czwartek, 25 kwietnia 2013

Zapomniane źródła, czyli atak na Carogród i słowiańskie wróżby


Od przeszło stu lat nie przybyło nam specjalnie średniowiecznych źródeł do dziejów Słowiańszczyzny. Smutny ten fakt wypada nam tu skonstatować na początku i jednocześnie zwrócić uwagę, że właśnie z tego powodu przeżywamy ostatnio prawdziwy wysyp tajemnych pism naszych Przodków. [O jednym z nich można przeczytać w naszej czytelni]
Gdy spojrzeć z boku na ową niezwykle obfitą pop-produkcję, musimy dojść do wniosku, że nasi Antenaci postanowili nam spłatać figla! Spisywali więc, co im ślina na język przyniosła, pilnie bacząc, by to, co napiszą, stało w oczywistej sprzeczności z objawieniem ich sąsiada zza miedzy, który również nie siał, nie zbierał, nie polował, nie gonił wrogów, by ich na powrót odpierać spod wrót swego dworzyszcza tylko siedział i pisał. Pisał, na złość nam i sąsiadowi! W efekcie dostajemy piękną baję, umalowaną krzykliwymi szminkami, ubraną to w garderobę wikińską, to celtycką, niekiedy wiedźmińską… 

Ale gdy na poważnie podejść do kwestii źródeł średniowiecznych dotyczących Słowian, do prawdziwych źródeł średniowiecznych, nie zaś owych współczesnych bękartów megalomanii i uwiądu starczego, trzeba nam zauważyć, iż większości z tego, co mamy i tak nie potrafimy wykorzystać. Polskie strony o Słowianach są siermiężne, zgrzebne, niemal „buraczano-pszenne”. Połowa z nich zaczyna się opisem Ibrahima ibn Jakuba, że państwo Mieszka obfituje w ryby, miód etc., aż do znudzenia. Stąd w naszej grupie powstał pomysł przybliżenia polskiemu czytelnikowi tego, co Nauce jest dawno znane, lecz z powodu jej pewnego elitaryzmu, pozostaje szerszemu odbiorcy nieznane.

Żywioł Słowiański obudzony w VI wieku Wędrówkami Ludów stanowił istotną siłę, ba! stał się sensacją tamtych czasów, plotką powtarzaną ze zgrozą z ust do ust, podaniem, mitem wreszcie, gdzie podkreślano nie tylko barbarzyństwo naszych Przodków, ale również ich plenność i waleczność. Zobaczmy jak wyglądał słowiański szturm na Cesarstwo Bizantyjskie w relacji jego naocznego świadka, niemalże reportera tamtych wydarzeń:

„Tymczasem wojsko Sklawenów, zgromadzone w sile nie większej niż 3000, przeszło Dunaj, a ponieważ nikt mu nie stawiał oporu, bez trudu pokonało rzekę Heuros i podzieliło się na dwie części. Jeden oddział liczył 1800, drugi natomiast resztę. Wodzowie romajscy starli się z każdym z nich w Tracji i Ilirii, chociaż były od siebie oddalone i niespodziewanie zostali pokonani. Jedni zginęli, inni ratowali się ucieczką, Skoro więc wszyscy wodzowie tak umknęli od jednych i drugich barbarzyńców, chociaż znacznie mniej licznych, jeden z wrogich oddziałów wdał się w walkę z Asbadosem. Człowiek ten należał do gwardii przybocznej cesarza Justyniana. Kiedy dostał się do tak zwanych kandydatów, objął dowództwo nad oddziałami konnicy, które stacjonują od dawna w trackiej twierdzy Tzurulum, a było w nich wielu ludzi szlachetnego pochodzenia. Tych również Sklawenowie zmusili do ucieczki i podczas niej większość bez trudu zabili, Asbadosa zaś na początku wzięli żywcem, ale później wrzucili go do ognia, zdarłszy mu przedtem pasy z pleców. Tego dokonawszy jeszcze zuchwalej pustoszyli całą ziemię Traków i Ilirów. […]
Ci, którzy pokonali Asbadosa, zniszczyli wszystko po kolei aż do morza i po walce przy murach zdobyli miasto nadmorskie o nazwie Topir, chociaż miało ono załogę wojskową. Jest to najważniejsze miasto na wybrzeżu trackim, oddalone od Bizancjum o 12 dni drogi. Zdobyli je w następujący sposób. Większość schowała się na nierównym terenie w pobliżu umocnień, a nieliczni, usadowiwszy się przy bramach wychodzących na wschód, niepokoili Romajów na murach. Żołnierze, którzy trzymali straż, przypuszczając, że nie ma ich więcej niż ci, których widać, natychmiast chwycili za broń i wszyscy ruszyli do walki. Barbarzyńcy cofnęli się, robiąc na nacierających wrażenie, że przestraszeni przystąpili do odwrotu. Romajowie, rzuciwszy się w pościg, znaleźli się gdzieś daleko od umocnień. Wtedy jedni [barbarzyńcy] wyszli z zasadzek i znalazłszy się na tyłach ścigających, zamknęli im powrót do miasta. Ci zaś, którzy zdawali się uciekać, odwrócili się i uderzyli na Romajów z drugiej strony. Zabiwszy ich wszystkich, barbarzyńcy zaatakowali umocnienia. Mieszkańcy miasta pozbawieni obrony wojskowej, znaleźli się w trudnym położeniu i bronili się chwilowo - jak mogli - przed nacierającymi. Najpierw wylewali na oblegających wrzącą oliwę i smołę, wszyscy tłumnie rzucali na nich kamienie i niewiele brakowało do odparcia niebezpieczeństwa. Później jednak barbarzyńcy zasypawszy ich gradem pocisków, zmusili [ich] do opuszczenia szańców i przystawiwszy do murów drabiny, wzięli miasto siłą. Wymordowali wszystkich mężczyzn [w liczbie] ok. 15 000, zniszczyli dobytek, a dzieci i kobiety wzięli do niewoli. Ponieważ poprzednio nie oszczędzili nikogo bez względu na wiek, lecz zarówno ci, jak i drugi oddział, odkąd napadli na ziemie Romajów, zabijali wszystkich, począwszy od wieku młodzieńczego - cała ziemia, która należała do Ilirów i Traków była pokryta trupami, przeważnie nie pochowanymi. Napotkanych nie zabijali ani mieczem, ani włócznią, ani w żaden inny sposób, lecz wbiwszy w ziemię słupy dobrze zaostrzone, siłą na nie wbijali nieszczęsnych lub ostrze pali wraziwszy między pośladki aż do wnętrzności, sprawiali, że ci w ten sposób ginęli. Barbarzyńcy ci również wbijali cztery grube pale w ziemię, przywiązywali do nich ręce i nogi pojmanych, a potem bijąc ich kijami po głowie, zabijali jak psy, żmije lub inne jakieś dzikie zwierzęta. Innych natomiast spalili, nie szczędząc nikogo, zamknąwszy w chatach razem z bydłem i owcami, których nie mogli zabrać do swoich siedzib. W ten sposób Sklawenowie zawsze niszczyli napotkanych. Ale teraz oni i ci z tamtej drugiej gromady, jakby upojeni mnóstwem krwi, postanowili brać żywcem do niewoli niektórych z tych, którzy wpadli im w ręce i pędząc niezliczoną liczbę jeńców, wszyscy wrócili do domu.”[1]

Natomiast jak ciężka dolę sprowadziły na Bizantyjczyków walka z nawałą naszych Przodków, niech zilustrują poniższe opisy szturmu Salonik z VI i VII w.

„Kiedy wreszcie nastał dzień, owe dzikie zwierzęta [barbarzyńcy] otoczyły szczelnie kołem cały mur, tak że nawet ptak nie mógł wydostać się poza bramy ani z zewnątrz dostać się do miasta. Wtedy ujrzano wyraźnie ich wielką mnogość. Opasywali miasto od sięgających morza krańców muru wschodniego do zachodniego jak śmiercionośny wieniec i nie widziano żadnego skrawka ziemi, którego by barbarzyńca nie zajął. Zamiast ziemi, trawy i drzew można było zobaczyć głowy nieprzyjaciół jednych za drugimi, gniewnych i grożących nam jutro nieuniknioną śmiercią. I dziwne jest, że owego dnia nie tylko otaczali mur jak piasek morski, lecz wielu z nich zajmowało stanowiska na przedmieściach i polach wokół miasta, wszystko niszcząc, wszystko zjadając i młócąc, to zaś, co pozostało, depcząc nogami, podobnie jak bestia w widzeniu Daniela. Nie musieli stawiać wokół miasta palisady czy oszańcowania; palisadę nie do przejścia tworzyły ich tarcze jedna za drugą, oszańcowanie zaś ciała splecione ciasno jak sieć rybacka. [...] 
Wieczorem pierwszego dnia nazbierali chrustu i rozpalili ogniska wokół miasta [...] Następnie, przy owym strasznym ogniu wydali okrzyk jeszcze straszniejszy, o którym mówi się w proroctwach [Psalm 67], że „ziemia zadrżała, a niebo zesłało deszcz”. Całą noc słyszeliśmy dokoła łoskot, a nazajutrz ustawili machiny oblężnicze, żelazne tarany, przeogromne miotacze kamieni i tak zwane osłony-żółwie, które wraz z miotaczami przykryli twardymi skórami. Potem pokryli je skórami świeżo zabitych wołów i wielbłądów, aby ochronić przed ogniem i gorącą smołą. I w ten sposób zbliżyli się do murów, a od trzeciego dnia zbierali po tamtej stronie kamienie, które wielkością przypominały górskie [głazy], ich łucznicy zaś wypuszczali grad strzał, aby nikt z murów nie mógł się wysunąć, ani spoglądać na zewnątrz. Pokrywy przymocowali po zewnętrznej stronie murów, drągami i toporami wojennymi bez przerwy próbując przebić fundamenty; było ich - jak sądzę - więcej niż tysiąc.”[2]

„Kiedy zaczęło już świtać, wszyscy barbarzyńcy powstali i podnieśli taki krzyk, że cała ziemia się zatrzęsła, a mury zadrżały. Natychmiast wszyscy, którzy znajdowali się przy murach, wdarli się na nie wraz z przygotowanym przez nich orężem, machinami i ogniem; jedni od strony lądu, inni na połączonych łodziach wzdłuż całego brzegu, kolejno uzbrojeni łucznicy, tarczownicy, oddziały piechoty, oszczepnicy, procarze, żołnierze do obsługi machin, odważniejsi zaś z drabinami oblężniczymi i ogniem. Wtedy cała ludność zebrana w mieście zobaczyła, iż mnóstwo pocisków - jak ciemna chmura przesłoniło świat i nagle w dzień zapadł zmrok. [...]”[3]

Co ciekawe relacje z owego oblężenia wspominają również, iż słowiański wódz przed oblężeniem urządził wróżby:
„Najbardziej dziwne i godne zapamiętania było to, że Chatzon przywódca Sklawenów, zgodnie ze swym zwyczajem pytał wyroczni, czy wejdzie do naszego miasta, strzeżonego przez Boga; i odpowiedziano mu, że wejdzie, ale nie pokazano, w jaki sposób; a ponieważ na podstawie danej mu wróżby uważał, że rokowania są pomyślne, odważnie przystąpił do działania.”[4]

Jakie były owe wróżby chyba się nie dowiemy, może jednak odbywały się one tak jak notuje to Mojżesz z Coucy w XIII wieku o Słowianach:
  
„Bywa, iż [ludzie] udający się w drogę wróżą [sobie] przy pomocy gałązek przed wyruszeniem. Biorą [mianowicie] gałązki drzewa i odzierają je z kory z jednej strony, z drugiej zaś korę pozostawiają. Następnie [pytający o wróżbę] bierze gałązkę i wyrzuca ją ze swej ręki. Jeżeli po upadku kora (tj. strona z pozostawioną korą) znajdzie się na górze, powiada: „mężczyzna”. Następnie znowu wyrzuca inną gałązkę. Jeżeli [strona] odarta [z kory], biała, znajdzie się na górze, powiada: „to kobieta”. [jeżeli wypadnie] wpierw „mężczyzna”, a potem „kobieta”, to dobry znak; [pytający o wróżbę] udaje się więc w swą drogę lub wykonuje robotę, którą zamierzał zrobić. Jeżeli zaś [strona] odarta [z kory], biała, ukaże się wpierw, potem zaś kora [tj. strona z pozostawioną korą] powiada: „Wpierw "kobieta", a potem "mężczyzna", nie uda się [zamierzone przedsięwzięcie]”. Jeżeli wypadnie dwukrotnie kora [tj. strona z pozostawioną korą] na górze, lub też dwukrotnie [strona] odarta [z kory], biała, na górze, a więc „mężczyzna” po „mężczyźnie” lub „kobieta” po „kobiecie”, to los jego [tj. pytającego o wróżbę] jest średni [tj. ani pomyślny, ani nie pomyślny]. Wykonują wtedy przedsięwziętą sprawę. [Tak] czynią w ziemi Esklavonja.”[5]

Czy ciekawe? Z pewnością! W dodatku autentyczne, lepsze niż jakieś tam objawione pisma, Wedy itd. spisywane przez nieuków, co jarmarczną cudownością i swymi nadprzyrodzonymi mocami pragną ukryć fakt, że o Słowianach nie czytali, nim zaczęli pisać.
Dalsze autentyki niebawem!




[1] Prokopiusz z Cezarei (c.490-c.561) „O wojnach” tłum. A.Brzóstkiewiczowa i W.Swoboda.
[2] Jan arcybiskup Salonik VI/VII w. „I Cuda św. Dymitra” tłum. A.Brzóstkiewiczowa i W.Swoboda.
[3] Anonim „II Cuda św. Dymitra” c.685 r. tłum. A.Brzóstkiewiczowa i W.Swoboda.
[4] Anonim „II Cuda św. Dymitra”.
[5] Mojżesz z Coucy I poł. XIII w. „Sefer Mitzvot Gadol” tłum. F.Kupfer i T.Lewicki.

5 komentarzy:

  1. I takie właśnie teksty powinny się na tym blogu pojawiać w przyszłości jak najczęściej, a nie wyłącznie w formie strofowania i moralizatorskiego utyskiwania pod adresem współwierców (jak większość dotychczasowych). Mam nadzieje, że ten obecny kierunek bloga zostanie utrzymany i dalej pozytywnie rozwijany.
    - Nem0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram. Wreszcie coś naprawdę merytorycznego i wartego zapamiętania... Poproszę więcej takich materiałów zamiast dotychczasowego strofowania i głównie krytykowania innych, w celu usilnego wywołania dyskusji i zwrócenia na siebie uwagi, zwykle równie kontrowersyjnymi treściami co ciągle wytkane błędy innych.

      Usuń
    2. Nie przesadzajmy z tym "moralizatorstwem", to zaledwie 2-3 na blisko 50 wpisów. A, że kogoś tak to bodzie, to już jego problem ;)

      Usuń
    3. Może dla tego, że nie tyle "bodzie" co zwyczajnie pozostawia niesmak... A problem jest wasz, skoro dotyczy waszego blogu.

      Usuń
  2. I love looking through a post that will make men and women think.
    Also, thank you for allowing for me to comment!


    Look at my page; auto-bodek.pl

    OdpowiedzUsuń