środa, 3 kwietnia 2013

Rodzima wiara kochających inaczej

Ratunku, homosie mnie biją! Tak można by ująć w jednym zdaniu niektóre wpisy na rodzimowierczych forach. Przyjrzyjmy się naturze homoerotyzmu w białych rękawiczkach, uzbrojeni w lupę i szczypce.

 

Spisek pederastów a upadek Rzymu

Homoerotyzm obejmujący sobą skłonność mężczyzn do innych mężczyzn i kobiet do innych kobiet kojarzy nam się głównie z starożytną Grecją. To tam mężczyźni się zbierali, by zblazowani urokami dnia codziennego i pięknem niewieścim oddawać się najwyuzdańszym doświadczeniom. Praktykom, które były powodem licznych plotek sensacji, wreszcie fantazji tej części, która ich nie zażyła. W starożytnym Rzymie było podobnie. Owa nowinka miała początków posmak skandalu obyczajowego, a liczne akty prawa potępiały ją, a oddających się takim miłostkom prześladowano prawie na równi z chrześcijanami. Wyrzuceni poza nawias społeczeństwa mieli być otoczeni powszechną wzgardą. Co prawda liczni cesarze, w tym również ci chrześcijańscy, folgowali swoim żądzom, ale wtedy tłumaczono to, ich chęcią pozostawienia w czystości i dziewictwie swych prawowitych małżonek, tak by tym pewniej dostąpiły królestw niebieskiego.  
Starożytny Rzym upadł, w czym niektórzy są skłonni widzieć zmowę  pederastów, przy czym ów spisek miał być zawiązany bądź wśród Rzymian bądź wśród Germanów… Wróćmy jednak do faktów: kultura chrześcijańska z swym kultem czystości, dziewictwa, odosobnieniami, celibatem kapłanów i zaprzeczaniu prawdziwej naturze człowieka tylko sprzyjała szerzeniu się homoseksualizmu. 
Wielu chrześcijańskich „świętych” i myślicieli oddawało się przynajmniej w myślach miłostkom chłopięcym, czego wyrazem są liczne, choć bardzo zawoalowane wiersze. Pisze się w nich, a także w licznych traktatach poświęconych relacjom homogenicznym, o idealnych związkach mężczyzn, gdzie spoiwem jest cnota, umiłowanie Platona i Wergiliusza.  Tym samym średniowiecze upłynęło pod znakiem miłości homoerotycznej, choć było to uczucie głęboko skrywane, nie zawsze w pełni uświadomione i nie zawsze realizowane. Tak było w przypadku mężczyzn, w przypadku kobiet mamy prawo domniemywać, iż było podobnie, choć tu źródła są znacznie szczuplejsze.

 

Największa tajemnica chrześcijaństwa

A jak był pojmowany homoerotyzm w społeczeństwach indoeuropejskich? Na podstawie pisanych źródeł, a jest ich niewiele wynika, iż… nie było problemu! Dokładnie, nie było PROBLEMU, gdyż problem homoseksualizmu urasta wraz z chrześcijaństwem. Po części źródłem tego mogła być podświadoma obawa, iż założyciel tej religii, nieposiadający przez cale życie żony, otaczający się wyłącznie męskim towarzystwem mógł mieć jakieś związki o których ewangelie zebrane u schyłku starożytności, drobiazgowo przejrzane, ocenzurowane, a następnie  włączone do tzw. Nowego Testamentu nie wspominały. Obawa ta mogła być tym większa, że cześć ewangelii, które nie weszły do kanonu spalono… 

 

Plemię ma przeżyć za wszelką cenę!

Ale wróćmy na nasze indoeuropejskie podwórko: jak powiedzieliśmy kwestia homoerotyzmu nie była zdefiniowana jako problem w naszej tradycji. W sagach skandynawskich podano jedynie, że kobieta miała prawo do rozwodu, jeśli mężczyzna był zniewieściały, lecz to termin tak szeroki, że można nim prawie wszystko objąć. Raczej więc nie miał on zastosowania do homoerotyzmu jako takiego, a co do „gnuśności” czyli pewnego stanu niezaradności życiowej połączonego z skłonnością do wygód. Jak odległe to kategorie według naszego rozumowania niech służy fakt, że żona jednego wikinga domagała się rozwodu, bo jej mąż na noc zakładał koszulę odsłaniającą sutki. Trudno więc w naszej tradycji znaleźć jakieś ślady zwalczania osób homoerotycznych. Stanowi to refleks znacznie szerszego zjawiska, jakim było przyznanie prawa do życia we wspólnocie każdej jednostce, która była zdolna do samodzielnego bytu. 
Dlatego też w licznych prastarych  kulturach, tak jak u Indian północnoamerykańskich wyróżniano trzecią płeć, jako swoiste modus vivendi. Czyniono tak bowiem życie plemienia zależało do sił WSZYSTKICH jego członków, obojętnie jakie było nastawienie poszczególnych jednostek do siebie, bo przeżyć mogli tylko WSZYSCY razem, obojętnie kto z kim sypiał. Traktowano to jako prywatną sprawę dwóch osób i tak sprawę zamykano. 
W naszym słowiańskim kręgu mamy dość późne świadectwa homoseksualizmu, nie znaczy to bynajmniej, że nie istniał on wcześniej. Dość późne więc wzmianki podają, że Bolesław Śmiały miewał miłostki z chłopcami, lecz pisał to chrześcijański duchowny, aby zohydzić wizerunek władcy, który skazał na śmierć „świętego” Stanisława. Kolejnym naszym „podejrzanym” królem był Władysław Warneńczyk, o którym pisano, iż jego amoryczne zapasy z młodzieńcami tak go wycieńczyły, że zawiódł pod Warną.

Przyroda, społeczność i czy TO lubić?

Czyż więc homoseksualizm jest wymysłem zdeprawowanego Rzymu? Z pewnością nie. Homoerotyzm jako wynikający z zawiłości rozwoju organizmu okresu płodowego jest obiektywnym biologicznym faktem. Można by się teraz przerzucać argumentami czy wśród zwierząt jest on powszechny, czy nie i stad wywodzić wnioski czy jest „naturalny, czy „nienaturalny”, ale to oczywista droga donikąd. Zwierzęta podlegają trochę innym prawom biologii niż człowiek. Zwierzęta dopuszczają się kopulacji z swym wstępnymi albo w ogóle nie przejawiaj pociągu płciowego rozmnażając się przez partenogenezę czy pączkowanie.
Wróćmy do człowieka, jak szacują naukowcy w każdej populacji ludzkiej odsetek osób będących zdeklarowanymi homoseksualistami waha się od 5 do 10 % (zależnie od przyjętej metodologii) . Cóż to oznacza dla neopogan, rodzimowierców? Tylko tyle albo aż tyle, że z lekka licząc co 10 osoba z nas wykazuje takie skłonności, zdaje sobie z nich sprawę, często wręcz je w myślach afirmuje. 
Co ciekawe nie ma to wiele wspólnego z sympatiami politycznymi czy przynależnością do konkretnego związku rodzimowierczego. 
My, jako rodzimowiercy, neopoganie  odżegnujemy się od etyki chrześcijaństwa, od tego spaczonego spojrzenia na świat, gdzie wszystko jest albo dobre, albo złe, a myśli są kwalifikowane według paragrafów doktryny wiary. Odrzucając tak sztuczny – bo chyba wszyscy się zgodzą, że przeciwny naturze – sposób pojmowania świata zostajemy sam na sam z kwestią lubić homoerotyzm czy nie lubić?
I tu wpadamy jakże łatwo w pułapkę! Homoseksualizmu nie trzeba lubić i nie trzeba nie lubić. Wystarczy, że będzie się traktowało go, jako sprawę obojętną, bo nas nie dotyczącą bezpośrednio. Przeciwnie, wielkie emocjonalne zaangażowanie osób zwalczających homoerotyzm wskazuje na to, że walczą one nie tyle ze światem, co ze samym sobą, z tą części swej istoty, której nie potrafią i nie chcą zaakceptować. Jednym słowem: uderz w stół, a nożyce się odezwą…

Typowy homoś

Jak wiec jesteśmy skłonni widzieć osoby homoseksualne? Zazwyczaj tak, jak wszędobylskie media pragną byśmy ich odbierali. Typowy „homoś” w telewizji lub w kinie to, zmanierowany, wypacykowany mężczyzna, do tego afektowany, mówiący cienkim głosikiem i przesadnie czuły na swym punkcie. Natomiast kobieta to zazwyczaj ostrzyżony na jeża babo-chłop w pasie z ćwiekami, glanach, mówiąca tubalny głosem, którego nie powstydziłby się Pavarotti. Tak postrzegamy osoby homoerotyczne i nie ma się czego wstydzić. Po prostu bezmyślnie łykamy tę całą papkę, która powstając w kuźniach Hollywoodu każe nam również przyjąć, że typowa Amerykanka to platynowa piękność, a każdy skośnooki gość jest mistrzem w kung-fu. Zatem przyjmując za frajer takie wyobrażenia, chłonąc beznamiętnie i bezrefleksyjnie środki masowego przekazu postępujemy dokładnie, tak jak ich właściciele tego pragną. 
Flash Silvermoon,
poganka i lesbijka


A jak my jesteśmy skłonni traktować osoby homoseksualne? Z pewnością z niechęcią, ostrożnością, czemu dajemy wyraz w niewyszukanych żartach. Poszukujemy w ich pożyciu czegoś sensacyjnego, czegoś, co jak mówi Obeliks sprawi, że „zadrżą mi nerwy”. Jednocześnie częstokroć odstręczają nas opowieści i plotki o ich związkach. Czujemy niesmak, mamy poczucie nierealnej dziwności, wejścia w inny świat, w który nie mamy ochoty wcale wchodzić… Z drugiej strony wiele osób heteroseksualnych ma także takie strony swego życia, których za wszelką cenę nie chcemy poznać! Przykład? Proszę bardzo; wyobraźmy sobie mężczyznę i kobietę w wieku 80 lat, którzy zażywają cielesnej bliskości…


Jak się z tym czujemy? Dziwnie? Czujemy niesmak? Że oni nie powinni tak…? Ale jednak tak robią, nie krzywdzą nikogo przy tym, to ich całkowicie prywatna sprawa, a my nie mamy żadnych skutecznych środków, by ich od tego ostatecznie odzwyczaić. Bo i dlaczego? Co więcej oni są przez to bezczelnie szczęśliwi! Pozostaje więc przyjąć to do wiadomości. Tak jest i z homoerotyzmem: trzeba to przyjąć i już… Bez moralizowania, narzucania swej etyki czy gróźb, przyjąć jako fakt, który nie ma (jeśli nie ma) z nami nic wspólnego.
Ale chwileczkę! Przecież nasze życie, jeśli składa się w 50% z seksu, a piszę to też o osobach heteroseksualnych, to możemy sobie pogratulować! Większość czasu jednak będąc z kimś w związku poświęcamy na zupełnie inne, różne sprawy: praca, porządki w domu, zakupy, dbałość o inne osoby, a intymne bycie sam na sam zajmuje nam średnio zaledwie kilka chwil w ciągu dnia. Czy jest więc czym się ekscytować w przypadku osób homoseksualnych? Zatem tak naprawdę homoerotyzm to w rzeczywistości wyjątek z całego dnia przepojonego trudami i obowiązkami. Czy więc to, że ktoś – powiedzmy mój kolega z pracy –  sypia z mężczyzna powinno rzutować na mój do niego stosunek? Oczywiście łatwo jest wyobrazić sobie takie sytuacje, ale spójrzmy na to inaczej: czy to z kim kładzie się spać wpływa na jakość jego (i naszego) życia, czy pozbawia go (nas) poczucia tego co słuszne i godziwe? Czy taka osoba nie ma poczucia własnego honoru, wewnętrznej etyki? Znów nie: ona po prostu kocha inaczej i pragnie, by to było uszanowane…

 

Neopoganie i homoerotyzm


Jak wygląda kwestia homoseksualizmu wśród neopogan? Zasadniczo różnie, zależnie od tradycji. Niektóre grupy, zazwyczaj związane z środowiskami prawicowymi patrzą niechętnym okiem na homoerotyzm. Z drugiej strony mamy wiele przykładów postawy tolerancyjnej, a nawet afirmatywnej wśród neopogan. Zwyczajowo wiccanie, jako najbardziej otwarci wobec świata, przejawiają najmniej uprzedzeń wobec osób homoerotycznych. I choć wytykano Geraldowi Gardnerowi (1884-1964) kilka dwuznacznych wypowiedzi, nie zostały one podjęte przez ruch ani potraktowane jako credo. Przeciwnie, sam autor nie podkreślał ich, traktował raczej jako efekt chwili swej słabości, a w duchu jego nauk trudno znaleźć coś, co można by traktować jako argument do wykluczenia gejów czy lesbijek. Nadrzędne hasło wiccanizmu „gdy nie krzywdzisz, czyń, co wola” dostatecznie dobrze ilustruje postawę ruchu wobec homoerotyzmu. Krzywdzić wszak można i w związku heteroseksualnym i można nie krzywdzić w związku homoseksulanym… Co więcej z posady, którą Gardner stworzył wykiełkowała wicca dianiczna dedykowana przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, kobietom pragnącym związać się z innymi kobietami.


Lecz to nie tylko wicca dianiczna, ale też takie stowarzyszenia jako Bractwo Minojskie, są wyraźnym probierzem tolerancji tego ruchu. A propos Bractwa Minojskiego, mało kto wie, że do jego założenia przyczynił się nasz rodak, u nas całkiem nieznany, Edmund Buczynski (1947-1989) archeolog i założyciel walijskiego czarostwa tradycyjnego. Początkowo związany z kemetyzmem, w 1977 roku założył wiccańskie Bractwo Minojskie, które miało grupować mężczyzn o skłonnościach homoerotycznych, a którzy pragnęli wrócić do pradawnych wierzeń europejskich.
Edmund Buczynski
To powiedzieliśmy o wicca, natomiast w odynizmie nie brak grup traktujących homoerotyzm jako coś niepożądanego, z drugiej strony istnieje również wiele grup odynistów, gdzie członkostwo nie jest uwarunkowane tą czy inną koncepcją seksualności, wreszcie nie brak i takich grup, które powstały wyłącznie z myślą o osobach homoseksualnych. Sprawa ma się podobnie w druidyzmie, gdzie jednak margines swobody jest znacznie większy, bowiem w łonie tego ruchu praktykowane są również homoseksualne małżeństwa, w tym nawet między kapłanami i kapłankami o orientacji homoerotycznej.

Philip Main i David Girvan,  
druidzi i małżonkowie 
od 2005 roku
Jeśli zaś chodzi o rodzimowierstwo słowiańskie, to sytuacja jest podobna do tej, która panuje w innych wyznaniach: są grupy jawnie odżegnujące się od takich związków, lecz większość jednak stanowią zrzeszenia, gdzie sprawa seksualności jest traktowana jako kwestia prywatna i nie ma ona wpływu na ocenę danej osoby w oczach pozostałych członków i władz. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że osoby homoerotyczne są obecne w naszym gronie niemal od jego powstania, a przykład pewnego uznanego pisarza jawnie głoszącego swą orientację najlepiej pokazuje, że bycie lub niebycie dobrym Rodzimowiercą nie jest uzależnione od tego, z kim się jest związanym. Związek z drugą osobą to sprawa osobista i o ile nie krzywdzi się innej osoby – nie ma to wpływu na relację z Bóstwami. Bóg Rod powołując nas do życia musi wiedzieć, że z części z tych grud, które ciska wyrosną inne kiełki. Wie to i skoro temu nie przeciwdziała – znaczy, że godzi się na to, przyjmuje to, bo kocha swe dzieci.
A skoro Ojciec Rod to akceptuje, to kim my jesteśmy aby to ewentualnie kwestionować…?


wideoblog poświęcony homoerotyzmowi wśród neopogan:

blog Davida Crawforda - kochającego inaczej druida 

strona Świątyni Diany - wicca dianiczna

wicca dianiczna - Europa Środkowa

strona poświęcona odynizmowi mniejszości seksualnych

24 komentarze:

  1. Przyznam, że tekst kolegi dla mnie zaskakujący... Nie będę ukrywać, że nie rozumiem tego typu odchyłów. Jeśli by mnie który z tych ''lalusiów'' próbował dotknąć- niechybnie spocząłby na ołtarzu Ofiarnym dla Bogów. Ogólnie niech żyją, byleby nie podskakiwali!
    Co do artykułu- uważam, że z punktu widzenia edukacyjno-informacyjnego- bezcenny!!! Chylę czoła dla kolegi odwagi. Jesteś pierwszym jakiego znam, który odważył się na upublicznienie pederaskich jednostek w kręgach rodzimowierców. Brawo ! Już widzę te oburzenia, i obrażanie kolegi. Jak coś licz na moją pomoc....

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek "Ratunku, homosie mnie biją! Tak można by ująć w jednym zdaniu niektóre wpisy na rodzimowierczych forach. Przyjrzyjmy się naturze homoerotyzmu w białych rękawiczkach, uzbrojeni w lupę i szczypce." - zdecydowanie słaby... Postawiona teza, zawieszona gdzieś w niebycie, nieweryfikowalna... tym bardziej, że potem w dalszej części tekstu stoi "Jeśli zaś chodzi o rodzimowierstwo słowiańskie, to sytuacja jest podobna do tej, która panuje w innych wyznaniach: są grupy jawnie odżegnujące się od takich związków, lecz większość jednak stanowią zrzeszenia, gdzie sprawa seksualności jest traktowana jako kwestia prywatna i nie ma ona wpływu na ocenę danej osoby w oczach pozostałych członków i władz." - może by więc tak minimum konsekwencji? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Czytelnik szalenie celnie wypunktował wszystkie niedociągnięcia, czemu jednak wyposażony w tak rozległą wiedzę sam nie opracował artykułu na dany temat?

      Usuń
  3. Rękawiczki rozumiem, w dobie AIDS i opryszczki też byłbym ostrożny. Ale ta lupa i szczypce do czego potrzebne? Czyżby obiekt badań miał jakieś problemy z wielkością? Że bez tego ani rusz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta... Nie tylko który wyskoczy na obrzędzie u RW czy SW.
    Kiedyś składało się ofiarę z konia... ;)


    /Wkurwigniew

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panowie ten artykuł to jak lawina. im dalej od początku tym większy ma rozpęd. :) wiele w swoim zyciu doświadczyłem, ale o takich świństwach nie wiedziałem. pod co to podpiąć? masochizm? zespół Touretta? ostatnie stadium choroby alkoholowej?

      Usuń
  5. Dawny słowiański obrzęd o nazwie Stado to jak greckie bahanalia, czysta orgia, hulaszcza zabawa, uprawianie zbiorowej miłości.
    Kto jest za powrotem do tradycji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli będzie połączone z wędkowaniem to czemu nie?

      Usuń
    2. A kto powiedział, że trzeba powracać, niektórzy praktykują non-stop ;)

      Usuń
  6. To co tu wyczytalem to stek bzdur ! Homseksualni istnieli zawsze w kazdej kulturze i strefie geograficznej, tak teraz jak i tysiace lat temu ! Poza tym pisze sie tu o tym jakby tu chodzil otylko o seks .. a bycie homoseksualnym to także sfera emocjonalna, uczuciowa. JAK mozna szerzyc cos co jest jedną z natur czlowieka .. W naturze (na którą tak się powolujecie) także istnieją zachowania homoseksualne (obok heteroseksuaklnych) ... np. u niektorórych gatunków zwierząt...(delfiny, koty,psy, i wiele innych) Istnieją hermafrodyczne rosliny i zwierzęta ... bo na ziwemi istnieje ROZNORODNOSC tak u czlowieka jak i w przyrodzie ktorego on jest czescią. Dlaczego wuięć nie mowi sie o "szererzeniu się" hetroseksualności .. ? To działa w obie strony ale prawa jest taka ze NIE MA CO sie rozszerzać bo jest to częscią nas i natury.
    W historii lduzkiej, ZAWSZE byli osobnicy heteroseksualni jak i homoseksualni... Takzę w czasach przedchrzesicjanskich. NIKT tego nie potepiał dopiero wprowadzenie chrzescijanstwa zamąciło w glowach tych, ktozy dali sobie zrobic wode z móżgu i pranie mozgu ... Odłozyli na bok samodzielne myslenie i rozmumowanie. Ludzie homoseksualni rodzasie ze związków heteroseksualnych ... więc niczemu to mnie przeszkadza... Jest nas juz prawie 8 miliardów ... więc raczej osoby homoseksaulne tmeu jakos do tej pory nie przeszkodziły. Dlatego przynajmniej tutaj niech nie robi sie ludziom wody z mozgu i nie opowaida bajek i powiela utrwalajać stereotypy ...
    Jesli kiomus brakuje wiedzy na ten temat, radze sie torche douczyć, dokształcić, doczytać .. jest tego teraz wiele, wystarczy chciec a nie powtarzac obiegowych idiotyzmow. Pozdrawiam.
    A jak kto chce ze mną ne ten temat pogadac : kocisko1@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że powyższy komentarz dotyczy jakiegoś innego artykułu, może z portalu fronda.pl lub zbliżonego ideowo? Nie pomyliło ci się coś?

      Usuń
    2. sądzę, że chodziło o posty pod artykułem Wiedmirze. :)

      Usuń
    3. Tak, chodziło o posty niektorych a nie o sam artykuł, ktory jest w porzo :-)

      Usuń
  7. W starosłowiańskich Wedach można wyczytac iż KAZDY miał wówczas swoje miesjce w słowiańskiej wspólnocie .. Także i mężolubcy. Byli oni traktowani nieco inaczej ale na pewno nie byli wykluczani ze wspólnoty. Podczas obrony przed napaściami innych plemion - tak samo brali w tym czynny udział jak inni mężczyźni ... Wprawdzie nie płodzili dzieci z kobeitami ale za to robili wiele innych pozytcznych rzeczy ... iwcale im nic nie ubywało z męskosci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniales dodać że w razie śmierci jednego lub obojga rodziców, w społecznościach słowianskich przedchrzesicjanskich, homoseksualni także opiekowali sie osieroconym dzieckiem ale wczesiej musieli to uzgodnić ze wspólnotą (starszyzną), która na ogół zgadzała się na to o ile homoselksualni cieszyli sie aprobata i zaufaniem wspolnoty. Ale brały sierotę takze i heteroseksualni ... bywalo roznie. Chce tylko powiedziec że homoseksualni nie byli odrzucani i przy odpowiedich uwarunkowaniach dawano im (albo parze homoseksualnej) dziecko na wychowanie jesli zostalo nagle sierotą.

      Usuń
    2. choć nadal podtrzymuję swe stanowisko w sprawie osób homoseksualnych, pragnę stwierdzić, że NIE MA takiej rzeczy jak "STAROSŁOWIAŃSKIE WEDY". to zwyczajna mistyfikacja :D

      Usuń
  8. Bezdenna ignorancja i idiotyzm niektórych postów mnie przeraża ... DOuczcie sie troche, poczytajcie, nie znacie NIC poza obiegowymi idiotyzmami .. ma racje "Anonimowy z 22.4.2013"; który napisal to co napisał ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Może nieco z innej beczki .. (bo na temat mężołożców/mężolubiaszczych własciwie powiedziano dość). W rzeczywistosci pojęcie etniczne "Słowianie" nieistnieje. To tylko okreslenie na podobienstwo i / lub wspólnote językową a nie rasową czy etniczną. Jestesmy genetycznie wzyscy wymieszani .. tygiel etniczny i językowy w czasach prasłowianskich jst tego dowodem .. W jezykach praslowianskich i słowianskich istnieją słowa pochdozace z Babilonii czy Sumeru (slowa pochodzenia akkadzkiego, perskiego)...

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak. Po prostu przyjąć do wiadomości, że są ludzie homoseksualni, tak jak biseksualni czy heteroseksualni. Dopóki niktg ikogo nie krzywdzi .. wszystko jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem rodzimowiercą, jestem lesbijką i dobrze mi z tym. Art interesujący, pomijając pewne ,,fakty'' historyczne, które zostały chyba zniekształcone na potrzebę tego dzieła literackiego.

    OdpowiedzUsuń
  12. a z ciekawości o jakich "faktach" piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dzięki za nie do końca pewnie wyczerpany, a jednak bliski memu sercu artykuł. I generalne cały blog czytam chętnie i zupełnie jakby ktoś mi znajomy pisał - choć absolutnie nie jest to prawda.
    Zasadniczo... zgadzam się! :)
    Ot co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki wielkie, a jesteś pewna, że sie nie znamy? :)

      Usuń