środa, 6 marca 2013

Dlaczego słowianolubia, a nie panslawizm?

Wiele prosłowiańskich organizacji, stowarzyszeń, portali internetowych, blogów wciąż postrzega „kwestię” słowiańską w kategoriach XIX wiecznego nacjonalizmu. Jak na te czasy zbyt archaicznych i słabo przystających do rzeczywistości XXI wieku. Najzwięźlej rzecz ujmując, ich twórcy utożsamiają słowiański etnos z pojęciem narodu i rozwiązania tożsamościowych problemów Słowian upatrują w ich  „odgórnym”  zjednoczeniu w jeden organizm polityczny zgodnie z nacjonalistycznym założeniem (opisanym przez E.Gellnera) naród=państwo. W tym ujęciu granice etniczne powinny się pokrywać z granicami terytorialnymi jednostek politycznych. Nie jestem ostatecznie przekonany, że jest to ideał możliwy do zrealizowania, a jeszcze mniej, że to jedyny i najwłaściwszy sposób, żeby mieszkańcy słowiańszczyzny poczuli się Słowianami. A czym się kończą takie „sny o potędze”, można zobaczyć tu:
I to wcale nie jest śmieszne :(
Tożsamość, świadomość etniczna, to przede wszystkim kwestia postrzegania rodzimej kultury jako wartości, a nie politycznego zaszeregowania do takiego czy innego obszaru administracyjnego z etykietą – Sławia, a nawet Panslawia (Wszechsławia). Słowianie zajmują całkiem spory i ładny kawałek świata, „wszech” im nie potrzebne, a jak będą dobrze gospodarzyć tym, co już mają – mleka i miodu im nie zabraknie. Najważniejsze, żeby uwierzyli, że potrafią zrobić to własnymi siłami i pomyślunkiem, bez ciągłego oglądania się na innych, rzekomo wyżej cywilizacyjnie rozwiniętych, co to nam z dobrego serduszka pomogą, miliardy euro „dadzą” i nic nie będą chcieli w zamian. Fajnie, ja też lubię bajki, ale bez przesady.
Nie będzie Słowian bez śmiałej, pozbawionej kompleksów, akceptacji słowiańskości, która czyni ich Słowianami. Bez niej rozpłyną się w globalnym morzu innych kultur, a przede wszystkim dadzą się bezwiednie wchłonąć przez czeluść uniwersalnej pop-kultury, dla której jedyną wartością, a zarazem sensem istnienia jest zysk finansowy, często niegodziwy. Kulturowa tandeta, szmira, schlebianie miernocie i bezguściu, inwazja anglicyzmów na lokalny język i ogólne schamienie obyczajów jest obecnie problemem prawie wszystkich krajów, nie tylko słowiańskich. Czy przetrwamy tę „kalijugę” w swej kulturowej oryginalności? Nie potrafię odpowiedzieć, wiem tylko, że problemu nie rozwiążą takie czy inne partie, związki, koalicje wszechsłowiańskie. Przyczyny naszych kłopotów ze słowiańskością mają podłoże kulturowe i na tej niwie należy walczyć o swoje, a jak się uda, to później rozwiązania czysto polityczne, takie czy inne, nasuną się same. A priori, żaden, choćby najlepiej napisany statut partii nie sprawi, że młodzi Polacy wybiorą kwas chlebowy zamiast coca-coli albo koncert „Żywiołaka” zamiast „Lady Gagi”. O zawartości ramówek telewizyjnych już nie wspomnę, bo w nich znalezienie jakiegokolwiek programu, filmu akcentującego słowiańskość graniczy z cudem.
W relacjach międzynarodowych podobnie, dopiero gdy po ciężkiej orce na ugorze i udanych plonach na polu kultury mieszkańcy słowiańskich państw staną się sobie bliscy, wykiełkują więzi, sympatie, kontakty wzajemne, wtedy formalne alianse polityczne oraz gospodarcze zawiążą się automatycznie – jestem o tym przekonany. Ale dopóki przeciętny Polak będzie łaknął „kultury” rodem z nowojorskiego Bronxu, nie mając przy tym zielonego pojęcia co się dzieje za miedzą, co czyta, czego słucha, co ogląda w kinie np. Czech czy Słowak, a rusińską kulturą będzie się wręcz brzydził, bo mu kiedyś wmówiono, że za Bugiem mieszkają nieokrzesane kacapy w śmierdzących walonkach, dopóty nie ma szans na urzeczywistnienie pansłowiańskich mrzonek. Dlatego najpierw słowianolubia, czyli intencjonalne zbliżenie Słowian, przede wszystkim na niwie szeroko pojętej kultury, a potem ewentualnie panslawizm, czyli unia polityczna. Nadzieja na odwrotną kolejność zdarzeń jest płonna. Dlatego na tym blogu stronimy od przebrzmiałej polityki XIX-wiecznego nacjonalizmu, uznając za Asnykiem, że:

Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu;
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.
Wy nie cofniecie życia fal,
Nic skargi nie pomogą.
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Słowiańska droga...
I tylko od Nas zależy czy ten nasz kawałek świata pójdzie słowiańską drogą, w cieniu dębów, lip i wierzb, czy też pojedzie euroautostradą na przysłowiowy zmywak do Londynu, bo w kraju nic ciekawego go nie czeka. W Londynie będzie miał przecież ten sam pop-kulturowy szajs dookoła, a nawet „lepszy”, a na dodatek prestiżowy „etat” na zmywaku, zamiast krajowej poniewierki bezrobotnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz