poniedziałek, 6 maja 2013

Zapomniane źródła II, czyli jacy byli Antowie w oczach szpiegów


Poprzednio prezentowaliśmy źródła greckie opisujące atak Słowian na Bizancjum w VI i VII wieku. Nawała słowiańska stanowiła tak poważne zagrożenie dla Konstantynopola, że po pierwszym szoku zaczęto się zastanawiać na dworze cesarskim jak zaradzić złu. Korzystano przy tym z informacji zarówno od wojskowych, którym udało się przeżyć starcie z Słowianami, jak i wywiadowców, którzy w trakcie swych misji mieli za zadanie gromadzić jak najwięcej informacji o naszych Przodkach. I choć po zdobyciu Konstantynopola przez Turków osmańskich w 1453 roku niemało źródeł uległo zagładzie, to jednak nadal dysponujemy wieloma interesującymi świadectwami Greków na temat Słowian. Jednym z nich jest Strategikon autorstwa nieznanego bizantyjskiego oficera, w którym opisuje on taktykę Słowian, ich uzbrojenie i sposoby walki, do tego dorzuca sporo informacji o ich trybie życia, niechybnie zebranych przez cesarskich szpiegów. 
Jak widział bizantyjski oficer Słowian na przełomie VI i VII wieku? Poczytajmy…

Jak należy postępować ze Sklawami, Antami i podobnymi ludami
„Plemiona Sklawów i Autów są podobne pod względem trybu życia oraz charakteru a niezależne i w żaden sposób nie pozwalające się zniewolić lub podporządkować, szczególnie na własnym terenie. Są one bardzo ludne i wytrzymałe na trudy, łatwo znoszą tak upał, jak i zimno, deszcz, brak okrycia i niedostatek środków do życia. Dla tych, których goszczą u siebie, są życzliwi i uprzejmi, przeprowadzają ich kolejno z miejsca na miejsce, gdzie tylko by zechcieli. A jeśliby się zdarzyło przez zaniedbanie gospodarza, że przybysza spotkała przykrość, ten, który go polecił, rusza zbrojnie przeciwko niemu [gospodarzowi], uważając za rzecz świętą pomszczenie gościa. Jeńców nie przetrzymują w niewoli przez czas nieokreślony, jak inne ludy, lecz wyznaczają im pewien termin, po którym ci sami decydują, czy chcą wrócić do swoich siedzib za opłatą, czy pozostać u nich jako ludzie wolni i przyjaciele. Mają obfitość wszelakich zwierząt i płodów rolnych, ułożonych w stogi, szczególnie zaś dwóch gatunków prosa. Ich niewiasty żyją cnotliwie ponad wszelką miarę, tak że wiele z nich do śmierci własnych mężów dodaje śmierć własną, dobrowolnie się dusząc, nie uważają bowiem wdowieństwa za życie. Mają swoje siedziby w lasach, nad rzekami, bagnami i trudnymi do przejścia moczarami; z powodu często zagrażających im niebezpieczeństw budują różne wyjścia ze swych siedzib. Produkty niezbędne do życia gromadzą w ukryciu, nie zostawiając nic na widocznym miejscu. Prowadząc zaś życie rozbójnicze, lubią dokonywać napadów na swoich wrogów w miejscach zalesionych, ciasnych i stromych. Korzystają zwykle z zasadzek, nagłych napadów i podstępów, tak w dzień, jak i w nocy pozwalają sobie na liczne fortele. Doświadczeniem w przekraczaniu rzek górują nad wszystkimi ludami i czują się dobrze w wodzie. Tak więc często niektórzy z nich, zaskoczeni nagle w swoich siedzibach, schodzą głęboko pod wodę, trzymając w ustach długie trzciny, które uprzednio wypróżnili i które sięgają do jej powierzchni. Leżąc na wznak na dnie, oddychają przez nie, wytrzymując tak długie godziny i nie budząc żadnego podejrzenia. Gdyby zaś przypadkiem zauważono trzciny z zewnątrz, ci, którzy o tym nie wiedzą, myślą, że wyrastają one zwody. Inni natomiast, bardziej doświadczeni rozpoznawszy trzciny po ucięciu i położeniu, albo przebijają im nimi usta, albo wyrwawszy je, zmuszają [ich w ten sposób] do wyjścia z wody, ponieważ nie mogą już dłużej w niej przebywać. 
Uzbrojeni są w krótkie włócznie, każdy mężczyzna po dwie, a niektórzy z nich w tarcze duże, lecz trudne do noszenia. Używają też łuków drewnianych i małych strzał nasmarowanych trucizną. Ta ma silne działanie, o ile zraniony nie wypije napoju przeciw ukąszeniu lub nie zabezpieczy się w inny sposób, znany w naukach lekarskich, albo nie wytnie [miejsc] wokół rany, aby te - jak i reszta ciała - nie uległy zatruciu. Nie podlegają żadnemu zwierzchnictwu i żyją we wzajemnej nienawiści; nie znają szyku bojowego, nie mają też zwyczaju prowadzić otwartej walki, ani ukazywać się w odsłoniętych i równinnych miejscach. Lecz jeśli się zdarzy, że zdobędą się na odwagę w czasie bitwy, krzycząc posuwają się powoli do przodu. Jeśli wrogowie ustąpią pod wpływem ich krzyku, gwałtownie atakują, jeśli zaś nie, cofają się w swoją stronę, nie starając się w walce sprawdzić siły wrogów. Uciekają natomiast do lasów, gdzie mają znaczną osłonę, ponieważ potrafią dobrze walczyć w ciasnych przejściach. Często też niosąc łup, pod pozorem błahego strachu, jakoby nie dbając o niego, uciekają do lasu, a następnie łatwo zaskakują w zasadzce tych, którzy nadchodzą i kręcą się koło łupu. Zwykli zaś to czynić w rozmaity sposób i chętnie stosują podstęp przeciw swoim wrogom.
Są bardzo nieufni i niesłowni w umowach, ustępują raczej pod wpływem strachu niż dzięki darom. Jeśli panują wśród nich odmienne poglądy, to albo w ogóle nie dochodzą do porozumienia, albo, jeśli jedni są zgodni, drudzy zaraz naruszają [ich] decyzje; wszyscy bowiem są wrogo do siebie usposobieni i nikt nie chce ustąpić drugiemu. W bitwach uciążliwe są dla nich ciosy strzał, niespodziewane napady i ataki z różnych stron, zwarte natarcie piechoty, szczególnie lekkozbrojnej, oraz teren bezdrzewny i rozległy.” […]
„Również przy zakładaniu obozów trzeba unikać miejsc zalesionych, na ile jest to możliwe, i nie obozować blisko nich; tam bowiem organizują oni śmiałe napady i dokonują kradzieży zwierząt jucznych.” […]
„Jeśli zaś dojdzie do bitwy, nie [należy] formować zbyt silnych szeregów przeciwko nim, ani praktykować samych tylko napadów od frontu, lecz również z innych stron. Jeśli zaś co jest prawdopodobne - obsadzają oni dobrze umocnione miejsce i strzegąc tyłów, nie dają sposobności do oskrzydlenia lub ataku na ich flanki lub tyły, jedni powinni przygotować zasadzkę, drudzy zaś pozorować na ich oczach ucieczkę, tak aby zajęci możliwością ścigania, oddalili się od umocnień, a wtedy ruszą na nich [żołnierze ścigający] i ci z zasadzek.
Ponieważ mają wielu królów, wśród których panuje niezgoda, bardzo dobrze byłoby niektórych z nich pozyskać, czy to urnową, czy też darami, szczególnie tych bardzo blisko granic, przeciwko innym zaś wyprawiać się zbrojnie, aby wrogość [Bizantyjczyków] wobec wszystkich nie doprowadziła wśród nich do jednomyślności i jedynowładztwa. Tak zwanych zbiegów, wysłanych po to, aby wskazali drogę, czy też aby coś ujawnili, trzeba pilnie strzec; istnieją bowiem Romajowie, którzy z biegiem czasu zapomnieli o swoim kraju i wyżej sobie cenią życzliwość wobec wrogów; tych zaś, którzy są [nam] oddani, wypada nagradzać, a karać mających złe zamiary.” […]
„Nawet w lecie powinno się ich nękać, aby w tym właśnie czasie łupić bardziej odsłonięte miejsca, i starać się przeciągać pobyt na ich terenie, aby jeńcy romajscy mieli swobodę i bez obawy mogli wycofać się z ich obszaru; najlepiej wtedy mianowicie, kiedy lasy pokryte są liśćmi, co daje jeńcom możliwość bezpiecznego powrotu.” […]
„Ponieważ osady Sklawów i Antów leżą w szeregu nad rzekami, jedna blisko drugiej, tak że nie ma między nimi większej przerwy, a lasy, bagna i tereny porośnięte trzciną do nich przylegają, zdarza się, że podczas ataków na nich całe wojsko zatrzymuje się w pierwszej osadzie i tam walczy. Pozostali sąsiedzi, mając las w pobliżu, kiedy z bliska dostrzegą taki ruch wojska, z łatwością uciekają przed grożącym im niebezpieczeństwem. Młodsi z nich są zręczni i kiedy znajdą odpowiedni moment, napadają na żołnierzy, tak że ci, którzy dokonują napadów na nich, nie mogą niczego zdziałać […]” [1]

Nie wiem, jak Wy, ale ja czytając ten tekst po raz pierwszy już bardzo dawno temu, oczami wyobraźni widziałem wszystkie te zdarzenia…
Kolejne źródła niebawem!


[1] Pseudomaurycy „Strategikon” c.592-c.610 r., tłum. A.Brzóstkiewiczowa i W.Swoboda.

2 komentarze:

  1. Skąd przypuszczenie, że to akurat nasi "Przodkowie"? W źródłach mowa przecież o potrójnym ludzie, o Wenedach, Sklawenach i Antach. Ci pierwsi też Bizancjum palili?

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę mnie poprawić, ale chyba o Wenedach nie ma nic w cytowanym źródle? ;)

    OdpowiedzUsuń