sobota, 27 lipca 2013

Zjawisko menstruacji w słowiańskich wierzeniach


Ze zjawiskiem menstruacji praktycznie w każdej kulturze związana jest ogromna liczba wierzeń i zwyczajów, zazwyczaj bardzo do siebie podobnych, jako że uformowały się na bardzo wczesnym etapie rozwoju ludzkości. Kultura słowiańska nie stanowi tutaj wyjątku, odnajdujemy w niej wiele elementów ogólnoeuropejskich i ogólnoświatowych. Takim wspólnym elementem jest, wyzwane przez tajemniczość procesu menstruacji w oczach człowieka pierwotnego, określanie kobiety menstruującej jako „innej”, „nieczystej”, co silnie ograniczało jej związki socjalne oraz działalność w tym okresie.
To pojęcie „nieczystości” mogło się rozszerzać na wszystkie kobiety w wieku rozrodczym, tzn. zdolne do miesiączkowania, niezależnie od tego, w jakiej fazie cyklu akurat się znajdowały. Według świadectw etnograficznych XIX-XX wieku za „czyste” uznawano tylko dziewczynki i staruszki. Na nich właśnie spoczywał szereg obrzędowych zadań: one kwasiły ciasto i przygotowywały obrzędowe pieczywo, czerpały wodę i zbierały zioła do celów magicznych, czyścił źródła, studnie i inne święte przedmioty. Tylko dziewczynka, która ani razu nie menstruowała, mogła pełnić rolę Dodoli lub Perperuny, tylko staruszka mogła obmywać nieboszczyka.
Kobieta w tym stanie uważana była za niebezpieczną dla otaczających ją rzeczy. Nie wolno jej było prać cudzych ubrań (człowiek, który je nosi, zachoruje), tkać (tkanina będzie kiepska, a odzież z niej nie przyniesie szczęścia właścicielowi), gotować (jedzenie będzie bez smaku), kisić ogórków i kapusty (zapleśnieją), solić mięsa (zgnije), uczestniczyć w jakichkolwiek pracach (nie udadzą się), przestępować przez myśliwskie lub rybackie przybory (nie będzie zdobyczy), siadać na workach z ziarnem (zatęchnie) itp. itd.
Szczególnie niepożądany był kontakt kobiety menstruującej z roślinami i zwierzętami. Nie mogła ona chodzić po zasianym polu, co groziło nieurodzajem (nie wolno jej było też orać ani siać, a nawet gotować jedzenia dla robotników), zbliżać się do ula (pszczoły przestaną wyrabiać miód), przestępować przez zwierzęta (przestaną rosnąć), sadzić lnu, kapusty, ogórków (nie wzejdą).W tym ostatnim wypadku zapewne grała rolę dwoista natura menstruacji, która, choć ogólnie była oznaką kobiecej dojrzałości i możliwości rodzenia, to jednak sama w sobie świadczyła o tym, że kobieta w ciąży nie jest (tzn. kojarzyła się i z bezpłodnością). Czasowo bezpłodna kobieta przez analogię mogła wpłynąć na bezpłodność roślin i zwierząt. Wiara w możliwość szkodzenia była na tyle silna, że np. uważano, że miesiączkująca nie powinna chodzić do lasu, dopiero w zimie, kiedy „nie ma tam już nic żywego”.
Kobieta w „tych dniach” była szkodliwa zwłaszcza dla najsłabszych – dzieci, chorych, ludzi w momencie „przejścia” (ślubu, pogrzebu). Uważano, że jeśli kobieta miesiączkująca będzie akuszerką, będzie miało to zły wpływ na dziecko. Lista szkód, jakie mogło to wyrządzić, była długa: u noworodka pojawiała się wysypka i bezsenność, u chłopca mogła zacząć się menstruacja, a dziewczynce groziło, że pozostanie bezdzietna. Stąd babkami-położnymi bywały zazwyczaj staruszki.
Menstruująca nie mogła również siadać na pościeli np. chorego czy ciężarnej ze względu na zagrożenie, jakim dla nich była. W czasie odwiedzin u nich siadała na podłodze, a po jej odejściu miejsce to okadzano jałowcowym dymem.
Gdy we wsi rodziło się dziecko i sąsiadki odwiedzały położnicę, często stosowano różne magiczne sposoby, by obecność miesiączkującej nie zaszkodziła matce i dziecku. Przy wejściu do domu wieszano kawałek czerwonej tkaniny, który miał ściągnąć na siebie „złe oko” nieczystej i odwrócić je od mieszkańców, pod progiem zaś zakopywano przedmiot wykonany z metalu, który, chcąc, nie chcąc, musiały przekroczyć wszystkie wchodzące. Jednak w takich wypadkach kobiety miesiączkujące często same stosowały „środki bezpieczeństwa” – np. wpinały w odzież metalową igłę, głośno obwieszczały o swoim stanie itp.
Menstruująca była niebezpieczna właściwie dla wszystkich żywych istot – uważano np. że jeśli będzie jechać konno, u konia zacznie obłazić skóra na grzbiecie, woda z krwią miesięczną wylana na ścianę domu może pozbawić snu znajdujące się tam niemowlę, a wylana na drogę, którędy przechodzą krowy, sprawi, że będą one jałowe. Jeśli kobieta „nieczysta” przejdzie drogę stadu, w mleku pojawi się krew. Niszczycielska siła menstruującej jest tak wielka, że może zaszkodzić nawet umarłemu – jeśli zetknie się ona z nim, z gardła nieboszczyka popłynie krew.
Z drugiej strony, kontakt taki szkodził również kobiecie: wierzono, że u niej bądź menstruacja będzie trwała wiele dni, bądź klimakterium nastąpi późno. Mówiono również, że może to spowodować śmierć kogoś z jej bliskich. By ustrzec się tych wszystkich niepożądanych skutków, stosowano środki zapobiegawcze, np. podchodzić do umarłego, jeśli był bliskim krewnym, kobieta w tym stanie mogła, przewiązawszy się czerwonym paskiem (wstążką, nitką) lub biorąc ze sobą metalowy przedmiot. Czasami w tym samym celu do lewego buta wkładano miedziane (czerwone) monety.
Na długość i siłę krwawienia miesięcznego może, według słowiańskiej tradycji wpłynąć wiele czynników. Np. jeśli miesiączkująca kobieta będzie druhną na weselu, podczas swojego wesela również będzie miesiączkować (co grozi tym, że krwawienia będą u niej występować nawet po śmierci, lub że państwo młodzi niedługo umrą). By nie nasilić upływu krwi, kobiety wystrzegały się takich rzeczy jak: spłynięcia krwi miesięcznej na ziemię, zmiana spodniej koszuli do końca okresu, picia wody z czerpaka czy wiadra tak, by wylewała się na ziemię, pranie czy kąpiel w bieżącej wodzie; unikano wszelakich skaleczeń, zarzynania kur i krojenia mięsa. Na nasilenie się krwawienia wpływało też jeśli ktoś postronny zobaczył kobiecą bieliznę z tego okresu (choć istniał i pogląd odwrotny, że wtedy mogą „ukraść” kobiecie zdolność miesiączkowania).
Miesięczne krwawienie mogło także „przechodzić” z jednej osoby na drugą, np. podczas prania nie można było mieszać zabrudzonej krwią bielizny miesięcznej z bielizną innych kobiet, gdyż okres mógłby się zacząć i u nich. Jeśli wspólnego prania nie dało się uniknąć, wtedy kobiecą bieliznę – z ostrożności – przekładano męską. Wylewać wodę po praniu należało daleko od domu, w miejsca ustronne, gdyż jeśli ktoś na nią nastąpił, mógł zacząć miesiączkować. Dziewczętom w tym stanie nie wolno było uczęszczać na wiejskie wieczorynki, gdyż u innych obecnych tam kobiet mogło wystąpić krwawienie.
Z menstruacją związanych jest wiele magicznych zabiegów i środków. Najstarsze chyba ich świadectwo dla ziem polskich stanowi Summa de confesionis discretione - jest to (przetłumaczony na język polski i wydany w 1955 roku przez E. Karwota) przeznaczony dla duchownych zbiór pouczeń, tyczących się spowiedzi. Jego rękopis znajdował się w klasztorze cystersów w Rudach. Klasztor został założony w 1255 roku przez opolskiego księcia, Władysława III, który stworzył go z mnichów z klasztoru w Jędrzejowie. Rękopis (tzw. Katalog magii Rudolfa) jest dziełem jednego z mnichów tego klasztoru – niejakiego brata Rudolfa – z lat 1235–1250. Według E. Karwota, Rudolf opisał pogańskie obyczaje polskich mieszkańców Górnego Śląska i ziemi opolskiej, choć kwestia przynależności etnicznej informatorów Rudolfa do tej pory nie jest definitywnie rozwiązana.
Rękopis brata Rudolfa składa się z kilku części, z których trzy są poświęcone bezpośrednio objaśnieniu różnych świadectw ludowej magii i wierzeń (rozdz. 8 – 10 §§ -53). Są to rozdziały 8 – o magii, związanej z położnicą i noworodkiem, rozdział 9 – o dziewczęcej i kobiecej magii, rozdział 10 – o magicznych sposobach osiągnięcia szczęścia, powodzenia i pomyślności. Cztery świadectwa Rudolfa dotyczą magii, związanej z menstruacją (§§ 29, 39, 40, 41).
§39 mówi o działaniach kobiet, chcących ustrzec się przed ciążą: „Quidam, quod florem suum vocant, in arborem sambuci mittunt dicentes: Porta tu pro me, ego floram pro te. Non tamen minus arbor floret et ipsa parit puerum cum dolore”. (To, co nazywają swoim kwiatem, rzucają one na drzewo czarnego bzu, mówiąc: Ty noś za mnie, a ja będę kwitnąć za ciebie. Jednak drzewo kwitnie dalej, a ona rodzi dzieci w boleściach). Tym samym kobiety starały się przekazać drzewu swoją zdolność rodzenia, a w zamian prosiły o urodę i „rozkwit”.
Warto w tym miejscu zatrzymać się i prześledzić słowiańską terminologię związaną z menstruacją, gdyż pomoże nam ona wyjaśnić wiele związanych z tym zjawiskiem wierzeń. Jak widać wyżej, kobiety nazywały menstruację „swoim kwiatem”. Praktycznie we wszystkich językach słowiańskich dla oznaczenia menstruacji używane są słowa pochodzące od rdzenia *kvet- lub od synonimicznego w tym mitologicznym i symbolicznym znaczeniu rdzenia *kras- i , częściowo, *cьrvь-. W językach słowiańskich słowa, pochodzące od tych rdzeni, oznaczają czerwony kolor (np. pokraśnieć, kraszanka), okres kwitnięcia roślin (np. białoruskie „красуется” o kwitnącym życie) i związane są z urodą np. rosyjska „krasawica”, czyli piękność. I właśnie te cechy w terminologii menstruacyjnej były najbardziej rozpowszechnione np. ros. „краски”, „краски нейдут”, „цвет”, ukr. „цьвит”, bojkowskie „червоный Иван”, białoruskie „цвiт”, serbskie „цвет”, „месечни цвет”, „девоjка пре цвета”, „цвет се jави”, chorwackie „svoje cvatnje”, „svoj cvit”, „prestala cvesti”, łużyckie „cёrvjony kral’, „kviso”, „cёrvjona busanka”, czeskie „cervenej kral”. W języku polskim o dojrzewającej dziewczynce mówi się, że pokwita.
Taki związek menstruacji i kwitnięcia zaowocował również pewnymi praktykami rytualnymi. Kobiecie menstruującej nie wolno było dotykać drzew, wchodzić do sadu, czy wylewać wody z prania swojej zakrwawionej bielizny pod drzewo, gdyż pozbawiała je wtedy możliwości kwitnięcia i dawania owoców.
Z drugiej strony istnieją jednak praktyki zupełnie odwrotne, związane z symboliką kobiecego „kwitnięcia”; np. na Polesiu wierzono, że ziemniaki powinna sadzić kobieta właśnie w takim stanie, gdyż wtedy i one bujnie zakwitną. W rejonie Grodzieńszczyzny na Ukrainie ogórków nie sadziły kobiety „przekwitłe”, gdyż uważano, że rośliny te nie dadzą wtedy owoców. Bardzo wyraźnie mówi o tym pewne serbskie świadectwo: kiedy w sadzie drzewa nie owocują, gospodyni myje się podczas okresu, a potem wylewa tą wodę pod jałowe drzewa mówiąc „Niste jos cvitom bile zalite! Evo doso je cvit – da procvatete za cili svit! Kako ja ne mogla bit prez mog cvita – tako vi ne mogle bit bez ploda!” (Wy jeszcze kwiatem nie byłyście zalane. Oto przyszedł kwiat, by zakwitnąć dla całego świata! Jak ja nie mogę być bez mojego kwiatu [menstruacji], tak wy nie możecie być bez owoców!)
Zarówno z wspomnianą wyżej symboliką kwitnięcia, związującą menstruację z uprawą roślin, jak i z symboliką czerwonej barwy związane są przeciwstawne sobie wierzenia – według jednego z nich kobieta miesiączkująca powinna sadzić buraki, gdyż wtedy wyrosną one czerwone i soczyste, według drugiego z nich zaś wystarczy, by menstruująca popatrzyła na dojrzałe wiśnie czy buraki, a one pobieleją, stracą swój czerwony kolor. Symbolika czerwonej barwy rozpoznawalna jest też w takich magicznych zabiegach, jak picie odwaru z czerwonych kwiatów lub wody z utłuczonymi na proszek koralami w celu wywołania okresu. To samo widać w wierzeniu, że o dojrzewaniu dziewczynki świadczy pojawienie się na jej twarzy rumieńców.
Relacje między „kwitnieniem” kobiecym i „kwitnieniem” roślin zaowocowały całym szeregiem magicznych sposobów wywoływania lub skracania periodu. Tak np. w Rosji, by wywołać menstruację , kobieta szła pod brzozę, pryskała wodą ją i siebie i mówiła „Weź, brzozo, swoje a oddaj moje”. Serbki w tym samym celu wylewały wodę po myciu pod kwitnącą czerwoną różę i mówiły „ Różo czerwona, daj mi swoją czerwień, masz tu moją białość”.
Również w Serbii kobieta, pragnąca pozbyć się okresu na dłuższy czas, na wiosnę, w okresie kwitnięcia róż, myła się po skończeniu menstruacji i wylewała tą wodę pod kwitnący krzak, licząc na to, że następny raz jej „kwiat” pojawi się wtedy, kiedy kwiaty na róży (tzn. na przyszły rok). Na Ukrainie dziewczyna, mająca obfity okres, po umyciu się zakopywała garnek z wodą pod wiśnią, mówiąc przy tym: „todi do tebe druhyj raz budu nesty, koly budesz cwisty” (Przyniosę ci to drugi raz, kiedy będziesz kwitła).
Warto tu również zwrócić uwagę na częste wykorzystanie w tych rytuałach (oprócz innych symbolicznych przedmiotów) wody, która w tradycji słowiańskiej często była zamiennikiem krwi (zobacz np. wyżej czynniki nasilające miesiączkę).
Tak, np. przy pierwszej menstruacji (by następne nie były obfite) wodę, którą dziewczynka się podmywała, lało się na sierp lub czerpało ojcowską łyżką (tu jako środki magiczne działały też przedmiot ostry i przedmiot należący do mężczyzny). (Inne zwyczaje, związane z pierwszym okresem omówimy nieco dalej.) Na Syberii z kolei przy obfitym krwawieniu miesięcznym znachorka brała garnek z wodą, która została po praniu zakrwawionej bielizny, wychodziła na rozstajne drogi i wygłaszając specjalne zaklęcie wylewała wodę w różne strony. „Matko żylna, matko cielesna – mówiła ona – weź i idź na rozstaje. To twoje (wylewała wodę na lewo), a to moje (wylewała wodę na prawo)”.Wodę po praniu bądź myciu często puszczało się na wiatr, lub wylewało do rzeki, co również miało osłabić upływ krwi.
Krew miesięczna jako symbol kobiecej płodności służyła też do magicznego zapobiegania ciąży, o czym znajdujemy świadectwa we wspomnianym już wyżej Katalogu magii Rudolfa w paragrafie 40 i 41. „De eodem flore suo proiciunt, ne concipiant.”(Część tego swojego kwiatu wyrzucają, by nie zajść w ciążę), „De eodem dant cani aut porcello aut pisciculo in aqua, ne concipiant” (I dają z niego psu lub prosięciu lub rybce w wodzie, by nie zajść w ciążę). Podobne świadectwa daje nam etnografia, np. zwyczaj zakopywania w ziemi zakrwawionej bielizny, krwi, wody po praniu i myciu się podczas okresu. Kobiety wylewały także tą krew i wodę do gorącego pieca „aby dzieci nie było”.
Z pojawieniem się pierwszej miesiączki również związane były pewne obyczaje, np. matka krzyczała na córkę „Coś ty, paskudna, narobiła!” czy biła ją. Miało to pomóc dziewczynce w przyszłości łatwiej przechodzić ten stan. Na Czernichowszczyźnie jeśli dziewczynka miała już pierwszą miesiączkę, to świętowano to w dniu jej imienin. Po uroczystym obiedzie dziewczynkę wożono po wsi w korycie (jeden z rekwizytów weselnych) z okrzykami „Dojrzała! Dojrzała!”, a na domu wywieszali białą chustę na znak, że mieszka tam panna na wydaniu. Przy wystąpieniu pierwszej miesiączki matka uderzała córkę lekko po twarzy bądź mazała jej policzki krwią, by w przyszłości miała piękne rumieńce. O tym, jak w tradycji rumieniec i dojrzałość płciowa były związane ze sobą świadczy wierzenie z północy Rosji: według niego choroba dziewczęca „blada niemoc” (zapewne anemia) zdarza się wtedy, kiedy matka dziewczynki umiera w dniu jej pierwszej miesiączki, jakby „zabiera rumieniec do ziemi”, po czym dziewczynka blednie, wątleje i wkrótce umiera.
W Rosji u dziewczyny, u której po raz pierwszy zaczął się okres, zbierały się w gości wszystkie kobiety z wioski, ucztowały, a rozłożywszy na podłodze koszulę dziewczyny, tańczyły na niej. Urządzały jej też symboliczne wesele – spośród starszych dziewcząt wybierały jej „kawalera” i zostawiały razem – na „noc poślubną”.
Niekiedy przy pierwszej menstruacji dziewczęta chowały się gdzieś w zakamarkach domu, skąd mogły wychodzić tylko zakrywając się razem z głową.
Pojawienie się okresu wpływało także na wygląd zewnętrzny i zachowanie młodej kobiety – zmieniały się jej stroje (jako dziecko chodziła tylko w koszuli, teraz zaczynała nosić fartuchy, zapaski, spódnice), ozdoby, miała prawo uczestniczyć w wiejskich wieczorkach dziewczęcych.
Uważano też np. że u panien miesięczny cykl przebiega inaczej niż u kobiet rodzących – u dziewic menstruacja miała się zatrzymywać latem, w czasie żniw.
Inaczej też traktowały one swój stan – jeśli dziewczęta starannie skrywały miesiączkę przed otoczeniem, to kobiety zamężne nie wstydziły się, co uwidaczniało się na ich odzieży – nie krępowały się chodzić w zakrwawionej spódnicy czy koszuli. Stąd poszły popularne w tradycji ludowej określenia miesiączkującej „ma na koszuli”, „ma na spódnicy”, „wyszło jej na koszulę”.
By już skończyć temat nazewnictwa – inne określenia tego stanu związane są z jego regularnością: „miesiączka”, „okres”, „period”, „swój czas”. O dziewczynie, która zaczęła miesiączkować, mówiono, że już jest „w latach”, „stała się dziewczyną”.
Osobnym zjawiskiem, związanych z menstruacją, jest szeroko znane wykorzystanie krwi miesięcznej w magii miłosnej. Można tu jeszcze raz odwołać się do świadectwa Rudolfa , który w paragrafie 29 pisze: „Sanguinem suum menstruum illis in cibum aut potum fundunt“ (Swoją miesięczną krew dodają one im [mężczyznom] do jedzenia lub napoju) w celu wzbudzenia ich miłości. Zapisy etnograficzne również potwierdzają istnienie takich praktyk wśród ludów słowiańskich, np. w Rosji dziewczyna, chcąc zdobyć uczucie chłopaka dodawała w tajemnicy kilka kropel swojej krwi menstruacyjnej do wina lub piwa, a potem, częstując tym wybranka mówiła: „Krew moja, miłość twoja, kochaj mnie jak sam siebie.”
Jak widać z przytoczonych wyżej przykładów, stosunek tradycji słowiańskiej do miesiączki był ambiwalentny – z jednej strony uważano miesiączkującą kobietę za groźną, z drugiej zaś – była ona także ucieleśnieniem płodności. Tą pozorną sprzeczność wierzeń opisuje w Złotej Gałęzi James George Frazer. Według niego, w oczach człowieka pierwotnego, kobieta miesiączkująca, podobnie jak osoby boskie – królowie i kapłani, naładowana jest potężna siłą, która, w zależności od zastosowania może być pożyteczna lub szkodliwa. By zapobiec groźnym jej wyładowaniom, osoby takie są w pewnym stopniu izolowane od otaczającego środowiska.
O sile, jaką przypisywano u Słowian menstruującym świadczy choćby wierzenie, że by ugasić pożar wystarczy, by miesiączkująca kobieta obeszła płonący budynek. Jeśli zaś okres nie zatrzymuje się u kobiety podczas ciąży, dziecko, które się urodzi, będzie również posiadało taką moc.
Podobnie ambiwalentnie podchodzono do dzieci, poczętych jakoby podczas menstruacji – w niektórych regionach uważano, że takie dziecko będzie wampirem, zabójcą, lub będzie się odznaczało zapalczywością, a w innych odwrotnie – że potomstwo z takiego stosunku będzie piękne i mądre.

Niniejszy artykuł został napisany w oparciu o następujące pozycje:
Г.И. Катбакова, Антропология женского тела в славянской традиции, Москва 2001.
Татьяна Агапкина, Магия по поводу mensis: этнографический комментарий к одному средневековому источнику [w:] Фолклорен еротикон, t.III, red. Флорентина Бадаланова, София 1996

Dorota Wilk



2 komentarze:

  1. Bardzo wyczerpująco napisane :) Dzięki.
    Dodałam blog do ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy, polecamy się :)

    OdpowiedzUsuń