środa, 13 marca 2013

Rodzimowiercy a figowy listek

Pogaństwo, a w jego ramach rodzimowierstwo, są pierwszymi w czasach nowożytnych ruchami religijnymi, które za swe centralne odniesienie uznali stosunek człowieka do otaczającej nas Przyrody i ponowne zjednoczenie z nią jednostki. Szczytne cele to oczywiście jedno, a zwykłe szare życie to zwykle drugie…
Gdybyśmy na chwilę przestali szermować ogólnikami i skupili się na szczegółach – z nich to bowiem życie jest utkane – wyszłyby na jaw pewne zjawiska, których radzi bylibyśmy nie wywlekać na światło dzienne. Powrót do natury i jej akceptacja, ba, wręcz afirmacja, którą głosimy, oznacza, że musimy zaakceptować to, jakimi w jej ramach jesteśmy. A jakimi jesteśmy? Toż rodzimy się jak nas Bogowie stworzyli… I tu docieramy do interesującej nas kwestii: czym jest nagość dla przeciętnego rodzimowiercy? No właśnie, jest nadal kwestią wstydliwą…
Co prawda każdy i każda z nas odrzuca z założenia tezę o grzeszności ludzkiego ciała i wszelkich wynikających z tego potrzebach fizjologicznych, ale niestety poza tym filozoficznym parawanem kwitną nadal stare idee. Jesteśmy dziećmi swych czasów, dziełem tego, w jakich kręgach się obracamy i jakie te kręgi podzielają wartości. Nasza postawa jest więc w pewnym sensie wypadkową  naszego społeczeństwa. A jaka ona jest, każdy może się naocznie przekonać, gdy w sezonie letnim uda się na basenie do szatni. Przybytki te są świadkami, iż nasi współplemieńcy nie zmienili swego podejścia od przeszło 150 lat i zachowania rodem z czasów wiktoriańskich nadal egzystują. Generalnie krępujemy się rozbierać w obecności innych i jest też w tym jakaś naturalna dla człowieka potrzeba prywatności i intymności. Z drugiej strony wszelkie, nawet przypadkowe obnażenie powoduje zazwyczaj wybuch małej sensacji – atrakcji na miarę szatni i płytkich pojęć jej rozbawionych użytkowników. Zatem rewelacja będąca okazją do wybuchów tubalnego śmiechu, niekończących się komentarzy i wspomnień z lubością powtarzanych przy rodzinnym stole, gdzie przy okazji druzgoczemy i inne „nowe prądy”, choćby nawet nie były z nagością związane. Zatem, powtarzam, szatnie na basenach są często scenami prawdziwych dramatów, kiedy szamocząc się z ręcznikiem staramy się w naprędce przykryć owe miejsca, które przez nieuwagę odsłoniliśmy…
Takie podejście ogólnie nie ma wiele wspólnego z kulturą naszych słowiańskich przodków, gdzie ciało było traktowane afirmatywnie, jako rzecz sama w sobie i dobra i piękna. Oburzało to apostołów nowego zabobonu, którzy ze zgrozą odnotowywali, że obie płcie zazwyczaj wspólnie zażywały kąpieli nago czy to w celach higienicznych, czy wyłącznie rekreacyjnych.
Iż było to tworzenie, nieistniejącego problemu, niech świadczy fakt, że takich kąpieli zażywano wspólnie aż do końca XVIII wieku, póki rygoryzm moralny płynący z chrześcijaństwa nie wykorzenił u nas tego zwyczaju do szczętu. Można zadać pytanie, czy wszędzie tak było w tym czasie? Otóż nie, proces taki nie zaszedł do chwili obecnej ani u Rosjan (kto zażywał ruskiej bani, wie o czym mówię) ani u naszych zachodnich sąsiadów – Niemców.
Wiek XV
Bawiąc w Turyngii w 1989 roku miałem okazję nie raz obserwować zachowania polskiej wycieczki i niemieckich gospodarzy na zasadzie ciekawego kontrastu. Otóż na publicznym basenie schodziły się grupki niemieckich przyjaciół i bynajmniej bez względu na płeć, wiek, stopień pokrewieństwa lub jego brak, przebierały się przy wszystkich bynajmniej nie krępując swoją nagością siebie ani innych. Spotykało się to ze zgrozą naszych rodaków, którzy dokonywali cudów pomysłowości i nieraz brawury, by przebrać się w samotności przed lub po zażyciu kąpieli. Owa ekwilibrystyka była im po części narzucona przez warunki; otóż przebieralni tam albo nie było, albo z powodu niskiego zainteresowania były tak mikroskopijne, że nie mogły przyjąć naraz trzydziestoosobowej wycieczki z Polski. 
Wiek XVII
Takie tolerancyjne podejście do ciała naszym niemieckich gospodarzy wynikało z etyki luterańskiej, która zakłada, iż co z chrześcijańskiego Boga to i dobre być musi. Tak więc z takim podejściem spotkamy się z pewnością w państwach skandynawskich, niemieckojęzycznych, ale już nie w Anglii, gdzie protestantyzm niewiele przyjął z nauk Marcina Lutra. Skrajnym, choć pozytywnym w moim odczuciu, przykładem takiego ujęcia problemu są drobne lokalne wspólnoty chrześcijańskie w USA, gdzie nagość jest traktowana jako element zjednoczenia z Stwórcą, często ujmowanego w sposób panteistyczny.
No właśnie, panteizm: prąd ten dał teoretyczną podbudowę pod ruch naturystyczny w Europie, w tym w Polsce. Podstawowa różnica, nie rozróżniana w mediach, między naturyzmem, a nudyzmem jest taka, że naturyzm ma stronę duchową, nudyzm zaś propaguje przebywanie nago w celach ściśle rekreacyjnych. Natomiast naturyzm, przynajmniej teoretycznie, sprzęga się z ekologią – być naturystą oznacza być świadomym związku z Przyrodą i ciążącej z tego tytułu na człowieku odpowiedzialności. Naturysta swymi działaniami nie może kolidować z Naturą, jego zachowanie winien cechować szacunek dla Przyrody, w której przecież często spoczywa Bóstwo. A stąd już tylko krok do neopogaństwa.
Lata 20-te.
Jaka jest historia naturyzmu/nudyzmu? Do XIX wieku nie znano tego terminu. Dopiero rygoryzm czasów wiktoriańskich i społeczna nań odpowiedź złożyła pod ów ruch podwaliny. W końcu XIX zaczynają powstawać początkowo prywatne kluby, następnie społeczne stowarzyszenia, których członkowie i członkinie spotykali się, by wyzbywszy się skrępowania praktykować nagość. Polacy, o dziwo! nie pozostawali w tyle. W 1897 roku powstało w Grudziądzu Towarzystwo Naturalnego Sposobu Życia, a po I wojnie pierwsze stałe ośrodki naturystyczne – w Zaleszczykach, Dąbku, i na Pojezierzu Wileńskim.
1954 rok
Po drugiej wojnie plaże naturystyczne powstawały od 1946 roku, a ruch w formie niezorganizowanej, bardziej „podziemnej” trwał do lat 80-tych, kiedy to nastąpiła eksplozja… Jak było potem, wszyscy to wiemy.
Na naszym pogańskim podwórku (czy raczej zaścianku) laury pioniera w reformie starych naleciałości należy przyznać wiccanizmowi. W jego ramach, w niektórych kowenach praktykowana jest nagość w trakcie obrzędów, nagość to zatem rytualna, więc bliska Bóstwu.
Wicca
U naszych wschodnich sąsiadów nagość rytualna przy niektórych obrzędach bywa praktykowana w grupach rodzimowierczych, podobnie ma to miejsce w odynistycznych grupach u naszych zachodnich sąsiadów – choć tam nie ma ona znaczenia religijnego. Po prostu wynika ona z kultury, starego sposobu życia, jest więc czymś naturalnym, codziennym nawykiem
Kupała
Kończąc ten felieton pragnę tylko dodać, że nikogo nie namawiam, by po przeczytaniu tego artykułu z miejsca zaczął wprowadzać naturyzm, poczynając od swej rodziny, a na znajomych z pracy kończąc. Wystarczy gdy nie będzie czynił atrakcji dnia, jeśli komuś opadnie ręcznik w szatni i przeciwnie: jeśli jemu lub jej zsunie się ręcznik, by nie traktowali tego jako koniec świata i towarzyskie faux pas.

Reportaż o naturystycznych protestantach:

14 komentarzy:

  1. Albert Einstein panteistą był! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żydem był, ot co!

      Usuń
    2. Żydem i pedarastą i cylklistą...

      Usuń
    3. „Przystosowując teorię względności do upodobań czytelników (trolli internetowych i spamerów?) (prorok kurwa, prorok), w Niemczech nazywają mnie niemieckim uczonym, a w Anglii – szwajcarskim Żydem. Jeśli zacznę być uważany za bête noire [czarną owcę], określenia te zostaną odwrócone: dla Niemców będę szwajcarskim Żydem, a dla Anglików niemieckim uczonym”. A.Einstein ...

      Usuń
    4. Proponuję posłuchać Ballady o Jamniku w wykonaniu Grupu Mocarta.

      Usuń
    5. To posłuchajmy jest tutaj

      Usuń
  2. a ja sądziłem, że kobietą.... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ot ciekawy a zarazem kontrowersyjny temat poruszono. Nie mam nic przeciwko naturyzmowi, ALE..nasi jahwistyczni krajanie modlący się do boga z penisem (w większości) nie mają nic wspólnego z Przyrodą - więc dla nich byłoby na rękę, gdyby nagle Polki świeciły w miejscach rekreacyjnych melonami i nie tylko ;) Mogliby popatrzeć sobie legalnie,bez oskarżeń o podglądactwo na pożądliwe obce ciało. Ach wtedy turystyka nadmorska rozkwitłaby na nowo;) A tak na poważnie, to dziś naturyzm jest dla mnie abstrakcją, ale nie przerażam się jak komuś ręcznik się umsknie ;)

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie chrześcijaństwo w Polsce mało ma wspólnego z panteizmem. Wsród naturystów zaś malo jest osób podzielających ortodoksyjne katolickie poglądy. To chyba nawet dobrze... Co do Polek łyskających melonami w miejscowościach nadmorskich, to spotykam się z tym dość często - w sumie zawsze gdy idę na targ po warzywa...

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Myślę, że oprócz pruderii wiktoriańskiej jako przyczyna wstydu dołącza się jeszcze taki czynnik, że nie każdy nago ładnie wygląda. To bowiem defekty urody, zwłaszcza te wynikające z zaniedbania rozwoju fizycznego i dbałości o ciało są drugim czynnikiem, który wzmacnia pruderyjną postawę. Każdy fałszywy wiktorianin ma w głowie zakodowany wzorzec młodych i jędrnych ciał z filmów pornograficznych, sportowych czy o innym "życiu seksualnym dzikich" a nie każdy chce albo i może poświęcać swojemu ciału tyle czasu co preferowane przez kamerzystów typy oglądane przez niego na szklanym ekranie. I ten rozdźwięk szczególnie widoczny u Polaków i Polek, powoduje, że nie są przyzwyczajeni/one do oglądania naturalnej nagości, że zawsze nagość postrzegana jest jako wymowna i pojawiają się podświadome (acz głupie) pytania "co artysta chciał przez to powiedzieć". Dopóki nie wyrobimy sobie takich przyzwyczajeń o nagości neutralnej, to nawet przypadkowa nagość wynikająca np. z obnażenia pośladka będzie u nas dalej postrzegana jako afront, co chociażby widać w naszym języku skoro są w nim takie wyrażenia jak przysłowiowe "pokazać d...", "strona niepolityczna".

    OdpowiedzUsuń
  5. aż tak źle nie ma...w naszej grupie podczas Kupały nie było fałszywerj pruderi, do jeziorka wszyscy przeważnie szli co najwyżej ubrani w lniane koszule...szczególnie młodzi ;) nikt nie bał się, że koś inny dotknie czy np weźmie na ręce i wrzuci do wody ;) Pary przy ognisku również okazywały sobie przycvhylność tylko jeżeli miał ktoś ochotę na więcej...to szedł z partnerką szukać kwiatu paproci a i to przydażyło się, że jedna pra trafiła na drugę... i nikt nie panikował czy nagle reagował jak zakonnica w saunie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, mówię o postrzeganiu przez chrystolubnych sąsiadów pośród nas, których maniery podyktowały "szyk" (celowo w cudzysłowie) naszemu społeczeństwu. To może z tego powodu popularne w Polsce parę lat temu były reklamy produktów żywnościowych takich jak słodycze czy alkohol z mniejszą lub większą dozą nagości kobiecej nawiązujące do mitu hebrajskiego o raju i zakazanym owocu... No ale większość środowiska którego znam jest normalna i nie podnieca się nagością coby traktować to jako sprośność, zwłaszcza że moja rodzina pochodzi z Kresów, gdzie bania była nieodzownym elementem życia higienicznego i społecznego. Im dalej na wschód, tym trudniej było sukienkowym obyczaj mycia się wykorzenić.

    Co prawda z kolei z niektórymi innymi potrzebami ciała było gorzej, bo przy dworku wybudowano budkę z serduszkiem dopiero w 20-leciu międzywojennym na polecenie min. Sławoja-Składkowskiego, a wcześniej chodziło się w takich razach za stodołę, ale akurat bania, uczęszczana w każdą sobotę, to jest coś, czym polska Ruś i Wołyń mogą się poszczycić.

    OdpowiedzUsuń