czwartek, 22 sierpnia 2013

Zapomniane źródła V - słowiańskie czarownice w najstarszych zapisach


Słowiańska wiara w powszechnym osądzie kojarzy się najpierw z czarownicami, owymi wszystkimi wioskowymi mądrymi babkami, wiedźmami oraz szeptuchami, które nadal można spotkać w trakcie podróży po małych wioskach i wioseczkach naszego Polesia. I faktycznie są one do dzisiaj najwymowniejszym przykładem tego, że tradycje pogańskie nie słabną. Jednak instytucja wioskowej babki, do której chodzi się z różnymi boleściami, to także wymowna ilustracja, jak silna była pozycja kobiety w społeczeństwie słowiańskim. Na tyle silna, że ośmielała się konkurować z innym wioskowym „autorytetem” czyli plebanem.
Ów wysoki status słowiańskiej kobiety (nie tylko wiedźm) wiąże się z silnymi zaszłościami kultury plemiennej, kiedy to każda jednostka, bez względu na płeć, była odpowiedzialna za przetrwanie szczepu. I choć pozycja kobiet w świecie germańskim i celtyckim była porównywalna w okresie wczesnego średniowiecza, to jednak nie uchroniło to ich przed stopniową deprecjacją, stopniowym obniżaniem pozycji, aż do czasów Oświecenia. Z jednej strony odpowiedzialną za ów proces były przemiany społeczne i gospodarcze. Z drugiej strony proces ów wspierało, a często świadomie nim kierowało, chrześcijaństwo, postrzegające kobietę głównie jako „naczynie grzechu”, istotę, która odwodzi mężczyznę od najszczytniejszego celu – wyrzeczenia się prokreacji. Na terenach słowiańskich ów proces nie zaszedł tak daleko, jak w innych krajach Europy. Można nawet mówić o zjawisku odwrotnym: wysoka pozycja kobiety i jej prawa zostają zagwarantowane prawnie. Nadto kobiece prerogatywy doznawały jeszcze większego poszerzenia w niepisanym prawie zwyczajowym i obyczaju. To wszystko sprawiało, że płeć piękna cieszyła się w krajach słowiańskich wolnością i swobodą, która wprawiała w zdumienie Hiszpanów, Niemców czy Włochów. Dziś proponujemy podróż do samych podstaw owej niespotykanej sytuacji – do najstarszych zapisów świadczących o tym jak wysoką pozycję zajmowała kobieta w czasach przedchrześcijańskich. Szanowne Panie, czynimy to z przyjemnością...

"[…] Wśród nich wyróżniał się pewien mąż imieniem Krok, z którego miana znany jest gród już drzewami zarosły, położony w lesie przylegającym do wsi Zbećno. Mąż ten był w swoim pokoleniu ze wszech miar doskonały, sławny z dostatku rzeczy ziemskich, wytrwały w rozważaniu wyroków, do którego jak pszczoły do uli zbiegali się wszyscy na odprawianie sądów, tak z jego własnych rodów, jak z ludów całej prowincji. Ten tak znakomity mąż nie miał męskiego potomka, spłodził jednak trzy córki, którym natura dała nie mniejsze bogactwo mądrości, niż zwykła dawać mężom.
Najstarsza z nich nazywała się Kazi; nie ustępowała w sztuce zielarskiej i w czarach Medei z Kolchidy, a w sztuce lekarskiej mistrzowi peońskiemu, ponieważ często - ... Parki do przerywania nie mającej końca pracy.
I sam los nawet czarami skłaniała do swych rozkazów. Stąd i mieszkańcy tej ziemi, kiedy tracą nadzieję, że można odzyskać coś, co jest stracone, takie mają o tym przysłowie: "Tego nie potrafi zwrócić nawet sama Kazi".
Kiedy tam była wzięta, gdzie panuje córka Cerery, jej mogiła bardzo wysoko została usypana przez mieszkańców kraju na pamiątkę swojej pani; widnieje do dziś dnia nad brzegiem rzeki Berounki koło drogi, którą idzie się przez górę zwaną Osełka na skraj prowincji bechyńskiej.
Lecz pochwały była godna druga urodzeniem. Tetka, nie znająca męża, subtelnego dowcipu kobieta, która zbudowała gród zwany od jej imienia Tetin, bardzo warowny samym położeniem na szczycie stromej skały przy rzece Berounce. Ona podmawiała prosty i głupi lud i uczyła oddawania pokłonów i czci nimfom górskim [Oreades], leśnym [Driades] i boginiom [Amadriades] oraz całego zabobonnego trybu życia i bezbożnych obrzędów. I tak dotąd liczni wieśniacy są jak poganie; ten czci źródła lub ognie, tamten oddaje pokłony gajom i drzewom albo kamieniom, inny modli się do głuchych i niemych bożków, które sam zrobił, i prosi, aby dom jego i jego samego ochraniali.
Trzecia, najmłodsza wiekiem, lecz roztropnością najstarsza, nazywała się Lubosza; ona również zbudowała gród, wówczas najpotężniejszy, koło lasu, który ciągnie się ku wsi Zbećno i od swego imienia nazwała Luboszyn. Była zupełnie wyjątkową kobietą między kobietami, przezorna w radzie, obrotna w mowie, czysta ciałem, prawych obyczajów, nikomu nie ustępująca w wydawaniu wyroków na sądach ludowych, dla wszystkich miła, lecz więcej miłowania godna, ozdoba i chwała płci niewieściej, rozstrzygająca przewidująco sprawy należące do mężczyzn. Ale ponieważ nikt nie jest ze wszech stron szczęśliwy, taka i tak wielkiej sławy kobieta - och, sroga właściwości ludzka! - była wróżką. A ponieważ przepowiedziała ludowi liczne i prawdziwe przyszłe zdarzenia, cały ów lud po śmierci jej ojca zszedłszy się na wspólną naradę ustanowił ją swoim sędzią.
W tym czasie między dwoma obywatelami wyróżniającymi się dostatkami i rodem, i którzy wydawali się być przywódcami ludu, wszczął się niemały spór o granicę sąsiadujących pól. Wybuchnęli oni taką wzajemną kłótnią, że - jeden drugiemu paznokciami szarpiąc gęstą brodę i szpetnie zawstydzając się wzajemnie obelżywymi łajaniami i prztykaniem palcem pod nosem -gwałtownie wpadli do dworu i nie bez wielkiego zgiełku przystąpili do władczyni i pokornie prosili, aby ich sporną sprawę rozstrzygnęła według prawa i sprawiedliwości. Ona tymczasem - jak to rozpustna lubieżność kobiety, kiedy nie ma męża, którego by się bała - leżała nazbyt miękko na wysoko posłanych haftowanych poduszkach, oparta na łokciu, jakby chłopca porodziła, i Gdy idąc ścieżką sprawiedliwości, nie bacząc na znaczenie osób, sprawę całego sporu powstałego między nimi rozstrzygnęła według prawa, wtedy ten, którego sprawa nie otrzymała na sądzie palmy zwycięstwa, ponad słuszność rozgniewany, trzy i cztery razy wstrząsał głową i swoim obyczajem trzy razy laską w ziemię stuknął, i pełnymi ustami opluwając śliną brodę wykrzykiwał: "O, krzywda mężom nie do zniesienia! Dziurawa kobieta męskie sądy sprawuje zdradliwym umysłem! Wiemy, zaiste, że kobieta czy stojąc, czy zasiadając na tronie niewiele ma rozumu, a ileż mniej, gdy leży na poduszkach? Zaprawdę, wtedy bardziej zdatna jest do przyjęcia małżonka niż do dyktowania praw mężom. Pewne jest bowiem, że kobiety mają długie włosy, a rozum krótki. Lepiej jest umrzeć mężom niż to znosić! Z ludów i plemion natura pozostawiła zakałą jedynie nas, którym brak rządcy i męskiego sądu i których gniotą babskie prawa". Na to władczyni, przemilczając wyrządzoną jej obelgę i kryjąc ból serca wstydem niewieścim, zaśmiała się i rzekła: 
"Tak jest, jak mówisz, kobietą jestem i żyję jak kobieta, lecz dlatego wydaję się wam mniej mądra, że nie sądzę was żelazną rózgą i ponieważ bez strachu żyjecie, zasłużenie mną pogardzacie. Albowiem gdzie jest strach, tam i szacunek. Teraz zaś jest nazbyt konieczne, abyście mieli władcę sroższego od kobiety. Tak niegdyś i gołębie wzgardziły bielutkim ptakiem, którego sobie królem wybrały, jak wy mną gardzicie, i ustanowili sobie wodzem drapieżcę o wiele okrutniejszego, który wymyślając winy zaczął zabijać tak winnych, jak i niewinnych; i od tego czasu aż do dziś pożera jastrząb gołębie. Idźcie teraz do domu, a kogo jutro wybierzecie panem, tego ja wezmę sobie za męża".
Tymczasem przywołuje wspomniane siostry, którymi podobne miotały szaleństwa; ich sztuką magiczną jak i własną we wszystkim lud mamiła. Sama bowiem Lubosza była, jak przedtem mówiliśmy, wróżką jak Sybilla z Kumę, druga trucicielką jak Medea z kolchidy, trzecia czarownicą jak Kirke z wyspy Ajaja. Co tej nocy uradziły owe trzy Furie lub co w sekrecie czyniły, choć było nieznane, to rano wszystkim jaśniej słonica się ujawniło, gdy siostra ich Lubosza wskazała i miejsce, gdzie przyszły książę się ukrywał, i jego imię. Któż by bowiem uwierzył, że wybiorą sobie księcia od pługa? Albo któż by wiedział, gdzie orze ten, który będzie władcą ludu? Czegóż jednak nie wie wieszcze szaleństwo? Albo czy jest coś, czego nie dokaże sztuka magiczna? […]
Następnego dnia, jak było nakazane, bez zwłoki zwołali wiec, zgromadzili lud. Zebrali się razem wszyscy co do jednego; kobieta siedząc na wysokim tronie przemówiła do nieokrzesanych mężów: "O litości godny ludu, który nie umiesz żyć wolny i od wolności, którą każdy dobry mąż traci tylko z życiem, uciekasz nie zmuszony i dobrowolnie zginasz kark pod niezwyczajną wam niewolę. Ach! nadaremnie, późno będziecie żałować, tak jak żałowały żaby, gdy wąż wodny, którego wybrały sobie królem, zaczął je zabijać. Albo, jeżeli nie wiecie, jakie są prawa księcia, spróbuję rzec wam to krótkimi słowami.
Najpierw, łatwo jest księcia ustanowić, lecz trudno ustanowionego usunąć, albowiem w tej chwili jest w waszej mocy, czy ustanowicie go księciem, czy nie, skoro zaś będzie ustanowiony, wy i wszystko wasze będzie w jego mocy.
Na jego widok trząść się będą wasze kolana i niemy język przylgnie do suchego podniebienia. Na jego głos z powodu zbyt wielkiego strachu odpowiecie: "Tak panie, tak panie", gdy on samym swoim skinieniem, bez waszego osądzenia, tego skaże na śmierć, tego na obcięcie członków, tamtego rozkaże uwięzić, owego powiesić na szubienicy. Was samych i z waszych tych, których mu się podoba, uczyni jednych niewolnikami, innych chłopami, innych płatnikami, innych poborcami, innych oprawcami, innych wołaczami, innych kucharzami czy piekarzami albo młynarzami. Ustanowi sobie również naczelników, setników, włodarzy, robotników uprawiających winnice i role, żniwiarzy, płatnerzy, kuśnierzy i szewców. Waszych synów i córki weźmie na swoją służbę, z wołów również i koni czy klaczy, czy trzód waszych najlepsze zabierze według swego upodobania. Wszystko wasze, co jest lepszego we wsiach, na polach, na rolach, na łąkach, w winnicach, porwie i obróci na swój użytek. Czemuż tak długo zwlekam? Albo po co to mówię, jak gdybym was chciała straszyć? Jeżeli obstajecie przy zamiarze i nie będziecie niewierni pragnieniu, wskażę wam już i imię księcia, i miejsce, gdzie przebywa".
Na to niegodny tłum wybucha bezładnym krzykiem, wszyscy jednymi usty życzą sobie, aby był im dany książę.
Do nich ona: "Oto - rzecze - oto za owymi górami - i pokazała palcem góry - jest rzeka nie tak bardzo duża zwana Bilina, nad której brzegiem widać wieś nazwaną Stadice. W jej obrębie jest jeden ugór długi i szeroki na dwanaście kroków, który dziwnym trafem, chociaż położony pośrodku tylu pól, jednak do żadnego pola nie należy. Tam wasz książę orze dwoma różnymi wołami; jeden wół przepasany jest biało i o białej głowie, drugi, od czoła do zadu biały, ma i tylne nogi białe. Teraz, jeżeli się wam podoba, weźcie moją szatę książęcą i płaszcz, i zmianę szat godnych księcia i idźcie, a poselstwa ludu i moje przekażcie mężowi, i przywiedźcie sobie księcia, a mnie małżonka. Przemysł jest imię męża, który wymyśli wiele praw na wasze karki i głowy, albowiem to imię po łacinie brzmi „przemyślny" albo więcej [niż inni] "wymyślający". W przyszłości jego potomstwo na wieki będzie panować w tej całej ziemi i poza nią"[1]
Tymczasem zostali wyznaczeni posłowie, którzy poniosą mężowi postanowienia władczyni i ludu; gdy pani spostrzegła, że ci jakby wahali się nieświadomi drogi: "Czemu - rzecze - wahacie się? Idźcie bezpieczni, postępujcie za moim koniem, ten was powiedzie właściwą drogą tam i z powrotem, ponieważ nieraz już ta droga była przez niego przemierzana".
Szerzy się wieść nikczemna i równie fałszywe mniemanie, że sama pani w pierwszej części nocy tajemniczą przejażdżką konną zwykła była zawsze udawać się do owego miejsca i wracać przed pianiem koguta. ... czemu niech wierzy żyd Apella[2].
Cóż wtedy? Idą najprzód posłowie mądrze niewiedzący, spieszą postępując świadomie za nieświadomym koniem. Już przebyli góry, już, już zbliżali się do wsi, do której szli - wtedy jeden chłopiec wybiegł im naprzeciw, którego pytając rzekli: "Hej, dobry chłopcze, czy to jest wieś zwana Stadice albo jeśli tak, czy jest w niej mąż imieniem Przemysł"? "Ta jest - odpowiada - wieś, której szukacie i oto mąż Przemysł niedaleko na polu pogania woły, aby pracę, którą wykonuje, szybciej dokonać". Przystępując do niego posłowie mówią: "Mężu szczęśliwy, książę dla nas przez bogów urodzony".
I jak jest zwyczajem u wieśniaków, nie wystarcza raz powiedzieć, lecz z nadętymi policzkami powtarzają: "Witaj, witaj, książę, witaj, najgodniejszy wielkiej chwały. Wyprzęgnij woły, zamieniaj szaty, wsiadaj na rumaka". I pokazują szaty i prychającego rumaka.
"Pani nasza Lubosza i lud cały poleca, abyś szybko przybywał i przyjął panowanie przeznaczone tobie i twoim wnukom. Wszystko nasze i my sami jesteśmy w twoim ręku, ciebie księciem, ciebie sędzią, ciebie przewodnikiem, ciebie jednego na naszego pana wybieramy".
Na te słowa roztropny mąż, jak gdyby nieświadom przyszłości, zatrzymał się i bat, który trzymał w ręce, wetknął w ziemię, a wyprzęgając woły rzekł: "Idźcie tam, skądeście przyszły"; one natychmiast szybciej od słów znikły z oczu i nigdy więcej się nie pojawiły. Zaś pręt leszczyny, który wetknął w ziemię, wypuścił trzy długie pędy i co cudowniejsze, z liśćmi i orzechami. Mężowie zaś owi widząc, co się dzieje, stali osłupieni. On zaś gościnnie zaprasza ich na śniadanie i z torby plecionej z łyka wyjmuje spleśniały chleb i kawał sera i tę Samą torbę kładzie na trawę jako stół, a na to gruby obrus i resztę. Tymczasem gdy spożywali śniadanie i gdy pili wodę z dzbana, dwa pędy czy pręty uschły i spadły, lecz trzeci o wiele wyżej i szerzej wyrósł. Stąd u gości wzrósł większy podziw połączony z bo jaźnią. A on: "Cóż się dziwicie? - rzecze. Wiedzcie, że z naszego rodu urodzi się wielu panów, lecz zawsze jeden będzie panować. Jednak gdyby wasza pani tak bardzo nie spieszyła się w tej sprawie, lecz przez krótki czas wyczekiwała biegu wypadków, gdyby po mnie tak szybko nie posłała, tylu panów miałaby wasza ziemia, ilu by książęcych synów natura wydała"[3]. […]
Skoro zaś przemierzyli drogę i już, już blisko do miasta podchodzili, naprzeciw nim pośpieszyła pani otoczona swoim dworem; i wzajemnie złączywszy swe prawice, z wielkim rozradowaniem wchodzą pod dach, usadawiają się przy stole, wzmacniają ciała darami Cerery i Bachusa, resztę nocy oddają Wenerze i Hymenowi.
Ten mąż, który za swoje męstwo słusznie mężem jest nazywany, poskromił prawami to dzikie plemię i nieokiełznany lud okiełznał władzą i przywiódł do poddaństwa, którym teraz jest ujarzmione, i wszystkie prawa, według których ta ziemia żyje i jest rządzona, sam z samą Luboszą podyktował.
W czasie tych pierwocin praw, pewnego dnia wspomniana pani, proroczym duchem natchniona w obecności swego męża Przemyśla i innych starszych ludu tak prorokowała: „Gród już widzę, który sławą dosięgnie gwiazd. Jest miejsce w lesie odległe od tej wioski o trzydzieści mil, oblewa je Wełtawa.
Od północnej strony chroni je bardzo głęboką doliną rzeczka Bruska. Z południowego boku góruje nad okolicą szeroka, nader skalista góra, która od skał zwana jest Petrin; góra ta skrzywia się na kształt delfina, morskiej świni, biegnąc aż do wspomnianej rzeczki. Gdy tam przyjdziecie, znajdziecie w środku lasu człowieka ciosającego próg domu. I ponieważ do niskiego progu schylają się także wielcy władcy, od tego zdarzenia gród, który zbudujecie, nazwiecie Praga. W tym grodzie kiedyś w przyszłości wyrosną dwie złote oliwki, które swoimi wierzchołkami przenikną aż do siódmego nieba i będą jaśnieć na cały świat znakami i cudami. Będą im oddawać pokłon i czcić ofiarami i darami wszystkie plemiona ziemi czeskiej i pozostałe narody. Jedna z nich będzie zwana "Większa Sława", druga "Wojów Uciecha""[4].
Więcej by była mówiła, gdyby nie uszedł ze stworzenia Bożego piekielny duch proroczy. Natychmiast udano się do starego lasu i po znalezieniu danych znaków zbudowali na wspomnianym miejscu miasto, panią całych Czech, Pragę. I ponieważ w onych czasach dziewice tej ziemi dorastały bez jarzma, jak Amazonki troszcząc się o wojenną broń i wybierając sobie przewodniczki, na równi z młodzieńcami wojowały, po męsku brały udział w polowaniach po lasach - nie brali ich mężowie, lecz one sobie mężów brały, jakich i kiedy chciały, i jak w rodzie scytyjskim Połowców, czyli Pieczyngów, mężczyzna i kobieta w ubraniu się nie różnili. Stąd tak bardzo wzmogła się niewieścia śmiałość, że na jednej skale, niedaleko wspomnianego grodu, zbudowały sobie gród obronny samym położeniem, któremu od słowa "dziewy" nadana była nazwa Devin. Co widząc młodzieńcy, przeciw nim bardzo wielkim gniewem poruszeni, w o wiele większej liczbie razem się zgromadziwszy nie dalej jak na słyszalność jednej trąby, na drugiej skale między krzakami zbudowali gród, który współcześni nazywają Wyszehrad, wtedy zaś od chruściny wziął nazwę Chwrasten. I ponieważ dziewczęta często były chytrzejsze w zwodzeniu chłopców, często zaś chłopcy byli silniejsi, raz wojna, raz pokój był między nimi. I po zawarciu pokoju obie strony postanowiły zgromadzić się przy jadle i napoju i przez trzy dni bez broni w ustalonym miejscu urządzić wspólną zabawę, uroczysty symbol zgody. Cóż więcej? Młodzieńcy z dziewczętami nie inaczej chodzą na biesiady niż jak gdyby drapieżne wilki, szukające żeru wpadły do owczarni. Pierwszy wesoły dzień przepędzili przy jedzeniu i nadmiernym piciu.
Gdy chcieli gasić pragnienie, inne pragnienie wyrosło[5]. Młodzieńcy niecierpliwie do nocnej godziny radość swą odwlekają. ... noc była, lśnił księżyc na pogodnym niebie[6]. Wówczas grając na rogu jeden z nich dał znak mówiąc: „Dosyć bawiliście się, dosyć najedli i napili[7]. Wstańcie! Złota Wenus was woła dźwięcznymi cymbałami”.
I natychmiast każdy porwał jedną dziewczynę. Gdy zaś nastał ranek, już po rozpoczęciu pokojowego przymierza małżeńskiego, po zabraniu z ich grodu darów Cerery i Bachusa oddały puste mury lemnijskiemu Wulkanowi. I od tego czasu, po śmierci księżny Luboszy, są nasze niewiasty pod władzą mężów. Lecz ponieważ wszystkim pewnie pozostaje iść tam, gdzie poszedł Numa i Ancus[8], już Przemysł pełen dni, gdy ustanowił przepisy praw, został porwany do zięcia Cerery, którego za życia czcił jako boga. Po nim objął panowanie Niezamysł.
[…]
Czech. Ach! Umysł ludzki nieświadomy przyszłości często swoim przeczuciem jest oszukany, często dzieje się, że przed upadkiem serce bywa podniesione, tak jak przed radością często poniżone. Wnet nadęty wyniosłą wzgardą pychy, chcąc wiedzieć, jak potężna jest jego siła, posłał miecz na wszystkie krańce całej prowincji z tym ogłoszeniem książęcej woli, że każdy przewyższający wysokością ciała miarę miecza, bez wątpienia mieczem będzie ukarany, jeżeli wyruszy do bitwy opieszałej, niż było rozkazano. Skoro zobaczył zgromadzonych na umówionym miejscu szybciej od rozkazu, stojąc na środku wzniesienia, otoczony wieńcem ludu i wsparty na tarczy, rozmachu jąć ręką miecz, tak rozpoczął: ,,Żołnierze, w których ręku jest ostateczne zwycięstwo! Niegdyś niejeden raz zwyciężaliście, czyńcie, czegoście już dokonywali! Na co wam broń? Broń nosilibyście dla wyobrażenia służby żołnierskiej! Raczej jednak weźcie ze sobą sokoły, krogulce, czaple i całe tego rodzaju ptactwo, które bardziej zdatne jest do wesołości i zabawy; ciała nieprzyjaciół, jeżeli trafem się nadarzą, damy mu do pożarcia. Świadkiem bóg Mars i pani moja Bellona, która mi uczyniła wszystko dobre, przysięgam na rękojeść mego miecza, który trzymam w ręku, że zamiast ich dzieci, do piersi matek przyłożę szczenięta[9]. Podnieście proporce! Odrzućcie zwlekanie! Przygotowanym zawsze szkodziła zwłoka. Już idźcie szybko i zwyciężcie szczęśliwie!"
Powstał krzyk pod niebiosy; zdatny i niezdatny, silny i cherlawy, i niedołężny wrzeszczeli: "Do brom, do broni"; w bitwie parszywa kobyła sikacze jak ostry rumak
W tym czasie pewna kobieta, jedna z wielu wróżek, wołając do siebie pasierba, który już był wyruszał na bitwę, rzecze: "Chociaż nie jest w zwyczaju, aby macochy dobrze czyniły swoim pasierbom, jednak pamiętając związek z twoim ojcem ostrzegam że, jak mógłbyś pozostać przy życiu, jeśli chcesz. Wiedz, że duchy lub strzygi Czechów przewyższyły czarami nasze czarownice, dlatego po wybiciu naszych co do jednego zwycięstwo będzie dane Czechom.
Abyś ty na koniec zdrów uszedł z tej klęski, twemu przeciwnikowi, którego zabijesz w pierwszym starciu, utnij oba uszy, wsadź do twej torby i między dwiema nogami konia dobytym z pochwy mieczem naznacz ziemię kształtem krzyża. To bowiem czyniąc przerwiesz niewidzialne więzy, którymi na skutek gniewu bogów oplatane ikonie wasze będą ustawać i padać jakby zmęczone długą drogą, i natychmiast wskakując na konia zaczniesz uciekać, i jeżeli za tobą będzie narastała wielka groza, nigdy nie będziesz oglądać się wstecz, lecz przyspieszysz ucieczkę i w ten sposób zaledwie ty sam jeden uciekniesz. Albowiem bogowie, którzy wam towarzyszyli w boju, obrócili się na pomoc waszym nieprzyjaciołom. A przeciwnie dla Czechów, nie mających siły opierać się wrogom, zwłaszcza już tylekroć zwyciężającym, było jednym pobitych zbawieniem nie spodziewać się zbawienia"[10].
Lecz jak zawsze ludzie niewierzący i dlatego skłonniejsi do złego, gdzie brak sił i dobrych sposobów, natychmiast zwracają się do gorszych stron nieprawości - nie inaczej ci ludzie oddani marnym obrzędom, więcej wierzący kłamstwom, zwątpiwszy już o siłach i żołnierskiej broni, poszli do pewnej czarownicy i radzili się jej i nalegali, aby wyjawiła, co trzeba czynić w tak wielkim niebezpieczeństwie lub jaki wynik osiągnie przyszła wojna. Ona, jako że była pełna wieszczego ducha, nie zatrzymywała ich długo dwuznaczną zawiłością słów: "Jeżeli chcecie - rzecze - dosięgnąć triumfu zwycięstwa, musicie najpierw wypełnić rozkazy bogów. Więc złóżcie na ofiarę osła waszym bogom, aby byli dla was ochroną. Ofiarę tę złożyć nakazuje najwyższy Jowisz i sam Mars, i siostra jego Bellona, i zięć Cerery". Poszukano tymczasem biednego osiołka i zabito, i jak było rozkazano, na tysiąc tysięcy kawałeczków został rozsiekany i przez całe wojsko w oka mgnieniu zjedzony. Gdy tak się pokrzepili oślim mięsem - rzecz podobna cudowi – mogłeś ujrzeć wesołe szeregi i mężów gotowych na śmierć jak leśne wieprze, i tak jak po wodnistej mgle słońce staje się jaśniejsze i milsze dla oka, tak po nadmiernej gnuśności owe wojsko było rzeźwiejsze i śmielsze do walki.
W tym czasie ich książę Nefcian, tchórzliwszy niż zając i szybszy w ucieczce niż Part, przestraszył się grożącej bitwy i zmyśliwszy chorobę ukrył się w wyżej wymienionym grodzie. Cóż miały czynić członki bez głowy, cóż żołnierze w bitwie bez wodza? Był wówczas pewien mąż znakomity urodą ciała, wiekiem i imieniem, Tyro[11], ów drugi po księciu władzą, który stojąc w bitwie naprzeciw tysiąca atakujących żadnego się nie bał, nikomu nie umiał ustąpić. Tego książę potajemnie do siebie woła i nakłania, aby przywdział jego zbroję i z wiedzą niewielu dworzan nakazuje dosiąść książęcego konia i aby zamiast niego żołnierzy wiódł na pole bitwy, które niedaleko od grodu, lecz jakby [na] dwa stajania było odległe. Przybyli na pole wybrane przez oba wojaka, lecz Czesi wcześniej zajęli pagórek sterczący na środku pola, skąd i wcześniej widzieli nadchodzących nieprzyjaciół, i [skąd] ten, którego miano za księcia, Tyro, stojąc na wyższym miejscu, mógł przemówić do żołnierzy: "Gdyby godziło się księciu dodawać słowami męstwa żołnierzom, zatrzymywałbym was licznymi zawiłościami mowy. Lecz ponieważ nieprzyjaciel stoi przed oczyma i krótki czas pozostaje na przemowy. Niechaj mi się godzi zapalić was niewielu słowami.
Na wojnie u wszystkich równe jest pożądanie walki, ale nierówne warunki zwycięstwa. Oni biją się za sławę niewielu, my walczymy za ojczyznę i za ludu i naszą wolność i ostateczne zbawienie; oni by zrabować cudze, my aby obronić słodkie dziatki i drogie małżonki. Nabierzcie odwagi i bądźcie mężami! Albowiem bogów waszych, którzy do tego czasu byli obrażeni, przebłagaliście ofiarami, jakimi chcieli być zjednani. Przeto nie bójcie się, ponieważ ci, którym w bitwie strach zaćmi ducha, wpadają w największe niebezpieczeństwo; odwagę zaś uważać można za mur, odważnym i sami bogowie pomagają. Wierzcie mi, za owym. obozem leży wasze zbawienie i sława. I gdybyście podali tyły nieprzyjacielowi, jednak nie ujdziecie śmierci. Lecz oby śmierci! Zaprawdę, będzie się działo gorzej od śmierci, małżonki wasze zgwałcą w oczach waszych i na ich łonach dzieci żelazem rozsiekają, a do karmienia dadzą im szczenięta - ponieważ dla zwyciężonych jedyną cnotą jest nic nie wzbraniać zwycięzcom".
W tym czasie najokrutniejszego serca książę Łączan przybywając z przeciwnej strony z najpyszniejszym plemieniem, któremu i dziś od złego ducha wrodzone jest pysznić się, skoro ujrzał, że nieprzyjaciele nie ustąpili z placu, rozkazał swoim na chwilę stanąć i jakby bolejąc nad losem nieprzyjaciół, tymi słowami pobudzał ducha swoich:
"O, nędzne cienie tchórzliwych ludzi daremnie zajmują pagórki, tym, którym brak sił i wojennych umiejętności, ani pagórek nie pomoże, jeżeli słabe jest męstwo. Patrzcie, że nie śmieją zabiec wam pola na równinie; niezawodnie, jeśli się nie mylę, już przygotowują się do ucieczki. Lecz wy, zanim uciekną, rzućcie się na nich nagłym atakiem i sprawcie zwykłym obyczajem, aby byli stratowani pod waszymi nogami jak licha słoma. Szczędźcie swych strzał, swej przedniej broni, abyście nie splugawili jej krwią tchórzy, lecz raczej wypuśćcie ptactwo, które niesiecie, abyście postraszyli sokołami szeregi bojaźliwe jak gołębie!"
Gdy to się stało, taki był gąszcz różnych ptaków, że pod ich piórami przyćmione zostało powietrze jak pod wodnistą mgłą lub w czasie czarnej burzy. Ujrzawszy to nieustraszony Tyro, przerywając zaczętą przemowę, powiedział do swoich: "Gdyby się przypadkiem zdarzyło, że zginąłbym w bitwie, pogrzebcie mnie w tym pagóreczku i zbudujcie mogiłę, na wieki po mnie nazwaną"; stąd i dziś nazywa się grobem najmężniejszego żołnierza Tyra. I natychmiast wypadając niby największa bryła skały, która oderwana piorunem z wierzchołka wysokiej góry niesiona jest przez przepaściste miejsce ścierając wszystkie przeszkody - nie inaczej runął najdzielniejszy bohater Tyro w najgęstsze szeregi nieprzyjaciół i jakby ktoś w ogrodzie ścinał żelazem delikatne maki, tak [on] ścinał mieczem głowy stojących naprzeciw nieprzyjaciół, dopóki, nadziany włóczniami jakby jeż, nie padł w środku rzezi na wielki stos poległych.
Nie wiadomo, kto od kogo lub od jakiej rany każdy zginął, owszem, to jedno wiemy na pewno, że Czesi posiedli zwycięstwo po wybiciu wszystkich łączańskich ludzi aż do jednego, oprócz tamtego mianowicie, którego kiedyś idącego na bitwę macocha wprzód przestrzegła. Ten [bowiem], gdy spełnił rozkazy macochy, wymknął się chyżą ucieczką i gdy wzburzony przyszedł do domu, oto małżonkę jego zmarłą opłakiwano. Skoro zobaczył ją mąż jej, gdy odkrył jej postać - rzecz podobna zmyśleniu - było widać, że zwłoki w kobiecej piersi mają ranę i uszy obcięte. Wtedy mąż przypominając sobie, co było uczynione w bitwie, wyjął z torby uszy z zakrwawionymi nausznicami i poznał, że ona była w postaci owego przeciwnika, którego zabił na wojnie[12]."



[1] Przemyśla jako praojca rodu panującego, pochodzenia chłopskiego i męża bezimiennej wróżki-dziewicy, wspominają już źródła z X w.. legenda o chrzcie Moraw Diffundente sole i nieco późniejsza, spisana najprawdop. z końcem X w. legenda mnicha Krystiana o męczeństwie św. Wacława i św. Ludmiły. Szkielet tej opowieści stanowią motywy znane od czasów starożytnych, wywodzące się z magicznych obrzędów kultur rolniczych, mających zapewnić płodność roli, a krążące w średniowiecznej Europie. Jednym z tych motywów jest cudowne powołanie do władzy od pługa skromnego oracza, przy czym pewną rolę odgrywa bezimienna zrazu kobieta, przeważnie - albo żona niosąca oraczowi obiad w pole, albo wróżka-dziewica, która zostaje jego żoną. Władca cudownie powołany od pługa ma moc magiczną, która przechodzi na jego potomków. Ostatnio wyrażono pogląd, że pierwsza wersja opowieści o praojcu rodu Przemyślidów powstała na dworze Bolesława I i służyła gloryfikacji rodu książęcego wśród społeczeństwa, do którego przemawiały bliskie mu jeszcze wyobrażenia przedchrześcijańskie. (V. K a r b u s i c k y, Nejstarsi povesti ceske, Praha 1966, s. 31-46). Przekazana przez Kosmasa rozwinięta forma opowieści o Przemyśle i Luboszy powstała - jak przyjmuje obecnie większość badaczy - z końcem XI w. w ówczesnych sferach dworskich, w okresie koronacji pierwszego króla czeskiego Wratysława (15 VI 1085), rozwijając oficjalną tradycję dynastyczną.
[2] Des Horatius Flaccus Satiren und Epistein fur den Schulgebrauch - I. Satiren, 16 Auflage besorgt von Dr G. Krüger, (1911), s. 60, ks. I, satyra 4, w, 100: "persuadere cupit. Credat ludeus Apella non ego"; komentator podaje, że Apella to częste imię wyzwoleńców. Natomiast autor hasła Apella w Jiidisches Lexikon - herausgegeben von G. Herlitz und B. Kirschner, I (1927), s. 382 pisze, że Apella to rzekome imię męskie; być może jednak Apella znaczy tylko "obrzezany", tak że wyraz ten jest rozumiany jako szyderstwo.
[3] Plastycznym wyrazem rozpowszechnienia legendy przemysławowej są poświęcone rodowi Przemyślidów freski w kaplicy św. Katarzyny w Znojmie, ufundowane - zapewne nie bez wpływu szczegółowej relacji Kosmasa - przez ks. Konrada II znojemskiego w r. 1134. Długo uważano pogańską część Kromki Czechów za opracowane literacko przez Kosmasa opowieści ludowe, podające w osnowie baśniowej historyczne zdarzenia. Dopiero począwszy od ostatniego dziesiątka ubiegłego wieku F. Vacek i V. Tille, badając przez wiele lat "stare powieści czeskie", w licznych artykułach wskazali, że zawierają one zarówno przekształcone mity starożytne, jak również różne inne wątki epickie krążące w średniowiecznej Europie, rozpowszechniane przez wędrownych piewców, przystosowane do rodzimej tradycji plemiennej. Powieści te odzwierciedlają nie czasy, które opiewają, lecz dobę, w której powstały, oraz tę, w której przez kronikarza zostały spisane, a więc przede wszystkim współczesne kronikarzowi stosunki feudalne.
[4] Una ex his vocabitur maior gloria, altera exercitus consolacio; chodzi o św. Wacława i św. Wojciecha. Tak objaśnił już te słowa Wacław Koranda Młodszy, dziekan i rektor praskiego uniwersytetu, posiadcz rkp. Bud. w drugiej poł. XV i pocz. XVI w., który nadpisał nad tym wierszem tekstu (k. 6v, w. 19): Wiceslaw, Woytiech. Por. E. Urbankova, Zbytky knihovny M. Vaclava Korundy ml. v Uniyertitni knihovne v Praze, Roćenka Uniyersitni knihovny v Praze 1956 (1958), s. 135-161.
[5] P. Ovidi Nasonis Metamorphoseon libri XV - - recensuit -- H. Magnus (1914), s. 110, ks. III, w. 415.
[6] Kosmas powtarza dosł. w, l, Epody XV Horacego: Nox erat et coelo fulgebat luna sereno.
[7] Horacy, Listy, ks. II, list 2, w. 214.
[8] Ibidem, ks. I, list 6, w. 27.
[9] Włościsław w swojej mowie obiecuje uczynić to czeskim matkom, a Tyro (I, 10) ostrzega czeskich rycerzy, że gdy nie będą walczyć mężnie, taki los spotka ich żony i dzieci. Okrutni zwycięzcy hańbili żony zwyciężonych, piętnując je jedną z kar za niewierność stosowaną wobec kobiet w starosłowiańskim prawie rodowym. Pamięć o takiej karze zachowała się długo i w krakowskim środowisku duchownym. W późniejszej o około 100 lat od Kosmasa Kronice Polaków Kadłubka czytamy (II, 20), że w ten sposób Bolesław Śmiały karał żony, które nie dotrzymały wierności jego rycerzom, towarzyszącym mu w długoletnich wyprawach, mimo że ich mężowie im przebaczyli. M. in. i za to gromił króla bp krakowski Stanisław Szczepanowski, jego przeciwnik polityczny, skazany przez niego na śmierć przez obcięcie członków. Jako dowód okrucieństwa Bolesława przytacza ten sposób karania niewiernych żon bulla kanonizacyjna św. Stanisława. Za Kadłubkiem powtarza ten ustęp Kronika Wielkopolska. O dłuższym jeszcze utrzymywaniu się pamięci o tym fakcie w świadomości środowiska świadczy przechowany w Państwowych Zbiorach Sztuki na Wawelu obraz szkoły krakowskiej z końca XV w. "Św. Stanisław napomina Bolesława Śmiałego", w którym na pierwszym planie namalowano scenę przykładania szczeniąt do piersi dwóch niewiernych żon. Por. MPH II, s. 296 i 488; A. Theiner, Vetera Monumenta Poloniae et Lithuaniae - ex tabulariis Vaticanis I (1860), nr CXII, s. 54; Kronika Wielkopolska tłum. K. Abgarowicz, wstęp i komentarze B. Kürbisówna, Warszawa 1965, s. 84; M. Plezia, Od Arystotelesa do Złotej Legendy, 1958, s. 306-313; Z zagadnień pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce, {Interpretacja Kroniki Kadłubka II 20); Archeologia 3 (1949) 1952; tenże, Złota Legenda, tab. LVIII po s. 368 i s. 763.
[10] P. Vergili, Maronisii Opera recensuit, commentariolo et indice instruxit, S. Colombo (1932), s. 195; Aeneidos Liber secundus w. 354, "una salus victis nullam sperare salutem". Kosmas zepsuł rytm wiersza dodając erat: una salus erat victis nullam sperare salutem.
[11] Słowo tiro znaczy młodzieniec, nowy żołnierz, nowicjusz; imię Tyra nosił drużynnik Bolesława I.
[12] Opowieść o walce Czechów z Łączanami długo datowano na w. IX, zgodnie z prawdop. czasem, na jaki mogło przypaść panowanie legendarnego Neklana., Pierwszy Tille, Kristianuy a Kosmuy Premysi ĆĆH (1918), wyraził przypuszczenie, że walka ta odbyła się za Bolesława I, w pierwszej pół. X w. Potwierdziły to wyniki badań archeologicznych, wykazujące w zniszczonym grodzie Łączan Włościsławiu typy ceramiki z X w. Z punktu widzenia etnograficznego analizował ten przekaz V. Karbusicky, (Żanroya podstata a datowani lucke valky v Kosmove kronice, Cesky lid 50 (1963), nr 5, s. 292-304). Przypuszcza on, że Kosmas wykorzystał śpiewany w środowisku dworskim i drużynnym epos bohaterski o walce z Łączanami w drugiej ćwierci X w. Sądzi też, że o tej walce opowiada saski kronikarz Widukind notując, co zaszło zaraz po śmierci króla niemieckiego Henryka I, a więc w r. 936. Widukind pisze, że Bolesław I zwyciężył "sąsiedniego królika", którego się bał, bo on "słuchał Sasów", a ci go wspomagali (II, 3) - zgładził go i zniszczył jego ród. Autor zwraca też uwagę na drużynnika Bolesława I imieniem Tiro, wymienionego w spisanej ok. r. 940 starosłowiańskiej legendzie o św. Wacławie. Jest możliwe, że swoją opowieść oparł Kosmas na przekazie tradycji plemiennej, przechowanej w pieśni. Że o wojnach i bohaterach śpiewali w swoim języku także słowiańscy rycerze, świadczą o tym aż trzy pieśni wojów Krzywoustego, przekazane po łacinie przez Galla (I, 16; II, 28; III, 10). O innych hipotezach dot. sąsiedniego królika zob. R. Turek, Cechy na usvite dejin, s. 289 i tenże, Die fruhmittelalterlichen Stammegebiete in Böhmen, Praha 1957, s. 97.


Kosmas z Pragi "Kronika Czechów" c.1110-1125., tłum. M.Wojciechowska. 

4 komentarze:

  1. Bardzo ładne :) z przyjemnością czytam bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zapraszamy do ponownych odwiedzin :)

      Usuń
  2. Świetnie opracowane
    Saga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękujemy. wychodzi nam zupełnie. przypadkiem :)

      Usuń