niedziela, 3 marca 2013

Słoma w butach i onuce – słowiańska tradycja ;)

Niepokojące doniesienia prasowe o tym, że pada ostatni bastion słowiańskiej tradycji w wojsku zmusiły mnie do zajęcia stanowiska – Słowianolubia nie może pozostać obojętna na takie deptanie odzieżowej mądrości przodków.  Portal TVN 24 (a także inne), powołując się na rosyjskie źródła, doniósł, że w ramach wymiany umundurowania na nowocześniejsze rosyjska armia zrezygnuje z onuc. Jak stwierdził kategorycznie rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu: „Do końca roku 2013 będziemy musieli zapomnieć o słowie onuce [портянки]”.
Rosyjscy żołnierze niezbyt zadowoleni z walorów nowego umundurowania, które przydzielono im do testowania, niechętnie odnieśli się do zapowiadanych zmian, twardo obstając przy tym, że w warunkach polowych nie ma to jak onuce i żadne skarpetki, zwłaszcza syntetyczne nie są tak dobre dla żołnierskich stóp. Zwłaszcza że buty w wojsku (nie tylko rosyjskim) wydaje się zwykle w dwóch rozmiarach „za duże” lub „za małe”. Bez onucy dopasować ich nie da rady, nie wspominając już o tym, że w czasie wojny z byle kawałka tkaniny da się zrobić onuce, a mokre po praniu onuce da się wysuszyć rozłożone pod prześcieradłem czy w śpiworze przez noc. Z grubszymi skarpetkami już taka sztuka się nie uda. Ponadto dobrze zawiązane onuce chronią lepiej nogi przed otarciami, nie zsuwają się, są cieplejsze zimą, lepiej wchłaniają pot latem, a po przetarciu na pięcie wystarczy je inaczej zawinąć i problem z głowy, a skarpetki nie tak łatwo zacerować, żeby nie ocierały, czasem to w ogóle niemożliwe. Wiem, co piszę, sam onuce w wojsku nosiłem. Do dzisiaj wielu docenia ich walory, także w Polsce, są elementem odzieży roboczej górników i nie tylko.
 
Co tam onucki, ich brak można jakoś przeżyć, tym bardziej że jak wieść niesie na wyposażenie rosyjskiej armii, wprowadził je dopiero car Piotr I w XVIII wieku, podobnież w surowym klimacie sprawdzały się lepiej niż pończochy. Osobiście nie wierzę, że onuce nie były znane wcześniej autochtonom.
Co potwierdza nieoceniony Zygmunt Gloger:
„Onuca, onuczka, szmat, chusta płócienna (zimą bywa kuczbajowa), do obwijania nóg w butach lub chodakach. Buty wyściełano słomą czyli wiechciami. Senatorowie i magnaci mieli do tego chłopców, hajduków, pajuków, do których należało codzień słomę przycinać albo w ręku ją wymiąć. Pod koniec czasów saskich w miejsce onuczek zaczęto używać skarpetek i mesztów tureckich, a miejsce słomy zajęła kuczbaja albo podeszwa pilśniowa. Ludzie jednak starej daty utrzymywali, że słoma lepiej pot z nóg wyciąga i codzień świeża lepiej ochędóstwo utrzymuje. Jan Klemens Branicki, hetman wiel. kor., (ożeniony z siostrą króla Stanisława, zmarły r. 1771) był człowiekiem tak dalece staropolskich nawyknień, że do śmierci nie zamienił onuczek na skarpetki. W wojsku polskiem zarówno oficerowie jak i żołnierze, zwłaszcza podczas kampanii, używali onuczek w miejsce pończoch i skarpet, jako lepiej utrzymujących ciepło, nie ulegających tak podarciu i łatwiejszych do prania. Lud polski w noszeniu onuczek i wiechci dotąd zachowuje dawny zwyczaj.”
Co tam onucki, ale tej słomy, czyli wiechci żal. O ileż zdrowsze byłyby (głównie męskie) stopy, o ileż lżejsza atmosfera szatni i innych przybytków gdzie wiele par obuwia stoi.
Zanika niestety stara słowiańska tradycja, nie ma komu jej podtrzymywać. Powiedzenie, że „słowa komuś z butów wystaje (wychodzi, wyłazi)” stało się synonimem prostactwa, złych manier lub chamstwa po prostu. Jakże niesłusznie w dobie popularności naturalnej odzieży z ekologicznych materiałów. A mając do tego w pamięci wpis Glogera i piosenkę Macieja Zembatego, to już naprawdę chybiony idiom :)
Podobno rosyjską armię czeka jeszcze jedna rewolucja, jak wieść gminna niesie na wzór armii amerykańskiej mają również zmieniać codziennie bieliznę, pozostała im tylko kwestia do ustalenia kto z kim. Ale to już temat na kolejny wpis z cyklu słowiańskie tradycje... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz