niedziela, 24 marca 2013

Słowianolubia czyli miejsce spotkań

Słowianolubia to miejsce otwarte dla wszystkich wielbicieli tego, co słowiańskie. A to, co słowiańskie, to nie tylko neopogańskie rodzimowierstwo, wiara przodków, mity i domniemane „rdzenne” tradycje religijne. To także jak najszerzej pojęta kultura, duchowa i materialna w słowiańskiej dziedzinie oraz ludzie, którzy ją tworzą, czyli zarówno „Murzyn” Puszkin, jak i „Żyd” Tuwim, „Niemiec” Alfons Mucha, „Francuz” Szopen i „Amerykanin” Szukalski.
Czy jak ktoś jest katolikiem, prawosławnym czy buddystą to już „zdradził naród”, automatycznie przestał być Słowianinem, Polakiem czy kim tam jeszcze?
Chyba nie, nie przesadzajmy, nie odstraszajmy od słowiańskości swoim etnicznym puryzmem i nieprzejednanym fanatyzmem religijnym. Prawdopodobnie chrześcijaństwo tak łatwo i stosunkowo bezboleśnie się przyjęło na Słowiańszczyźnie właśnie dlatego, że nasi przodkowie byli tolerancyjni i przyjaźnie nastawieni do Jezusolubów. Tacy prawdopodobnie byli, czy to źle? A zupełnie inna sprawa czym to się skończyło.
Zamysł naszego bloga jest nieco inny niż odkłamująco-polemiczny, z katolicyzmem przede wszystkim, która to tematyka praktycznie zdominowała rodzimowiercze i prosłowiańskie blogi, a zwłaszcza pogromcę jahwizmu: http://opolczykpl.wordpress.com/.
Podziwiamy jego zapał i bezkompromisowe dążenie do „prawdy”, ale nas nudzą i męczą ciągłe spory z jahwizmem, czym by nie był, szkoda na nie energii. Zgodnie z zasadą: „nie dyskutuj z głupcem, ponieważ najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem” :)
Wolimy wyprzeć jahwizm z naszych umysłów, a potem z otoczenia (bliższego i dalszego) pogodną afirmacją słowiaństwa, a nie umartwieniem się, rozpatrywaniem historycznych krzywd i nurzaniem w syndromie oblężonej twierdzy. To akurat typowe dla jahwizmu opartego na poczuciu strachu i ciągłym kajaniu się za wyimaginowane grzechy przed funkcjonariuszami boga-despoty, który zagląda nam nawet pod kołderki :)
My chcemy oddychać pełną pogańsko-słowiańską piersią, ciesząc się życiem, pięknem przyrody, rodzimą muzyką, sztuką, wigorem naszych ciał i umysłów danymi nam przez naszych szczodrych Bogów. Precz z cierpiętnictwem jahwistycznym czy rodzimowierczym – jednako nas odstręczają :)
Zapraszamy - skromnie, ale czym chata bogata :)

2 komentarze:

  1. Hej

    Do"pogromcy jahwizmu" daleko mi brakuje. Ja go "gromię" a on nadal okupuje nasze święte pogańskie miejsca. I nie zamierza rezygnować z monopolu na patriotyzm, polskość, marzy o "rechrystianizacji" Polski. Znam tę dżumę na wylot i nie zamierzam jej tolerować. Tolerować mogę jedynie na zasadzie wzajemności - toleruję tych, którzy mnie tolerują. A tym, którzy chcą mnie "nawracać" lub uznają za renegata, bo nie wierzę w nadjordańską dżumę nie zamierzam nadstawiać policzka.
    Nie nazywam jahwistów zdrajcami narodu, a zdrajcami wiary, kultury, tożsamości i Ducha Słowiańszczyzny.
    Inna sprawa, że za zdrajców to oni nas uważają, bo twierdzą, że zdradziliśmy "świętą wiarę naszych ojców", jedynie jedyną prawdziwą, nadjordańską...
    Nigdy tego co piszę nie uważam za "prawdę" jedyną i ostateczną. Piszę co czuję i jak uważam.

    Wyparcie jahwizmu z głów nie zmiena faktu, że on nadal zadżumia miliony naszych rodaków, że nadal okupuje nasze święte pogańskie miejsca, i że nawet rodzimowiercy płacą podatki, z których jest on dofinansowywany przez państwo.
    Filozofia strusia nie zawsze jest dla strusia korzystna.

    Ja u siebie oddycham pełną pogańsko-słowiańską piersią. Nie jestem cierpiętnikiem. Po prostu boli mnie to, że miliony rodaków nadal jest duchowymi niewolnikami nadjordańskiej dżumy. I dlatego o tym piszę. Nie zapominając i o promowaniu naszej pogańskiej, słowiańskiej tożsamości i kultury.


    W tym co jest nam wspólne - wspierajmy się. Tam, gdzie jest nam po drodze - pomagajmy sobie.
    Natomiast nie spierajmy się, a zwłaszcza nie walczmy pomiędzy sobą. Bo to nasza zguba.

    Sława!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadajemy sobie sprawę, że w Polsce do równego traktowania obywateli niezależnie od wyznania jeszcze daleko, są „równi i równiejsi”. Np. naszym zdaniem stosunek związków wyznaniowych powinna regulować jedna, jedyna ustawa, jednaka dla wszystkich wyznań, a nie kilka, wyraźnie faworyzujących niektóre z nich, lecz nie zamierzamy spędzić reszty życia na krucjacie, aby to się zmieniło, bo zwyczajnie nie tylko od nas to zależy. Mieszka w tym kraju trzydzieści kilka milionów ludzi.
      Nam też wiele się nie podoba, mnóstwa spraw nie akceptujemy, choć znosić musimy, ale jako metodę walki obraliśmy „zarażanie dżumą słowiaństwa”, jeśli jest w nim coś wartościowego, obroni się samo, przyciągnie ludzi, trafi do ich słowiańskich serc. Zagra na zapomnianej, ale jeszcze niestraconej (mamy nadzieję) nucie, która gdzieś tam w naszych słowiańskich duszach się kołacze, ale słabo ją słyszymy w zgiełku tego świata.
      Walczyć ze słowianolubami nie mamy zamiaru – w jedności siła i w kupie raźniej, ale to nie nasza wina, że środowisko jest takie rozproszone i każdy sobie rzepkę skrobie. Być może to rys naszego słowiańskiego charakteru, który przyczynił się do wpuszczenia „nadjordańskiej dżumy” w X w.

      Usuń