poniedziałek, 29 lipca 2013

Ksenia Simonowa - słowiańska czarownica z Ukrainy...

Co takiego sprawia, że coś porusza naszymi najgłębiej skrywanymi emocjami? Kiedy w jednym momencie ze wzruszenia ściska nas od środka i wówczas zupełnie brakuje nam tchu? Łzy  same ciekną z oczu a wrażliwość osiąga swoje apogeum? W moim przeżywaniu takich wzniosłych odczuć towarzyszy często dobra literatura, jakaś ambitna i rozumna kinematografia lub po prostu sztuka wypływająca z potrzeby przekazu... Gdy jeszcze dodamy tutaj pierwiastek duchowy, można mieć do czynienia z kwintesencją sztuki, która odpowiada za przejaw naszego ubogacenia. Stajemy się niejako lepsi, bardziej uważni na to, co nas otacza, w jakiś sposób intensywniej świadomi. Takie nowe doznania zmuszają nas poniekąd do immanentnej pracy nad sobą, poszukując w nich swoich zapomnianych korzeni.
W obecnym tyglu jałowej powierzchowności oraz w medialnej popkulturze, jaka zalewa umysły bezrefleksyjnych ludzi z rzadka można odkryć coś dla siebie. Szczególnie jeśli chodzi o słowiańskie konotacje pośród czegoś wyjątkowo wartościowego.W takiej pustce człowiek łaknie jej najmniejszych okruchów, strzępów i fragmentów. Szuka po omacku z nadzieją, że zdobędzie ukojenie w świecie artystycznych idei i wizji ich twórców. Dla szanującego się Polaka, a nade wszystko kogoś, kto utożsamia się ze słowiańską spuścizną przodków trzeba próbować walczyć o swoje dziedzictwo. Nawet teraz, kiedy o to najtrudniej.
W swoich poszukiwaniach odnalazłem taki skarb, dzięki któremu doznałem coś na kształt spełnienia estetycznego porównywalnego li tylko do najpiękniejszych widoków gajów dębowych ukrytych na uroczyskach! Tam zaś jego zarys w postaci kobiecego powabu, który oczarowuje oniemiałych w milczeniu kapłanów kącin obserwujących jej święty spektakl... Kim ona jest? Ja nazywam ją czarownicą z Ukrainy.


Nazywa się Ksenia Aleksandrowna Simonowa i pochodzi z krymskiego Eupatorii. Urodziła się 22 kwietnia 1985 roku. Kształciła się w wielu szkołach artystycznych , nie unikając przy tym Ukraińskiej Akademii Drukarstwa. Ten fakt pozwolił jej na pracę w jednym z czasopism jako grafik. O jej niebagatelnym kunszcie świat przekonał się, kiedy wzięła udział w ukraińskiej edycji "Mam Talent". Tamże zadziwiła wszystkich swoją nietuzinkową formą sztuki, jaką jest rysunek na piasku. Polega on na tym, iż na dużym podświetlanym stole, do wybranej muzyki, usypuje rękoma piasek, zaś potem rysuje  na nim swoje historie w postaci animacji. Ten rodzaj ekspresji wprowadza widzów w pewien hipnotyczny stan uwagi, a to dlatego, że bardzo często historie, o których opowiada artystka stają się ich wspomnieniem z ich własnego życia i bliskich. Czasem tragicznych  losów wybuchu wojny i okupacji.


Powyższy motyw [u góry!] pozwolił Kseni na zwycięstwo w edycji "Mam Talent" w 2009 roku. Był to niezwykle przejmujący akt oddania hołdu przez artystkę ówczesnemu cierpieniu człowieka w czasach kiedy wydawało się, że już nie ma nadziei... Od tamtej pory  nasza czarownica stała się znana i doceniana o czym świadczy ponad 25 milionów widzów. Jakże szkoda , że jej sztuka jest tak zwiewna i ulotna, chciałoby się, aby te historie usypywane z piasku trwały nieskalane kruchością czasu. Pozostają jedynie te skromne kadry ze sfilmowanych minut skradzione nicości.






Ksenia Simonowa gościła także w naszym kraju. Było to z okazji 650 rocznicy lokacji Krosna jako miasta szkła  w dniu 2 czerwca 2012 roku. Tam także nie obyło się bez pokazu prawdziwej sztuki dla mieszkańców. Mogli oni podziwiać to, co tkwi mocno w sercu artystki. A więc ogromna wrażliwość i piękno o jakiej opowiadają jej obrazy na piasku ''haftowane''. Jeśli chodzi o mnie, bardzo mnie one urzekły, sprawiając, iż kolejny raz zbliżyłem się do tego, co nazywać mogę Wspólnotowością Wszechsłowiańską. Oczywiście nie zapominając z jakich części tej wspólnoty jesteśmy indywidualnie. Z dumą zawsze będę podkreślać, że ja jestem znad tej Lechickiej Wisły!
Cóż więcej mam dodać? Sądzę, że wystarczy podziwiać sens i przesłanie sztuki która łapie za serce każdego wrażliwca. W moim mniemaniu w ogóle nikomu to nie ujmuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz