czwartek, 17 października 2013

Słowian sekrety alkowy


Poligamia i poliandria wśród plemion polskich


Źródła często mówią o wielożeństwie Słowian.[1] Wzmianki te dotyczą jednak władców lub możnych. Wyjaśnienie tego stanu rzeczy przynosi relacja al-Bekriego. Mówiąc o kraju Mieszka (I) wspomniał on o darze ślubnym znacznej wysokości, płaconym ojcu panny młodej przez ojca pana młodego (lub w jego zastępstwie przez księcia).[2] Zwyczaj ten, jak również koszty utrzymania małżonek powodowały, że posiadanie więcej niż jednej żony stawało się luksusem, na który mogli sobie pozwolić tylko nieliczni. Aleksander Bruckner twierdził w swoich Dziejach kultury polskiej, że poligamia wśród Słowian nie istniała, a władca oprócz jedynej legalnej małżonki trzymał po prostu szereg konkubin.[3] Jego pogląd stoi jednak w sprzeczności z wymówą źródeł. Można ewentalnie przyjąć, że wśród książęcych żon występowały pewne różnice statusu. Jedna z nich (pierwsza, najbardziej płodna, ulubiona?) mogła być żoną „główną”, której potomstwo dziedziczyło w pierwszej kolejności, pozostałe miały stanowisko podrzędne.
Łamanie przez pogan chrześcijańskich norm moralności seksualnej było rozpowszechnionym w średniowieczu toposem, mającym ukazać ich niższość wobec chrześcijan. Znamienne, że w opisie zaprowadzenia w Polsce chrześcijaństwa już w naszej najstarszej kronice taką rolę odgrywa informacja o praktykowaniu wielożeństwa przez władcę-chrystianizatora przed przyjęciem chrztu: „Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał”.[4] Liczba siedem ma w tym przypadku zapewne znaczenie symboliczne. Mistrz Wincenty określał ówczesne towarzyszki Mieszka „siedmioma nierządnymi nałożnicami, które nazywał żonami”. Stwierdził też, że władca spędzał z nimi noce na zmianę.[5] W równym stopniu przemówił tu zapewne moralista, jak i znawca prawa, wiedzący, że z punktu widzenia prawa kościelnego nie można w tym przypadku mówić o „żonach” (w zasadzie można by tak określić pierwszą z nich, ale wtedy wątpliwe stawałoby się małżeństwo z Dobrawą, Wincenty wolał więc zanegować legalność wszystkich małżonek księcia). Dopiero on napisał wprost o oddaleniu konkubin, aby zawrzeć związek z Dobrawą. Wincenty bardzo dobitnie wskazał na symboliczny sens opisu pogańskich lat Mieszka, włączając w tekst kroniki obszerne, poparte cytatami ze Starego i Nowego Testamentu, rozważanie o symbolice siódemki. Siedem nałożnic stało się symbolem siedmiu grzechów głównych, ostateczny związek z jedną (Dobrawą) oznaczał z kolei złączenie się z jednym Kościołem.[6] Następcy Wincentego, zgodnie z ogólną tendencją do upraszczania jego tekstu, ograniczyli element moralizatorski. Dzierzwa całe dzieje Mieszka streścił w jednym zdaniu: „O tym Mieszku, w jaki sposób odzyskał wzrok, jak z siedmioma nałożnicami spędzał wszystkie noce [zwraca uwagę, że Mieszko w tej wersji spędzał noce z wszystkimi nałożnicami naraz, a nie, jak u Mistrza Wincentego na przemian - A. K.], i jak wreszcie wziął sobie Dąbrówkę, córkę księcia czeskiego [...], zawarte jest w rocznikach polskich”.[7] Autor miał tu na myśli prawdopodobnie zaginione roczniki, spisane prawdopodobnie około roku 1290 w środowisku franciszkańskim.[8]

Żaden z zachowanych roczników nie wychodzi poza lakonicznie odnotowanie faktu chrztu Mieszka i jego ślubu z Dobrawą. Kronikarz Wielkopolski usunął (jako jedyny) wszelkie wzmianki o konkubinach Mieszka, wspomniał natomiast o tym, że Siemomysł po jego narodzinach przez siedem lat nie doczekał się innego syna. Wydaje się, że ta wzmianka mogła zainspirować wiele lal później Jana Długosza do opisania bezpłodności matki Mieszka przerwanej, niewątpliwie cudownie, tylko na jego spłodzenie.[9] Pamięć o wielożeństwie przedchrześcijańskich słowiańskich elit władzy znalazła u Mistrza Wincentego i jego następców wyraz także, jak się wydaje, w opisie jednego z wcześniejszych pogańskich władców Polski - Lestka III. Miał on mieć jedną „główną nałożnicę, która po konflikcie Lestka z teściem – Juliuszem Cezarem - zajęła miejsce jego żony, oraz inne, z którymi spłodził dwudziestu synów.[10]

Wschodni Słowianie znali również pewne formy wielomęstwa - snochactwo (współżycie mężczyzny z żoną syna, zwykle niepełnoletniego[11] i poliandrię braterską (występującą w różnych formach, czasem jako lewirat, czyli obowiązek „dziedziczenia” żony po zmarłym bracie.[12] Ich występowanie miało prawdopodobnie podłoże ekonomiczne, a konkretnie ubóstwo mężczyzn. Sprawiało ono, że na wpłacenie daru ślubnego oraz urządzenie ofiarnej libacji dla bóstw musiało się składać kilka osób.[13] Zdaniem części autorów snochactwo mogło wiązać się także z chęcią zdobycia tak przez ojca rodu dodatkowych rąk do pracy w gospodarstwie - żony nieletniego syna i jej dzieci.[14] Zjawisko to mogło się również pojawić w czasach po wprowadzeniu chrześcijaństwa, w następstwie przymusowej monogamizacji. Ojciec rodu zapewniał sobie dodatkową żonę, formalnie uchodzącą za synową. Być może taki charakter miał przypadek, który w XVI wieku zbulwersował Stefana Batorego podczas wyprawy na Psków.[15] Mówiąc o snochactwie, należy pamiętać, że nie występuje ono w źródłach dotyczących ziem polskich. Nie można jednak wykluczyć, że funkcjonowało ono i tutaj, ale zamknęło stosunkowo wcześnie lub było tak sporadyczne, że nie pozostawiło śladów źródłowych.[16]
(…)


Cudzołóstwo w słowiańskim prawie zwyczajowym


Cudzołóstwo, rozumiane jako współżycie kobiety zamężnej z osobą nie będącą jej mężem, było od najdawniejszych czasów jednym z głównych występków przeciwko ładowi seksualnemu u większości ludów. U źródeł tego stanu rzeczy leżała zapewne niemożność bezpośredniego i pewnego w stu procentach stwierdzenia przez mężczyzn, czy potomstwo ich partnerek jest zarazem ich potomstwem. Surowe karanie cudzołożnic miało środkami zwyczajowo-prawnymi zwiększyć prawdopodobieństwo, że mężczyzna będzie inwestować czas i środki w wychowanie dzieci posiadające jego geny. Taka sytuacja miała miejsce również wśród pogańskich Słowian. Arabski pisarz Al-Gardizi pisał o nich: „Jeśli ktokolwiek cudzołoży z kobietą zamężną zabijają go, nie przyjmując żadnego usprawiedliwienia” (według tłumaczenia W. Bartholda) lub: „Jeżeli zamężna kobieta popełni cudzołóstwo zabijają ją i nie przyjmują żadnego usprawiedliwienia” (według C. A. Macartneya).[17]

Podobnie było we wczesnośredniowiecznych Czechach. Pierwszy Żywot św. Wojciecha opowiada o oskarżeniu publicznie żony pewnego wielmoży o popełnienie cudzołóstwa z duchownym.[18] Krewni męża „zwyczajem barbarzyńskim” (more barbarico) chcieli ją ściąć. Przerażona kobieta udała się do biskupa, który ją ukrył w klasztorze. Szukający okazji do poniesienia śmierci męczeńskiej Wojciech „również winę chciał wziąć na siebie [sądząc], że jeśli są: poda się za sprawcę haniebnego czynu, osiągnie coś wielkiego, mianowicie że albo ją poprzez owoce skruchy zachowa przy życiu, albo oboje razem poniosą śmierć z wyroku”.[19] Wynika stąd, że w przeciwieństwie do na przykład większości zwyczajowych praw germańskich śmierć miała dosięgnąć nie tylko cudzołożną żonę, ale i jej kochanka. W dodatku najwyraźniej istniała możliwość uniknięcia wyroku, jeżeli przestępcy wyrazili skruchę. Nie wiadomo, jaką jej formę uznawano za zadowalającą i czy w ogóle Wojciech, wyrażając taką nadzieję, nie kierował się moralnością chrześcijańską, zamiast znajomością prawa zwyczajowego. Wedle Al-Gardiziego, nie przyjmowano w takich wypadkach „żadnego usprawiedliwienia”. Należy jednak pamiętać o potwierdzonym źródłowo znacznym zróżnicowaniu obyczajów seksualnych u różnych plemion słowiańskich. Znamienne, że przy wymierzaniu kary decydujący głos miał nie najbardziej zainteresowany, czyli mąż, a członkowie jego rodu. Kiedy bowiem w końcu odnaleziono cudzołożnicę, „porwano nieszczęsną [...] i domagano się, by z ręki mękiej poniosła karę śmierci. Gdy on jako mąż sprawiedliwy nie chce tego uczynić, mieczem nędznego niewolnika ścięta, przypłaci życiem nieposzanowanie swego ciała”.[20] Nieco inaczej przedstawia ten epizod Bruno z Kwerfurtu. Według niego, to sam małżonek cudzołożnicy, a nie jego krewni, domagał się śmierci żony; nie podano też, kto wykonał wyrok.[21] Abstrahując od tych rozbieżności, jedno wydaje się pewne: w Czechach w czasach św. Wojciecha współżycie kobiety zamężnej z kimś innym niż jej małżonek było czynem zasługującym na najwyższą karę. Prawo do jej wymierzania należało do męża lub jego rodu. Źródeł tej drugiej instancji należy szukać w reliktach pierwotnego ustroju rodowego. Żona stanowiła w nim przede wszystkim własność rodu, a dopiero wtórnie swego męża. Zdradzenie męża było więc zarazem aktem skierowanym przeciw całemu jego rodowi, który nie mógł pozwolić, aby dostała się do niego „obca krew” (obcy materiał genetyczny) bez zgody starszych.[22] Dlatego karę również musiał wymierzyć cały ród, nawet wbrew woli małżonka. Poza tym w czasach przedchrześcijańskich właśnie ród był główną instytucją stanowiącą i egzekwującą normy moralne. Partner cudzołożnicy był, jak się wydaje, karany dlatego, że cudzołóstwo rozumiano jako swego rodzaju bezprawny zabór mienia rodowego. Wniosek taki można wysnuć na podstawie słów arabskiego pisarza Ibn Fadlana, który pisał o Słowianach południowych: „Złodzieja zabijają tak samo, jak zabijają cudzołożnika”.[23] Porównanie różnego rodzaju niedozwolonych stosunków seksualnych do rabunku było zresztą bardzo rozpowszechnione, nie tylko w słowiańskim kręgu kulturowym.
Gwoli ścisłości należy stwierdzić, że z reguły z rabunkiem porównywano nie cudzołóstwo, ale gwałt. Tak było na przykład w prawie staronorweskim[24] a także w szesnastowiecznej Constitutio Criminalis Carolina - niemieckim kodeksie prawa karnego i sądowego, który nakazywał ścięcie gwałciciela „tak, jak rozbójnika” (einem rauber gleich).[25] Henryk Łowmiański zwrócił uwagę na fakt, że zemsta rodowa na cudzołożnikach była poddana pewnej społecznej kontroli. Użyty bowiem zwrot „publicznie oskarżyli” (publice arguitur) świadczy o tym, że wykonanie wyroku było poprzedzone czymś w rodzaju procesu, odbywającego się na forum publicznym zapewne na wiecu. Nie wiadomo jedynie, jak ów proces wygląda i jak szeroki był zasięg wiecu.[26] O rozstrzyganiu oskarżeń o cudzołóstwo na forum wiecu posiadamy też informację odnośnie do Rugian. Dokonywano egzekucji przy pomocy ordaliów. Wprawdzie Saxo, który przekazał tę informację, nie mówił wprost o wiecu, ale taki wniosek można wysnuć ze słów o astantes - „obecnych” podczas przeprowadzenia sądu Bożego. Nawet jeżeli byli to tylko przypadkowi gapie, i tak przeprowadzenie dowodu miało jawny charakter, a więc było poddane pewnej kontroli.[27]

Jan Kanapariusz pisał o tym, że krewni powoływali się na „prawo Boże” i „ustawy”, gdy ścigali cudzołożnicę.[28] Miał na myśl zapewne prawo zwyczajowe, nie wydaje się bowiem, żeby w tyn okresie funkcjonował w Czechach jakiś zwód prawa pisanego. Odwołanie się natomiast do „prawa Bożego” (w domyśle – Starego Testamentu) jest przejawem charakterystycznej dla całego średniowiecza tendencji, aby uzasadniać normy zwyczajowe argumentami biblijnymi, często zresztą wyrwanymi z kontekstu. Można w tym widzieć próbę „sakralizacji” prawa świeckiego.

Z czasem, jak się wydaje, kara śmierci mogła być zastąpiona innymi, równie okrutnymi karami. Thietmar z Merseburga, opisując w swojej kronice obyczaje w Polsce, podał, że „jeśli znaleziono nierządnicę jakową, obcinano jej srom, by ją w ten szpetny i okrutny sposób pokarać, następnie zaś - jeśli godzi się o tym mówić - wieszano ów wstydliwy okrawek nad drzwiami domu, by uderzając w oczy każdego wchodzącego, do opamiętania na przyszłość go przywiódł oraz ostrożności”.[29] Być może była to nawet forma kwalifikowanej kary śmierci, opisany bowiem zabieg mógł prowadzić do zgonu z powodu wykrwawienia. Marian Plezia wysunął w swoim czasie hipotezę o istnieniu także innej kary o analogicznym charakterze. Chodzi o opisane przez Mistrza Wincentego ukaranie przez Bolesława Szczodrego niewiernych żon rycerzy po powrocie z wyprawy na Ruś. Władca mianowicie: „Nawet niewiasty, którym mężowie przebaczyli, z tak wielką prześladował potwornością, że nie wzdragał się od przystawiania do ich piersi szczeniąt, po odtrąceniu niemowląt, nad którymi nawet wróg się ulitował. Twierdził bowiem, iż tępić, a nie chronić należy gorszący nierząd”.[30] Uczony uważał, że fragment ten nie jest tylko zwrotem retorycznym, mającym uwypuklić okrucieństwo zabójcy św. Stanisława, ale stanowi odbicie faktu, o którym pamięć przechowała się w środowisku krakowskiego duchowieństwa. Bolesław z jakiegoś powodu miał przywrócić stosowanie dawnej kary prawa zwyczajowego dla cudzołożnic. Czyn ten spowodował oburzenie biskupa krakowskiego, przywiązanego do obyczaju chrześcijańskiego, i jego protest. To zaś nałożyło się na rozwijający się wówczas w Polsce konflikt społeczny i doprowadziło w końcu do tragicznego finału. Autor podkreślił przy tym, że kara miała charakter nie tylko hańbiący, ale też prowadziła do okaleczenia ciała kobiety.[31] W późniejszym okresie zresztą wycofał się ze swego pomysłu i twierdził, że omawiany tekst należy wyłącznie do sfery retoryki.[32]

Inną, być może pierwotnie uzupełniającą, kategorią kar dla cudzołożników były różne kary hańbiące. Na początku XX wieku w Kaliskiem zapisano na przykład, że winnych ubierano w chomąta i wędzidła, zaprzęgano ich do wozu, a następnie kazano im ciągnąć go przez całą wieś. Obecni byli przy tym wszyscy mieszkańcy. Za wozem szła zdradzona żona, prosząc o darowanie małżonkowi kary. Nie wiadomo jednak, czy te prośby były częścią rytuału, czy indywidualną inicjatywą kobiety.[33] W starszej literaturze pojawiały się też tezy o istnieniu innych kar dla cudzołożnic. Niektórzy badacze, na przykład Bolesław Ulanowski, widzieli relikty zwyczajowej kary zaprzedania cudzołożnicy i zrodzonego z cudzołożnego związku potomstwa w niewolę w postanowieniu statutu synodalnego arcybiskupa Jakuba Świnki z roku 1285, nakazującym takie postępowanie z żonami duchownych.[34] Aleksander Brückner twierdził, że zdradzony mąż miał prawo nie tylko zabić, ale również okaleczyć żonę, odcinając jej na przykład nos.[35]


Cudzołóstwo we wczesnośredniowiecznym polskim prawie świeckim


W drugiej połowie X wieku powstało scentralizowane państwo Polan, które stopniowo objęło także inne ziemie polskie. Momentem przełomowym w tym procesie było przyjęcie w roku 966 chrztu przez Mieszka I. Z punktu widzenia tej pracy tworzenia się struktur państwowych było o tyle istotne, że wymiar sprawiedliwości, spoczywający dotąd głównie w rękach samych poszkodowanych i/lub ich rodów, został przejęty przez urzędników władcy lub przez niego samego.[36] Przykładem tej tendencji mogłaby być na przykład domniemana akcja Bolesława Szczodrego, który miał wymierzać kary żonom rycerzy wbrew woli tych ostatnich, tak, jak krewni męża cudzołożnicy z pierwszego Żywotu św. Wojciecha. Ważniejsze było jednak przyjęcie chrześcijaństwa jako religii państwowej. W myśl ówczesnych poglądów władca mógł, a nawet powinien kierować się wskazaną przez św. Augustyna zasadą compelle intrare (zmuszaj do wstępowania [do Kościoła]).[37] Wszyscy bowiem poddani chrześcijańskiego monarchy - z wyjątkiem Żydów - powinni czcić tego samego Boga, co on, dlatego tylko, że znajdują się pod jego panowaniem. Ta „administracyjna koncepcja religii”, jak ją nazwał André Vauchez, legitymizowała stosowanie przemocy w nawracaniu pogan, a później w zachowaniu czystości wiary.[38]

Wszystko wskazuje na to, że pierwsi polscy władcy chrześcijańscy, a zwłaszcza Bolesław Chrobry, chętnie uciekali się do takich metod: „W państwie jej [Ody] małżonka panuje dużo różnych zwyczajów, a choć są one straszne, to jednak niekiedy zasługują na pochwałę. [...] Jeśli ktoś spośród tego ludu ośmieli się uwieść
cudzą żonę albo uprawiać rozpustę (fornicari), spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi się go na most targowy i przymocowuje doń wbijając gwóźdź poprzez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia mu się trudny wybór: albo tam umrzeć, albo odciąć ową część ciała. Jeżeli stwierdzono, że ktoś jadł po siedemdziesiątnicy mięso, karano go surowo przez wyłamanie zębów. Prawo Boże bowiem, świeżo w tym kraju wprowadzone, większej nabiera mocy przez taki przymus, niż przez post wprowadzony przez biskupów”.[39] Część historyków uważa, że pierwsza z opisanych kar stanowiła relikt czasów pogańskich, a połączenie jej ze sprawą nieprzestrzegania postów jest wyłącznie kwestią przypadku.[40] Jednak obie informacje Thietmara wydają się spójną całością. Poza tym, jak już wspomniałem, fornicatio nie stanowiła w czasach pogańskich żadnego przestępstwa. Nie wydaje się możliwe w ciągu zaledwie około trzydziestu lat tak dalekie zaawansowanie chrystianizacji społeczeństwa, by kara za łamanie nowej normy moralnej (i to wyjątkowo drastyczna!) zdążyła przyjąć się w prawie zwyczajowym. Poza tym sama idea ustanowienia drakońskich państwowych restrykcji za nieprzestrzeganie świeżo wprowadzonych chrześcijańskich norm moralnych była szeroko wówczas rozpowszechniona także w krajach słowiańskich.[41] Z drugiej strony, wyrafinowany sposób wykonywania kary mimo wszystko bardziej kojarzy się z prawem zwyczajowym. Zdaje się tu zachodzić analogia z odcięciem sromu lub przystawianiem szczeniąt do piersi jako karami za zdradę małżeńską. Jak sądzę, prawda leży gdzieś pośrodku. Sama kara miała genezę jeszcze pogańską, jako jedna z form ogólnej zasady karania za przestępstwa seksualne, polegającej na okaleczeniu organów płciowych. Nie wiadomo, za jaki rodzaj stosunków wymierzano ją pierwotnie. Prawdopodobnie początkowo stosowano ją do karania mężczyzn, schwytanych na współżyciu z kobietą zamężną (nasuwa się analogia z obcinaniem ręki złodziejowi).[42] Ta funkcja kary pozostała zresztą i później, można bowiem w ten sposób interpretować słowa Thietmara o uwodzeniu cudzych żon (alienis abut uxoribus). Mogła to być, jak w niektórych prawach frankijskich, kara dla mężczyzn niewolnych. Po przyjęciu chrześcijaństwa wykorzystano zakorzenioną w tradycji karę do wpojenia społeczeństwu zasad moralności, związanej z nową religią. Stała się ona ogólną karą za niedozwolone kontakty seksualne mężczyzny.[43] Porównując omawiane przepisy Chrobrego z analogicznymi czeskimi dekretami Brzetysława, zauważyć można nieobecność postanowień na temat wielożeństwa.[44] Nie wiadomo, czy luka ta wynika z niewiedzy kronikarza, z braku jego zainteresowania tego typu kwestią (na terenie Niemiec to zagadnienie nie stanowiło problemu) czy w ogóle takich postanowień nie było. Nie można wykluczyć żadnej z tych możliwości. W przeciwieństwie do czeskich ustaw, wydanych na piśmie i zachowanych w pełnym brzmieniu, polskie znane są jedynie z przekazu osoby obcej, w zasadzie niechętnie nastawionej wobec Polski i zainteresowanej informacjami o stosunkach tu panujących tylko o tyle, o ile potwierdziły one poglądy autora. Wiadomo też skądinąd, że na ziemiach polskich (podobnie jak na Rusi) wielożeństwo nie było zbyt rozpowszechnione. Władca mógł więc nie uznać za konieczne wydania stosownego postanowienia, tym bardziej, że sam podchodził do kościelnych norm małżeńskich w sposób dość liberalny.

Z końcem pierwszego państwa piastowskiego informacje o przestępstwach seksualnych praktycznie znikają ze źródeł na około dwieście lat. Jest to zresztą okres ogólnego braku źródeł pisanych do dziejów polskiego prawa karnego. Nieliczne wzmianki pojawiają się jedynie w dokumentach, żaden z nich jednak nie przynosi informacji o karaniu wystąpień przeciw ładowi seksualnemu. Relacja Mistrza Wincentego dotycząca biskupa Stanisława jest w zasadzie ostatnią znaną polską wzmianką źródłową mogącą odnosić się do karania cudzołóstwa jako przestępstwa prawa zwyczajowego. Z czasem czyn ten był zapewne traktowana - zgodnie z nauczaniem Kościoła - wyłącznie jako wykroczenie przeciw zasadom religii, wymagające zadośćuczynienia religijnego (pokuty), a nie kary w świeckim tego słowa znaczeniu. Nie ulega wątpliwości, że cały czas wielu porywczych mężów karało swoje niewierne żony i ich kochanków, zwłaszcza złapanych na gorącym uczynku. Tak na przykład z powodu oskarżenia o cudzołóstwo, zresztą niesłusznych, kazał udusić swoją drugi żonę Ludmiłę książę mazowiecki Siemowit III.[45] Takie postępowanie zyskiwało akceptację przynajmniej części ich otoczenia. Nie można go jednak traktować w kategoriach jakiegoś systemu prawnego, zwłaszcza że nie były w niej zaangażowane instytucjonalnie organa władzy.
(…)


Zerwanie małżeństwa wśród ludności polskiej wcześniejszego średniowiecza


Idea nierozerwalności małżeństwa była wśród plemion polskich przed wprowadzeniem chrześcijaństwa zupełnie nieznana. Podobnie jak u większości ludów, mąż mógł po prostu wypędzić żonę i wziąć sobie nową. Wydaje się, choć brak na to bezpośrednich dowodów w źródłach, że głównym powodem oddalenia żony była jej bezpłodność. W praktyce, szczególnie w wypadku władców, był to często zapewne jedynie pretekst do oddalania kobiet ze względów majątkowych lub politycznych. Tak było w przypadku Bolesława Chrobrego. Nie wahał się on oddalać niewygodnych żon, mimo że dawały mu one synów.[46] Za inny dopuszczalny powód oddalenia żony prawo zwyczajowe uznawało kalectwo, uniemożliwiające prowadzenie gospodarstwa. Tak było jeszcze w połowie XIII wieku na Śląsku, gdzie Przybysław z Trzebnicy chciał oddalić swoją żonę Zdzisławę z powodu utraty przez nią wzroku.[47]
Częste zmiany małżonek były rozpowszechnione zwłaszcza w wyższych warstwach społeczeństwa. Wśród uboższej ludności zjawisko to miało zapewne mniejszy zasięg z tych samych powodów ekonomicznych, dla których nie występowało tam wielożeństwo.
Nie był to zresztą jedynie problem polski. Wydane w połowie XIII wieku przez czeskiego króla Wacława I Ius Iglaviense stanowiło: „Jeśli ktoś miałby prawowitą [małżonkę] i za jej życia wziął sobie inną w innym miejscu: jeśli zostałby schwytany, ma być ścięty”.[48]


A.Krawiec
Seksualność w średniowiecznej Polsce
Poznań 2000


materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych



[1] Na przykład u Pomorzan: Herbord, Dialog o życiu św. Ottona biskupa bamberskiego, s. 99, 100; u Szczecinian: tamże, s. 95; u Czechów: Jan Kanapariusz. Świętego Wojciecha biskupa i męczennika żywot pierwszy, s. 5; Kosmas z Pragi, Kronika Czechów, XXXVI; książę ruski Włodzimierz: Powieść minionych lat, s. 268; Mieszko I: Anonima tzw. Gala Kronika czyli Dzieje książąt i władców polskich, s. 15 (w tych dwóch przypadkach istnieją wprawdzie wątpliwości, czy nie mamy do czynienia jedynie ze zwrotem retorycznym)
[2] Relacja Ibrahima ibn Jakuba z podróży do krajów słowiańskich w przekazie Al-Bekriego, s. 50.
[3] A. Brückner, Dzieje kultury, s. 108.
[4] Anonima tzw. Gala Kronika, I 5, s. 15.
[5] Mistrza Wincentego zw. Kadłubkiem Kronika Polska, II 8, s. 37.
[6] tamże, II 9, s. 38.
[7] Kronika Mierzwy 18, s. 18
[8] Por. B. Kurbis, Wstęp do: Kronika wielkopolska, s. XVI.
[9] J. Długosz, Annales, ks. I, s. 169.
[10] Mistrza Wincentego Kronika, I 17, s. 23; Kronika książąt polskich, s. 434.
[11] Por. J. Witort, Kilka slow o świekrostwie, s. 305-308. Świekrostwo polski odpowiednik ruskiego terminu snochactwo (snocha=świekra, czyli synowa).
[12] J. Witort, Przyczynek do dziejów rodziny (Lewirat), s. 302-304.
[13] W. Abraham, Zawarcie małżeństwa, s. 17.
[14] I. Franko, Slidy snochactwa w naszych horach, s. 101-104; za nim A. Strzelecki, Fragment z dziejów rodziny, s. 152-157.
[15] J. Piotrowski, Dziennik wyprawy Stefana Batorego pod Psków, s. 23.
[16] W. Sobisiak, Ludowe zwyczaje prawne, s. 227, przypis 4, stwierdził, że snochactwo występowało na wschodnich obszarach Polski etnicznej do XVIII wieku, ale nie poparł tej tezy żadnymi dowodami.
[17] W. Barthold, Odczet o pojezdkie w sredniuju Azju s naucznom cjelu. 1893-1894, s. 123, cyt. za: G. Labuda, Słowiańszczyzna pierwotna. Wybór tekstów, s. 273; C. A. Macartney, The Magyars in the Ninth Century, s. 212.
Wobec nieznajomości języka arabskiego trudno mi rozstrzygnąć, które tłumaczenie jest poprawne. Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja Macartneya, chociaż i wersja Bartholda znajduje pewne potwierdzenie źródłowe, o czym niżej.
[18] Św. Wojciecha biskupa i męczennika żywot pierwszy, s. 29.
[19] tamże, s. 29.
[20] tamże, s. 29.
[21] Bruno z Kwerfurtu, Św. Wojciecha żywot drugi, s. 116, 117.
[22] M. Plezia, Z zagadnień pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce, s. 231.
[23] Ibn Fadlan, Kitab, s. 105.
[24] R. His, Strafrecht, s. 145.
[25] Tamże, s. 145; W. Maisel, Poznańskie prawo karne do końca XVI wieku, s. 252.
[26] H. Łowmiański, Początki Polski, t. IV, s. 197.
[27] Saxonis Grammatici Gesta Danorum ks. 14, s. 579, 580; H. Łowmiański, Początki Polski, t. TV, s. 197.
[28] Św. Wojciecha biskupa i męczennika żywo pierwszy, s. 29.
[29] Kronika Thietmara, VIII, 3, s. 583. Kwestię wiarygodności przekazu zdaje się rozstrzygać wyraźnie aprobujący ton, z jakim kronikarz opisuje tę karę, pomimo jego zdecydowanej niechęci do Polaków.
[30] Mistrza Wincentego Kronika, II, 20, s. 56.
[31] M. Plezia, Z zagadnień pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce, s. 230, 232.
[32] Mistrz Wincenty zw. Kadłubkiem, Kronika Polska, s. 76, przypis 125.
[33] W. Sobisiak, Ludowe zwyczaje prawne, s. 222.
[34] B. Ulanowski, O pokucie publicznej w Polsce, s. 144; P. Dąbkowski Prawo prywatne polskie, t. I, s. 117;
W. Wójcik, Prawo celibatu, s. 72; KDW t. I, nr 551, s. 512.
[35] A. Brückner, Dzieje kultury polskiej, t. I, s. 115.
[36] A. Vetulani, Przemiany w urządzeniach i życiu prawnym społeczeństwa w początkach państwa polskiego, s. 182, 183.
[37] W zasadzie wywodzącą się z ewangelicznej przypowieści o uczcie, Łk 14, 23.
[38] A. Vauchez, Duchowość średniowiecza, s. 11.
[39] Kronika Thietmara, VIII, 2, s. 581, 583. Wspomniany „most targowy” znajdował się, wedłu Jacka Banaszkiewicza, w centrum pola wiecowego.
[40] Na przykład H. Łowmiański, Początki Polski, t. IV, s. 198.
[41] Por. na przykład czeskie dekrety Brzetysława, które zresztą dzieli o formalnej chrystianizacji kraju znacznie dłuższy okres niż działania Chrobrego.
[42] Być może mężczyzn niewolnych, jak to było przewidziane w niektórych plemiennych prawach frankijskich, R. His, Das Strafrecht des deutschen Mitellalters, cz. 2, Die einzelnen Verbrechen, s. 141. „Intelektualną” odmianę takiego sposobu myślenia ukazuje jeden z trzynastowiecznych zbiorów prawa angielskiego, który tak wyjaśniał sposób karania gwałcicieli: [...] membrum amittat, et ideo corruptor puniatur in eo in quo deliquit; oculos igitur amittat propter aspectum decoris, quo uirginem concupivit, amittat et testiculos, qui calorem stupri induxerunt, P. Browe, Zur Geschichte der Entmannung, s. 76, przypis 89.
[43] Można dodać, że M. Plezia odniósł cały opis do cudzołóstwa w ścisłym tego słowa znaczeniu i traktował go jako przykład rozszerzenia pod wpływem Kościoła odpowiedzialności za nie na mężczyznę, Z zagadnień pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce, s. 231.
[44] Por. V. Vaneček, Novy text (varianta) dekretů Břetislavovych z r. 1039, s. 131-135
[45] Kronika Jana z Czarnkowa, s. 693.
[46] Kronika Thietmara, IV, 58, s. 136.
[47] Vita Sanctae Hedvigis, 10, s. 593, 594.
[48] Si aliquis legitimam habuerit et ipsa vivente in aliis locis aliam superduxit: si convictus fuerit, decollabitur, Ius Iglaviense, XXXVI, 5; Codex luris Bohemici, t. I, s. 102.

7 komentarzy:

  1. this above are the results of the men who operated PROSTITUTION and SEX SLAVERY in the middle ages and now its demonic today

    OdpowiedzUsuń
  2. to powyżej to wyniki mężczyzn, którzy działali prostytucji i seksualnego niewolnictwa w średniowieczu i teraz jego demoniczny dziś

    OdpowiedzUsuń
  3. And how about mentioned above polyandry?

    OdpowiedzUsuń
  4. I think, that's the same demonic prostitution. But here we have example, where men is bitch. Is it true, Katarzyna? :) Wrong direction of thinking...

    Sądzę, że poliandria to taka sama prostytucja. Ale tu mamy przykład, gdzie facet jest dziwką. Racja, Katarzyno? Nie ten kierunek rozumowania...

    OdpowiedzUsuń
  5. I'm wondering how one can perceive polygyny as prostitution?

    OdpowiedzUsuń
  6. Odo, nie dziw się. W miejscu, w którym jesteśmy na mapie, po momentach, które spisano w historii jesteśmy w takiej sytuacji, że niektórzy będą pokazywać swoje (?ignoranckie?) zdanie, traktując obcą sobie organizację społeczną jako patologię. Zresztą to jest w naturze człowieka, żeby demonizować to, do czego nam samym daleko pod względem przekonań.

    OdpowiedzUsuń