piątek, 22 marca 2013

Moje wiślane Jare Gody

Ciężki i mokry śnieg nie jest zwiastunem zbliżającej się wiosny. Nad rzeką wieje, siąpi deszczyk i ogólnie nie jest miło. Lecz to właśnie dziś jest święto nazywane Jarymi Godami., kiedy oficjalnie My-Słowianie  albo jak kto woli rodzimowiercy żegnamy czas mroku, zimna i śmierci.

  
W samotności, w towarzystwie mojego psa przywitałem panią Wiosnę. Skromnie na tyle na ile mnie było dzisiaj stać. Rozpaliłem niewielkie ognisko nad wiślanym brzegiem, ukrywszy się od porywistych podmuchów wiatru. Nieopodal las łęgowy oraz oczerety z łozowisk doskonale dawały mi nastrój odosobnienia. Potem przygotowałem sobie dary dla Bogów i poczciwego ogieńka. A wiec zeszłoroczne zioła zebrane uprzednio z pobliskich łąk-pokrzywę, krwiobiścieg, miętę oraz nasiona z pól uprawnych. Może to niewiele, ale to mój podarek. Zasuszone pamiątki Matki Natury - cudnej Mokoszy...
Chleb, trochę sera i kropla piwa dla obłaskawienie dobrych mocy, ażeby mnie i moich przyjaciół chroniły od niedobrego ułożyłem na ziemi i przykryłem chustą. Obok dwa jajeczka i kartka z wierszem, specjalnie ułożonym na tę okazję zabezpieczyłem kamykiem znad rzeki - znakiem jej łączności ze świętym kręgiem. Przepraszając Bogów za fakt, że tego roku nie uświadczyłem pioruna rozpocząłem mój rytuał Jarych.
Swarożycowy blask jak zawsze jest dla mnie łaskawy. Nie gaśnie, choć gęstniejące opady śniegu już targają wątpliwościami. W końcu biorę kukłę - Marę-Marzannę, którą wcześniej skleciłem z badyli , uschniętych traw, trzcin i gałęzi i wyniosłem poza krąg wokół którego trwa słowianolubny obrzęd pamięci. Radość odchodzenia ciemności. Jakby ktoś nas zobaczył, uznałby, że jakiś idiota paraduje z wiązką chrustu. Bo kukły, uwierzcie mi to ona nie przypominała. Sam fakt, że jakoś ją obwiązałem zakrawał na fart, że w ogóle udało mi się ją zrobić. Kilka zdań, głośnych myśli i podpalam szkaradę! Ciężko jest ale się powiodło. Jest już ciemno, noc. Pięknie na tle białawego puchu wygląda Bogini zimy i ... płodności. Rośnie mi serce, wzruszenie łapie za gardło.
Podchodzę nad wodę i wyrzucam Marzannę z pogardą, krzycząc:
- Idź precz maro, staro babo, ohydo zimnej pustki, giń !!!
Po chwili patrzę jak wiślana pomarszczona toń pochłania ją ku swoim pluskom. To trwa kilka chwil. I uważając, aby się nie potknąć wracam do ogniska. Nie wolno patrzeć za siebie, bo to może przynieść złą wróżbę. Jestem rad, że mi się udało. Rok może będzie dla mnie łaskawszy?
W dłoni trzymam gałązkę z wierzby, są na niej srebrnoszare kocie futerka. Wiślane bazie...  Przywiązałem do niej kilka  zielono-czerwono-żółtych wstążek. To mój pogański mazowiecki Gaik! Zrobiony od serca. Z potrzeby kultywowania tradycji po przodkach. Jest on symbolicznym znakiem powracającej Wiosny. Obchodzę nim cały krąg wokół ogniska. Przemawiam do Bogów, proszę, aby usłuchali moim prośbom.
W ciszy jest po prostu dobrze. Choć wiem, że nie jesteśmy sami - wiatr dmie w twarz, tarmosi blednący żar Swarożej nadziei. Słyszę płynącą rzekę, plusk fal o brzegi. Konary łęgów rozczochranych złością okaleczonej zimy. Pragnę przedwiośnia ze skowronkami. Złotych  zawilców w starorzeczach. Żurawi na przelotach. Wiosny!
Stoję przy ognisku. Obieram jajeczka, a skorupki kładę tuż przed nim na ziemi. Tak trzeba. Wrzucam nasiona pól i zioła łąk ukwieconych z zeszłorocznego lata. Nalewam w mój niewielki róg spieniony napój z chmielu. Upijam trochę, najsampierw dając w darze Bogom jego największą ilość. Wylewam do ogniska jego złocistość oraz z  szacunkiem kładę w jego żarłoczne jęzory bochenek chleba. W końcu mówię mój wiersz - osobiste wyznanie zapisane na kartce zeszłej nocy... Dla Was Bogowie!
Jem jajeczko, zagryzając z chlebkiem . Nic więcej nie trzeba. Liczy się intencja nie ilość. Popijam. Cieszę się, że duchy Bogów są z nami. Przyjęli dary i teraz ulatują z dymem do świata, w którym rządzą.
Jestem u siebie. Pies  chyba także jest szczęśliwy. Wracamy spokojni do domu.
Tak przywitałem dziś moje Jare Gody.

5 komentarzy:

  1. 1000 lat z okładem "jezusowania" Polski, a tu się znalazł "zaprzaniec" rodem jak ze "Starej baśni".
    Poczekaj przeniewierco, doniosę twojemu proboszczowi, on ci już wybije z łepetyny te szatańskie gusła.
    Masz to jak w banku - watykańskim :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za twoją chrześcijańską tolerancję, zrozumienie i ludzką życzliwość. To dla mnie zaszczyt być tak postrzeganym... A co do księży i proboszcza - z niektórymi mam dobre kontakty-znają mnie :)
    Ciekawe czy też będziesz takim twardym obrońcą wiary Jezusowej ,kiedy spotkasz muzułmanina spod znaku fundamentalizmu irańskiego :)
    A bankami gardzę.
    Dużo dobrego ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławku, to był żart. Wiem, że proboszcz cię lubi, faceci w sukienkach czują miętę do przystojnych chłopaków ;)

      Usuń
    2. I to jaką... ale mówiąc szczerze sukienkowi to dla mnie śmieszni ludkowie i albo się wystarczająco dobrze kamufluję albo przymykają oczy na to, co o nich naprawdę myślę, licząc, że może kiedyś "wrócę na łono kościoła". Ale w tym drugim wypadku to mają mnie za zdolnego do większych idiotyzmów niż mogą się mi zdarzyć w rzeczywistości. Moją taktyką jest po prostu przeczekać zakusy tego towarzystwa na moją rogatą słowiańską duszę.

      Daleko groźniejsze są sekty takie jak chłopaki od Schnoebelena czy salafici. Co do tych pierwszych włącznie z niesławnym Heniem K. na czele to nie ma wątpliwości, że uprawiają czarną destrukcyjną magię zakamuflowaną w terminy "ewangelicznego chrześcijaństwa" (mam skany podręczników tych sekt jak oni to robią - poświęcone przeważnie wyłącznie niszczeniu pól ochronnych), a ci drudzy lubią z kolei rozwiązywać problem jaki stanowi dla nich żyjący kafir poprzez kęsim-kęsim czyli dla nieznających języków orientalnych: nieodwracalne oddzielenie części głowowej od tułowia z pomocą szybkiego ruchu zamachowego ostrych narzędzi stalowych.

      Z powodu upierdliwości Henia i podobnych borostworów dostałem wrzodów na żołądku i musiałem wycofać swoją agendę agit-prop/PR z magla (czytaj: Usenetu) dla ratowania nadwątlonego zdrowia i obecnie pracuję na pół gwizdka. I mając jeszcze świadomość że to rodowici Polacy otumanieni fanatyzmem i uważający się za niezależnych, a nie rzymscy okupanci rzucają na mnie swoje astry. No ale mogę się pocieszyć, że działa jeszcze doskonale moja hodowla flafików (puchatych króliczków) na jednym z serwerów a to też coś. Różne natanki potem się dziwią, skąd tak się szerzy ezoteryka w całym kraju i wymyślają, że to robota jakiś "dziobłów" czy innych "farmazunów" a to po prostu nasza praca u podstaw. Nie należy pogardzać kicającym flafikiem czy innym chomikiem, pop-ezoteryka uprawiana świadomie i z premedytacją to jest już IMHO wyraźny postęp duchowy w porównaniu z moherem czy lemingiem forsowanymi przez dwóch konkurencyjnych krajowych magnatów od przekaziorów.

      Usuń
  3. Sława!Sława Sławku! Sława Jare Gody! Sława jajeczko z chlebkiem i piwkiem!
    Sława Matka Natura!

    OdpowiedzUsuń