niedziela, 3 marca 2013

Słowianolubia, a dlaczego nie Samożycie?

Nazwa naszego bloga, a być może nawet nazwa własna – Słowianie, świadczy o tym, że Zorian miał rację, pisząc „sami sobie cudzymi”. Skoro coś tak nachalnie podkreślamy, wzbudza to podejrzenie, że to tracimy, a nawet już straciliśmy i w magiczny sposób – „słowem” pragniemy podtrzymać gasnącą moc albo przywołać to, czego pragniemy, gdy nam tego brakuje. Nie tylko u nas tak się dzieje, np. Amerykanie za pomocą „magii słów”, chcą uzyskać kreatywność, równość, wolność, demokrację, której stale im brakuje. Mają nawet na tę magię specjalne określenie – political correctness.
Dlaczego abdykacja Benedykta XVI stała się głównym tematem we wszystkich mediach w Polsce?
Jakie znaczenie ma dla Polaka, kto zasiada na Stolicy Piotrowej?
Przecież to głowa obcego państwa, która zadecyduje co najwyżej o wysokości świętopietrza. A sądząc po fermencie i zainteresowaniu jakie wywołała ta zmiana, Polacy są już chyba bardziej katolikami niż Polakami, a Słowianami chyba już wcale. Chociaż może nie do końca, bo jak wybrano Karola Wojtyłę na papieża, podkreślano jego słowiańskość. Wyszukano nawet zapomniany wiersz Słowackiego (raczej wbrew jego zapatrywaniom), nadając mu nawet nowy tytuł „Słowiański papież”, choć do tej pory znano go po prostu, jako „Pośród niesnasków Pan Bóg uderza...” A i sam JP II do słowiańskości się odwoływał.
Dziwne nieprawdaż?
Do czego zmierzam? Gdyby słowiańskość nie była dla nas problemem po prostu w ogóle nie pisalibyśmy o niej, nie używalibyśmy tej nazwy. Bylibyśmy ludźmi i już*, ale daliśmy uczynić się „sami sobie cudzymi” i teraz cierpimy, siedząc okrakiem na „przedmurzu chrześcijaństwa” między „zachodem a wschodem” itp. Niezbyt to wygodna pozycja i nie powiem co, zwłaszcza facetów, może zaboleć.
A ja nie chcę okrakiem, chcę zejść na ziemię i usiąść wygodnie, a nawet się położyć na miękkim mchu mojej rodzimej tradycji i kultury, także tej materialnej, być może niewyszukanej, ale idealnie dostosowanej do naszej przyrody, klimatu i ludzi tu zamieszkujących od wieków. Zalec z lubością, w zapatrzeniu w swojskie krajobrazy. Może przaśnie, może siermiężnie, w kapocie z lnu, łapciach z łyka, ale na swoim i za swoje. Bez rujnującego psychikę poczucia, że zaraz ktoś mnie stąd wygoni, bo nie nadążam spłacać kredytu, który ktoś zaciągnął w moim imieniu nie wiadomo na co.
Zachód od wieków nas kusił błyskotkami, ale zawsze musieliśmy za to płacić tym, co w gruncie rzeczy najcenniejsze – ludzie, terytorium, żywność, zasoby przyrodnicze, wiara i dobre relacje z narodami, z którymi możemy się dogadać bez tłumacza. Co w zamian?
Łatka niezbyt rozgarniętego sąsiada, po prostu dobrodusznego przygłupa, którego można zawsze nabrać, oszukać, a potem udobruchać kolejnymi obiecankami lub starymi ubraniami, rzeczami, które nam się już nie przydadzą, a on się ucieszy jak szczerbaty do sera. Czy nie macie takiego wrażenia, że właśnie tak jesteśmy traktowani, realnie patrząc na ostatnie tysiąc lat historii naszej obecności w tzw. Europie? A choćby ostanie 70 lat (od 1939) z „przełomowym” rokiem 2004 „wuniowstapienia”? A nieubłaganie zbliża się 1 maja 2016 roku, kiedy minie 12-letni okres ochronny na swobodny obrót ziemią rolną w Polsce i bez ograniczeń będą ją mogli kupować w Polsce cudzoziemcy z UE. Czy przez te 12 lat „wuniowstapienia” dochody Polaków choćby zbliżyły się do dochodów mieszkańców „starej Unii”?
Polscy rolnicy po ostatnim szczycie unijnym, który miał być takim niebywałym „sukcesem” rządu wiedzą już, że w kolejnym okresie budżetowym UE 2014-2020 dostaną mniej niż w poprzednim. Na tzw. wspólną politykę rolną Polska dostała teraz 28,5 mld euro, niby, nominalnie 1,5 mld więcej niż poprzednio, ale uwzględniając inflację i wzrost kosztów produkcji, choćby cen paliw, znacznie mniej. Pomijam tu już gorszą (z punktu widzenia dostępu do pieniędzy konkretnego chłopa) a wymuszoną przez UE strukturę wydatków oraz ogólny wzrost polskiej składki do budżetu UE. Cudów nie ma, jakby nie liczyć, pieniędzy będzie mniej. W jaki zatem sposób polscy rolnicy mogą skutecznie konkurować o zakup własnej ziemi z kapitałem zachodnim? Historia się powtarza, za ułudę dobrobytu z cudzej łaski znów zapłacimy ojcowizną.
Żeby nie dać się tak nabierać, musimy najpierw polubić samych siebie, pozbyć się kompleksów wobec zmitologizowanego Zachodu. To jedyny sposób, aby nabrać pewności siebie w kontaktach z innymi.
Polubić siebie z naszymi zaletami (one są, muszą być, inaczej nie przetrwalibyśmy przez wieki i nie zaludniali tak licznie Europy), ale i wadami, przywarami, wbrew pozorom wcale nie są większe niż u innych. Jak w starym dowcipie o reklamie biura turystycznego w Niemczech. „Turysto przyjedź do Polski, twój samochód już tam jest”. Podobne biuro w Polsce reklamujące wycieczki do Niemiec mogłoby reklamować się: „Turysto przyjedź do Niemiec, twoje przedwojenne dobra, dzieła sztuki i zbiory muzealne już tam są, a nawet abażur z Babci i mydło z Dziadka też się znajdzie” :)
Dlatego na razie Słowianolubia, a jeszcze nie Samożycie.

* - Tak jak Innuici są w swoim języku po prostu „istotami ludzkimi”.

3 komentarze:

  1. Witam!
    Cieszy mnie nowa strona promująca Słowiańszczyznę. Brawo! Im więcej w sieci stron o naszej tożsamości - tym lepiej.

    Pozwolę sobie jeszcze na garść uwag (taki już jestem).

    W nagłówku jest napisane: "W poszukiwaniu słowiańskości..., a nawet jeżeli okaże się czczym wymysłem..."

    Słowiańskość, Słowiańszczyzna, Sławia nie są wymysłem. To rzeczywistość i fakt. Słowiańszczyzna broniła się setki lat przed nadjordańską dżumą i choć tępiona była z mściwością typową dla dogmatolubców - przetrwała! Tak więc nie gonimy za fikcją, efemerydą, wymysłem - a odtwarzamy naszą tożsamość. Bo inaczej jesteśmy tylko "boazerią"

    Kolejna uwaga dotyczy ankiety na bocznym panelu. Chciałem zagłosować, ale niestety można kliknąć tylko na jedną odpowiedź. Ankiety można ustawiać tak, że dopuszcza się kliknięcie kilku odpowiedzi.
    W mojej ocenie obecnie łączą nas - Słowian - duchowe pokrewieństwo, kulturowe korzenie i zamierzchła historia. Język już nie tak bardzo, gdyż jest mocno zróżnicowany.
    Czy moglibyście ustawić ankietę tak, aby można było kliknąć kilka odpowiedzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy za docenienie naszych skromnych wysiłków.
    Jeszcze Sławia nie zginęła, póki my żyjemy :)
    Ankietę już przerobiłem, można wybierać więcej odpowiedzi na raz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nagłówek naszej Słowianolubii od samego początku takim właśnie sobie wymyśliliśmy. Jego specyficzna pytająca forma jest z góry nakierowana na ogół kompletnie skołowaconego czytelnika. Może dzięki temu choć odrobinkę pozwoli mu na to, aby samemu[oczywiście dzięki naszym podszeptywaniom], móc poszukiwać, tej słowiańskiej historii oraz piękna z jej mitologią, wierzeniami i obrzędami.

    OdpowiedzUsuń