piątek, 8 lutego 2013

Słowiańska "Księga Mormona"

Każdy, kto interesuje się przeszłością Słowian wcześniej czy później natrafi na znaczną liczbę filmików na YouTube z pogadankami, wykładami niejakiego Aleksieja Trehlebowa (Алексей Васильевич Трехлебов), Rosjanina, który niestrudzenie popularyzuje w ten sposób zapomnianą wiedzę i kulturę Słowian i Aryjczyków zawartą w rzekomo niedawno odkrytych tzw. Wedach Słowiańsko-Aryjskich.


Sam Aleksander Wasiliewicz Trehlebow to postać osobliwa sama w sobie, były myśliwy, wyczynowy alpinista, uczeń tybetańskich lamów, uzdrawiacz, pisarz, a obecnie nauczyciel duchowy i kapłan (żerca) neopogańskiego ruchu wyznaniowego zwanego Starowierstwem lub Inglizmem, który jest rzekomo pierwotną, a zarazem najprawdziwszą wiarą Słowian-Ariów (nie mylić z prawosławnymi Starowiercami). Trehlebow wraz z kilkoma adeptami tej słowiańsko-wedyjskiej wiedzy z godną podziwu energią i konsekwencją propaguje w swoich książkach oraz internecie założenia tego systemu światopoglądowego, który dalece wykracza poza to, co przyzwyczailiśmy się uznawać za religię. To wręcz cała wizja człowieka i świata na wielu poziomach i wymiarach Nawii, Jawii i Prawii. Niestety szlachetnych intencji propagatorów nowej-starej wiary nie doceniono w Rosji, ruch został zdelegalizowany, podobno za propagowanie rasizmu i posługiwanie się swastyką (jeden z najważniejszych symboli Starowierów), a nieznani sprawcy spalili główną świątynię ruchu w Omsku, która teraz nie nadaje się do użytku.
Wedy owe to głównie złote tablice, a właściwie arkusze blachy zapisane runami w sanskrycie, przechowywane w tajemnicy przez wieki w tajemniczych jaskiniach na Syberii przez pokolenia strażników-wołchwów. Zapisana jest w nich najdawniejsza historia Słowian-Ariów od ich przybycia na Ziemię gigantycznym statkiem kosmicznym Wajtmara, który awaryjnie lądował na naszej planecie 125 tys. lat temu. Paleoastronautyczne fantazje Ericha von Dänikena, a nawet Zecharii Sitchina to przy tym mały pikuś. Oczywiście ani oryginalnych tablic z zapisem Wed, ani pieczar gdzie są przechowywane przez tysiąclecia żaden wiarygodny naukowiec, archeolog, historyk nigdy na oczy nie widział i pewnie nigdy nie ujrzy i nie zbada. Ukrywa się je dla uchronienia przed profanami, którzy nie dojrzeli jeszcze do asymilacji tak szlachetnej wiedzy, a przede wszystkim przed wrogami, niejakimi „twarami”, którzy tylko czyhają, aby zniszczyć prasłowiańskie dziedzictwo. Twary, zwane także parasitami, to wraże ludzkości istoty, przypominające ludzi, ale jako produkty genetycznych manipulacji wrogich nam kosmicznych ras, są pozbawione duszy. Twary niewolą i wyzyskują od tysiącleci Słowian, zwłaszcza Rosjan. Powołali je do życia, aby nas gnębiły, odwieczni wrogowie Ariów, bliżej niezidentyfikowane demoniczne istoty z głębokiego kosmosu. Efektem działalności twarów jest popadnięcie w niepamięć zasad prawdziwej wiary, co skutkuje wszelakimi niedomaganiami na duszy i ciele, a zwłaszcza wszelakimi kryzysami, w kolejności: ekologicznym, moralnym, społecznym, ekonomicznym, chorobami cywilizacyjnymi, wyzyskiem, rewolucjami i innymi nieszczęściami ludzkości. O to, że są twarami, podejrzewa się zazwyczaj nielubianych polityków, bogaczy, biznesmenów oraz nacje uważane za wrogów Słowian, w pierwszej kolejności Żydów (Jewriejów). Co ciekawe, Germanów (Niemców) uważa się za blisko spokrewnionych ze Słowianami Ariów, ale zmanipulowanych przez twary, czego skutkiem była bratobójcza (w sensie rasowym) II wojna światowa. Mógłbym jeszcze długo streszczać te fantastyczne wątki historiozoficzne, ale jak kto ciekawy bez trudu odnajdzie je w necie. Oto kilka pomocnych linków na czele z samymi Wedami.
Na pierwszy rzut oka można w tych założeniach odnaleźć wątki new age, wspomniane już teorie paleoastronautyczne, wszelakie teorie spod znaku para-psycho-ufo, echa mitów o Szambali, Shangri-La itp., a w to zręcznie wplecione wątki religii wschodu, pewnie także prawosławia (od którego Starowiercy się zdecydowanie odżegnują, jako psychomanipulacji twarów), a to wszystko okraszone jest barwnym sosem domniemanej mitologii Słowian. Dosłownie okraszone, bowiem w materiałach ruchu roi się od „ślicznych” obrazków Peruna i innych znanych skądinąd bogów i bogiń. Na pociechę dodam, że przynajmniej ich imiona i dziedziny z grubsza się zgadzają.
Dla mnie nie ulega wątpliwości, że z historycznymi, dawnymi Słowianami te parareligijne rojenia niewiele mają wspólnego, a przytaczane co rusz przez teoretyków ruchu dla podparcia swoich tez fantastyczne etymologie niewątpliwie słowiańskich pojęć są czystą fantazją. Dam próbkę: adepci ruchu noszą długie włosy i brody, zapuszczanie ich jest wskazane, ponieważ łączą nas z energiami kosmosu. Na zasadzie kosmaty (owłosiony) jest podobne do słowa kosmos, zatem kosmaty łączy się z kosmosem.
Najbardziej mi to wszystko przypomina historię tzw. tablic i księgi Mormona. Na razie Starowierom daleko do potęgi i wpływów amerykańskich Mormonów, ale kto wie, w co uwierzą zdesperowani ludzie w targanej skrajnymi nierównościami społecznymi i politycznymi kryzysami Rosji? Każda sekta, zanim stała się potężnym kościołem zaczynała od małej grupki zapaleńców. To, co proponuje Trehlebow, jest bardzo sprytnie pomyślaną, wręcz wyrafinowaną kompozycją ideową, która uderza w najczulsze struny rosyjskiej, a może i słowiańskiej duszy. Odsłania naszą chwalebną przeszłość, wyjaśnia trudną teraźniejszość, daje nadzieję na świetlną przyszłość. Dowartościowuje za samo bycie Słowianinem, ukochanym dzieckiem Bogów, a czegóż więcej trzeba, aby pociągnąć za sobą masy biednych, zagubionych ludzi, żyjących we wrogim niezrozumiałym, brutalnie globalizującym się świecie. W zamian proponuje sielankę, a jak zauważył wieszcz – „Sławianie, my lubim sielanki”, wystarczy w nią uwierzyć i się przyłączyć. Gdzieś po drodze pewnie jeszcze wrzucić „na tacę”, ale niewielka to cena za przyjemne samopoczucie bycia lepszym od wszelkich innych ziemskich nacji.
Jak widać, wielka jest siła pożądania dumnych, prawiekowych duchowych i cywilizacyjnych korzeni, a może zwyczajnie – wpływów i pieniędzy przez autorów, a potem beneficjenów takich parasłowiańskich bajań?
Ale żeby nie było, naprawdę jestem pod wrażeniem, a nawet podziwiam autora (a może autorów) tej pomyślanej z rozmachem i całkiem spójnej wewnętrznie koncepcji. Tolkien ze swoim światem Śródziemia się chowa. Samo napisanie tylu tomów tych Wed i to jeszcze językiem stylizowanym na archaiczny, a do tego tylu książek, występowanie w licznych programach, filmach dokumentalnych, spotkaniach z ludźmi – to zaiste imponujące. Trudno mi nawet uwierzyć w czysto komercyjny charakter tej doktryny, za wiele wysiłku, zachodu, a zyski materialne, władza i wpływy na razie nikłe. Intencje animatorów tego ruchu wciąż pozostają dla mnie zagadką. Czy oni naprawdę w to wierzą?

8 komentarzy:

  1. jak mniemam te twary to te same byty co archony (archonty) charakterystyka podana w tekście sama nasuwa takie skojarzenie i śmiem twierdzić że to tylko inna terminologia a chodzi o te same ciemne pomioty

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnoszę wrażenie, że tak piszesz co ci ślina na język przyniesie. A gdzie dowody na twoje tezy?

    OdpowiedzUsuń
  3. "Gdzie są dowody na jej istnienie i dowody na to, że była słowiańska? Gdzie są owe pieczary i tablice? Jak na razie dostępne są tylko i wyłącznie słowa-bajki Trehlebowa i jego kompanów, a w necie liche fotki złotych blach z pismem fenickim lub etruskim jako owe wedy."

    Gdzie są dowody, na to, że nie jesteś skończonym kretynem i nie urwałeś sie z wariatkowa. Proszę o kopie dokumentów.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to jak z tym wariatkowem? Jak ci się udało przechytrzyć lekarzy?

    OdpowiedzUsuń
  5. anonimowy:głupa rżniesz?To oni coś ludziom podsuwają to niech oni udowadniają?co ci nie pasuje?

    OdpowiedzUsuń
  6. a tak nieśmiało zapytam ? czy ktokolwiek widział kamienne tablice z góry Synaj czy coś podobnego?

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam braci :) Wszystko super ale zrobcie cos z ta czcionka .Bardzo zle sie czyta ,moze tlo ciemniejsze bedzie lepsze .Super wiadomosci ! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń