wtorek, 23 kwietnia 2013

Wspomnienie ze świętego Gaiku w Radzikowie Starym

Jestem na szczycie wzgórza. Biel mokrego śniegu po kolana. Czapy ciężkawego puchu uginają się na konarach sosen i brzóz.Wieje i zacina mi w twarz. Mimo to moja pogańska  piesza pielgrzymka ziściła się i po 11 kilometrach dotarłem do celu. Ono mnie przywoływało jakąś nieokreśloną tęsknotą. Myślami poprzez które ciągle mnie  gdzieś nosiło, sprawiało, że w codziennym życiu czułem rodzaj  udręczenia.W takich chwilach uczciwy rodzimowierca powinien zaufać intuicji. Szeptom Bogów. Samotności...
Brzezina zimą na Gaiku radzikowskim.

Podświadomie wiedziałem, gdzie powinienem pójść, aby zaznać spełnienia.. Z różnorakich powodów trudno mi było jednak zrealizować ten zamiar. Walczyłem, miotany wątpliwościami i sprawami, które dźwigałem na swoich barkach. Jednak poczucie winy narastało w tempie błyskawicy  i w końcu postanowiłem, że świat może zaczekać. Niechaj się wali, popada w ruinę.  Muszę wyjechać.Wsiadłem w poczciwy PKS i po godzinie jazdy w  gęstych zamieciach wysiadłem  na odrapanym przystanku.
U szczytu Gaiku.
Już po chwili ulżyło w duszy. Przede mną droga. Każdy krok przybliżał mnie do świętej góry przodków. Genetyczna pamięć nie zawodzi.. Kultowy wał z głazów i kamienny bruk - a na  nim ślady stóp ludzi sprzed wieków. Ciepła strawa, ognisko, przyciszone rozmowy. Oczyma wyobraźni widzę zmęczone lica wędrowców, ale radosnych z bycia razem. Centrum wzgórza zajmuje krąg z trzech potężnych kamieni. Nad nimi kultowe słupy z wyobrażeniem Bogów. Wszędzie ciepło ognisk, które rozpala kapłan -mag.
Wzgórze kultowe - Gaik w Starym Radzikowie.
Docieram do Gaiku w Radzikowie Starym [w powiecie płońskim]. Podłużny zalesiony garb odcina się wyraźną sylwetką. Drzewa są bezlistne, choć iglasta sośnina zakrywa trzy czwarte powierzchni Gaiku. Nic nie szkodzi. Wchodzę na zbocza świątyni przepełniony dziwną przyjemnością. Nareszcie! Oddycham rześko, miarowo napawając się chwilą teraźniejszości. Piękno przyrody jakiego doświadczam bliskie jest jakiemuś dziewiczemu poznaniu. Chodzę to tu, to tam. W zacisza brzeziny. Pod okapy modrzewi, złakniony cienia. Próbuję rozpalić niewielkie ognisko, ale na próżno. Jest mokro i wietrznie. Nade mną kołuje myszołów. On zawsze tam jest. Schodzę łagodnym stokiem ku pozostałościom fosy. Odkrywam lisie nory, na drzewie jakieś ptasie gniazdo. A więc dobra energia Gaiku żyje.
Ptasie gniazdo na Gaiku...
Dziewiczość na szczycie Gaiku.
Niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że Gaik w Radzikowie Starym był najdłużej funkcjonującym miejscem kultu Słowian na Mazowszu. Do XIV wieku odprawiano na nim rytuały pogańskie - Święto Kupały, Dziady czy święta związane z płodnością Matki Ziemi. Mało tego, okoliczna ludność do początku XX wieku nadal nawiązywała do przedchrześcijańskich przodków i rozpalała tam ogniska świętojańskie. Świadczy to o emocjonalnej więzi jaki łączył Gaik i autochtonów. Do dziś wyczuwa się tę przyjazną aurę pośród ludzi. Choć obcy zupełnie tego nie dostrzegą. Chłopska natura bywa nieodgadniona. Ja poznałem ją w malutkiej części i czuję się przez to wyróżniony.
Potęga  natury...
Leśne piękno na zboczu uroczyska.
Przysiadam na igliwiu zebranym przez siebie. Mam dobry widok na okolicę. Zaprzyjaźniam się z uroczyskiem. Z jego pradawnością. Czuję się szczęśliwy, ekstatycznie wolny. Składam swoją skromną ofiarę sikorkom, które szczebioczą zaskoczone moją obecnością. Rozmawiam z Bogami wewnątrz mnie... I tak kilka godzin, zanim zmuszony będę wracać piechotą do Czerwińska.
Artystyczne wyobrażenie ognia..., na ścianie remizy strażackiej
w Radzikowie Starym [wówczas padał gęsty śnieg]
Od tamtego czasu upłynęło prawie dwa miesiące. Kilkukrotnie przymierzałem się do napisania wspomnienia z pobytu w świątyni gaikowej. Lecz zawsze coś mi przeszkadzało. Dopiero dziś usiadłszy w błogiej spokojności  dzielę się z Wami tym, co tak utkwiło w moim słowiańskim sercu. Wiosna już w pełni. Tylko patrzeć jak nastąpi letnie przesilenie dnia z nocą i zwycięży jasność nad mrokiem. Pewnie wówczas ponownie odwiedzę mój Gaik. Chciałbym, aby  rodzimowiercy, których mogę osobiście nie znać nie doszukiwali się w tym  moim prywatnym pielgrzymowaniu jakichś spłyconych intencji, które mi może przypiszą... Po prostu miałem potrzebę pójścia tam i pobyć z tym, co swojskie i rodzime. Odnajdując spokój wojownika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz