
Z poczwórnym obliczem Boże,
Co wzrok masz wryty w cztery świata strony!
Spójrz - skąd nam pomoc przyjść może!

Wraz buchnął wicher w gąszcz bugajów mroczną,
W zrębach się wstrząsła gontyna
I z hołdów głosy wylatywać poczną,
Od których w lód się krew ścina!

- Precz, ty narodzie! Słuchaj, co ci prawię:
Dział twój niezwrotny a srogi!
Skąd tobie pomoc? kiedyś ty w obławie
Sam sobie wróg ponad wrogi.

Bezrządu, zdrady, lichych zwad zamiecie
W was walczą! Więc gdy wy sami
Z woli swej własnej silni być nie chcecie,
Ja - Bóg wasz - nie chcę być z wami! -

Rzekł, i gdy jeszcze nad urwiskiem stromem
Przekleństwy głos jego zgrzyta,
Błysło - i z nagła padł rażony gromem
Wyroczny koń Swantewita.

Felicjan Faleński

3 komentarze:

  1. Marzy mi się, że przynajmniej raz w roku, w Dzień Święta Odrodzenia Polski, będziemy zjednoczeni w...radości i... wdzięczności za ...wolną Polskę, którą przecież wszyscy kochamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam gdzie o miłej radzą Ojczyźnie,
    Choćbyś był święty nie lada,
    Nie krzycz o byle co: Zdrada! –
    Lecz bratu podaj twe ręce bliźnie.
    Niechże nie każdy, kto się pośliznie,
    Zaraz upada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakiej walucie Płaci

      Usuń