czwartek, 20 czerwca 2013

Wianki, wróżby... Kupała!


Nie ma chyba drugiej wieszczby, co by była tak znana i popularna w naszej literaturze popularno-naukowej i pięknej, jak rzucanie wieńców na wodę. Ten sposób wróżenia można poniekąd uważać za specyficznie słowiański lub, mówiąc ściślej, północno-słowiański.
Życzymy udanej Kupały i oddajemy głos znawcom.
Znany był on i rozpowszechniony wśród Wielkorusów oraz Ukraińców; nieobcy jest znacznym obszarom Białorusi (choć tam, zwłaszcza na pograniczu z Ukrainą, tzn. na Polesiu, rozległe kraje wcale go nie praktykują). W Polsce był bardzo pospolity, po części zaś uprawia się go jeszcze dzisiaj. Także Słowacy i Czesi go stosowali. Natomiast przeważna część Słowiańszczyzny bałkańskiej całkiem się bez niego obywa, a w krajach, gdzie jednak istnieje, nosi zwykle odrębny charakter od tego, jaki ma na północy. Poza Słowiańszczyzną spotykamy go podobno na Kaukazie u tamtejszych Żydów-górali.
Już w zbiorowej skardze dziewięciu księży prawosławnych z Niżnego Nowogrodu, wysłanej w r. 1636 do ówczesnego moskiewskiego patriarchy i wyliczającej m.in. ślady pogańskich zwyczajów w obchodach ludowych, wymieniono także splatanie gałązek brzozowych, wkładanie ich na głowy i zanoszenie do wody. Poseł duński Just Juel, co lata 1709-1711 spędził na dworze Piotra Wielkiego, tak pisze o jednym z zielonoświątecznych obchodów ludowych nad rzeką Narą (dopływ Oki, SW od Moskwy): "W południe, po ukończeniu nabożeństwa, młode dziewczyny uwieńczone zielonymi wieńcami... zebrały się na moście wiodącym przez Narę. Tu rzuciły, krzycząc i wołając głośno, swe wieńce do rzek i powróciły następnie ze śpiewem do wsi". Czyniły zaś to, by się dowiedzieć, czyj wieniec najpierw utonie, tę bowiem dziewczynę oczekiwała przed wszystkimi pozostałymi śmierć, choroba lub inne nieszczęście. W XIX wieku wróżenie podobne pospolite jest nie tylko w pewnych okolicach Wielkorusi europejskiej, ale i na Syberii. Puszczanie wianków wiąże się dziś u Wielkorusów centralnych wciąż jeszcze z datą Zielonych Świątek; dziewczęta, odprawiające podówczas pewne charakterystyczne obrządki, o jakich będzie mowa w tomie III, po ukończeniu ich rzucają wieńce do rzek i wróżą z nich o swej doli; tak np. dla wieśniaczek z powiatu muromskiego (obwód włodzimierski) zatonięcie wianka zwiastuje śmierć w ciągu danego roku, niezatonięcie - zaślubiny. Wspomnienie o podobnych wieszczbach przechowali m.in. wielkoruscy kozacy ze wschodniego Kaukazu: dowodzi tego pieśń śpiewana przez tamtejsze dziewczyny podczas wróżb noworocznych: "Vyjdu ja na T'erek, na pésok, i spušču s gołovuški venok; tońet li, ńe tońet moj venok? Tužit li, ńe tužit moj družok... Stał po T'ereku venoček moj vspływať, stał meńa moj miłyj wspominať..." (Wyjdę ja nad Terek, na piasek, i puszczę z głowy wianek; czy tonie, czy nie tonie mój wianek? Czy tęskni, czy nie tęskni mój miły? .. Zaczął mój wianuszek po Tereku wypływać, zaczął mnie mój miły wspominać). I na Syberii (nad Jenisejem) wróżą sobie dziewczęta z wieńców puszczanych na wodę w Zielone Święta.
Wracając po tych wycieczkach pod Kaukaz i na środkową Syberię do Europy, zaznaczmy mimochodem, że obchodzące nas wieszczenie praktykują też sąsiadujący z Wielkorusami Mordwini, przy czym i oni czynią to podczas uroczystości wiosennych.
Na Białorusi i środkowej oraz zachodniej Ukrainie wieńce puszcza się na św. Jana. Tak np. białoruskie dziewczęta z powiatu siennieńskiego (położonego ES od Witebska) czynią to wieczorem w przeddzień wspomnianego święta, a nazajutrz idą patrzeć, w jaką stronę wianki odpłynęły (według ich przekonania w tę samą stronę wyjdą za mąż). Nawiasem mówiąc, niektóre weselne pieśni białoruskie - jak ta na przykład pochodząca z powiatu homelskiego - nawiązują do wróżenia z gałązek rzucanych na wodę: "Pajdù ja u sad ziľańeńkij, da výłamlu kalinavu vetku, pušču ja na býstraju rečku: ti pàtańa kalinava vetka, ti žaleja mańe moj tatka? Ni patàła (sic!) kalinava vetka, nižaleja mańe moj tatka!" (Pójdę do zieloniutkiego sadu, ułamię gałązkę kaliny i puszczę na bystrą rzeczkę: czy zatonie gałązka kaliny, czy żałuje mnie mój ojciec? Nie zatonęła kalinowa gałązka, nie żałuje mnie mój ojciec).
Na Ukrainie puszczanie wianków odbywa się w wielu okolicach bardzo uroczyście podczas obrządków odprawianych w świętojański wieczór. Wieńce rzuca się niekiedy wprost z głowy na wodę, a w każdym razie nosi się je uprzednio na głowie. Tu i owdzie przed puszczeniem przylepia się do wianka woskowe świeczki, ukręcone przez uczestniczki obchodów; albo też do zielonego wieńca przymocowuje się drugi, słomiany (czasami zresztą nawet główny i jedyny dla każdej dziewczyny' wianek sporządzony bywa ze słomy przeplecionej kwiatami). Świeczki lub słoma zostają w chwili puszczania zapalone, tak że oświetlone ogniem wieńce widać z daleka na wodzie. Wróży się bądź zaraz z ruchu wianków, bądź też dopiero nazajutrz odszukuje się je, patrząc, dokąd zapłynęły. Sposoby wróżenia są dość różne. W jednych siołach obracanie się wianka symbolizującego dolę dziewiczą (por. pieśń: "...chodyt divka nad vodoju, puskà dolu za vodoju") na miejscu lub zatonięcie zapowiada śmierć przed następnym św. Janem; odpłynięcie daleko - przybycie swatów z dalekich stron; przypłynięcie splątanych wianków do brzegu - ożenek w rodzinnej wsi i bliskie wzajemne sąsiadowanie właścicielek tych wieńców etc. W innych wsiach chłopcy chwytają na oślep wianuszki puszczone na wodę i wróżba polega na tym, kto czyj wianek ułowił.
Niemal identycznie odprawia obchodzące nas wróżby lud polski. Nad dolnym Bugiem - jak to sam miałem możność zanotować - spławia się w wieczór św. Jana drobne drewniane krążki, unoszące na sobie płonącą świeczkę i mały wianuszek z jakich bądź kwiatów. Jeśli deszczułka się kręci, wróży to (przeciwnie niż we wsi Hłuszkach w okolicy Białejcerkwi na Ukrainie; zob. wyżej) zamążpójście w ciągu bieżącego roku; jeśli stoi na miejscu lub płynie prosto - dziewczyna w ciągu tego roku jeszcze przed ołtarzem nie stanie. Podobne zwyczaje notowałem także nad dolną Narwią; poza tym w ogóle sporo jest o nich wiadomości z różnych stron Polski wśród materiałów ogłoszonych drukiem; całkiem jednak powszechne w Polsce nie były. W Krakowskiem "wieczorem w wigilie; świętego Jana zbierają się chłopcy i dziewczęta nad Wisłą lub nad inną rzeką lub potokiem; ... wianki z kwiecia i ziół, czasem oświecone zatkniętą w nie świeczką łojową lub woskową, puszczają na rzekę i wróżą ... Jeżeli wianek utonie, to właścicielkę jego bliska śmierć czeka, jeśli z prądem wody popłynie wartko w dal i z oczu zginie, to zamążpójście odwlecze się na czas dalszy; jeżeli zaś dwa wianki złączą się razem, to obydwie dziewczęta połączy silna i trwała przyjaźń. Ale najmilsza i najpożądańsza dla puszczającej wianek jest okoliczność, gdy wianek jej pochwyci chłopiec, bo to oznacza rychły ślub. Toteż młodzież męska wsiada wtedy do czółen i ściga po Wiśle puszczone wianki. Każdy rad uchwycić wianek swej miłej, co gdy mu się powiedzie, wróży dobry koniec staraniom jego o rękę dziewczyny". Słowaczki również puszczają wieńce na św. Jana; patrzą one, gdzie wianek się zatrzyma lub dokąd popłynie, i z tych stron spodziewają się męża.
Na południu u Chorwatów spotyka się m.in. pieśni mówiące o rzucaniu wianków na wodę. U Bułgarów wianki puszcza się główniej w Palmową Niedzielę podczas szczególnego obrządku, […]. Celem puszczania jest obiór jednej spośród dziewcząt na osobę grającą najważniejszą rolę we wspomnianym obrządku. Zostaje nią mianowicie ta, której wieniec popłynął na przedzie wszystkich innych. Mamy tu więc przed sobą. nie tyle wróżbę, ile rodzaj losowania. Świętojańską wieszczbę z wianków zastępuje u południowych Bułgarów wróżenie z wyjmowanych pierścieni etc. z naczynia z wodą.
Geneza puszczania wianków na wodę nie jest mi znana. Możliwych objaśnień nasuwa się wiele, ale właśnie ta ich wielość sama przez się rzecz zaciemnia. W każdym razie zważyć należy przede wszystkim dwa fakty; naprzód, że w okresie wiosny (maj-czerwiec) według bardzo szeroko w Europie rozpowszechnionego zwyczaju plecie się liczne wieńce używając ich do różnych celów; po wtóre, że zarówno w pieśniach, jak i w zwyczaju puszczenie gałązki, kwiatu czy wieńca z wodą nosi charakter zalotów. P. Sobotka powiada w r. 1879 o Czechach: "do dziś w wielu, miejscowościach chłopcy puszczają gałązki rozmarynu po wodzie w tym czasie, kiedy dziewki idą po wodę lub płuczą bieliznę: która z dziewczyn rozmaryn ułowi, ta wyjdzie za mąż za młodzieńca, co ów rozmaryn po wodzie puścił". Tenże Sobotka wspomina o pieśniach płdsłowiańskich wedle jakich, odwrotnie, dziewczęta puszczały kwiaty na wodę albo nawet wieniec nagłowny, by go wyłowił oblubieniec.
Wreszcie bardzo ważny jest też szczegół, iż zioła świętojańskie w zespole z wodą dość często powtarzają się w świętojańskich wróżbach. Wyżej, gdy była mowa o wróżeniu przez wyjmowanie pierścieni itp. z naczynia z wodą, widzieliśmy, iż owe pierścienie bywają przymocowywane do wiązanek ziół i wraz z nimi pogrążane w wodę.
W Armenii etc. przy analogicznych wróżbach naczynie przed włożeniem doń fantów napełnia się umyślnie zebranymi ziołami. Na Mazurach - że pozwolę sobie przerzucić uwagę czytelnika na terytorium tak odległe od poprzedniego - dziewczyna zbiera w świętojański wieczór, milcząc, zioła i o północy "bierze szklankę wody razem z równianką", wzywając miłego sobie młodzieńca, by przyszedł pić; po czym w wodzie ukazuje się obraz wezwanego. W pewnych okolicach Białorusi przy wróżbach świętojańskich z więdnięcia kwiatów ziele wróżebne zatykają w ścianę nad kadzią z wodą (to jednak może być przypadkowe i mieć na celu ochronę roślin od zbyt rychłego wyschnięcia). Co jeszcze ciekawsze, w powiecie szenkurskim obwód archangielski na skrajnej północy Wielkorusi rzucano nocą na św. Jana nie wianki, lecz zioła oraz kwiaty (zebrane tejże nocy) do rzeki i z nich wróżono, jak gdzie indziej z wianków: jeśli tonęły - przepowiadały śmierć, gdy odpływały - zamęście, jeżeli zaś obracały się na miejscu - dalsze pozostawanie w stanie panieńskim. O ile dalsze badania wykażą ścisłość powyższej informacji (może, mówiąco kwiatach, miano tu na myśli wianki?) oraz o ile dowiodą, że opisany zwyczaj nie jest produktem rozkładu rzucania wianków, należałoby go zapewne uważać za pierwotny (tym bardziej że występuje na kresach zasięgu puszczania wianków). W takim razie obchód "wianków" wywodziłby się od puszczania ziół: po prostu wianek, którego znaczenie w obrządkach wiosennych jest całkiem jasne, zastąpiłby sobą luźne zioła.
Kilka szczegółów jednak jeszcze bardziej komplikuje obchodzące nas zagadnienie. Że w tych wsiach ukraińskich, polskich etc., gdzie istnieją doroczne świętojańskie wróżby z rzucania wianków, a nie ma w pobliżu rzek, rzuca się je na drzewa, to można by łatwo objaśnić, ale to samo czyni się w niektórych okolicach i krajach, gdzie pode wsiami są strumienie czy rzeki. Dziewczyna rzucająca wianek na drzewo obraca się do drzewa tyłem i ciska wianek ponad głową. Wróżba dotyczy najczęściej zamążpójścia, a jej pomyślny lub niepomyślny wynik zależy od tego czy wieniec zatrzymał się na drzewie (wzgl. przetrwał na nim w zawieszeniu aż do drugiego ranka), czy też upadł na ziemię. Zdarza się tu i ówdzie także zarzucanie wieńców na dach, przy czym wróżenie jest podobne.
Wieszczenie na św. Jana z wianków zarzucanych tyłem przez głowę i przy tym w milczeniu na drzewo znane jest również w Niemczech, zwłaszcza wschodnich; ile razy wianek spadnie, zanim wreszcie zawiśnie na gałęziach, przez tyle lat dziewczyna pozostanie niezamężna. Na Wielkorusi w wielu wsiach, gdzie nie ma zwyczaju puszczania wianków, ale istnieje zaplatanie ich na brzozach (z żywych gałązek), wróży się według tego jak po upływie pewnego czasu owe wianki wyglądają.

Prof. Kazimierz Moszyński
„Kultura ludowa Słowian”
Warszawa 1967

materiał zamieszczony pro publico bono – w celach poznawczych i edukacyjnych

4 komentarze:

  1. /wianki-wrozby-kupaa.html co to jest kupaa ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak obsługi narodowych znaków diakrytycznych przez serwer, w tym przypadku "ł" - ale jak się niedawno porzuciło pieluchy i zeszło z nocniczka, to rozumiem, że skojarzenia jeszcze żywe :)

      Usuń
  2. "dla wieśniaczek z powiatu muromskiego (obwód włodzimierski) zatonięcie wianka zwiastuje śmierć w ciągu danego roku, niezatonięcie - zaślubiny."
    Oooojto nie wiem czy puszczać wianek na wodę bym tam chciała, jeżeli alternatywą dla małżeństwa ma być śmierć ;-)

    OdpowiedzUsuń