poniedziałek, 11 lutego 2013

Słowiański rasizm


Wypada nam na samym początku działalności bloga napisać co nieco na temat, który choć w żadnym stopniu nie jest żywotny dla środowiska rodzimowierczego, lecz dla pewnych jednostek niestety tak. Problem ten oczywiście jest znacznie bardziej złożony, wykracza poza bariery środowiskowe łącząc poszczególne osoby ze sobą, ponad podziałami wynikającym z wyznawania tej lub innej religii. I choć jego zwolennicy sami starają się go ze wszystkich sił podważyć; bo kto pamięta stronę jednego z zarejestrowanych wyznań rodzimowierczych, gdzie admin zamieścił zdjęcia roznegliżowanych Rosjanek podpisując je „oto aryjskie piękności”, wie, o czym mówię; warto przyjrzeć się zagadnieniu z bliska.

Łyk historii
Rasizm jako doktryna pojawia się nam w okresie Oświecenia, gdy na fali ogólnego poruszenia umysłowego i starań, by naukowo wykazać słuszność wszystkiego, próbowano wysuwać uczone argumenty za rzekomą wyższością i predestynacją pewnych ras lub narodów nie do końca już wtedy rozróżniając te pojęcia. Jak powiedziałem, rasizm wtedy uzyskał przywilej bycia poddany badaniu metodami naukowymi. Nie oznacza to bynajmniej, że wcześniej nie istniał. Po raz pierwszy głoszony był przez Arystotelesa, który skłonny był widzieć w barbarzyńcach, a więc wszystkich nie Grekach, osoby upośledzone, o znacznie niższych możliwościach intelektualnych, co wynikało dla niego z prostego faktu, że nie chcieli uznać wyższości greckiej nauki i sposobu życia. W pewnym sensie owe teorie wielkiego filozofa były sprzęgnięte z mizoginią. Arystoteles uważał bowiem, że kobieta jest pomyłką natury, stworzeniem niedokończonym w okresie płodowym, wydanym na świat nim osiągnęło cechy typowego mężczyzny. Wielki filozof byłby z pewnością wielce zdziwiony, gdyby dożył chwili najazdu swojej ojczyzny przez Rzymian. Naród ów, choć jak mówią, podbity przez pokonanego wroga, tak iż przejął jego kulturę prawie jako własną, często sceptycznie podchodził do swego poddanego. W łacińskich tekstach zachwyt nad kulturą Grecji często idzie w parze z dywagacjami o wrodzonej Grekom chytrości i zdradliwości, zniewieściałości i braku poczucia honoru. „Greculus” był synonimem podstępnego wytwornisia, osoby głoszącej wzniosłe filozoficzne ideały i niestroniącej od najgorszych pochlebstw.
Okres średniowiecza odmienił trochę sytuację, najeźdźcy germańscy zarzucali właśnie to samo Rzymianom, co Rzymianie wcześniej Grekom. Więc zniewieściałość (wręcz zabraniano z tego powodu Rzymianom noszenia broni), zdradę i skłonność do dzielenia włosa na czworo. I choć poszczególne jednostki jak Teodoryk Wielki starali się zasypać rów uprzedzeń pomiędzy oboma nacjami, wzajemne niechęci trwały nadal.

Słowiańskie odkrycie

Zgoła odmienne stanowisko prezentowali Słowianie już we wczesnym średniowieczu, w okresie Wędrówek Ludów. O ile Rzymianie czy Germanie stosowali praktykę najazdu, a następnie opanowywania podbitej ludności i terenu, Słowianie przede wszystkim stosowali „łagodną infiltrację” niejako wychodząc z założenia, że woda drąży kamień. I można powiedzieć, że na tym polega historyczne odkrycie Słowian, bo któż prócz historyków średniowiecza pamięta o germańskich państwach w Afryce, Hiszpanii, Francji czy Italii? Zdobywcy, nad którymi zawsze dominował liczebnie miejscowy zwyczaj, szybko tracili swoją tożsamość, rozpływali się w bezimiennej masie swych poddanych, zostawiając po sobie tylko wspomnienia w zakurzonych kronikach i dary grobowe. Natomiast Słowianie infiltrowali przez stulecia i zasilali coraz to nowe tereny wolno płynącymi strumykami wędrowców i osadników, zdobywając, a co ważniejsze zachowując do dnia dzisiejszego większość ze swoich terytoriów. Owa infiltracja oznaczała również mieszanie swej krwi ze wszystkimi ludami, lecz pomimo to zachowanie swej tożsamości, swej słowiańskiej kultury. I tak jak wchłonęli Awarów, Bułgarów czy ruskich Wikingów, tak też zmieniał się ich wygląd zewnętrzny. I tak Ibn Al.-Faqih (IX/X w.) w swych wspomnieniach z podróży po świecie podaje, że Słowianie posiadają dwojaki wygląd: jedni o smagłej cerze i ciemnych włosach mieszkają w pobliżu Morza Śródziemnego, drudzy, jaśni mieszkają w głębi lądu.
Cesarz Konstantyn VII Porfirogeneta (X w.) podaje znów w swym traktacie „O rządzeniu państwem”, iż Słowianie są połączeni z ludami tureckimi więzami przyjaźni i małżeństwa.
Z tymi wszystkim świadectwami koresponduje oczywiście średniowieczna wzmianka o niewolnikach u Słowian, że po okresie przymusowego osadzenia, niewolnik był wyzwalany i pozwalano mu żyć wśród Słowian. Iż przez to rozumiano również prawo do założenia rodziny (celibatu nie praktykowano) jest tylko logiczną konsekwencją.

Rasizm i Słowianie

Gdybyśmy mieli przywołać tu naszą Ojczyznę, musielibyśmy spojrzeć na tereny poddane w XIII wieku kolonizacji na prawie niemieckim. Przybysze lokowani na znacznie dla nich korzystniejszych zasadach szybko zdobywali dominację na swoim terenie. Oznaczało to nie tylko ucisk ekonomiczny dla słowiańskiego chłopa, ale również kulturowy. Znamy obecnie wilkierze (statuty) miast zarządzanych przez Niemców i wiemy, iż niejednokrotnie zabraniały one wszelkich kontaktów ze słowiańską ludnością mieszkającą w okolicy, nie wolno było niemieckim mieszczanom wchodzić ze Słowianami w związki rodzinne, towarzyskie wreszcie nawet handlowe, chyba że „przyjmą nasz język i staną się jednymi z nas”, jak głosiła jedna uchwała rady miejskiej. Fakt ten warto tym bardziej przytoczyć, iż od jakiegoś czasu kreuje się u nas wizję pokojowego i zgodnego współistnienia obu równych nacji, które współzarządzając tym czy innym regionem Śląska zlewały się w jeden „naród”. Rzeczywistość była inna i choć z pewnością nie brak było i pozytywnych zdarzeń we współżyciu obu narodów, to jednak regułą był (niestety) antagonizm. Takie podejście uległo wzmocnieniu po zaborach, lecz trzeba pamiętać, że sterowane urzędowo akcje wynaradawiania zaczęły się już w końcu XVII wieku w Prusach.

Niereformowalni głupcy

Sytuacja Słowian była podobna do sytuacji Żydów, którzy programowo obciążani winą za śmierć „niejakiego Chretosa” jak pisze Swetoniusz, stawali się obiektem prześladowań. Również i obecnie nie brak takich głosów w naszym społeczeństwie, choć na szczęście w środowisku rodzimowierczym jest to sprawa marginalna. Obecnie znacznie częściej występują przeciw Żydom wyznawcy ich współplemieńca. Z podobną niechęcią, jeśli nie pogromami mamy do czynienia na wschodnich kresach Rzeczpospolitej, gdzie miejscowej ludności ruskiej odmawiano statusu mieszczan czy szlachty, uznając, iż z racji swego pochodzenia są go niegodni. I będąc już w czasach nowożytnych warto się na chwilę zatrzymać, bo pojawia nam się reformator Marcin Luter, który choć sam urodzony na terenie zajmowanym jeszcze przez Słowian, podzielał pogląd o wyższości jednych ras czy nacji nad innymi. Ze swej strony twierdził, że największymi głupcami są właśnie Słowianie połabscy, w dodatku są to głupcy niereformowalni

Tajemnica apartheidu

W pewnej części podobne poglądy prezentował wybitny adwersarz Lutra – Jan Kalwin. Od jego nauk, w szczególności o predestynacji, wywodzą się późniejsze różne odłamy rasizmu, w szczególności te, które nadal bywają popularne w USA czy RPA. Tam też stworzono doktrynę apartheidu będącą w swej istocie zamaskowaną formą rasizmu. Doktryna ta głosiła, że w RPA żyją obok siebie dwa narody: biały i czarny, a każdy z nich zajmuje stosownie do swego poziomu cywilizacyjnego miejsce. Oczywiście upośledzonym nie był naród białych, który jako bardziej zaawansowany (bo przecież chrześcijański, nie pogański) korzystał ze wszelkich możliwych udogodnień, podczas gdy naród czarny nie korzystał z żadnych praw. Ale apartheid miał jedną trwałą bolączkę: hipokryzję swych wyznawców. Otóż z badań statystycznych w latach 1950-1980 wynikało, że cieszy się on wielką popularnością wśród białych obywateli RPA, dochodząc do prawie 80% w sondażach. Z drugiej strony zdecydowana większość respondentów pozytywnie wypowiadających się o apartheidzie przyznawała się do utrzymywania stosunków seksualnych z przedstawicielami rasy czarnej; i wszystko staje się jasne…

Rasizm i Natura, Rasizm i Rodzimowierstwo

O rasizmie można by pisać długo, można by rozwodzić się nad kulturą brytyjską i jej stosunkiem do kolonizowanych narodów (wszyscy pamiętamy Kurtza z „Jądra ciemności”) czy III Rzeszą, można by pisać o kilku niewydarzonych krzykaczach, którzy kreując się na reprezentantów całego Rodzimowierstwa, głoszą takie teorie, dopóki w kontakcie z mediami nie skompromitują się nieznajomością historii i logiki. Powtarzam: można by, ale są to fakty powszechnie znane, warto więc skupić się raczej nad kwestiami, dlaczego rasizm jest niezgodny z naturą oraz z Rodzimowierstwem.
Warto wziąć pod uwagę, że na świecie od prawieków istnieje wielka grupa ras mieszanych, co dowodzi, że wszelki rasizm, jak i celibat, jest niezgodny z Przyrodą.
Fakt, że obecnie w Europie nie ma narodu, który byłby pod względem genotypu, jak i fenotypu jednorodny dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Fakt, że w każdej rasie odsetek osób o wyższych uzdolnieniach niż przeciętna i niższych niż przeciętna jest taki sam, dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Fakt, że w każdej grupie rasowej znajdziemy zarówno prawych jak występnych, mędrców, jak i głupców, mężnych oraz bojaźliwych dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Fakt, że ludzie z różnych ras są dla siebie atrakcyjni, łączą się i wydają potomstwo, które nie różni się pod względem zarówno duchowym, jak i biologicznym od potomstwa poczętego z rodziców jednej rasy dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Fakt, że inne ludy już u naszego słowiańskiego zarania przejmowały nasz język, wiarę oraz obyczaje, a nasi przodkowie przyjmowali je do swej społeczności na równych prawach, wchodzili z nimi w związki małżeńskie, dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Wreszcie fakt, że wśród rasistowskich przywódców brak osób czystych rasowo wedle ich własnych standardów dowodzi, że rasizm jest sprzeczny z naturą.
Tym samym rasizm w każdej swej odmianie należy uznać za wytwór umysłów nieoświeconych i jako taki niegodny rodzimowiercy. A żeby odkryć do końca swe poglądy, wyznam, że piszę to wszystko chrupiąc macę, że aż mi się uszy trzęsą… 

1 komentarz:

  1. "Po raz pierwszy głoszony był przez Arystotelesa (...) Rasizm jako doktryna pojawia się nam w okresie Oświecenia" - czy aby na pewno? A co legło u podstaw tzw. źródeł pustynnej tradycji, pochodzącej rzekomo z 1800 przed tzw. ne? Była to miłość bliźniego? Bez jaj, a w sumie bez naplatka! Ok, można dywagować, że kiedy Ezechiel (ok 538r przed tzw. ne) napisał - Izraelu jesteś z ojca Armoryty i matki Hetytki, to mial na myśli... No właśnie, cokolwiek on miał na myśli i tak nie miało to potem żadnego znaczenia. Następne pokolenia nierasistowskich mieszańców i tak wiedziały lepiej co i jak.

    "Tym samym rasizm w każdej swej odmianie należy uznać za wytwór umysłów nieoświeconych i jako taki niegodny rodzimowiercy." Byłbym ostrożny w tym samobiczowaniu się, jak i w mówieniu co jest, a co nie jest rasizmem, bo rasizm nie jedno ma imię. Jedz sobie co tam chcesz, uważaj żebyś się tylko jakimś odłupanym skrawkiem tej macy przypadkiem nie obrzezał... bo jeśli nie wiesz, to boleśnie rasistowskie jest, w samej swej naturze...

    P.S.
    "I tak jak wchłonęli Awarów, Bułgarów czy ruskich Wikingów, tak też zmieniał się ich wygląd zewnętrzny." Też bym uważał na to jak to było z tymi narodami czy plemionami, czy były wchłaniane, czy się asymilowały, kim w sumie były itp. Sprawdź sobie DNA Rurykowiczów, niby założycieli "wingowskiej czy tez wikińskiej" Rusi, tylko się nie zdziw...


    OdpowiedzUsuń