piątek, 12 kwietnia 2013

Słowiański geniusz, czyli przepis na polskość w trzech szybkich daniach


Za oknem szaro, pochmurno i deszcz zacina. Trzeba ruszyć się po słońce! Gotowi na wycieczkę do trzech rogów świata? Nasz wehikuł już się grzeje...
Acha, wyżywienie w cenie podróży.
Serdecznie zapraszam!

Przystanek pierwszy:
Po wilamowicku jajecznica to Mołfońkuf
By przygotować na śniadanie jajecznicę po wilamowicku potrzebujemy:

Składniki:
boczek,
4 jajka,
½ szklanki mleka,
2 łyżki wody,
2 stołowe łyżki mąki.

Sposób przygotowania:
Usmażyć pokrojony w drobną kostkę boczek. Wyjąć skwarki. 4 jajka rozkłócić z 1/2 szklanki mleka, 1-2 łyżkami wody i 2 kopiatymi łyżkami mąki. Wylać na tłuszcz. Jeśli jajecznica jest za rzadka, dodać mąki. Usmażoną, przykryć na chwilę pokrywką. Podawać posypaną skwarkami. Najlepiej smakuje z chlebem z masłem. 

Naszą podróż kulinarną zaczynamy właśnie od Wilamowic, niewielkiego i z lekka ospałego miasteczka na pograniczy Śląska i Małopolski. Sam jego wygląd nie robi na nas specjalnego wrażenia: architektura murowana z XIX i XX wieku, jakiś kościół… Ale nie dajmy się zwieść, miasto to skrywa tajemnicę, o której niewielu z nas ma wyobrażenie!
Ludowe stroje wilamowickie
Zaczęło się w XIII wieku, kiedy osada została lokowana, a do jej zasiedlenia ściągnięto osadników z Fryzji i Flandrii. Senne miasteczko zapada w letarg aż po I wojnę światową. Wtedy to zostaje w Belgii i Francji sformowana Błękitna Armia generała Hallera. Zaciągają się do niej również wilanowianie, wcześniej przymusowo wcieleni do armii kajzera. I tu moment zaskoczenia! Wilanowianie bez problemu porozumiewają się z Flamandami! Nie po francusku, bo ten język jest niepopularny na północy Belgii, ale po wilamowicku... Nie znamy okoliczności, w jakich zagadka ta powstała, pewne jest tylko jedno: mieszkańcy Wilamowic przez 700 lat przechowali język, którym mówili ich przodkowie – osadnicy z XIII wieku. Przez kilkaset lat nikogo specjalnie nie dziwiło, że wjeżdżając przez rogatki słyszy się dziwną gwarę, całkowicie odmienną od polskiego, ale również mającej mało wspólnego z niemczyzną. Przez cały ten okres mieszkańcy małej, zapomnianej miejscowości na południowo-zachodnich krańcach Rzeczpospolitej okazywali lojalność wobec swej Ojczyzny. Ojczyzny, bo choć wilamowianie zachowali poczucie odrębności, inne zwyczaje oraz język – określali się jako Polacy. Ich zapewnienia nie były gołosłowne, wspierali swą Macierz
Wilamowice witają!
za każdym razem, gdy potrzeba tego wymagała. Brali udział w Insurekcji Kościuszkowskiej, powstaniach, wreszcie pod dowództwem generała Hallera walczyli o jej wolność. Po odzyskaniu niepodległości nie spotykali się z żadnym represjami, mimo odrębnego języka i folkloru. Problemy powstały dopiero po najeździe hitlerowskim. Nowa władza zakazywał im używania swej mowy, do głów wtłaczała, że są „zapomnianym szczepem germańskim”, Niemcami z dziada-pradziada, a gdy to nie pomagało, zsyłała do obozów. Rok 1945 – tak zwane wyzwolenie niewiele wprowadziło zmian w ich położenie. Najpierw prześladowania NKWD, potem komunistów, których przysyłani w teczkach z centrali „kacykowie” uznali wilamowian za Niemców i jako takich poddali zaostrzonym środkom. Gwarę skazano na śmierć publiczną, bito osoby zakładające swe tradycyjne stroje, zsyłano do obozów pracy… Rok 1989 – zmiana władzy i zmiana podejścia, niestety stan wojenny; który w Wilamowicach trwał znacznie dłużej niż w reszcie kraju, bo przez czterdzieści lat; przerzedził i tak zawsze szczupłe szeregi wilamowian. Obecnie Wilamowice trwają nadal, w miejscu, gdzie niegdyś je lokowano i tylko znajomością języka wilamowickiego może się pochwalić jedynie 40 (!) osób.

A oto próbka owego prawie wymarłego języka:

Oły łaojt zajn gybün yr frajchajt głajch myta aondyn łaojta.
Dy zajn bysienkt mytum gydechnys an myt ar zejł an dy zuła zich myt aondyn bygejn wi bridyn.

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw.
Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować wobec innych w duchu braterstwa.


Przystanek drugi:
Na wschód!

Na obiad zupa z chorutem czyli gandżabur:

Składniki: 
kości wołowe lub schabowe, warzywa, chorut, śmietana, mąka kukurydziana.
Na uszka: mąka, jajo, mielone mięso wieprzowe lub baranie albo mieszane, sól, pieprz, cebula.

Sposób przygotowania:
Ugotować wywar z kości i włoszczyzny. Dodać kawałek chorutu utartego z półszklanką kwaśnej śmietany i łyżką mąki kukurydzianej.
Zagnieść ciasto, jak na kołduny. Zmielone surowe mięso doprawić solą, pieprzem i drobno posiekaną cebulą. Farsz dokładnie wymieszać. Sklejać małe uszka.
Po ugotowaniu rozłożyć je na talerze i zalać przyrządzoną wcześniej zupą z chorutem.
Jest to niezwykle sycąca i aromatyczna potrawa, nawet dla bardzo wybrednych smakoszy.

Kamienne kręgi koło Erewania
Z zachodu ruszamy na wschód, aż pod Kaukaz!
Tam znajduje się kolejny kraj, skąd pochodzą nasi krajanie. Armenia: ziemia słońca, radości i wina. I choć wesołość jest chyba immanentną cechą armeńskiej kultury, to jednak sam kraj bywał często doświadczany przez historię. Grabiony, palony, wreszcie mimo zaciekłego oporu swych mieszkańców rozerwany między Cesarstwo Otomańskie i Persów. Owa niepewna sytuacja państwa wciśniętego miedzy dwie potęgi spowodowała narodowy exodus. W Polsce w XIV wieku Kazimierz Wielki włącza Ruś Czerwoną od Korony i wtedy po raz pierwszy doszło do spotkania z Ormianami. 
Robert Makłowicz
Od samego początku zachowywali autonomię. Rządzili się swoim prawem, a jako kupcy, których wpływy sięgały w głąb Azji, cieszyli się licznymi przywilejami. Niestety w XVII wieku postanowiono włączyć ich do unii z Rzymem… Przyspieszyło to ich asymilację: ormiański stal się głównie językiem liturgicznym, na co dzień posługiwano się początkowo połowieckim, lecz wkrótce przewagę zdobył język polski. To jeszcze bardziej wzmogło proces włączania ich do naszego społeczeństwa. I choć zachowali odrębny obrządek, niektóre zwyczaje, kuchnię, to należy podkreślić, iż polscy Ormianie zapisali się nie tylko jako oddani synowie naszej Ojczyzny, lecz także jako literaci, myśliciele i reformatorzy.
Sonia Bohosiewicz
Wiele postaci znanych nam z historii to polscy Ormianie. Zatem Ormianami byli poeci Szymon Szymonowic i Szymon Zimorowic, autorem pierwszych polskich podręczników był ksiądz Grzegorz Piramowicz. Do ormiańskiego grona należeli także Ignacy Łukasiewicz – wynalazca lampy naftowej i malarz Teodor Axentowicz. A ze znanych nam współcześnie, kto jest Ormianinem? Pewien sławetny smakosz Robert Makłowicz i aktorka Sonia Bohosiewicz. Zresztą każdy, kto ma nazwiska typu Krzysztofowicz, Stefanowicz, Antoniewicz czy Rafałowicz, może doszukiwać się swych przodków w słonecznej Armenii.




Przystanek trzeci:
Voo-doo people


Na podwieczorek coś słodkiego, czekoladowy koktajl z rumem:

Składniki:
25 dag lodów czekoladowych,
3 łyżeczki kakao,
1 szklanka mleka,
½ łyżeczki cynamonu,
½ opakowania cukru waniliowego,
6 łyżek rumu.
Do przybrania: świeże owoce i listki mięty lub melisy.

Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki dokładnie miksujemy.
Przelewamy do pucharków lub szklanek.
Ozdabiamy listkiem mięty lub melisy.

A z kraju, gdzie Kaukaz nieba dotyka nie wiemy, w którą ruszyć stronę, bo do naszego kolejnego przystanku równa stąd droga. Ruszamy jednak na zachód i lądujemy w Port-au-Prince na Haiti. 
Polka z Haiti
Czemu tutaj? Bowiem na Haiti, ojczyźnie voo-doo, zwanej kiedyś Santo Domingo Napoleon zesłał naszych przodków na początku XIX wieku. Mieli oni tam tłumić powstanie murzyńskiej ludności pod wodzą charyzmatycznego Toussainta Brédy, które wybuchło, gdy Francuzi zapragnęli ponownie wprowadzić na wyspie niewolnictwo. Polacy zaś znaleźli się tam, gdyż chwilowo nie byli Napoleonowi potrzebni, by nie powiedzieć zbędni… 
Polak z Haiti
Ale na miejscu polscy żołnierze od początku sabotowali walkę z powstańcami, czuli z nimi więź, jako z ludźmi, którzy też walczą o niepodległość. Co więcej prócz biernego oporu wobec francuskiego sojusznika, spora grupa Polaków przyłączyła się do czarnych oddziałów i walczyła przeciw białym Francuzom „o wolność waszą i naszą”. Zmagania toczyły się ze zmiennym szczęściem, wojna była niezwykle krwawa i wyniszczająca, lecz 1 stycznia 1804 roku Haiti ogłosiła w końcu niepodległość. W uznaniu dla postawy Polaków zezwolono im na pobyt w kraju, jako jedynym białym, bądź zgodnie z ich wolą wyprawiono na koszt młodej republiki do Europy. 
Polak z Haiti
Dodatkowo ustawą zagwarantowano na przyszłość, że każdy Polak przybywający na Haiti otrzyma automatycznie obywatelstwo tego kraju i zapis ten konsekwentne utrzymywano aż do 1919 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość. Z polskich legionistów kilkaset osób zostało na Haiti zamieszkując tereny koło Casale i Fond Des Blancs i z czasem pojmując za żony czarne mieszkanki tego kraju. Do dnia dzisiejszego zamieszkują Haiti ich spadkobiercy, którzy nadal, pomimo 200 lat mówią o sobie z dumą: „Nous sommes Polonais” – „Jesteśmy Polakami”. Noszą oni dziwne, odmienne od pozostałych Haitańczyków nazwiska, które wskazują na ich polskie pochodzenie i choć wyróżniają się jaśniejszą karnacją, widać po nich, iż nasi przodkowie nie mieli oporów, by łączyć się z czarną rasą…

Jedność w wielości, wielość w jedności
Polacy mają to szczęście, że w przeciwieństwie do innych narodów europejskich nie stanowią homogenicznej jedności. Przeciwnie, obraz współczesnego Polaka kreowany w mediach, jako katolika, europejczyka  i najchętniej liberała jest obrazem zniekształconym. To jak na wesołym miasteczku pójść do sali luster. Każde daje obraz, ale wypaczony, niekiedy  wyolbrzymiony, zazwyczaj spłaszczony. Pomysł na jedną religię, jeden naród, jedną kulturę (a właściwie pop-kulturę) jest tworem późnym. Powstał w policyjnym państwie pruskim pod koniec XVIII wieku, gdzie w ten sposób walczono właśnie z Polakami wcielonymi poprzez zabory. Natomiast z naszej tradycji płynie wielka swoboda w kształtowaniu polskości i  patriotyzmu. To nam zapewnia nie tylko elastyczność, ale też i witalność. Kultura, która się zamyka sama w sobie niczym ślimak w skorupce, czyni tak, gdyż obumiera, gdyż jest słaba i wie o tym. Nie ma już siły i odwagi, by spojrzeć światu w oczy. To jest źródłem współczesnego kryzysu w społeczeństwach zachodnich: ustalono sobie sztuczne, lecz uciążliwe ramy, poza które tamte narody nie pozwalają sobie wyjść. Tłum zasklepiony w czterech ścianach patrzy tylko, jak jego mięsnie wiotczeją i jak zanika wola walki, a wszak walka jest życiem. Zatem by się przemóc funduje sobie terapię wstrząsową jak multi-kulti, ale czyż w stadium termalnym funduje się pacjentowi elektrowstrząsy?
Uważam, że kondycja naszego narodu nie jest jeszcze tak zła. Stoją za nami doświadczenia wieków, jesteśmy nadal społeczeństwem otwartym, sądzę, że nawet znacznie bardziej otwartym, niż stawiane nam za wzór państwa skandynawskie. Wynika to z naszego słowiańskiego charakteru i historii, bowiem od wieków jesteśmy przyzwyczajeni do różnych sąsiadów, od wieków też różne nacje przybywały do nas, lecz nigdy nas nie zdominowały, przeciwnie, urzeczone naszą kulturą włączały się w nasze społeczeństwo, dodając coś od siebie, jeszcze więcej od nas, Słowian przyjmując. I tak silni wielością przekażemy pałeczkę następnym pokoleniom. Zatem powinniśmy wreszcie powstać z kolan przed Europą, bo nasza historia zdołała nas wiele nauczyć. Dzięki niej mamy swój, własny, odmienny od kreowanego przez chrześcijaństwo czy urzędaników z Brukseli sposób życia. Niech więc i nasi spece od Unii Europejskiej i krzywizny bananów przestaną nam organizować akcję przymusowych przeszczepów, bo to Europa ma się czego do nas uczyć, a myśmy tą lekcję już dawno przerobili. Geniusz Polaka, Słowianina? Owszem, on jest stale obecny w życiu naszego narodu, zaledwie na wyciągnięcie ręki…

Język wilamowicki:


Polscy Ormianie:


Czarni Polacy: 

 


*

przepisy pochodzą ze stron:
http://www.wymysojer.fora.pl/kuchnia-wilamowska,39/molfonkuf-czyli-jajecznica-po-wilamowsku,38.html
http://www.kresy.pl/smacznekresy,zupy?zobacz/zupa-z-chorutem-czyli-gandzabur
http://kuchnia.o2.pl/przepisy/obiekt.php?id_o=69

2 komentarze:

  1. Taki temat i brak komentów? Widzę, że niektórym zatkało kakao ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tu jeszcze Kaszubi Kanadyjscy:
    http://www.youtube.com/watch?v=F0BzekQaYHY ;-)
    Dobrze śpiewają no nie?
    Czuwaj Wiaro!

    OdpowiedzUsuń