piątek, 25 października 2013

Dziady - rodzimowiercza pamięć

Za kilka księżyców nadejdą Dziady. Zbłąkane ich dusze na rozstajach dróg i pól oczekiwać będą jasnych pióropuszy ognisk. To my powinniśmy je rozniecić jak nakazuje odwieczny zwyczaj naszych przodków. Aby utrudzonym wędrowcom ułatwić dojście na wieczerzę, na wspominki, tudzież do swoich domostw gdzie najbliżsi i krewni wyczekują ich nadejścia. Jakiegokolwiek znaku, że oto przyszli. Z nadzieją, że coś uderzy w okiennice, zaskrzypią schody u progu chaty albo zaskomli pies...

czwartek, 24 października 2013

PROJEKT: Słowiańskie Światy czyli słowiańska architektura


Co było największym osiągnięciem cywilizacyjnym Słowian? W nauce toczy się na ten temat spory. Wiadomo, że kwestia słowiańskiego pisma z braku nowszych odkryć pozostaje w zawieszeniu. Cóż zatem można by uznać za sukces naszych przodków?

czwartek, 17 października 2013

Słowian sekrety alkowy


Poligamia i poliandria wśród plemion polskich


Źródła często mówią o wielożeństwie Słowian.[1] Wzmianki te dotyczą jednak władców lub możnych. Wyjaśnienie tego stanu rzeczy przynosi relacja al-Bekriego. Mówiąc o kraju Mieszka (I) wspomniał on o darze ślubnym znacznej wysokości, płaconym ojcu panny młodej przez ojca pana młodego (lub w jego zastępstwie przez księcia).[2] Zwyczaj ten, jak również koszty utrzymania małżonek powodowały, że posiadanie więcej niż jednej żony stawało się luksusem, na który mogli sobie pozwolić tylko nieliczni. Aleksander Bruckner twierdził w swoich Dziejach kultury polskiej, że poligamia wśród Słowian nie istniała, a władca oprócz jedynej legalnej małżonki trzymał po prostu szereg konkubin.[3] Jego pogląd stoi jednak w sprzeczności z wymówą źródeł. Można ewentalnie przyjąć, że wśród książęcych żon występowały pewne różnice statusu. Jedna z nich (pierwsza, najbardziej płodna, ulubiona?) mogła być żoną „główną”, której potomstwo dziedziczyło w pierwszej kolejności, pozostałe miały stanowisko podrzędne.

czwartek, 10 października 2013

Śmieszne 100 milionów Słowian...

Na rynku wydawniczym oraz w internecie co rusz pojawiają się koncepty przedwojennego polsko-hitlerowskiego sojuszu, rozwijane w ramach tzw. alternatywnej historii. Autorzy snują rozważania, co by było, gdyby Polska zamiast bić się z Hitlerem w 1939 r. zawarła z nim sojusz i poszła na Ruskich i oczywiście u boku Wermachtu pogoniła ich co najmniej za Ural.
Pakt Ribbentrop-Beck
Wspólny wróg. Hitlerowskie Niemcy i Polska przeciw Związkowi Radzieckiemu
Dla większości są to pomysły w stylu: „gdyby babcia miała wąsy to by dziadkiem była” albo „gdyby szafa miała sznurek, to by była windą”, ale nie dla wszystkich. Sądząc po ilości tych pomysłów i ich fanów, mam wrażenie, że to już jakaś moda, której sprzyja tradycyjna w Polsce rusofobia, która po „katastrofie smoleńskiej”, nabrała wiatru w żagle i zatruwa jadem nienawiści młode pokolenie.
Jako odtrutkę na naiwne (albo cyniczne) political-fiction polecam zapoznaną książkę Jerzego Borejszy „Śmieszne 100 milionówSłowian...Wokół światopoglądu Adolfa Hitlera”.
Nie ma wątpliwości, że Hitler miał szczery zamiar zgładzić Słowian, stali w kolejce „do gazu” zaraz po Żydach. A w najlepszym razie chciał uczynić z ludów słowiańskich wysterylizowanych niewolników.
W Europie nie chce się tego pamiętać, a nawet przyjmować do wiadomości. Tezy Borejszy są konsekwentnie ignorowane przez zachodnich historyków – dla nich liczy się tylko żydowski Holocaust, zaś antyslawizm praktycznie nie istnieje. A wystarczy policzyć ilu zginęło Słowian, a ilu Żydów w czasie wojny.
To też nauczka dla Nas – Słowian, jeśli nie upomnimy się o prawdę historyczną o Nas, to nikt inny tego nie zrobi.

piątek, 4 października 2013

Muzyka północnych Słowian a chrzest



Kwestia muzyki słowiańskiej należy do tych tematów, które nauka lubi od lat uprzątać pod dywan. Zdecydowana większość opracowań, a nawet encyklopedii muzycznych albo całkowicie pomija ten temat, albo zaznacza, że takowa istniała, dla pocieszenia czytelnika dodając czasem garść informacji o odkrytych instrumentach. Następnie ów niedosyt informacji stara się wypełnić wiadomościami o chorale gregoriańskim, chórach prawosławnych czy Bogurodzicy. Na tle tych wszystkich prac pozytywnie wyróżnia się już dość wiekowe dzieło profesor Zofii Lissy z 1957 roku. W iście pionierskiej, nawet jak na nasze czasy, pracy Autorka zadała sobie trud zebrania informacji o słowiańskich liniach melodycznych, stosowanych skalach muzycznych, technikach wykonania, nie zaniedbując oczywiście instrumentarium. Co więcej, ukazuje Ona sposoby przenikania muzyki słowiańskiej do ówczesnej muzyki kościelnej, co staje się tym ciekawsze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to nadal niewykorzystana ścieżka rekonstrukcji słowiańskiej, przedchrześcijańskiej muzyki. Całość uzupełniona jest informacjami o odbywanych tańcach masek, o różnicach w wykonaniu słowiańskich eposów – Bylin, w zależności od ośrodków muzycznych wraz z podaniem ich notacji muzycznej i wieloma innymi rzadkimi informacjami. Wszystko to sprawia, że takiego opracowania, mimo jego anachronicznego stylu, nie mogliśmy pominąć w naszym dziale „Czytelnia”, tusząc nieśmiało, że może dzięki lekturze ktoś po półwieczu podejmie pracę prof. Zofii Lissy? Temat wart jest zachodu…